Retoryka wokół OZE, w tym także programy rządowe promujące przemysłową „zieloną energię”, nieodmiennie sugerują najróżniejsze dodatkowe korzyści „ogólnospołeczne” rozwoju tej branży energetyki – która ma być nie tylko „zielona” w sensie braku emisji, ale także „czysta” moralnie, „przyjazna ludziom” itd.

Pisaliśmy już o problemach z wyplątaniem się z miliardowych zobowiązań wobec operatorów farm wiatrowych w kanadyjskiej prowincji Ontario http://stopwiatrakom.eu/194-wiadomości-z-zagranicy/1376-kanada,-prowincja-ontario-jak-wyplątać-się-z-miliardowych-"zobowiązań-wiatrakowych".html.

Okazuje się, że autorzy programu rozwoju farm wiatrowych w Ontario, czyli Partia Liberalna tej prowincji, popełnili także jeszcze inne poważne „nadużycie semantyczne”. Zachęcamy do zapoznania się z oryginalnym artykułem na ten temat, który ukazał się w dniu 4 lutego 2015 r. - http://business.financialpost.com/2015/02/04/ontarios-big-wind-bonanza-over-90-of-subsidies-funneled-to-just-11-companies/

Kiedy przyjmowano ustawę o OZE w Ontario (Green Energy Act – ustawa GEA) w 2009 r. rząd prowincji obiecywał „nowe miejsca zatrudnienia w zielonej gospodarce” oraz „szeroki wachlarz możliwości gospodarczych”, jakie miały powstać dzięki tej ustawie.

Ówczesny minister energetyki twierdził, że na ustawie GEA skorzystają mieszkańcy prowincji ze wszystkich grup społecznych: „Dostrzegamy szanse w naszych społecznościach wiejskich dla farmerów, nie tylko jeśli idzie o dzierżawę gruntów dla dużych spółek promujących farmy wiatrowe, ale także dla grup farmerów, którzy widzą siebie jako inwestorów w projektach… powstanie tysięcy mniejszych projektów OZE – mikrogeneracja – zarówno na terenach miejskich, jak i wiejskich”.

Tak, każdy z nas zapłaci trochę więcej za energię z OZE, ale korzyści z niej płynące staną się powszechnym udziałem. Tymczasem stawki za energię nie wzrosły „trochę”, ale po prostu eksplodowały w górę.

Co do korzyści z dotacji na OZE, okazuje się, że nie stały się one „powszechnym udziałem” zwykłych mieszkańców prowincji, lecz wylądowały w kieszeniach garstki koncernów o wielomiliardowych obrotach, z których większość ma siedziby poza Ontario.

Według kanadyjskiej organizacji konsumenckiej Consumer Policy Institute and Energy Probe, 90 % subsydiów wiatrakowych otrzymało tylko 11 przedsiębiorstw, 80 % z tych dotacji poszło do spółek o rocznych dochodach powyżej miliarda dolarów kan., a 60 % - do spółek o rocznych dochodach przekraczających 10 miliardów dolarów kand.

Tylko 10 % dotacji dla producentów energii z wiatru dotarło do niewielkich lub lokalnych właścicieli instalacji.

W sumie od 2006 r. prowincja Ontario wypłaciła operatorom wiatrakowym subsydia o wartości prawie 2 miliardów dolarów kan.