Polski rząd szuka możliwości realizacji unijnej polityki klimatycznej w sposób jak najbardziej zgodny z interesem gospodarczym i potencjałem środowiskowym naszego kraju. Czy zawarte w dniu 12 grudnia 2015 r. w Paryżu globalne porozumienie klimatyczne ogranicza, czy też zwiększa margines swobody, jakim dysponuje Polska? W tej sprawie rozstrzygające znaczenie będzie miało to, jak szerokie pole do dyskusji zaakceptuje Bruksela.

Komentator amerykańskiej gazety Wall Street Journal [1] wskazuje jednakże, iż porozumienie paryskie nie zamyka, ale wręcz – potencjalnie – otwiera debatę nad tym, jak ma wyglądać dalsza polityka klimatyczna w ramach Unii Europejskiej.

Chodzi o to, że w Paryżu Unii Europejskiej nie udało się osiągnąć jej głównego celu, jakim było przyjęcie zobowiązań do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, które byłyby „prawnie wiążące dla wszystkich stron” paryskiego porozumienia.
Uwalnia to Europę od ograniczeń nałożonych w Protokole z Kioto (który wygasa w 2020 r.) i otwiera drogę do przyjęcia „bardziej elastycznych i mniej szkodliwych” kierunków polityki.

Podczas negocjacji w Paryżu komisarz UE ds. klimatu Miguel Arias Cañete ostrzegł, że Unia „musi ustrzec się błędu, jaki popełniliśmy w Kioto”, gdzie „wszyscy więksi emitenci nie zostali objęci prawnie wiążącą umową”. W efekcie Protokół z Kioto zmusił państwa Unii do przyjęcia jednostronnej – i katastrofalnie kosztownej – polityki dekarbonizacji. W sytuacji, kiedy ich przemysł wytwórczy raptownie traci pole wobec międzynarodowej konkurencji, rządy krajów UE coraz bardziej obawiają się zagrożeń dla europejskiej bazy przemysłowej, jakie niosą ze sobą wysokie ceny energii.

Obecnie powszechnie uznaje się, że jednostronna polityka klimatyczna jest szkodliwa dla gospodarki. We wrześniu 2014 r. ówczesny komisarz UE ds. energii Günther Oettinger ostrzegł, że „jeśli nie będzie wiążących zobowiązań ze strony takich krajów, jak Indie, Rosja, Brazylia, USA, Chiny, Japonia i Korea Południowa, których rządy odpowiadają za około 70% globalnych emisji”, to kraje UE zrobiłyby błąd przyjmując zobowiązania na własną rękę. „Jeśli będziemy zbyt ambitni i inni za nami nie pójdą, to będziemy eksportować produkcję przemysłową i zwiększone emisje poza Unię.”

Przywódcy UE posłuchali rozważnego zalecenia Oettingera. Ogłoszona przez Unię w październiku 2014 r. oferta redukcji emisji węglowych o 40% poniżej poziomu z roku 1990 do 2030 r. była i pozostaje uzależniona od przyjęcia prawnie wiążących celów przez wszystkich wielkich emitentów.

W czasie przygotowań do szczytu w Paryżu Unia ostrzegła administrację Obamy, że aby uniknąć fiaska jak w przypadku Kioto, nowe porozumienie musi być oparte na prawnie wiążących zobowiązaniach ze strony wszystkich największych gospodarek świata do redukcji emisji węglowych. Amerykański sekretarz stanu John Kerry odrzucił żądanie Europejczyków ze względu na obawę przed odmową ratyfikacji międzynarodowego „traktatu” klimatycznego przez Senat USA.

W przeciwieństwie do Protokołu z Kioto, porozumienie paryskie jest zatem oparte na dobrowolnych deklaracjach intencji, które sformułują i których realizację nadzorować będą poszczególne rządy, zgodnie z własnym interesem narodowym.

Amerykański komentator przewiduje, że wobec braku prawnie wiążących limitów emisji węglowych, w Unii Europejskiej wystąpi silny opór przed nadaniem własnym deklaracjom Unii charakteru prawnie wiążącego.

Opracowanie: Redakcja

PRZYPISY
[1] Benny Peiser, „Obama the Unilateral Climate Warrior”, The Wall Street Journal, 22.12.2015. Kopia artykułu dostępna jest tutaj: http://www.thegwpf.com/benny-peiser-obama-the-unilateral-climate-warrior/