W niedawno opublikowanym przez Urząd Regulacji Energetyki Biuletynie nr 1/2015 ukazał się artykuł p. Alicji Pawłowskiej poświęcony analizie rządowego dokumentu pn. „Projekt polityki energetycznej Polski do 2050 r.” (PEP 2050). Z pierwotną wersją dokumentu z sierpnia 2014 r. można zapoznać się tutaj: http://bip.mg.gov.pl/node/21394#

Zgodnie z zapowiedziami wicepremiera Piechocińskiego prace nad tym dokumentem dobie-gają końca: http://www.rynekinfrastruktury.pl/wiadomosci/piechocinski-prace-nad-pep-2050-dobiegaja-konca-48681.html#

Analiza p. Pawłowskiej zwraca uwagę na kilka spraw, które będą wpływały na dalsze działania rządu i inwestorów w sektorze energetyki, w tym w odniesieniu do sektora OZE. PEP 2050, po przyjęciu przez rząd, będzie bowiem formalnie wyznaczała cele, które starać się będzie realizować administracja rządowa. Dokument ten ma zatem istotne znaczenie praktyczne zwłaszcza, że musi on zawierać strategiczną ocenę oddziaływania na środowisko, czyli ocenę wpływu realizowanej polityki energetycznej na środowisko. Bardzo liczymy na to, że w ramach tej oceny znajdzie się rzetelna i uczciwa analiza wpływu przemysłowej energetyki wiatrowej na zdrowie ludzi i środowisko naturalne. Oczekujemy też, że Minister Gospodarki przedstawi koszty niezbędnych nakładów związanych utrzymaniem i budową rezerwowych źródeł mocy, niezbędnych do funkcjonowania sieci elektroenergetycznej w sytuacji braku dostaw energii z farm wiatrowych oraz farm solarnych. Warto też będzie wspomnieć o kosztach budowy interkonektorów umożliwiających zakup energii elektrycznej z zagranicy na szerszą niż obecnie skalę, gdyż jeśli Polska nie będzie budować elektrowni dających stabilne i pewne dostawy energii elektrycznej, to trzeba będzie od kogoś ją kupić.

PEP 2050 formalnie wyznacza jako swój główny cel „zapewnienie społeczno-gospodarczego rozwoju”, co oczywiście nic nie znaczy. Jednakże projektodawcy wyodrębnili także „cele operacyjne”, jak: bezpieczeństwo energetyczne kraju, zwiększenie konkurencyjności i efektywności energetycznej gospodarki narodowej oraz ograniczenie oddziaływania energetyki na środowisko. Jak wskazuje A.Pawłowska „Zgodnie z przewidywaniami Ministerstwa Gospodarki w ramach elementów wspólnych dla wszystkich scenariuszy należy spodziewać się wzrostu liczby prosumentów (jednoczesnych producentów i konsumentów energii elektrycznej), coraz powszechniejszego stosowania DSR, racjonalizacji zużycia energii przez odbiorców indywidualnych przy pomocy tzw. inteligentnych liczników, uelastycznienia i zróżnicowania dostępnych ofert przez sprzedawców, wygaszenia po 2035 r. wsparcia dla OZE, realizacji programu jądrowego oraz zwiększenia efektywności energetycznej (w zakresie wytwarzania, przesyłu oraz dystrybucja), jak i w ciepłownictwie, budownictwie i wykorzystaniu końcowym energii.”. Realizacja tak wielu ambitnych celów będzie niestety realizowana poprzez podwyżki cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych. Sektor energetyczny wymaga bowiem miliardowych nakładów na odtworzenie mocy wytwórczych, rozbudowę i modernizację sieci przesyłowej. Oznacza to tylko tyle, że spodziewane uwolnienie cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych spowoduje ich podwyżkę, ale to nastąpi dopiero po jesiennych wyborach do parlamentu.

Kluczowe znaczenie dla realizacji polityki energetycznej będzie miała kwestia ustalenia udziału odnawialnych źródeł energii w tzw. miksie energetycznym. A.Pawłowska wskazuje wyraźnie, że: „Zwiększanie udziału OZE wymaga także zapewnienia mocy rezerwowych dla źródeł opartych o OZE oraz zwiększenia mocy rezerwowych dla dynamicznego bilansowania tych stosunkowo niestabilnych źródeł. Dochodzimy więc do wniosku, że skoro celem Polski jest wypełnienie europejskich zobowiązań w zakresie OZE, to należy spodziewać się wystąpienia kosztów obciążających odbiorców energii w gospodarstwach domowych. Wzrost udziału niestabilnych i dotowanych źródeł OZE spowoduje bowiem nie tylko wzrost samej ceny energii elektrycznej, ale także wzrost kosztów funkcjonowania systemu elektroenergetycznego.”. Dalsze więc naciski Unii Europejskiej na wzrost udziału źródeł OZE w bilansach energetycznych poszczególnych krajów członkowskich oraz koszty związane z emisją CO2 (zakup uprawnień do emisji na rynku) będą generować dalsze istotne koszty dostosowania polskiej energetyki do celów polityki klimatycznej UE, a w efekcie podwyżki cen energii elektrycznej lub istotne ograniczenie konsumpcji energii elektrycznej. Na to wszystko nakłada się jeszcze polityka dekarbonizacji gospodarki, już oficjalnie zadekretowana oraz konieczność znalezienia finansowania dla Inwestycji infrastrukturalnych.

Analiza kończy się gorzką konstatacją: „W obecnym kształcie PEP2050 pomimo ambitnych celów strategicznych, zdaje się więc nie realizować interesu publicznego w sektorze, jakim jest zapewnienie odbiorcom dostaw energii elektrycznej odpowiedniej jakości po akceptowalnych cenach”. Nic dodać, nic ująć.

oprac. Redakcja