W dniach 19 i 20 marca 2015 r. odbyło się polityczne spotkanie Rady Europejskiej (szefów państw i rządów należących do Unii Europejskiej), na którym przyjęto tzw. „konkluzję”. Jej treść załączamy poniżej. Ustalenia polityczne nie mają co prawda mocy prawnej, ale dają one Komisji Europejskiej silny mandat do dalszych prac nad pomysłem powołania Unii Energetycznej i w konsekwencji do wprowadzenia zmian w prawie unijnym. Jakkolwiek język zmian przyjętej „konkluzji” jest mocno enigmatyczny, to po uważnej lekturze tego dokumentu jasno widać, że polska gospodarka nie będzie beneficjentem proponowanych zmian. Z czego to można wywnioskować?

Po pierwsze, pomysł Unii Energetycznej, to tylko nowa nazwa dla prowadzonej od lat „polityki klimatycznej”, czyli walki z globalnym ociepleniem klimatu lub, jak kto woli, ze zmianami klimatu.

Po drugie, istota nowej polityki ma polegać na:

  • dekarbonizacji gospodarki, czyli odejściu od paliw kopalnych we wszystkich sektorach gospodarki,
  • budowie w pełni zintegrowanego rynku energii elektrycznej,
  • poprawie efektywności energetycznej,
  • zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego,
  • badaniach naukowych, innowacjach i konkurencji.

Biorąc pod uwagę to, przy pomocy jakich metod Komisja Europejska prowadzi dotychczasową politykę klimatyczną, należy się spodziewać dalszych nacisków politycznych na rozbudowę mocy wytwórczych odnawialnych źródeł energii i stosownych regulacji prawnych wymuszających określony udział oze w ogólnym bilansie energetycznym kraju. W praktyce będą to oczywiście przemysłowe farmy wiatrowe, tak jak i do tej pory. Być może, choć trudno w to uwierzyć, Komisja Europejska liczy na to, że farmy wiatrowe będą w stanie zapewnić niezakłócone dostawy energii elektrycznej. Jak to jest w praktyce, pisaliśmy niedawno przy okazji omawiania sytuacji w Niemczech.

http://stopwiatrakom.eu/194-wiadomo%C5%9Bci-z-zagranicy/1417-niemcy-gwarantowana-produkcja-energii-elektrycznej-z-25-000-megawiatrak%C3%B3w-wynosi-zero.html

Niestety, za te złudzenia Komisji Europejskiej i festiwal promocji dla OZE przychodzi nam już dzisiaj płacić wysokie rachunki za prąd, a będzie jeszcze drożej. Deweloperzy wiatrakowi nie stawiają przecież swoich elektrowni z samej troski o klimat na Ziemi.

Dla polskiej gospodarki słowo „dekarbonizacja” oznaczać będzie likwidację górnictwa węgla kamiennego (w pierwszej kolejności) i brunatnego (w dalszej kolejności). Mimo licznych zasobów węgla w Polsce, wydobycie z nowych złóż będzie blokowane na różne sposoby, co w konsekwencji, w perspektywie kilkunastu lat, oznacza zamykanie także i elektrowni węglowych. Tymczasem energetyki węglowej nie da się w łatwy i szybki sposób zastąpić,

gdyż ewentualne alternatywy nie są ani tańsze (energetyka atomowa), ani tym bardziej stabilne (energetyka oparta o oze). Gwałtowna rozbudowa oze w Polsce, bez jednoczesnej rozbudowy sieci przesyłowej oraz systemu rezerwowego zapewniającego dostawy energii elektrycznej, skończy się przerwami w dostawach prądu.

Nawet tak zachwalana energetyka prosumencka może mieć szansę na rozwój w zasadzie tylko na obszarach wiejskich, gdzie przy rozproszonej zabudowie koszty przyłączenia do sieci energetycznej oraz koszty dystrybucji energii elektrycznej są bardzo duże i własne źródła energii mogą zapewnić samowystarczalność. Trudno natomiast wyobrazić sobie energetykę prosumencką w miastach, adresowaną do indywidualnych gospodarstw domowych.

Biorąc pod uwagę polskie realia, po wyeliminowaniu energetyki węglowej z naszego bilansu energii zapewnienie stabilnych dostaw energii, nawet przy uwzględnieniu udziału oze, będzie możliwe tylko i wyłącznie przez jej import z krajów posiadających nadwyżki energii elektrycznej. I w tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Jak można przeczytać w pkt 2a) konkluzji Rada Europejska apeluje m.in. o: „przyspieszenie prac nad projektami infrastrukturalnymi w dziedzinie energii elektrycznej i gazu, w tym nad połączeniami międzysystemowymi – w szczególności połączeniami z regionami peryferyjnymi – w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i dobrze funkcjonującego wewnętrznego rynku energii;”. Można z tego wyciągnąć następujące wnioski:

  1. unia energetyczna ma na celu stworzenie nowego modelu rynku energii elektrycznej w całej Europie opartego o moce wytwórcze krajów posiadających okresowe nadwyżki energii elektrycznej, pochodzące zwłaszcza z odnawianych źródeł energii;
  2. docelowy kształt tego rynku zakłada łatwość eksportu/importu energii elektrycznej w Europie nawet na duże odległości przy wykorzystaniu połączeń międzysystemowych. Docelowo w Europie ma powstać jednolity rynek energii elektrycznej obejmujący wszystkie kraje członkowskie;
  3. rozwój mocy wytwórczych w Europie ma następować głównie w oparciu o odnawialne źródła energii przy jednoczesnym blokowaniu rozwoju energetyki bazującej na paliwach kopalnych. Wsparcie finansowe ze źródeł publicznych mają otrzymywać wyłącznie oze, co oznacza dalsze wspieranie producentów turbin wiatrowych i producentów innych technologii odnawialnych;
  4. działania na rzecz ochrony klimatu sprowadzają się do przymusowego transferu nowych technologii, całkowicie sfinansowanego przez odbiorcę pod hasłem „walki z klimatem”, z bogatych krajów „starej UE” do krajów na dorobku, takich jak Polska, lub poza granice UE.

Trzeba pamiętać, że energetyka była i będzie strategicznym sektorem gospodarki, który znajduje się w centrum uwagi możnych tego świata. Pomysł powołania unii energetycznej,

należy traktować jako kolejną próbę narzucenia „jedynie słusznej” wizji rozwoju energetyki przez niemieckiego hegemona. Polskie interesy w tej układance nie będą w ogóle brane pod uwagę, chyba że sami o nie zawalczymy.

Redakcja