portal zielona energetykaCeny elektryczności w Niemczech obecnie należą do najwyższych na świecie. Ceny energii elektrycznej dla prywatnych gospodarstw domowych są już o 43% wyższe niż średnia europejska i prawie 2,5 razy wyższe niż w Polsce. Równie drogo w Europie jest już tylko w Danii. [1] Zupełnie „przypadkiem” oba te kraje zainwestowały setki miliardy euro w „zieloną” transformację licząc, że na technologiach OZE będą zarabiać krocie i zyskają one przewagę technologiczną na świecie. Klimatyczni macherzy nie docenili jednak praw fizyki, których nie da się oszukać, w przeciwieństwie do wyborców głosujących za obietnicami „darmowej energii z wiatru”.

Najnowszy raport niemieckiego Federalnego Trybunału Obrachunkowego (funkcjonalnego odpowiednika naszego NIK-u) poświęcony jest ocenie realizacji programu transformacji energetycznej, „Energiewende”. Treść tego raportu w języku niemieckim dostępna jest tutaj: https://www.bundesrechnungshof.de/de/veroeffentlichungen/produkte/sonderberichte/2021/bund-steuert-energiewende-weiterhin-unzureichend.

Warto by polski rząd, zanim zdecyduje się na poluzowanie ustawy odległościowej i pozwoli na dalszą ekspansję wiatraków w Polsce wbrew oczekiwaniom społecznym i rachunkowi ekonomicznemu zobaczył sam, gdzie znaleźli się tzw. liderzy „zielonej” transformacji. W jaki bałagan sami się wpędzili. Polskiego przemysłu i konsumentów nie stać na powielanie cudzych błędów i głupich decyzji, gdyż dekarbonizacja zabija jakikolwiek rozwój gospodarczy. Niemiecki raport jest tego oczywistym dowodem. Czy ktoś w rządzie Morawieckiego to rozumie czy też dalej będą rządzili nami ignoranci i wiatrakowi lobbyści?

Niemiecki portal „Die Welt” tak podsumowuje obraz wyłaniający się z raportu: „Jeśli to tak dalej będzie szło, zagrożona będzie pozycja Niemiec jako kraju otwartego dla biznesu (Standort Deutschland). Koszty wymknęły się spod kontroli — i wzrasta niebezpieczeństwo niedoborów w dostawach energii elektrycznej.” [2]

Według niemieckiego Federalnego Trybunału Obrachunkowego, dążenie rządu Angeli Merkel do jak najszybszego przeprowadzenia transformacji energetycznej może stanowić zagrożenie dla przyszłości całego kraju. Trzy lata temu Federalny Trybunał Obrachunkowy skrytykował niemiecką „Energiewende”, wytykając jej, w szczególności wysoki koszt realizacji. „Od czasu naszego ostatniego przeglądu z 2018 r., zrobiono zbyt mało, aby nadać pozytywny kierunek transformacji energetycznej”, powiedział prezes Federalnego Trybunału Obrachunkowego Kay Scheller. [2]

Tegoroczny raport dodaje do tego „porażającą analizę” dotyczącą niestabilności dostaw energii elektrycznej i prawdopodobieństwa wystąpienia niedoborów w dostawach energii. Niemiecki rząd federalny, „nie posiada dostatecznie pełnego obrazu powstających, rzeczywistych zagrożeń dla bezpieczeństwa dostaw (energii elektrycznej)”, a w obecnym systemie należy obawiać się „coraz wyższych cen energii elektrycznej”. Biorąc pod uwagę to, że niemieckie ceny energii są i tak już najwyższe w Europie, to trudno się dziwić alarmistycznej wymowie raportu.

1231.1 Wykres nr 1

Najwyższe ceny energii elektrycznej występują w krajach o największym udziale zależnych od pogody OZE. Źródło wykresu: Raport Bundesrechnungshof

Raport Trybunału Obrachunkowego cytuje badania, z których wynika, że na unowocześnienie krajowej sieci energetycznej, które trzeba przeprowadzić do 2025 r., Niemcy będą musiały wydać w sumie nawet 525 mld euro, tj. ok. 2,4 bilionów zł.

1231.2 Wykres nr 2

Wykres pokazuje dramatyczną różnicę między planowaną a faktycznie zrealizowaną rozbudową sieci energetycznej, którą wymusza przede wszystkim rozwój OZE (w szczególności lokalizacja „zagłębia wiatrakowego” na północy Niemiec). Czarna, dolna linia wskazuje na faktycznie zbudowane kilometry, a niebieska długość nowych odcinków sieci, które miały być zbudowane zgodnie z rządowym planem przyjętym w 2010 r. Źródło wykresu: Raport Bundesrechnungshof

W efekcie Trybunał Obrachunkowy obawia się, że obciążenia wynikające z „Energiewende” zagrożą finansowym podstawom funkcjonowania zarówno przedsiębiorstw zużywających energię, jak i gospodarstw domowych. Kay Scheller ostrzega, że: „może to w końcu podważyć społeczną akceptację dla transformacji energetycznej”.

Dziennikarz Die Welt pisze, że raport Trybunału Obrachunkowego jest bardzo spóźnionym kubłem zimnej wody na głowy ministrów niemieckiego rządu. W trakcie przygotowywania raportu kontrolerzy zwrócili się do federalnego ministerstwa gospodarki o wyjaśnienia i uzasadnienie decyzji, które wzbudziły ich największe wątpliwości. Raport końcowy zawiera odpowiedzi udzielone przez resort. Nie wpłynęły one jednak na znaczące złagodzenie zawartej w nim krytyki.

Zarzuty kontrolerów Trybunału Obrachunkowego

Trybunał Obrachunkowy, w szczególności podtrzymuje swoje zarzuty lub wątpliwości co do założeń polityki „Energiewende”. Autorzy raportu zarzucają rządowi federalnego, że nie uwzględnił on we właściwy sposób konsekwencji decyzji o wycofywaniu się z węgla, jako paliwa. Ogólnie rzecz biorąc, likwidacja energetyki węglowej na podstawie „ustawy o wycofaniu energii elektrycznej z węgla” jest obecnie wdrażana szybciej, niż przewidywano to w raportach dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa dostaw. W efekcie bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej dla odbiorców jest zagrożone a Niemcy będą uzależnieni w tym względzie od importu energii. „Luka planistyczna” wynosi zdaniem kontrolerów aż 4,5 GW mocy, której nie da się zrównoważyć fotowoltaiką czy wiatrakami z uwagi na ich chaotyczną pracę.
1231.3 Wykres nr 3

„Odchodzenie od węgla realizuje się szybciej niż było to planowane”

Źródło wykresu: Raport Bundesrechnungshof

Rządowe wyliczenia prawdopodobieństwa zbilansowania obciążenia „opierają się na założeniach, które czasami wydają się nierealistyczne lub zostały już zdezaktualizowane przez bieżące wydarzenia polityczne i gospodarcze”. Z drugiej strony, „nierealistyczne jest założenie, że cele ekspansji energii odnawialnej zostaną osiągnięte wobec obecnych trudności z jej akceptacją”. Chodzi przede wszystkim o sprzeciwy lokalnych społeczności w Niemczech wobec budowy dalszych farm wiatrowych, których jest więcej niż w Polsce w okresie 2013-2016.

Inny konkretny zarzut kontrolerów dotyczy tego, że rząd federalny opiera swoje prognozy dotyczące produkcji energetyki i słonecznej na podstawie „historycznych warunków meteorologicznych z lat 2009-2013”. Federalny Trybunał Obrachunkowy krytykuje fakt, że okres wybrany do prognozy ilości energii pochodzącej z OZE w przyszłości nie zawierał ani jednego roku ze słabymi warunkami wietrznymi lub ze znacznym zachmurzeniem, czyli nie wydaje się być reprezentatywny dla długookresowych tendencji meteorologicznych w Niemczech.

Wątpliwe jest też, czy we właściwy sposób określono zapotrzebowanie na rezerwowe moce w niemieckiej energetyce. Już obecnie „rezerwa mocy” na rynku energii elektrycznej jest za mała, co wskazuje, że federalne ministerstwo gospodarki nie dopełniło swojego ustawowego dokonania rzetelnej analizy i nie ustaliło rzeczywistej wielkości niezbędnej rezerwy mocy, która jest niezbędna do zapewnienia pracy całej sieci energetycznej.

Jeśli rząd federalny będzie kontynuował obecny kurs w odniesieniu do „Energiewende”, doprowadzi to nie tylko do gwałtownego wzrostu kosztów, ale wzrosną także zagrożenia związane z utrzymaniem i sterowaniem niestabilną siecią energetyczną. Już obecnie planuje się, że przedsiębiorstwa przemysłowe będą dobrowolnie i czasowo przerywać swoją produkcję w przypadku wystąpienia niedoborów energii (w zamian za odszkodowanie od państwa). Tymczasem z wypowiedzi rządu wynika, że w samym rządzie federalnym nie ma zgody, co do tego, jak duży zakres musiałoby mieć takie dobrowolne „zrzucanie obciążenia”, aby ustabilizować sieć energetyczną.

Prognozy rządu federalnego dotyczące zapotrzebowania na energię zakładają też, że liczba ludności w Niemczech spadnie poniżej 75 mln w 2050 r. Natomiast trzy podstawowe warianty o największym prawdopodobieństwie przedstawione przez Federalny Urząd Statystyczny wskazują, że w Niemczech w tym czasie mieszkać będzie od 77,6 do 83,6 mln mieszkańców. Co ważniejsze, w swoich prognozach niemieckie ministerstwo gospodarki nie bierze pod uwagę niekorzystnego scenariusza, w którym wystąpi zbieg kilku całkiem prawdopodobnych czynników — rozbudowa sieci energetycznej będzie w dalszym ciągu się opóźniała, a jednocześnie „transgraniczne zdolności przesyłowe” ulegną ograniczeniu. (W tym ostatnim przypadku chodzi to, że Niemcy nie będą mogły natychmiastowo importować z krajów sąsiednich, w tym z Polski niezbędnej im energii np. w sytuacji braku wiatru — tak jak to miało miejsce w ciągu ostatniej zimy - uwaga redakcji).

Kontrolerzy Trybunału Obrachunkowego uznają też za bezpodstawne założenie planistów rządowych, że popyt na energię elektryczną w Niemczech nie wzrośnie do 2030 r. Przymusowa elektryfikacja transportu i produkcja wodoru, jako nośnika energii, spowoduje bowiem wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną.

Warto przypomnieć, że u początków „Energiewende” niemiecki rząd federalny przewidywał nawet zmniejszenie zużycia energii elektrycznej o około 25% pomiędzy 2008 a 2050 r. [4] Jak sugeruje Die Welt, ewentualna zmiana w polityce rządu federalnego wymagałaby głębokiej przemiany w myśleniu o transformacji energetycznej i o energetyce w ogóle, ponieważ niemiecki rząd już od lat akceptuje zarówno wyższe ceny energii elektrycznej, jak i luki w dostawach energii, jako konieczne koszty promowania „zielonej transformacji”. Mówiąc wprost rząd Angeli Merkel gotowy jest wymusić „zieloną transformację” nawet jeśli energia będzie horrendalnie droga (3 i więcej razy niż dzisiaj) i będzie to wymagało nieustannego wyłączania przemysłu i konsumentów, by dostosować zużycie energii do skali jej produkcji.

Niemcy jeszcze nie zaczęły na dobre wprowadzać elektromobilności, a już niemiecki minister gospodarki proponuje ograniczenia w możliwości ładowania takich pojazdów

Sytuacja w niemieckiej energetyce paradoksalnie stawia też pod znakiem zapytania losy innego filaru Zielonego Ładu, jakim jest elektromobilność. Rząd niemiecki ogłosił rok 2021 rokiem samochodu elektrycznego! Jak pisze niemiecki bloger von Klaus -Rudiger Mai [3], z jednej strony rząd bombarduje obywatela informacjami, jak wspaniała i etyczna jest „zielona technologia” w postaci samochodów elektrycznych i pomp ciepła, które muszą jak najszybciej zastąpić pojazdy benzynowe i dieslowskie oraz systemy ogrzewania na gaz i olej, a z drugiej strony — pomimo skandalicznie wysokich rachunków za energię elektryczną — rząd nie jest w stanie zapewnić pewnego i stałego zasilania dla owych wynalazków.

W chwili obecnej w Niemczech znajduje się jedynie 33 tysiące punktów ładowania akumulatorów samochodowych (przy czym jeden samochód w zależności od pojemności akumulatorów może blokować taki punkt przez kilka godzin). Tymczasem w kraju jeździ łącznie ponad 50 mln samochodów, a niemiecki rząd w tym roku ma podjąć działania, aby znacznie zwiększyć liczbę samochodów elektrycznych na drogach. Jednocześnie, jak wskazuje niemiecki blog Tichys Einblick [4], rząd nie ma pojęcia, jak taka potężna infrastruktura do ładowania pojazdów — która ma zastąpić w całości relatywnie skromną sieć obecnych stacji benzynowych — ma wyglądać, aby być „przyjazna” dla kierowców, tj. dostępna w każdym czasie praktycznie na każdej drodze. Dokładnie tak, jak to się ma ze stacjami benzynowymi. Na razie niemiecki rząd zaplanował budowę miliona punktów ładowania do 2030 r., jednak obecnie powstają one w tempie 10 razy wolniejszym od planowanego.

Federalny minister gospodarki Peter Altmaier najpierw przedstawił, a następnie bardzo szybko — z powodu skandalu, jaki ta propozycja wywołała — projekt przepisów, które miały upoważniać przedsiębiorstwa energetyczne „do czasowego odcinania zasilania z sieci do punktów ładowania samochodów elektrycznych, kiedy znowu wystąpi niedobór energii elektrycznej”. Sytuacja w niemieckiej sieci energetycznej pogorszyła się do tego stopnia, że — jak wskazuje Tichys Einblick — minister gospodarki Altmaier uznaje za pomocne takie dziwne pomysły dotyczące racjonowania dostaw energii, jak uniemożliwienie kierowcom uzupełnienia paliwa (tj. energii elektrycznej) w dowolnym czasie pomiędzy 10 rano a 8 wieczorem każdego dnia!

W tej sprawie zabrało głos nawet „niegdyś dumne Zrzeszenie Przemysłu Motoryzacyjnego” (VDA). Ta swego czasu potężna organizacja lobbystyczna praktycznie zamilkła, odkąd jej szefem została koleżanka Merkel, Hildegarda Muller. Tym razem jednak pani Muller powiedziała, że to, co nazywa się „wygładzaniem szczytu” (czyli ograniczaniem wysokości zapotrzebowania szczytowego na energię elektryczną) „oznacza niestety wyłączanie energii jego odbiorcom”, w wyniku czego samochody elektryczne mogą stracić akceptację u konsumentów i nikt nie będzie ich kupował. [3]

„Wyłączenia mocy na skutek niedoborów energii elektrycznej są już praktykowane od pewnego czasu. Na przykład huty aluminium muszą pogodzić się z faktem, że energia dla ich jest odłączna na określony czas”, donosi Tichys Einblick. „Obiekty te, podobnie jak i chłodnie, zużywają olbrzymie ilości energii. To jest niebezpieczna gra, ponieważ po trzech godzinach roztopiony metal zestala się, powodując zniszczenie urządzeń przemysłowych.”. Niemieckie przedsiębiorstwa energetyczne już od pewnego czasu nalegają na wprowadzenie ustawy o „wygładzaniu szczytów”, zgodnie z którą dystrybutorzy mogliby po prostu odciąć dostawy energii niektórym odbiorcom, jeśli nie starczyłoby go dla wszystkich. Niemieccy energetycy żądają takich rozwiązań, ponieważ zmagają się z ryzykiem, że sieć energetyczna w coraz większym stopniu zasilana energią z wiatru i słońca wymknie się spod kontroli i światło samo zgaśnie i to na bardzo długo. W czasach ekspansji OZE niezawodność dostaw energii dla każdego to tylko mit.

Ministerstwo Altmaiera najwyraźniej chciało spełnić te żądania energetyków i pośpieszenie przygotowało odpowiednią nowelizację artykułu 14 w ustawie energetycznej. Zgodnie z tą nowelizacją, tzw. „sterowalne urządzenia odbiorcze” (Steuerbare Verbrauchseinrichtungen) mogłoby NIE otrzymywać energii elektrycznej do dwóch godzin dziennie w przypadku wystąpienia zagrożenia przeciążeniem sieci (z możliwością przedłużenia tego czasu). Do takich sterowalnych urządzeń odbiorczych zaliczono m.in. stacje ładowania pojazdów elektrycznych, a także pompy ciepła, „które mogłoby być tymczasowo odłączane od zasilania”.

Podsumowując, propozycje ministra gospodarki wskazują, że: „rząd niemiecki uznał, że w przyszłym systemie energii elektrycznej nie będzie już można sprostać całemu zapotrzebowaniu przez cały czas. W związku z tym należy zalegalizować sterowanie stroną konsumencką. (…) Sterowalne urządzenia odbiorcze „takie jak pompy ciepła, grzejniki elektryczne i skrzynki elektryczne, tj. stacje ładowania pojazdów elektrycznych, mogą być więc wyłączane w różnych porach dnia”.

Wejście w temat regulowania dostępu do energii elektrycznej różnych kategorii odbiorców wiąże się z potężnymi dylematami, które będzie musiał rozstrzygnąć ten czy przyszły niemiecki minister energetyki. Na przykład, czy ma być mniej dostaw dla pomp ciepła, czy też należy zezwolić na odcinanie od zasilania gospodarstw domowych, aby zamożni kierowcy samochodów Tesla mogli ładować swoje samochody bez przerwy? Witajcie w Nowym Wspaniałym Świecie, gdzie energia będzie racjonowana i sprzedawana na kartki jedynie najbogatszym. Reszta będzie marznąć, głodować i siedzieć w ciemnościach. Za to klimat  z pewnością będzie bardzo zadowolony.

Wybór jest prosty - albo utrzymamy w Polsce miejsca pracy albo walczymy z klimatem.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

(1) O tragicznej sytuacji niemieckich konsumentów energii pisaliśmy niedawno tutaj: http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2958-ekspansja-pseudo-odnawialnych-%C5%BAr%C3%B3de%C5%82-energii-generuje-rekordowe-koszty-energii-elektrycznej-dla-konsument%C3%B3w-w-niemczech.html – publ. z dn. 07.03.2021 r.  

(2) Daniel Wetzel (redaktor naukowy) „Jetzt wird die Energiewende zur Gefahr für ganz Deutschland”, Die Welt, - https://www.welt.de/wirtschaft/article229449033/Energieversorgung-Bundesrechnungshof-warnt-vor-Stromluecke.html?fbclid=IwAR1mFYZFQPgfeYVCG43AFl8k0khDjUMzlDi3VYxYZufyeiPoED0Go5Nct0s. – publ. z dn. 31.03.2021 r.

Skrótowe omówienie tego artykułu w języku angielskim jest tutaj: https://notrickszone.com/2021/03/31/explosive-german-government-audit-report-energiewende-has-become-a-danger-for-all-of-germany/

(3) https://www.tichyseinblick.de/daili-es-sentials/deutschlands-de-industrialisierng-schreitet-voran/ - publ. z dn. 18.01.2021 r.

(4) https://www.tichyseinblick.de/daili-es-sentials/altmaier-will-stromverbrauch-rationieren/?fbclid=IwAR0P_oDVyZrZXPnazMHcorMQBv7ix6z9-JxqB-X1YtbREKqQJXQS0NX0-u4 (Holger Douglas, - publ. w dn. 18.01.2021 r.)

Angielskie omówienie tego artykułu dostępne jest tutaj: https://notrickszone.com/2021/01/19/last-ditch-effort-germany-weighs-electricity-rationing-scheme-to-stabilize-its-now-shaky-green-power-grid/


Wszechobecna propaganda klimatyczna w mediach głównego nurtu oparta jest o kilka mitów, które są nieustannie promowane wbrew oczywistym faktom i elementarnej wiedzy naukowej, zwłaszcza mit o szkodliwości dwutlenku węgla i jego szczególnej roli gazu cieplarnianego. Poglądy przeciwne i poddające w wątpliwość „ustaloną naukę o klimacie” są zaciekle eliminowane z obiegu publicznego, wszystko po to, by nie dopuścić do powstania nawet najmniejszych wątpliwości wśród polityków, dziennikarzy i wyborców, a już szczególnie dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. W ten sposób bełkot klimatyczny rozlewa się po infosferze publicznej i uniemożliwia rzetelną debatę o przyczynach, skutkach i kosztach „walki z klimatem”. Skala manipulacji i dezinformacji jest na tyle duża, że konieczne jest posługiwanie się zupełnie innymi pojęciami umożliwiającymi prawidłowe nazwanie rzeczywistości bez jej przeinaczania. Prawda sama się nie obroni i wymaga codziennej pracy a zwłaszcza posługiwania się innym językiem niż klimatyczni histerycy i naciągacze. Dlatego misją naszego portalu jest obrona prawdy naukowej i polskich interesów politycznych oraz gospodarczych w czasach inwazji post-prawd, kłamstw i przeinaczeń.

Wszystkim naszym darczyńcom serdecznie dziękujemy. Portal utrzymuje się wyłącznie z prywatnych datków i nie korzystamy z żadnych publicznych pieniędzy. Takie finansowanie gwarantuje nam pełną niezależność a Czytelnikom publikacje, których nie znajdziecie nigdzie indziej. Prosimy o wpłaty na konto w PKO BP SA: 53 1020 2791 0000 7102 0316 5867

Tytuł wpłaty: "Darowizna na stopwiatrakom.eu"

Dziękujemy Państwu za życzliwe wsparcie!