lebiedowska infografikaNa stronie PSEW ukazał się artykuł p.t. „Prawda o raportach NIK ws. wiatraków” „Polskie Stowarzyszenie Energetyki wiatrowej zweryfikowało raporty Najwyższej Izby Kontroli, dotyczące energetyki wiatrowej ….....” http://psew.pl/2017/01/26/prawda-o-raportach-nik-ws-wiatrakow/

Próba weryfikacji raportów NIK-u, dokonana przez PSEW, świadczyć jedynie może o nieprzepartej chęci kontynuacji wcześniejszych działań tego stowarzyszenia, rozzuchwalonego w minionych latach przez koalicję PO-PSL, a także podległych rządzącym instytucji takich, jak RDOŚ i PPIS oraz chęci dalszej „ścisłej” współpracy z przekupnymi władzami samorządowymi, zasiedziałymi „przy żłobach”.

Ustawa „odległościowa”, sól w oku wiatrakowców, bezwzględnie dała szansę na ucywilizowanie problemu lokalizacji farm wiatrowych, podczas gdy wnioski ze wspomnianej wyżej tzw. „weryfikacji” działań NIK, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością w polskich gminach.

Wielokrotnie obserwowałam procedury administracyjne dotyczące inwestycji wiatrowych i uważam, że najbardziej adekwatnym słowem je opisujący jest słowo „przekręt”, począwszy od raportów ooś, poprzez konsultacje społeczne aż do ostatecznych decyzji umożliwiających realizacje tych przedsięwzięć.

Według PSEW, każdy kto ośmieli się skrytykować sposób rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce, nie ma racji. Racja jest tylko jedna i to ta głoszona przez PSEW i jego wierne i oddane koterie.

Tymczasem NIK, w swoich raportach z roku 2014 oraz 2016 obnażył prawdę, cała prawdę i tylko prawdę, bowiem:

Najważniejszy cel działalności NIK to opisywanie stanu państwa. Izba bada wszystkie obszary, w których wydawane są publiczne pieniądze. Sprawdza czy zadania określone przez Sejm w ustawach są dobrze wykonywane. Wyniki badań przekazuje parlamentowi oraz organom odpowiedzialnym za prawidłowe funkcjonowanie kontrolowanych obszarów.https://www.nik.gov.pl/zapytaj-o-nik/podstawy-prawne/

Nowy prezes PSEW, w swojej wypowiedzi o raportach NIK stwierdził, że:

„najlepszą metodą lokalizowania elektrowni wiatrowych jest szczegółowa analiza każdego przypadku,” z czym należy się zgodzić.

Należy jednak pamiętać, że ustawa o inwestycjach wiatrowych nie zlikwidowała przecież obowiązku sporządzania oceny oddziaływania na środowisko, a jedynie wprowadziła dodatkowo kryterium minimalnej odległości turbiny od zabudowy mieszkaniowej. Nadal, każda planowana inwestycja wiatrowa musi być poddana rzetelnej i szczegółowej analizie środowiskowej z uwagi na jej specyficzne cechy oraz cechy terenu w którym miałaby być realizowana. Kryterium odległościowe stanowi jedynie zabezpieczenie środowiska przed zakusami branży wiatrowej, która chciałaby nadal budować wiatraki w bezpośrednim sąsiedztwie domów mieszkalnych, bo to umożliwia bliskie włączenie się do sieci elektroenergetycznej i łatwy dojazd, i nie trzeba budować dodatkowych dróg. Wszystko to generuje przecież niższe koszty. A zdrowie ludzi?.... O tym branża od lat milczy albo posługuje się „kupionymi” opiniami nieuczciwych i nierzetelnych naukowców. Chciałoby się tutaj przytoczyć popularne powiedzenie, że w Polsce tylko ryba nie bierze..., ale jak się przynęci?...

Co do artykułu p.t. Prawda o raportach NIK ws. wiatraków, to najkrótsza recenzja brzmi jak aforyzm Jana Izydora Sztaudyngera: „Prawda kole w aureolę”.

Raporty ooś, przygotowywane za pieniądze i na zlecenie inwestorów wiatrakowych, to oddzielny, długi rozdział o oszustwach, półprawdach, kłamstwach i przekrętach w nich zawartych. Takich raportów widziałam już kilkadziesiąt, ale żaden z nich nie był wykonany zgodnie z obowiązującymi przepisami, chociaż każdy z nich kończył się wnioskowaniem o braku negatywnych oddziaływań, nawet jeżeli przemysłowe turbiny wiatrowe planowano w środku wsi czy w terenach przyrodniczo cennych.

Kryterium odległościowe (10xH), to zaledwie 2 - 2,5 km – to taki skromny bufor bezpieczeństwa, podczas gdy rzeczywiste oddziaływanie, jak wskazują najnowsze badania, sięga nawet do 10 km, więc nie ma o co „kopii kruszyć”.

Barbara Lebiedowska