Promotorzy „zielonej energetyki” w postaci przemysłowych farm wiatrowych wykazują się niezwykłą zuchwałością, kiedy mówiąc o wielkiej energetyce wiatrowej nie wspominają ani słowem o konsekwencjach tego, że bazuje ona na kompletnie niestabilnym źródle energii, czyli wietrze. Oczarowani ich wizją dziennikarze dezorientują, a nie informują, opinię publiczną, kiedy na przykład podają wyłącznie teoretyczną maksymalną moc wytwórczą otwieranych farm wiatrowych, przez co polski czytelnik gazet nie wie, że ich faktyczna produkcja w Polsce to kilkanaście procent zainstalowanej mocy. Tak samo ma się rzecz z rzekomą redukcją emisji CO2 dzięki budowie farm wiatrowych, co było i pozostaje – przypomnijmy! – głównym uzasadnieniem dla wydania setek miliardów pieniędzy publicznych.

Przejawem szczególnej nieodpowiedzialności społecznej jest systematyczne ukrywanie długofalowych konsekwencji -- finansowych, ekonomicznych i społecznych -- budowy systemu energetycznego opartego przede wszystkim na obecnej technologii produkcji energii z wiatru. Zamiast racjonalnej analizy i rozmowy serwuje się wizje i slogany , które uniemożliwiają racjonalną debatę o kierunkach rozwoju polskiej energetyki. Parę dni temu w polskich mediach pojawił się artykuł prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, Grzegorza Wiśniewskiego [1]. W pierwszym zdaniu prezes Wiśniewski sugeruje, że „rozwój OZE” powinien być traktowany jako jeden „ze wskaźników postępu cywilizacyjnego” – „obok śmiertelności noworodków czy dostępu do intenetu”. O tym jak ten „cywilizacyjny postęp” powinien, a nawet musi -- według autora tego stwierdzenia – wyglądać, napiszemy obszernie wkrótce.

Z punktu widzenia interesu naszego społeczeństwa ważny jest jednak moment, kiedy od wizji i sloganów prezentowanych przez, między innymi, instytucje łączące (dosyć nieporadnie) faktyczny lobbing na rzecz konkretnych technologii, a także ich producentów i operatorów, z działalnością o charakterze naukowym (czy para-naukowym), przechodzi się do praktycznych ustaleń, jak te slogany i wizje realizować w praktyce. Taka realizacja wymaga bowiem zaangażowania ogromnych środków publicznych, nie tylko teraz, ale i w przyszłości. Efektem końcowym ma być bowiem system energetyczny kraju oparty na OZE.

Na etapie określania praktycznej polityki w zakresie „rozwoju OZE” nie sposób już pomijać „szczególnych cech”, na przykład, energetyki wiatrowej. To jest już kuchnia polityki klimatycznej, do której zwykli obywatele nie mają okazji często zaglądać. Rąbka tajemnicy uchyla w wywiadzie prasowym [2] Hermann Albers, prezes Niemieckiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, a więc człowiek niezwykle kompetentny, jeśli idzie o praktyczne konsekwencje budowy potężnego sektora wiatrakowego (w Niemczech jest obecnie 25 tysięcy wiatraków i planuje się co najmniej podwojenie tej liczby).

Od paru lat rząd niemiecki stara się zmodyfikować swój program transformacji energetycznej tak, aby zatrzymać eksplozję kosztów z tym związanych. Dodajmy: eksplozję kosztów, której kompletnie nie dostrzegły wcześniejsze „analizy naukowe” niemieckich odpowiedników polskiego Instytutu Energetyki Odnawialnej. Jednym z mechanizmów służących takim oszczędnościom jest odcięcie płatności dla farm wiatrowych za produkcję energii w okresach, kiedy krajowy system energetyczny jej nie potrzebuje i, co więcej, kiedy zagraża ona stabilności energetyki Niemiec.

Tymczasem okazuje się, że branża wiatrakowa w Niemczech nie jest obecnie i nie będzie w przewidywalnej przyszłości w stanie funkcjonować, jeśli społeczeństwo nie będzie płacić jej za produkcję niepotrzebnej energii. Mówi prezes Albers:

„Począwszy od 2016 r. wchodzą w życie znowelizowane przepisy, zgodnie z którymi energetyka wiatrowa nie będzie otrzymywać kompensaty w sytuacji, kiedy ceny elektryczności w Niemczech będą ujemne [tj. kiedy producenci energii zmuszeni są płacić za jej odbiór] przez okres 6 godzin. W efekcie czego nawet 40% energii produkowanej przez turbiny wiatrowe nie będzie kompensowane przez okres 18 lat.”

Jasno widać, że mamy do czynienia z „energetyką” rządzącą się innymi regułami niż „energetyka tradycyjna”, czyli dotychczas funkcjonujący system oparty na stabilnych źródłach energii. Skoro tak, to nie sposób odpowiedzialnie i racjonalnie dyskutować o „rozwoju cywilizacyjnym” naszego kraju, nie biorąc pod uwagę szczególnych konsekwencji i kosztów związanych z zastosowaniem forsowanych obecnie technologii OZE.

PRZYPISY

[1]http://tvn24bis.pl/surowce,78/europa-inwestuje-w-zielona-energie-a-my-na-szarym-koncu,551122.html

[2] Wywiad Hermannem Albersem, prezesem BWE, ukazał się 26 maja 2015 r. na łamach Stuttgarter Nachrichten ; zobacz:

http://www.stuttgarter-nachrichten.de/inhalt.windenergie-windparks-zu-bauen-wird-sehr-sehr-schwer-werden.b5f027b9-1a74-45de-8aec-3ad9e22c8a20.html

Dziękujemy niemieckiemu portalowi windwahn.de za wskazanie tego artykułu!