Publikujemy artykuł australijskiego senatora Davida Leyonhejma, członka partii Liberalnych Demokratów, reprezentującego Nową Południową Walię, pt. „End the smug untouchability of the wind industry” ukazał się w ogólnoaustralijskim dzienniku The Australian z 10 czerwca 2015 r.[1] Tłumaczenie stopwiatrakom.eu.

Przestańmy traktować branżę wiatrakową jako nietykalną: coraz więcej dowodów wskazuje, że infradźwięki zagrażają zdrowiu ludzi

Pod koniec zeszłego roku spotkałem się z grupą mieszkańców terenów wiejskich, by porozmawiać o ich obawach dotyczących farm wiatrowych obecnych na ich terenie. Moi rozmówcy przyjechali z różnych regionów i wyglądali na sensownych, praktycznych ludzi, których dobrze jest mieć za sąsiadów.

Tymczasem usłyszałem od nich całą litanię skarg na nieudolność planistów, bezduszność urzędników i przedstawicieli branży, a także o tym, że ludzie zapadają na choroby w swoich domach, w których mieszkali spokojnie od dziesięcioleci.

Byłem tym tak poruszony, że w Senacie zgłosiłem wniosek o powołanie komisji, która zbadałaby regulacje prawne i sposób zarządzania farmami wiatrowymi. Mój wniosek poparli wszyscy senatorowie koalicji rządowej i większość senatorów niezależnych.

Dzisiaj odbywa się piąte wysłuchanie publiczne przed naszą komisją [2]. I chociaż będziemy mieli jeszcze więcej wysłuchań, niektóre sprawy są już zupełnie oczywiste.

Po pierwsze, nie ulega wątpliwości, że turbiny wiatrowe emitują infradźwięki i hałas niskiej częstotliwości, które są w znacznej części niesłyszalne dla większości ludzi. Ustalono również, że infradźwięki przy pewnym poziomie ich natężenia, niezależnie od tego z jakiego źródła pochodzą, powodują problemy zdrowotne.

O tym akurat wiedzieliśmy już od 1987 roku, kiedy to Neil Kelley wykazał istnienie bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy pulsacyjnymi infradźwiękami i hałasem niskiej częstotliwości a niekorzystnym wpływem na ludzi. Dwa lata później badania realizowane przez NASA udowodniły, że turbiny wiatrowe mogą wytwarzać infradźwięki i hałas niskiej częstotliwości o zadziwiająco wysokim natężeniu.

Jest również jasne, że 10%-15% populacji jest bardziej uwrażliwiona na hałas, w tym na hałas niskiej częstotliwości i infradźwięki. Nie wiemy, dlaczego dotyka to jednych ludzi, a drugich nie, ale charakterystyczne objawy przypominają chorobę lokomocyjną, na którą cierpią także tylko niektórzy ludzie.

Spotkałem się z dotkniętymi tym problemem ludźmi. Powiedzieli mi, że cierpią głównie na chroniczną bezsenność, ale część z nich skarży się także na podwyższone ciśnienie zatokowe, szumy uszne, bóle w klatce piersiowej, bóle i zawroty głowy oraz nudności. Choć objawy są zróżnicowane, to jednak ich podobieństwo u osób mieszkających tak daleko od siebie jest uderzające.

Ten problem dotyczy nie tylko turbin wiatrowych. Przyczyną chorób ludzi mogą stać się infradźwięki pochodzące z dowolnego źródła, jak w przypadku osób mieszkających w pobliżu wentylatorów przemysłowych należących do kopalni węgla, czy elektrowni gazowych lub węglowych. W istocie rząd federalny potwierdził to zjawisko w 2009 roku.

Dowody każą szukać winnego wśród wielkich turbin wiatrowych, które zbudowano w Australii w ciągu ostatnich paru lat, znacznie wyższych od mostu Sydney Harbor Bridge [3], które wytwarzają więcej infradźwięków i transmitują go na większe odległości niż starsze, mniejsze turbiny. W konsekwencji uzgodnienia nowego celu w zakresie energii odnawialnej na poziomie 33.000 GWh pomiędzy rządem a Partią Pracy (ALP), w ciągu kolejnych pięciu lat na terenie Australii powstać ma około 1800 turbin o tej lub jeszcze wyższej wysokości.

W tej sprawie mój niepokój budzi to, że – jak dowiedziała się komisja – od operatorów farm wiatrowych nie wymaga się, by ograniczali, czy nawet monitorowali emisje infradźwięków. I jeśli nic się nie zmieni, to jest absolutnie pewne, że dziesiątki tysięcy ludzi, którzy mieszkają w odległości kilku kilometrów od tych nowych turbin, zachoruje.

Niektórzy przekonują, że dowody łączące turbiny wiatrowe z negatywnymi skutkami zdrowotnymi są zbyt słabe, aby uzasadniać potrzebę podjęcia działań zapobiegawczych. Niemniej jednak, takich dowodów jest już całkiem sporo i ciągle pojawiają się dalsze.

Badania zrealizowane przez australijskiego akustyka Stevena Coopera wykazały, że niektórzy ludzie wyczuwają infradźwięki, chociaż nie widzą, ani też nie słyszą turbin. Obecnie lekarze w Niemczech wzywają do wstrzymania dalszych inwestycji wiatrowych do czasu, kiedy będziemy wiedzieć więcej na ten temat.

Niestety, postawa branży wiatrakowej i ich przedstawicieli – takich jak Australian Wind Alliance (australijskie stowarzyszenie energetyki wiatrowej) – wobec ludzi poszkodowanych przez farmy wiatrowe jest całkowicie bezlitosna. Menedżer jednej farmy wiatrowej przyniósł na niedawne posiedzenie komisji senackiej rysunek satyryczny ośmieszający twierdzenia poszkodowanych i proponował senatorom, by go pokolorowali.

Inni przedstawiciele branży mówili nam, że sąsiadów farm wiatrowych, którzy budzą się w środku nocy z koszmarnym uciskiem w głowie, należy wysłać do psychologa, sugerując tym samym, że ludzie ci cierpią na problemy psychologiczne, a nie fizjologiczne.

Nastawienie wielkiej energetyki wiatrowej wynika z niewzruszonego przeświadczenia o własnej „nietykalności” (ang. smug untouchability). Ponieważ brak jest jeszcze jednoznacznego stanowiska nauki, istniejącą wiedzę naukową można odrzucić. Ponieważ są częścią sektora odnawialnej energii, nie wolno ich krytykować. Ich notatniki pełne są telefonów dziennikarzy gotowych obrzucać wyzwiskami w ich obronie, chociaż niewielu z tych dziennikarzy spędziło choć jedną noc w pobliżu wirującej turbiny wiatrowej.

Składając zeznania przez komisją, operatorzy farm wiatrowych zaprzeczali nawet temu, że oprócz przestrzegania przepisów, które są w oczywisty sposób nieadekwatne, mają obowiązek dochowania należytej staranności w stosunku do sąsiadów farm. Przywodzi to na myśl, jak 50 lat temu przemysł tytoniowy zaprzeczał, że papierosy powodują raka płuc.

Do czasu, kiedy w uznanych czasopismach opublikowane zostaną należycie zrecenzowane kolejne badania naukowe, poszkodowanych zostanie wiele więcej osób. To, że nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, nie może stanowić wymówki dla bezczynności i nie zwolni branży wiatrowej z odpowiedzialności za jej wynikającą z niedbalstwa odmowę złagodzenia szkód, które powoduje.

Jeśli branża weźmie odpowiedzialność za konsekwencje własnych działań, to nie spowoduje to jej upadku. Jednak zmusić ją do tego może tylko wstrzymanie wypłaty subwencji przez rząd. Problem można rozwiązać w tak prosty sposób, jak zakaz eksploatacji turbin w sposób zsynchronizowany, co według niektórych wzmacnia infradźwięki, bądź też obowiązkowe zwiększenie odległości pomiędzy turbinami a siedliskami ludzi.

Jakiekolwiek będą końcowe ustalenia komisji, oczywiste jest, że trzeba skończyć z obojętnością administracji i branży wobec ludzi cierpiących z powodu bliskiego sąsiedztwa turbin wiatrowych. Podobnie jak lekarze, rządy i urzędnicy są zobowiązani do tego, aby przynajmniej nie szkodzić.

Ilustracja: Eric Lobbecke, za http://en.friends-against-wind.org Ilustracja: Eric Lobbecke, za http://en.friends-against-wind.org

PRZYPISY REDAKCJI

[1] http://www.theaustralian.com.au/opinion/end-the-smug-untouchability-of-the-wind-industry/story-e6frg6zo-1227390301649 ; dostęp do artykułu w serwisie The Australian jest płatny. Dostępny jest on jednak także tutaj: http://en.friends-against-wind.org/health/end-the-smug-untouchability-of-the-wind-industry .

[2] Protokoły z przesłuchań i treść zeznań przed komisją publikowane są sukcesywnie w oficjalnym raporcie z obrad Senatu Australii (tzw. australijski Hansard). W tej chwili złożono już oficjalnie ponad 400 takich wystąpień.

[3] Znanego na świecie z pokazów sztucznych ogni na Nowy Rok.