portal wiadomosci zagranicznePrezydentura Donalda Trumpa zakończyła się w dniu 20 stycznia 2021 r. i mimo wielu osobistych słabości Trumpa, należy ocenić ją, jako próbę ocalenia Stanów Zjednoczonych przed międzynarodówką banksterską działającą w ścisłym sojuszu globalnymi korporacjami. Był to swoisty bunt przedstawiciela rządzącej elity ze Wschodniego Wybrzeża USA przeciwko swojemu środowisku. Wyłączenie konta na Twitterze oraz na YouTube – było nie było - urzędującemu jeszcze wtedy prezydentowi USA, było demonstracją siły sojuszu BigBank&BigTech&BigFarma i symboliczną dekapitacją Trumpa. Dlatego też prezydentura Joe Bidena będzie przebiegała pod sztandarami niszczenia tego wszystkiego, co Trump próbował naprawiać – taki swoisty „antytrumpizm” oraz będzie próbą wdrożenia w USA ideologii zawartej w Agendzie 2030, czyli nowego, globalnego już ustroju politycznego. Stąd też ponowne przystąpienie USA do Porozumienia paryskiego z 2015 r. zrealizowane już pierwszego dnia urzędowania Bidena. To jest oczywisty hołd złożony „postępowi i nowoczesności”.

Sytuację w USA należy traktować jako przestrogę dla Polski, gdyż radykalna lewica amerykańska, która objęła właśnie władzę nie będzie miała żadnych zahamowań i nie będzie się czuła zobligowana jakimikolwiek ustaleniami czy zobowiązaniami prezydenta Trumpa i to bez względu na konsekwencje dyplomatyczne oraz skutki finansowe. Świadczy o tym zarówno gwałtowność retoryki Bidena i jego ekipy, jak i nieprawdopodobny pośpiech z jakim podejmowane są kolejne decyzje, w tym w tzw. „sprawach klimatycznych”. Wygląda to tak, jakby to wszystko było przygotowywane już od wielu miesięcy. Potwierdzają to też wprost sprzyjający Bidenowi dziennikarze.

1219.1 Foto Biden

Na zdjęciu: Joe Biden, Autor: Drew Angerer Getty Images; Źródło: https://www.scientificamerican.com/article/bidens-first-climate-actions-include-rejoining-paris-agreement/

„Joe Biden spędzi swoje pierwsze godziny urzędowania jako prezydent, próbując zmienić większość deregulacyjnego programu administracji Trumpa, przywracając zakaz inwestowania na gruntach publicznych [w wydobycie paliw kopalnych – dopisek red.] i przywracając Stanom Zjednoczonym rolę światowego lidera w polityce klimatycznej.

Biden zasiądzie dziś w Gabinecie Owalnym i podpisze obszerny dekret o ponownym przystąpieniu USA do Porozumienia paryskiego i przywróci regulacje dotyczące ograniczania emisji gazów cieplarnianych wycofane przez prezydenta Trumpa, powiedziała Gina McCarthy, doradca klimatyczny Bidena.

„Wiemy, że powrót do [Porozumienia paryskiego] nie wystarczy, ale wraz ze zdecydowanymi działaniami krajowymi, które rozpoczyna ten dekret, będzie to ważny krok dla Stanów Zjednoczonych do wzmocnienia i odzyskania swoich zdolności przywódczych” - powiedziała wczoraj McCarthy reporterom.

Proces ponownego przystąpienia do Porozumienia Paryskiego rozpocznie się formalnym wnioskiem do ONZ o członkostwo USA. Formalnie, ponowne zawarcie niewiążącego globalnego porozumienia, w sprawie redukcji emisji, zajmie USA 30 dni.” [1]

W administracji Bidena „sprawami klimatu”, czyli niszczenia przemysłu i miejsc pracy innych niż w przemyśle globalnego ocieplenia, zajmować się będzie John Kerry, były amerykański sekretarz stanu za prezydentury Baracka Obamy, który już rozpoczął agitację i straszenie katastrofą klimatyczną mówiąc, że: „W Glasgow, w listopadzie, wszystkie narody muszą wspólnie podnieść swoje ambicje [klimatyczne – red.] – inaczej wszyscy razem poniesiemy porażkę. A porażka nie wchodzi w grę.”

„Świat pozostaje w tyle za tempem zmian niezbędnych do zapobieżenia katastrofalnym skutkom kryzysu klimatycznego, ostrzegł John Kerry w swoich pierwszych publicznych wystąpieniach, jako nowy wysłannik klimatyczny USA. (…) Kerry powiedział, że jeśli świat ma do 2050 r. osiągnąć poziom zerowej emisji dwutlenku węgla netto, to musi nastąpić „gwałtowna transformacja globalnej gospodarki”. Powiedział też, że konieczne jest pięciokrotnie szybsze wycofywanie się z węgla niż wskazują to ostatnie tendencje, pięciokrotnie szybsze zwiększanie pokrywy leśnej planety, sześciokrotnie szybsze zwiększanie energii odnawialnej i 22-krotnie szybsze przejście na pojazdy elektryczne, niż ma to miejsce obecnie. „Musimy wszyscy wspólnie działać, gdyż obecnie jest dostępnych bardzo niewiele ścieżek gwałtownej redukcji [emisji CO2 – dopisek red.] potrzebnych do osiągnięcia nawet obecnych celów [klimatycznych – dopisek red.], nie mówiąc już o celach, których potrzebujemy, aby zapobiec katastrofalnym zniszczeniom” - powiedział Kerry”. [2]

Brytyjska tuba klimatycznej histerii – „The Guardian” – pisze o planach nowej amerykańskiej administracji, która ma się wykazać „przywództwem klimatycznym” wskazując, że: „Oczekuje się, że Biden zwoła międzynarodowy szczyt klimatyczny jeszcze przed kluczowymi rozmowami w ramach ONZ, zwanymi konferencją stron lub COP26, która odbędzie się w Glasgow jeszcze w tym roku. Rozmowy mają na celu przyspieszenie redukcji emisji gazów cieplarnianych uzgodnionych w Paryżu w 2015 r. Niedawny raport ONZ wyraźnie wskazał na niską przydatność obecnych celów, które musiałyby wzrosnąć więcej niż pięciokrotnie, aby uniknąć ocieplenia planety o 1,5 °C licząc od początku ery przemysłowej, a co może spowodować kaskadę katastrof klimatycznych.” [2]

Z doniesień tych wynika jasno, że nowa amerykańska administracja będzie naciskać na wzrost „ambicji klimatycznych” we wszystkich krajach będących stronami Porozumienia paryskiego, a co w konsekwencji oznaczać będzie szybkie wycofywanie się z użytkowania paliw kopalnych na całym świecie. Może się zatem okazać, że wszystkie dotychczasowe ustalenia i harmonogramy, które i tak są nic nie warte, zostaną jeszcze bardziej przyspieszone. Pomóc ma w tym pandemia, która radykalnie zmniejszyła aktywność gospodarczą na całym świecie o doprowadziła do widocznego spadku emisji dwutlenku węgla. Jak widać, postępowym i nowoczesnym elitom władzy kierunek ten podoba się tak bardzo, że nawet po zakończeniu pandemii chcą kontynuować zamykanie gospodarki i ludzkiej aktywności tyle, że już pod hasłem „ratowania planety przed katastrofą klimatyczną”.

Jak można się było spodziewać decyzję nowego prezydenta USA, co do powrotu do Porozumienia paryskiego, została przyjęta z dużym z zadowoleniem przez „aktyw klimatyczny. Jednak logika zielonej rewolucji jednoznacznie wskazuje, że żądania grup tzw. „aktywistów” nigdy się nie kończą, gdyż posługują się one retoryką, iż „zawsze można zrobić więcej”. Niezawodny w swojej klimatycznej retoryce „The Guardian” w taki oto sposób komentuje decyzję Bidena: „Powrót do Porozumienia paryskiego kończy okres, w którym Stany Zjednoczone stały się niemal pariasem na arenie międzynarodowej, gdy Trump odmówił zajęcia się narastającą katastrofą związaną z rosnącymi temperaturami na świecie. Dzisiaj państwa walczą o wypełnienie swoich zobowiązań podjętych w Paryżu w 2015 r., by ograniczyć globalny wzrost temperatury do 1,5 °C powyżej epoki przedindustrialnej, podczas gdy 2020 r. ustanowił kolejny rekord ekstremalnych upałów. „To jest po prostu wielki dzień, gdy pozbyliśmy się tej krótkowzrocznej, mrocznej administracji i możemy powitać nowego prezydenta, który jest wyraźnie zaangażowany w zdecydowane, znaczące działania” - powiedział Todd Stern, który był głównym negocjatorem amerykańskim Porozumienia paryskiego. „Powrót do Porozumienia paryskiego to tylko pierwszy krok, ale to bardzo duży pierwszy krok”. [3]

Jak podał „The Guardian” John Kerry rozmawiał również z nowym przewodniczącym COP26 w Glasgow - Alokiem Sharmą, ministrem w rządzie Borisa Johnsona, który nawrócił się ostatnio na religię klimatyczną. „Sharma naciskał na Kerry'ego, by Stany Zjednoczone przedstawiły plan, nazywany Narodowym Celem Indykatywnym, który ustalany jest na szczeblu krajowym, w ramach Porozumienia paryskiego, a który określa proponowane ograniczenia emisji do 2030 r. Narodowe Cele Indykatywne mają fundamentalne znaczenie dla Porozumienia paryskiego i oczekuje się, że wszystkie kraje przedłożą je tak szybko, jak to możliwe, aby mogły zostać ocenione przez ONZ jeszcze przed COP26. Wielka Brytania ma plan zakładający 68% redukcję emisji CO2 do 2030 r. w porównaniu z poziomami z 1990 r., a który został przedstawiony w grudniu 2020 r.” [2]

Blokada budowy ropociągu Keystone XL

Na gruncie amerykańskim istotne znaczenie polityczne ma też sprawa budowy ropociągu Keystone XL z Kanady (prowincja Alberta). Prezydent Trump zrobił naprawdę wiele by odblokować tę budowę i umożliwić rafinację kanadyjskiej ropy naftowej w USA. Jednakże aktywiści klimatyczni zaciekle zwalczają ten rurociąg, jak i też inne tego typu inwestycje. Joe Biden już w pierwszym dniu urzędowania zablokował tę inwestycję za co oczywiście pochwalili go „aktywiści”.

1219.2 Keystone XL Pipeline

Źródło: https://www.cbc.ca/news/business/keystone-xl-nebraska-1.4238531

„Scientific American” cytuje oświadczenie dyrektorki „Rainforest Action Network” - Ginger Cassady, która powiedziała odnosząc się do blokady budowy rurociągu Keystone XL, że: „Kiedy świętujemy to, dawno już spóźnione zwycięstwo ludzi nad przemysłem paliw kopalnych, ważne jest, aby było w pełni jasne, że realne posunięcie wskazówki klimatycznej do przodu będzie wymagało pójścia za logiką nauki o klimacie i prawami Matki Ziemi, która sprawia, że ​​Keystone XL jest nie do przyjęcia. Oznacza to także likwidację równie destrukcyjnego ropociągu „Line 3 Pipeline”, jak również rurociągu [Dakota Access] oraz innych projektów służących eksportowi ropy i gazu, a które uzależniłby naszą gospodarkę na od paliw kopalnych”. [1]

Blokada inwestycji w rurociągi powinna być ważnym sygnałem także i dla naszego rządu, że skoro na terenie USA niemożliwa będzie budowa urządzeń do transportu ropy naftowej, to być może także polski gazociąg z Norwegii „Baltic Pipe” może być zagrożony i to bynajmniej ze strony naszych sąsiadów ze wschodu i zachodu, ale poprzez zmianę polityki amerykańskiej. Wszystko zależy od tego czy administracja Bidena utrzyma sankcje wobec przedsiębiorstw budujących „Nord Stream 2”. Zatrzymanie inwestycji Keystone XL i to z powodów nie ekonomicznych, a „klimatycznych” tworzy niezwykle niebezpieczny precedens polityczny, który może rzutować także na dostępność amerykańskiego gazu łupkowego w Polsce. Będziemy śledzić, jak radzą sobie z blokadą Bidena Kanadyjczycy, którzy mieli zarabiać solidne pieniądze na eksporcie ropy naftowej do USA. Będzie to znak, jak daleko sięga determinacja rządu amerykańskiego w realizacji nowej agendy klimatycznej i ile pieniędzy są gotowi stracić Amerykanie by ją wdrożyć.

USA zmierzają ku katastrofie gospodarczej

To, co wzbudzało wściekłość amerykańskiej lewicy w rządach Trumpa, to jego czysto racjonalne podejście do biznesu. Ówczesna administracja robiła tylko to, co jej zdaniem się opłacało ekonomicznie dla USA, bez oglądania się na skutki polityczne i inne efekty. Dlatego prezydent Trump wycofał się z Porozumienia paryskiego, bo policzył jego skutki dla gospodarki amerykańskiej i umiał to całkiem sensownie uzasadniać, o czym zapominają jego krytycy. Tak tylko dla przypomnienia warto przytoczyć słowa Mike’a Pompeo, ówczesnego Sekretarza Stanu USA, który tak uzasadniał decyzję prezydenta Trumpa: „Prezydent Trump podjął decyzję o wycofaniu się z Porozumienia paryskiego z powodu nieuczciwych obciążeń ekonomicznych nałożonych na amerykańskich pracowników, przedsiębiorstwa i podatników poprzez zobowiązania nałożone tym Porozumieniem”. „Stany Zjednoczone zmniejszyły wszystkie rodzaje emisji, nawet gdy nasza gospodarka rozwija się i zapewnia naszym obywatelom dostęp do energii po przystępnych cenach”. [4]

Zablokowanie przez administrację prezydenta Bidena gruntów i wód federalnych dla poszukiwania oraz eksploatacji gazu i ropy naftowej może skutecznie zatrzymać rozwój przemysłu gazowego i naftowego w USA. Tymczasem, to dzięki gazowi łupkowemu i ropie łupkowej udało się Ameryce z importera paliw kopalnych stać się globalnym graczem na rynku gazu i eksportować swoje nadwyżki, m.in. do Polski. Czy rząd Joe Bidena jest w stanie to wszystko zlikwidować i zamknąć? Sądząc po retoryce Johna Kerrego, to tak. To w końcu Kerry niedawno powiedział, że: „Stany Zjednoczone wracają z „pokorą” z powodu wstrząsających zmian wprowadzonych w okresie poprzedniej administracji. Pokora, ponieważ wiemy, że rząd federalny Stanów Zjednoczonych aż do wczoraj, kiedy ustąpił, zmarnował cztery lata, podczas gdy mogliśmy starać się sprostać temu wyzwaniu.” [2]

John Kerry miał tutaj na myśli oczywiście przezwyciężanie „kryzysu klimatycznego”, czego nie chciał robić prezydent Trump. Teraz sytuacja się odwróciła i nowy prezydent USA walkę z klimatem stawia wysoko na liście swoich priorytetów, zaraz po walce z epidemią COVID-19. Warto przypomnieć, że Joe Biden, jeszcze w okresie kampanii wyborczej przestrzegał przed „zmianami klimatu”, które jak to określał „stanowią największe zagrożenie dla kraju”, wręcz zagrożenie egzystencjalne. Widać już wyraźnie, że retoryka propagandy klimatycznej będzie towarzyszyć tej prezydenturze i pewnie już jej nie opuści skoro w grę wchodzi zdobycie pozycji „lidera w dziedzinie czystej energii i pracy”.  

Warto jeszcze raz zacytować Kerrego, który wskazywał na spadające koszty wytwarzania energii ze Słońca oraz rekordowe inwestycje w czyste technologie energetyczne i związane z nimi miejsca pracy. „Bezemisyjna przyszłość stwarza ogromną szansę dla biznesu, dla czystych, zielonych miejsc pracy i wzrostu gospodarczego oraz, używając słów prezydenta [Bidena – red.], ma umożliwić odbudowę świata po kryzysie gospodarczym”. [2]

[Nasz komentarz] Na zakończenie, tytułem komentarza, warto wciąż podkreślać, że jako państwo, musimy za wszelką cenę unikać podejmowania kolejnych zobowiązań klimatycznych. Już i tak zobowiązanie się do osiągnięcia „neutralności klimatycznej” w grudniu 2020 r. jest najgorszą wiadomością z możliwych dla miejsc pracy w Polsce. Podkreślamy już od dłuższego czasu, że nasi decydenci nie mają wiedzy oraz świadomości tego, co oznacza dla Polski zaostrzanie polityki klimatycznej. Widocznie dopiero głęboki kryzys gospodarczy będzie w stanie zmienić nastawienie klasy rządzącej do energetyki niby-odnawialnej oraz zjawiska medialnego zwanego „kryzysem klimatycznym”. Prezydent Trump przynajmniej próbował powstrzymać całe to szaleństwo klimatyczne i postępy „zielonej zarazy”. To, że ostatecznie nie został prezydentem USA na drugą kadencję oznacza, że będziemy świadkami przyspieszania niszczenia miejsc pracy, przemysłu, tradycyjnego rolnictwa, życia na wsi, prywatnego transportu, swobody przemieszczania się i jeszcze wielu innych rzeczy, które zmienią nasze w życie w senny koszmar. A wszystko to pod hasłami „ratowania planety przed kryzysem klimatycznym”.

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

(1) https://www.scientificamerican.com/article/bidens-first-climate-actions-include-rejoining-paris-agreement/ - publ. z dn. 20.01.2021 r.

(2) https://www.theguardian.com/us-news/2021/jan/21/john-kerry-climate-crisis-joe-biden-envoy - publ. z dn. 21.01.2021 r.

(3) https://www.theguardian.com/environment/2021/jan/20/paris-climate-accord-joe-biden-returns-us - publ. z dn. 20.01.2021 r.

(4) O przyczynach opuszczenia Porozumienia paryskiego przez USA pisaliśmy tutaj: http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2810-usa-oficjalnie-wychodz%C4%85-z-paryskiego-porozumienia-klimatycznego.html – publ. z dn. 6.11.2019 r.

Wszystkim naszym darczyńcom serdecznie dziękujemy. Portal utrzymuje się wyłącznie z prywatnych datków i nie korzystamy z żadnych publicznych pieniędzy. Takie finansowanie gwarantuje nam pełną niezależność a Czytelnikom publikacje, których nie znajdziecie nigdzie indziej. Prosimy o wpłaty na konto w PKO BP SA: 53 1020 2791 0000 7102 0316 5867

Tytuł wpłaty: "Darowizna na stopwiatrakom.eu"

Dziękujemy Państwu za życzliwe wsparcie!