Dawno nic tak nas nie rozśmieszyło jak wywiad, który ukazał się na stronach portalu samorządowego, a którego udzielił sam Pan Wojciech Cetnarski – Prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW). Link do wywiadu:

http://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/bez-energetyki-wiatrowej-zabraknie-pradu,63363.html

Czyżby koniec ery wiatraków był tak bliski, że trzeba już zacząć straszyć ludzi brakiem prądu i przyprawiać polityczną gębę, bo innych argumentów nie ma? Sprawa jest poważna, więc i odpowiedź też taka będzie.

Po pierwsze, protesty przeciwko budowom elektrowni wiatrowych oparte są o rzetelne i wiarygodne informacje na temat rzeczywistego wpływu tych urządzeń technicznych na zdrowie ludzi i środowisko. Elektrownie wiatrowe nie wpływają na poprawę zdrowia, ani też od samej ich pracy nie poprawia się stan środowiska. Naprawdę trudno jest uwierzyć w argument, że lanie setek ton betonu w ziemię i stawianie stalowych masztów może być zbawienne dla środowiska naturalnego, zwłaszcza w miejscu, gdzie stawia się takie urządzenia. Dysponujemy już zbyt wieloma wiarygodnymi świadectwami ludzi, którzy zmuszeni zostali mieszkać obok tych elektrowni, by milczeć na temat rzeczywistego ich wpływu na otoczenie.
Cały czas zbieramy naukowe publikacje nt. szkodliwego wpływu hałasu niskoczęstotliwościowego na zdrowie. Polecamy zwłaszcza lekturę tekstu prof. Salta i Lichtenhana z tego roku. Jest on dostępny na naszej stronie w polskim tłumaczeniu. Nie są to jedyne badania wpływu infradźwięków na ucho wewnętrzne człowieka. W prestiżowym magazynie „Royal Society Open Science” w dniu 1 października 2014 ukazał się artykuł naukowy opisujący badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Monachium pod przewodnictwem dr Marcusa Drexla, pt. „Low-frequency sound affects active micromechanics in the human inner ear” ( „Wpływ dźwięków niskiej częstotliwości na aktywną mikromechanikę w uchu wewnętrznym człowieka”). Z treścią artykułu w języku angielskim można zapoznać się tutaj: 

http://rsos.royalsocietypublishing.org/content/1/2/140166

Po drugie, wbrew tezom zawartym w wywiadzie, protesty przeciwko budowie elektrowni wiatrowych zbyt blisko domów nie mają charakteru politycznego i protestujący nie dadzą sobie przykleić żadnej łatki. Każda partia rządząca będzie miała te protesty na głowie, bez względu na opcje i kolory. Natomiast zupełnie inną sprawą jest to, że ten trudny społecznie temat został podjęty przez Prawo i Sprawiedliwość i że partia ta chce wspierać protestujących. Posłowie z tej partii wielokrotnie wspierali stronę społeczną i trzeba im to oddać. Są nam znane jednostkowe przypadki, by swojego wsparcia udzieliły osoby z koalicji rządzącej. Jest to bardziej kwestia posiadania pewnego minimum przyzwoitości i wrażliwości społecznej, niż barw politycznych. Liczymy na to, że w następnym parlamencie znajdzie się większość dla uchwalenia regulacji, która odsunie od siedzib ludzkich zagrożenie spowodowane przez wiatraki. O to będziemy walczyć.

Po trzecie, straszenie Polaków, że bez budowy setek nowych elektrowni wiatrowych zabraknie w Polsce energii elektrycznej jest dowodem na sianie zamętu i dezinformacji. Udział OZE w tzw. miksie energetycznym został na Polsce wymuszony przez regulacje europejskie. Tymczasem nie można zapominać, że polska energetyka była, jest i będzie jeszcze przez długie lata oparta na własnym surowcu energetycznym, czyli węglu kamiennym i brunatnym. Będzie ona miała zatem jeszcze przez długie lata charakter konwencjonalny ze wszystkimi tego zaletami i wadami. A skoro tak, to trzeba tej energetyce zapewnić możliwości rozwoju tj. odbudować moce wytwórcze, zwiększyć zdolności przesyłowe i dystrybucyjne, budować wysokosprawne instalacje do produkcji energii elektrycznej i cieplnej oparte na nowych technologiach, i w ten sposób minimalizować szkody w środowisku związane z eksploatacją węgla oraz z jego przetwórstwem. Inwestowanie pieniędzy w OZE, a już szczególnie w elektrownie wiatrowe, jest dowodem na istnienie wiary w energetyczną utopię. Nic więcej. Odnotować należy, że nawet wśród dotychczasowych bezwzględnych zwolenników energetyki wiatrowej (głównie Niemców) dojrzewa pogląd, że aby zapewnić bezpieczną pracę całego systemu elektroenergetycznego, moc zainstalowana w całkowicie nieprzewidywalnych źródłach (bo takimi są elektrownie wiatrowe), nie powinna przekraczać od 25 do 30 % mocy systemu, a i to pod warunkiem, że w systemie pracuje dużo elektrowni wodnych i szczytowo-pompowych mogących go stabilizować. Niemcy posiadający moc zainstalowaną w elektrowniach wiatrowych ponad 35.000 MW, byli kilka razy w ciągu ostatnich lat o krok od blackoutu, a więc wyłączenia wszystkich elektrowni systemowych i całkowitego zaniku napięcia w sieci. Ratunkiem dla nich były właśnie elektrownie wodne pracujące w systemie niemieckim i ... połączenia transgraniczne liniami wysokiego napięcia z Polską, poprzez które można było oddać nadmiar energii pochodzącej z elektrowni wiatrowych.
Na koniec może warto zapytać naszych szanownych adwersarzy, czy skoro elektrownie wiatrowe produkują energię elektryczną tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wieje wiatr, czyli przez ok. 20-25% dni w roku, to w bezwietrzne dni mamy obchodzić się bez prądu? Zadamy to pytanie inaczej, by było jeszcze prościej: gdybyśmy mieli kupić bardzo drogi i nowoczesny samochód, który jeździłby tylko przez dwa losowo wybrane dni w tygodniu i to z prędkością niezależną od zamierzeń kierowcy, to czy ktokolwiek kupiłby to auto, by dojeżdżać nim codziennie do pracy? Warto zadawać sobie takie pytania, zwłaszcza przy podejmowaniu decyzji o wspieraniu z pieniędzy podatników oraz ze środków europejskich budowy nieefektywnych i niestabilnych źródeł energii. Wyrażamy ubolewanie, że pieniądze te wydawane są na rozwój elektrowni wiatrowych, które nie tylko nie przyczyniają się do podniesienia bezpieczeństwa energetycznego Polski, ale wręcz kreują nowe zagrożenia dla niego.