Na portalu cire.pl ukazał się tekst radcy prawnego Wojciecha Andrzejewskiego poświęcony prawnym aspektom związanym z odszkodowaniami za spadek wartości nieruchomości znajdujących się w bliskim sąsiedztwie elektrowni wiatrowych. Tekst ma charakter ogólny i wymaga osobnego komentarza. Z tekstem można zapoznać się tutaj:

http://www.cire.pl/pokaz-pdf-%252Fpliki%252F2%252Fktozaplacizaspadekwartoscinieruchomosci.pdf

Sprawa ewentualnych odszkodowań nie jest prosta, gdyż trzeba od razu przyjąć konieczność uruchomienia drogi sądowej (wniesienia pozwu w sprawie cywilnej), jak również nie jest tania, gdyż poszkodowany będzie musiał uiścić z góry wpis sądowy równy 5% wartości dochodzonego roszczenia. Do tego dochodzą oczywiście koszty wynajęcia rzeczoznawcy majątkowego celem wyliczenia wartości nieruchomości oraz koszty prawnika. Należy też pamiętać, że nie obowiązują w Polsce standardy wyceny nieruchomości zabudowanych znajdujących się w pobliżu elektrowni wiatrowych, a brak publicznie dostępnych informacji o uzyskiwanych cenach transakcyjnych na rynku nieruchomości tylko zaciemnia obraz rynku.

Dochodzenie roszczeń wiąże się też z koniecznością wykazania trzech rzeczy przed sądem: wysokości szkody, wskazania sprawy szkody oraz związku przyczynowego pomiędzy działaniem sprawcy a zaistniałą szkodą. Jakkolwiek każdy z tych elementów może być istotny, to właśnie wykazanie szkody będzie najtrudniejsze, gdyż trzeba udowodnić, o jaką dokładnie kwotę spadła wartość nieruchomości w wyniku postawienia elektrowni wiatrowej. W zasadzie już na etapie wydawania decyzji środowiskowej należałoby robić operaty szacunkowe dla nieruchomości znajdujących się w strefie negatywnego oddziaływania. Co więcej jest na to podstawa prawna, tj. art. 66 ust. 1 pkt 7) lit. c) ustawy środowiskowej, który nakazuje by w raporcie o oddziaływaniu na środowisko wskazać dla proponowanego wariantu oddziaływania przedsięwzięcia m.in. na dobra materialne. Oczywiście praktyka jest taka, że kwestie utraty wartości nieruchomości narażonych na hałas pochodzący od turbin omija się szerokim łukiem i często kwituje się je zdaniem, że nie dojdzie do utraty wartości nieruchomości.

Uczciwym rozwiązaniem byłoby powołanie stałych komisji ds. szacowania odszkodowań, które powinny działać przy starostwach i zajmować się wyceną nieruchomości przy różnego rodzaju inwestycjach. W końcu nie tylko elektrownie wiatrowe są źródłem wielu sąsiedzkich uciążliwości. Do tej listy można zaliczyć też fermy drobiu i trzody chlewnej, biogazownie, żwirownie, fermy norki amerykańskiej, lotniska, drogi szybkiego ruchu, linie kolejowe czy wysypiska śmieci. Obowiązkowe sporządzanie wycen nieruchomości i zbadanie rzeczywistego spadku wartości nieruchomości w sąsiedztwie planowanych uciążliwych inwestycji przez niezależną od inwestora komisję rzeczoznawców pozwoliłoby na ucywilizowanie procesu inwestycyjnego, zwłaszcza w odniesieniu do elektrowni wiatrowych.

Odszkodowania powinny być wypłacane przez inwestorów po uzyskaniu pozwolenia na budowę, a dopiero ewentualne spory o kwotę powinny znaleźć się w sądach cywilnych.

Rozwiązanie takie jest konieczne z prostego powodu. Procesy inwestycyjno-budowlane były i są codziennością, gdyż cały czas się coś buduje. To inwestorom powinno zależeć na tym, by ich zamierzenia dało się zrealizować możliwie szybko i sprawnie. Jeżeli w grę wchodzi zapłacenie odszkodowań dla sąsiadów, to taniej i prościej jest zapłacić odszkodowanie polubownie niż toczyć wieloletnie spory sądowe. To inwestorom powinno zależeć na tym, by ich sąsiedzi nie mieli poczucia krzywdy z tego powodu, że powstaje ich przedsięwzięcie. Jasne mechanizmy ubiegania się o odszkodowanie i pewność jego otrzymania uspokoją wiele osób. Dalsze chowanie głowy w piasek i udawanie, że nie istnieje problem odszkodowań przy inwestowaniu w OZE jest drogą donikąd. Wystarczy jeden proces sądowy, by uświadomić to inwestorom. Na kogo padnie, na tego bęc!