portal dekarbonizacjaJesteśmy przyzwyczajeni do traktowania Europy, jako „pępka świata” i nawet nasze mapy, jako centralny punkt wskazują Ocean Atlantycki. Jednak, od co najmniej kilkunastu lat, to Azja wyznacza trendy gospodarcze a kraje azjatyckie konsekwentnie budują nowy system handlowy i światowy ład polityczny bez oglądania się na upadającą Unię Europejską czy nawet USA. Wrodzony europocentryzm i nasze „atlantyckie spojrzenie” na rzeczywistość uniemożliwiają zobaczenie, że tzw. „Zachód” rozpada się niczym domek z kart a punkt ciężkości znajduje się dzisiaj w Azji, gdzieś pomiędzy Indiami, Chinami, Koreą, Indonezją a Japonią. Nawet teoretycznie europejska Rosja gwałtownie orientuje się na Daleki Wschód. Tymczasem Zachód – porzuciwszy własne rzymsko-chrześcijańskie korzenie oddaje się klimatycznej błazenadzie i walczy z dwutlenkiem węgla. Poniższy tekst pokazuje tę rzeczywistość oczami indyjskiego analityka Vijay Jayaraj. [1]

Od podpisania Porozumienia paryskiego w 2015 r. w Europie i w Azji wdrożono nieprzerwany strumień politycznych inicjatyw skierowanych na eliminację paliw kopalnych z gospodarki. Od tej reguły było jednak kilka ważnych wyjątków. W świecie, w którym dekarbonizacja stała się częścią wyznania wiary większości polityków, rażącymi anomaliami były: negatywne stanowisko Trumpa wobec usuwania węglowodorów z energetyki, dalszy eksport węgla przez Australię, niezłomne trwanie przy tych nośnikach energii przez Indie i Chiny, czy odejście Japonii od energetyki jądrowej na rzecz paliw kopalnych.

Jednak w 2021 r. kierunek wiatrów geopolitycznych wydaje się zagrażać dalszemu istnieniu nawet tych anomalii. Plany wprowadzenia granicznego podatku węglowego przez Unię Europejską i plan „Czystej Energii” Joe Bidena w USA są na dobrej drodze, aby poważnie zaburzyć funkcjonowanie globalnego sektora paliw kopalnych. Przykładowo, Biden anulował wszystkie pozwolenia na nowe poszukiwania złóż ropy i gazu w USA (z wyjątkiem terenów należących amerykańskich Indian, które nie podlegają amerykańskiemu prawu). Biden zdecydował także o ponownym przystąpieniu USA do Porozumienia paryskiego, co pozwoli usunąć zatory płatnicze w finansowaniu przedsięwzięć związanych z tym porozumieniem.

Wszystko to bez wątpienia zachęci „dekarbonizatorów” do dodatkowych nacisków na kraje rozwijające się bazujące na węglowodorach. Dla takich krajów jak Indie oznacza to jeszcze większe kłopoty w sytuacji, kiedy i tak z trudnością balansują między koniecznością sprostania rosnącemu wewnętrznemu zapotrzebowaniu na energię ze strony energochłonnego przemysłu a coraz większym uzależnieniem od wysoce zawodnych technologii OZE po to tylko, aby zadowolić swoich „paryskich przyjaciół”.

Indie są ważnym graczem w globalnej debacie dotyczącej przechodzenia na technologie OZE, są bowiem jednym z największych konsumentów paliw kopalnych i kluczowym importerem niskoemisyjnego węgla (ang. „clean coal” - uwaga redakcji) z Australii. W rankingach zużycia węglowodorów Indie zajmują miejsce w czołowej trójce krajów na świecie, przy czym mając łącznie z Chinami 3 mld mieszkańców, stanowią wspólnie największy region użytkowania paliw kopalnych na Ziemi. Poniższa grafika ilustruje, o co toczy się gra:

1233.1 Indie schemat nr 1

Źródło: thegwpf.com

Obecnie ok. 1,3 mld ludzi, czyli 1/5 całej światowej populacji, nie ma dostępu do energii elektrycznej, z czego 628 mln mieszka w Azji a 590 mln w Afryce. W samych Indiach 290 mln ludzi nie ma dostępu do elektryczności, co stanowi największą zbiorowość żyjącą w takich warunkach na świecie. W Indiach tylko 55% wiejskich gospodarstw domowych korzysta z energii elektrycznej, w porównaniu do 93% mieszkańców miast podłączonych do sieci energetycznej.

Indie nigdy nie ukrywały swojego niezadowolenia z tego, że zmuszone są dostosowywać się do zainteresowań klimatycznych (ang. „climate interests”) ich partnerów w Paryżu, Brukseli czy w Waszyngtonie. W 2017 r. główny doradca gospodarczy rządu indyjskiego nazwał ciągłą presję na dekarbonizację ze strony zachodnich potęg „węglowodorowym imperializmem” (ang. Carbon Imperialism). Przywołanie pojęcia imperializmu nie przychodzi łatwo w kraju, który był przez wieki rządzony przez różne imperia. Ingerencja zachodnich potęg dotyka samego kręgosłupa indyjskiej gospodarki, jakim jest sektor energetyczny. Indie opierają się w przeważającej mierze na paliwach kopalnych i ograniczanie korzystania z tego właśnie źródła energii, które wyprowadza kraj z ubóstwa, jest faktycznie pewnym rodzajem węglowodorowego imperializmu.

Ironią jest to, że te same narody, które wywierają tak drastyczną presję na Indie, aby dokonały dekarbonizacji, posłużyły się tymi samymi paliwami kopalnymi w XIX i XX w., aby odnieść sukces gospodarczy i osiągnąć poziom rozwoju gospodarczego, na jakim się obecnie znajdują. Wymagać od Indii, aby pozbyły się paliw kopalnych, to żądać samobójstwa od tego kraju. Najnowsze wydarzenia w 2021 r. prawdopodobnie zapoczątkują epokę „Węglowodorowego Imperializmu” nie tylko wobec Indii, ale w każdym kraju rozwijającym się, który walczy obecnie o obniżenie wskaźnika ubóstwa.

W samych Indiach ok. 300 mln ludzi żyje poniżej progu ubóstwa, czyli niemal tyle samo co wynosi całkowita populacja USA. Szacuje się, że dalsze 104 mln ludzi w Indiach może spaść poniżej określonego przez Bank Światowy progu ubóstwa na skutek lockdownów covidowych w 2020 r. Jednak dalsza redukcja skali ubóstwa nie będzie możliwa, jeśli sektor energetyczny z dominującą rolą paliw kopalnych zostanie podminowany w efekcie coraz większego uzależnienia od energii z wiatru i słońca. Dodatkowo w Indiach poważnym problemem pozostaje w dalszym ciągu ubóstwo energetyczne i brak zdolności do zapewnienia ciągłych dostaw energii elektrycznej. Pomimo istotnej poprawy, do jakiej udało się doprowadzić, przeciętne indyjskie gospodarstwo domowe otrzymywało zasilanie z sieci przez 20,6 godzin na dobę. Natomiast w przypadku domów na wsi, w niektórych stanach w północnej części kraju, energia elektryczna była dostępna przeciętnie przez jedynie około 18,5 godziny na dobę w 2020 r.

Media głównego nurtu donoszą chętnie, że w Indiach instaluje się najwięcej urządzeń OZE, w szczególności paneli słonecznych. Choć jest to prawda, to faktycznie Indie równolegle rozwijają swój sektor paliw kopalnych, pogłębiając swoje moce wytwórcze w ostatnich latach w stopniu wyższym niż kiedykolwiek przedtem. Indie dobrze rozumieją, że energia wytwarzana z wiatru i słońca jest zawodna i dlatego nie zaniedbują żadnej okazji, aby zagwarantować sobie rezerwy paliw kopalnych na chwilę obecną i w przyszłości. Przykładowo, w 2020 r. sektor wiatrakowy nie był w stanie wykorzystać całego swojego potencjału w miesiącach, które tradycyjnie uważa się za najkorzystniejsze dla jego produkcji.

„Istotną przyczyną spadku (produkcji farm wiatrowych) było nietypowe dla tego okresu roku gwałtowne zmniejszenie się prędkości wiatru w wietrznych stanach (Gujarat, Rajasthan i Tamil Nadu), co doprowadziło do skurczenia się produkcji energii z wiatru o około 41% w porównaniu do lipca 2019 r. W drugim kwartale każdego roku odnotowuje się zazwyczej najwyższą generację energii elektrycznej z wiatru”, napisano w raporcie CEEW (indyjska rada ds. energii, środowiska i wody). [2]

W zeszłym tygodniu IEA (Międzynarodowa Agencja Energii) opublikowała swój specjalny raport World Energy Outlook [3], w którym dowodzi, że produkcja sektora energetyki słonecznej do 2040 r. osiągnie poziom zbliżony do elektrowni węglowych. Ta wiadomość została szybko podchwycona przez media głównego nurtu i internet został zalany krzykliwymi tytułami, że energetyka słoneczna przegoni energetykę węglową do 2040 r. Tymczasem prognoza IEA jest tylko wyrazem pobożnego życzenia, gdyż udział paliw kopalnych w wytwarzaniu energii w Indiach przekracza 80% i wciąż rośnie, a udział OZE w produkcji energii jest marginalny i wynosi ok. 3%.

1233.2 Indie produkcja energii

IEA, Całkowite zapotrzebowanie na energię pierwotną w Indiach, 2000-2020 , IEA, Paryż https://www.iea.org/data-and-statistics/charts/total-primary-energy-demand-in-india-2000-2020

Przywódcy Indii byli nieufni wobec Porozumienia paryskiego już od samego początku.  Dokument przedstawiający tzw. „dobrowolny wkład” [Narodowe Cele Indykatywne] Indii, który został uzgodniony z pozostałymi stronami Porozumienia paryskiego, jasno zastrzega, że żaden zewnętrzny traktat ani państwo nie może rozstrzygać kwestii korzystania przez Indie z paliw kopalnych. W ten sposób kraj z góry zabezpieczył swoje narodowe interesy w zakresie energetyki i podejmowane przez rząd indyjski decyzje są zgodne z tą zasadą.

W trakcie wystąpienia publicznego w zeszłym tygodniu minister węgla Indii Pralhad Joshi ponownie stwierdził, że węgiel pozostanie podstawowym źródłem energii dla kraju i nazwał sektor węglowy „kręgosłupem kraju”, który będzie otrzymywał „pełne wsparcie” od rządu. Jest to zrozumiałe, ponieważ szczytowe zapotrzebowanie na energię elektryczną w Indiach jest zaspokajane przed wszystkim przez węgiel. Utrzymanie tej funkcji węgla rząd uważa za swoje priorytetowe zadania w perspektywie nawet do 2030 r.

W zeszłym tygodniu Indie opublikowały najnowsze dane statystyczne na temat importu węgla. Ujawniono, że: „import węgla wzrósł o 15,1% do poziomu 23,63 mln ton w grudniu 2020 r.” w porównaniu do analogicznego miesiąca rok wcześniej. Według danych mjunction, kluczowej organizacji segmentu węglowo-stalowego: „W związku ze wzrostem generacji (energii elektrycznej) w grudniu poprawił się popyt na węgiel ze strony przedsiębiorstw energetycznych. Ten czynnik w połączeniu ze stopniowym ożywieniem działalności przemysłowej i oczekiwanym umocnieniem się cen międzynarodowych odpowiada za większy wolumen (wydobycia węgla).”.

Według danych międzynarodowych przewoźników, w ciągu ostatnich czterech miesięcy Indie wykazują coraz większy apetyt na importowany węgiel. Indie, które są kluczowym importerem węgla koksującego z Australii, zaczęły obecnie sprowadzać z Australii także węgiel energetyczny. Eksport australijskiego węgla energetycznego do Indii sięgnął 1,87 mln ton w grudniu 2020 r., co oznacza wzrost o 450% w stosunku do tego samego miesiąca w 2019 r.

W dniu 22 stycznia 2021 r. Indie odnotowały najwyższy w historii poziom szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną, które zostało sprawnie zaspokojone przez potężne elektrownie węglowe w kraju. Coal India Limited (CIL), jednostka sektora publicznego, która odpowiada za większość dostaw węgla w kraju, podała, że: „Z całkowitej liczby 3,906 miliardów jednostek energii (BU) wytworzonych w dniu 22 stycznia, udział energii elektrycznej wytworzonej przez elektrownie węglowe wyniósł 3,072 miliarda jednostek. CIL jest dobrze przygotowany do pokrycia każdego wzrostu zapotrzebowania na suche paliwo ze strony sektora energetycznego, bazując w szczególności na prawie 63 mln ton złóż w jego kopalniach.”

Indie usprawniły krajowy proces pozyskiwania węgla, w ramach którego prywatne podmioty mogą kupować węgiel i uczestniczyć w przetargach na prowadzenie kopalni węgla (Zgodnie z socjalistycznym modelem rozwoju Indii w przeszłości, wydobycie i obrót węglem stanowiły państwowy monopol - uwaga redakcji). Indyjski minister węgla powiedział, że wprowadzono także udoskonalone strategie obrotu węglem, które „dadzą kupującym pewność, że będą mogli uzyskać ten produkt, kiedy tego będą chcieli, bez konieczności przechodzenia przez wielostopniowe procedury”. W okresie kwiecień-grudzień 2020 r. CIL odnotował wzrost o 76,2% w skali roku w sprzedaży węgla w trybie aukcyjnym. W 2020 r. na aukcjach wystawiono 41 nowych kopalni węgla. W najbliższych pięciu latach przewiduje się organizację aukcji na kolejne 55 nowych kopalni węgla. Planuje się także rozbudowę już istniejących 193 kopalni węgla.

Azjatycki sojusz węglowy

W dniu 27 stycznia 2021 r. Indie uzgodniły z Rosją i Japonią uruchomienie trójstronnej współpracy, której celem jest udoskonalenie funkcjonowania ich krajowych sektorów energetycznych, w szczególności górnictwa węglowego. Dzięki tej współpracy sektory węglowe w tych trzech krajach ulegną wzmocnieniu. Po deklaracji ministra spraw wewnętrznych Indii, że węgiel ma odegrać centralną rolę w realizacji ambicji Indii, aby stać się 5-bilionową gospodarką, analitycy podsumowali to w ten sposób: „Przygoda miłosna Indii z węglem szybko się nie skończy, pomimo zobowiązań klimatycznych”.

Realizując bezprecedensowe inwestycje w węgiel i w wydobycie ropy naftowej, Indie podążają w kierunku przyszłości, która będzie napędzana przez paliwa kopalne. Prawdopodobnie jednak Indie znajdą się pod ogromną presją w ciągu najbliższych czterech lat, jeśli nie wcześniej. ONZ z pewnością nie przyjdzie z pomocą Indiom, a argumentacja odwołująca się do zasady „sprawiedliwości klimatycznej” nie zapewni im już dłużej ochrony.

Jak pisze Vijaj Jayaraj, kraje rozwijające nie mogą dopuścić, aby ich wewnętrzna polityka energetyczna była dyktowana przez „węglowodorowych imperialistów” z Zachodu, zwłaszcza tych zatrudnionych w administracji Bidena. Kraje rozwijające się zapłacą bardzo drogo za brak zdecydowanej reakcji na zachodnie podatki od emisji CO2 i presję dekarbonizacyjną. Najbliższe cztery lata będą decydujące dla perspektyw zmniejszenia skali ubóstwa w biedniejszej części globu. Zobaczymy, jak przywódcy krajów rozwijających się zareagują na kanonadę Zachodu przeciwko paliwom kopalnym.

Nowe chińskie elektrownie węglowe niwelują efekty dekarbonizacji przez Zachód

Drugi z azjatyckich gigantów - Chiny planowo kroczą ku światowej dominacji, dążąc jednocześnie do samowystarczalności w strategicznych obszarach, w tym w zaopatrzeniu w energię. Energetyka węglowa pozostaje ważnym narzędziem, który ma to im umożliwić. Chiny, pod wodzą Komunistycznej Partii Chin, aktualnie realizują już swój czternasty plan pięcioletni, z których każdy kolejno stawia sobie coraz ambitniejsze cele, jeśli chodzi o miejsce Chin w światowej gospodarce i geopolityce (np. do 2049 r. Chiny chcą zbudować „armię na światowym poziomie”).

Chińscy liderzy deklarują również chęć realizacji pewnych celów ekologicznych (klimatycznych). Niektóre z nich, jak poprawa tragicznej jakości powietrza w miastach, da się zrealizować przez inwestowanie w nowoczesne technologie mieszczące się w ramach tradycyjnej energetyki. Natomiast cele węglowe (czyli obniżka emisji CO2) są przewidziane do realizacji w odległej perspektywie — szczyt emisji CO2 ma być osiągnięty dopiero w 2030 r. Mowa jest nawet o „neutralności węglowej” Chin w 2060 r. W międzyczasie — nawet jeśli zawierzyć oficjalnym deklaracjom władz chińskich, ma to być co najmniej 10 lat — Chiny w błyskawicznym tempie rozwijają swoje zdolności do wytwarzania stabilnej i jak najtańszej energii, co zapewni przemysłowi tego kraju jeszcze większą przewagę konkurencyjną nad Zachodem (gospodarki USA i Unii Europejskiej).

I tak według branżowego serwisu Energy Live Newsw 2020 r. Chiny zbudowały elektrownie węglowe o trzykrotnie większej mocy niż reszta świata. W 2020 r. do eksploatacji przekazano niemal 40 GW, co stanowi odpowiednik zbudowania jednej dużej elektrowni [węglowej] każdego tygodnia.” [4]

Obecną sytuację analizuje prof. Fritz Vahrenholt na swoim blogu „Die kalte Sonne” https://kaltesonne.de/monatliche-sonnenkolumne/). W 2020 r. na świecie od sieci energetycznej odłączono 17 GW mocy wytwórczych elektrowni zasilanych węglem (głównie w krajach OECD). Jednocześnie w Chinach dodano niemal dwukrotnie mocy w ujęciu netto. Chińczycy wyłączyli z sieci 8.660 MW, jednocześnie przyłączając do sieci 36.400 MW nowych elektrowni węglowych. „W czternastym planie pięcioletnim Chińskiej Republiki Ludowej (…) Komunistyczna Partia Chin mydli oczy reszcie świata. Do 2025 r. emisje CO2 mają być zredukowane o 18% w stosunku do produktu krajowego brutto (PKB). To brzmi wspaniale. Jednak PKB [Chin] ma wzrosnąć o 6% w przyszłym roku i w ciągu kolejnych lat. Oznacza to więc: 30% -18% = 12% dodatkowych emisji CO2 tylko w ciągu najbliższych pięciu lat. Jest to wzrost o 1,2 mld ton CO2, co odpowiada dwukrotności całkowitych emisji Niemiec.” [5]

Chiny są już obecnie największym eksporterem na świecie. Paradoksalnie jednak dla potrzeb Paryskiego porozumienia klimatycznego zachowują one status kraju rozwijającego się. Mogą więc robić, co chcą, jeśli chodzi o emisje CO2.

Prof. Vahrenholt konkluduje: „Z drugiej strony, przesłanie zawarte w planie pięcioletnim przywódców chińskiego państwa i partii nie pozostawia wątpliwości: Pekin chce zająć dominujące miejsce w światowej gospodarce. Ostatecznym celem jest samowystarczalność. Przy tym, jak powiedziałem, według ONZ jest to wciąż kraj rozwijający się.” [5]

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Na tle działań Chin i Indii doskonale widać, jak bardzo samobójcza jest polityka rządu Morawieckiego popierająca wiatrakowania Polski kosztem górnictwa, energetyki i całej gospodarki. Warunkiem zachowania polskiej państwowości i jakiegokolwiek dobrobytu jest natychmiastowe porzucenie klimatycznych błazeństw. Jeśli miałoby to oznaczać wyjście z Unii Europejskiej, to należy to zrobić, gdyż koszty realizacji polityki całkowitej dekarbonizacji i rezygnacji z korzystania z paliw kopalnych są niemożliwe do udźwignięcia już dzisiaj, a co dopiero przy pełnej realizacji tego programu. Żadne unijne pieniądze tego nie zrekompensują. Wybór jest prosty - albo utrzymamy w Polsce miejsca pracy albo walczymy z klimatem i stawiamy wiatraki, gdzie popadnie. Jest rzeczą oczywistą dla nas, że polityka klimatyczna wpędza Polskę i Polaków w ubóstwo.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

(1) https://www.thegwpf.com/wary-of-the-new-green-wave-india-continues-to-increase-its-coal-capacity/ - publ. z dn. 12.02.2021 r.

(2) Informację podajemy za: https://www.thehindubusinessline.com/economy/policy/indias-share-of-renewable-energy-in-power-generation-mix-fell-in-q2-ceew/article33134297.ece - publ. z dn. 19.11.2020 r.

(3) https://www.iea.org/reports/india-energy-outlook-2021

(4) https://www.energylivenews.com/2021/02/04/china-built-over-three-times-as-much-coal-plant-capacity-as-the-rest-of-the-world-in-2020/ - publ. z dn. 04.02.2021 r.

(5) Omawiamy za https://notrickszone.com/2021/03/13/coal-cant-be-so-bad-china-doubles-the-coal-power-capacity-that-oecd-countries-take-offline/  - publ. z dn. 13.03.2021 r.


Wszechobecna propaganda klimatyczna w mediach głównego nurtu oparta jest o kilka mitów, które są nieustannie promowane wbrew oczywistym faktom i elementarnej wiedzy naukowej, zwłaszcza mit o szkodliwości dwutlenku węgla i jego szczególnej roli gazu cieplarnianego. Poglądy przeciwne i poddające w wątpliwość „ustaloną naukę o klimacie” są zaciekle eliminowane z obiegu publicznego, wszystko po to, by nie dopuścić do powstania nawet najmniejszych wątpliwości wśród polityków, dziennikarzy i wyborców, a już szczególnie dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. W ten sposób bełkot klimatyczny rozlewa się po infosferze publicznej i uniemożliwia rzetelną debatę o przyczynach, skutkach i kosztach „walki z klimatem”. Skala manipulacji i dezinformacji jest na tyle duża, że konieczne jest posługiwanie się zupełnie innymi pojęciami umożliwiającymi prawidłowe nazwanie rzeczywistości bez jej przeinaczania. Prawda sama się nie obroni i wymaga codziennej pracy a zwłaszcza posługiwania się innym językiem niż klimatyczni histerycy i naciągacze. Dlatego misją naszego portalu jest obrona prawdy naukowej i polskich interesów politycznych oraz gospodarczych w czasach inwazji post-prawd, kłamstw i przeinaczeń.

Wszystkim naszym darczyńcom serdecznie dziękujemy. Portal utrzymuje się wyłącznie z prywatnych datków i nie korzystamy z żadnych publicznych pieniędzy. Takie finansowanie gwarantuje nam pełną niezależność a Czytelnikom publikacje, których nie znajdziecie nigdzie indziej. Prosimy o wpłaty na konto w PKO BP SA: 53 1020 2791 0000 7102 0316 5867

Tytuł wpłaty: "Darowizna na stopwiatrakom.eu"

Dziękujemy Państwu za życzliwe wsparcie!