portal wiadomosci z rzadu 1Trwają uzgodnienia międzyresortowe i społeczne do projektu ustawy o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw. Projekt zmian w ustawie odległościowej wywraca do góry nogami całą ustawę i zasady liczenia odległości od elektrowni wiatrowych, co jest równoznaczne z pójściem na rękę lobby wiatrowemu. Warto przypomnieć, co Ministerstwo Energii mówiło na temat energetyki wiatrowej w maju 2016 r. Być może urzędnicy zapomnieli, co sami mówili. Dlatego przypominamy.

 

Nagła potrzeba nowelizowania Ustawy odległościowej wg Ministerstwa Energii

W uzasadnieniu do projektu nowelizacji ustawy o OZE wnioskodawcy napisali, że: „Należy stwierdzić, iż przyczyną wprowadzenia ww. regulacji była sytuacja, w której, w latach 2015 – 2016 odnotowano bardzo gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, co było podstawą rosnących protestów społecznych w Polsce. W opinii inicjatorów projektu w 2016 r. ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych stanowiła próbę uregulowania zasad dotyczących lokowania inwestycji wiatrowych w Polsce. Była to inicjatywa poselska. Inicjatywa ta nie objęła swym zakresem jednak wszystkich aspektów związanych z rozwojem energetyki wiatrowej oraz odnawialnych źródeł energii w Polsce.

Przypomnieć należy również, iż w 2016 r. projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych został skierowany do Sejmu RP przez grupę posłów, a Minister Energii nie brał udziału w pracach legislacyjnych nad ww. inicjatywą poselską.

Musimy w takim razie odświeżyć pamięć inicjatorom w/w nowelizacji i przytoczyć wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Energii na sali sejmowej w maju 2016 r:

Minister Energii Krzysztof Tchórzewski:

 „(...) w odnawialnych źródłach energii osiągnęliśmy 12,03%. Co to znaczy? To znaczy, że obywatele i przedsiębiorcy z własnej kieszeni przepłacili w 2015 r., różnie to szacują, ale na pewno więcej niż 0,5 mld zł. Gdybyśmy zrealizowali tyle, ile Unia Europejskiej od nas wymaga, czyli 10%, to z tej kieszeni te 0,5 mld, 700 mln - z kieszeni państwa, naszych, wszystkich, też przedsiębiorców (Oklaski) - wypłynęłoby mniej pieniędzy za tę samą energię, nie za inną, tylko za tę samą. Ci ludzie mogliby te pieniądze wydać na wyprawki dla dzieci do szkół, na ubrania, na inne rzeczy.(…) Niemcy w 2015 r. wydali na energię odnawialną 24 mld, a na koniec 2015 r. cała Unia Europejska 500 mld euro. I już przedstawiciel stowarzyszeń niemieckich powiedział, że to w Niemczech też będzie musiało się skończyć. I Unia Europejska sama mówi, że musimy to jakoś unormować, musimy jakoś z tego wyjść. To my mamy czekać, że oni muszą powiedzieć nam, że mamy z tego wyjść? Musimy być trochę pierwsi w takich sprawach.(...) Mówimy w ustawie o odnawialnych źródłach energii o klastrach. Niech się to wszystko komasuje, niech to zabezpiecza w całości dostawy energii elektrycznej, a nie tylko, żeby się jakaś grupa dorabiała... ...i to kosztem innego biednego obywatela. A pokorne słuchanie, że w 2050 r. mamy odejść całkowicie od węgla, i właściwie Polska nie protestuje przeciwko temu... Dlaczego nie protestowaliście?

Wszyscy wiedzą, że jeśli w 2050 r. odejdziemy od węgla całkowicie, to PKB polskie będzie mniejsze niż dzisiaj. Kto się w Polsce na to może zgodzić? Dlaczego mniejsze? Dlatego że wtedy energia musiałaby obywatela i przedsiębiorcę kosztować 100% drożej. Jeśli dzisiaj dopłacamy za 12% energii ok. 13-14 zł do 100, czyli 13%, 14% - dzisiaj w każdym rachunku obywatela w odniesieniu do 100 zł jest dotacja, 12-13 zł, za energię odnawialną... To jest taka równość u nas obywatelska... ...taka równość w Unii Europejskiej, że nasze elektrownie węglowe muszą stać i czekać, żeby wejść z energią, kiedy nie będzie wiatru. Gdzie te pieniądze mamy znaleźć w tej chwili na odbudowę energetyki węglowej? A mieliśmy kłopot z brakiem energii elektrycznej w 2014 r.? Mieliśmy. Musimy odbudowywać energetykę węglową, nowocześniej. Musimy zachować tę samą redukcję emisji i mamy szansę, bo nowe elektrownie węglowe będą miały sprawność powyżej 50% obecnych. Obecne mają 30. Zyskujemy 20%. W związku z tym, proszę państwa, wyprzedzamy redukcję emisji samą redukcją właśnie wydajności w energetyce węglowej. Bo o co chodzi?

Szanowni państwo wiatraki - raz tak wieje, raz tak wieje. Słońce raz świeci, raz nie świeci. To powoduje, że elektrownie węglowe cały czas czekają. I elektrowni węglowej nie można wygasić. Jeżeli ona spadnie poniżej 40% poboru prądu, to wtedy elektrownia węglowa całkowicie się wygasza. Jak się wygasi, to trzeba dobę na jej ponowne rozpalenie. W związku z tym wiatrakami, energetyką odnawialną my uzyskujemy tylko 25-procentową redukcję emisji, mniejszą niż z efektywności węglowej. Czyli mówmy w tych sprawach merytorycznie. Możemy powiedzieć tak: dobre są interesy, tylko mówmy, że te interesy mają być też dobre dla obywateli i dla kraju. (wyróżnienie redakcji)

Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii Andrzej Piotrowski:

(..) Energia OZE nie istniałaby, gdyby nie dotacje. Nie ma w tej chwili ani jednego źródła, które mogłoby generować energię ze źródeł odnawialnych, która byłaby porównywalna cenowo do energii ze źródeł konwencjonalnych albo energetyki jądrowej. Nigdzie na świecie, nawet w miejscach, gdzie jest doskonałe usłonecznienie, nawet w miejscach, gdzie jest doskonała sytuacja wietrzna, nie udało się na razie, przy obecnie istniejących technologiach, przełamać bariery opłacalności. Co więcej, może warto dodać, że w przypadku niektórych technologii, np. takich jak fotowoltaika, czyli - tak popularnie nazywane - baterie słoneczne, raptem parę lat temu udało się przełamać inną barierę, której świadomości pewnie sporo z państwa nie ma. Otóż ilość energii zużyta do wyprodukowania tych fotowoltaicznych ogniw krzemowych stała się obecnie faktycznie mniejsza niż ilość energii, którą w całym czasie eksploatacji te ogniwa fotowoltaiczne oddadzą. To stało się dopiero parę lat temu, a przedtem ten bilans niestety wypadał negatywnie.(..)

Natomiast co do cen energii poszczególnych OZE, nie sposób na to pytanie odpowiedzieć, nie znając charakterystyki, nie wiedząc, jak kształtują się koszty w czasie, bo mówimy o kosztach inwestycyjnych i musimy również powiedzieć o kosztach operacyjnych. Takie źródła OZE jak wiatraki czy fotowoltaika to znaczący koszt inwestycyjny, natomiast koszt operacyjny jest najczęściej bardzo mały z prostego powodu - postawiony wiatrak wymaga konserwacji, natomiast nie wymaga dostarczania czegoś, bo to jest dostarczane właśnie przez wiatr, czyli przez przyrodę. Tak więc co jakiś czas technik musi sprawdzić jego stan, ale ten koszt jest, w porównaniu do inwestycji, zaniedbywany. W związku z tym mówi się, że są to źródła o zerowym koszcie energii i być może niektórzy z państwa błędnie to interpretują. Bo oczywiście ktoś zakłada, że te zainwestowane pieniądze w trakcie eksploatacji wiatraka mu się zwrócą. W ekonomii nie ma cudów, prawda? W związku z tym z drugiej strony ten wiatrak, żeby został postawiony, wymaga dotacji, bowiem cena sprzedanej energii na giełdzie energii elektrycznej nie wystarczyłaby, żeby w czasie oczekiwanym przez inwestorów, a więc np. 10 lat, zwrócił się koszt nakładów inwestycyjnych. No i w tym tkwi tajemnica tego, czy to jest najtańsze, czy to jest najdroższe. Jeżeli spróbujemy popatrzeć na koszty inwestycyjne i koszty operacyjne łącznie, to musimy uwzględnić jeszcze jedną rzecz. Otóż z punktu widzenia ministerstwa musimy zapewnić dostęp do energii zawsze wtedy, kiedy obywatele czy firmy tej energii potrzebują do swoich celów życiowych czy procesów gospodarczych. Źródła OZE, powiedzmy te mainstreamowe, najbardziej popularne, a więc wiatraki czy fotowoltaika, dostarczają energię wtedy, kiedy mogą. W związku z tym ich charakterystyka jest czasem niezbyt precyzyjnie określana jako niestabilna, a prawidłowo mówiąc: one nie są dyspozycyjne. Ktoś może powiedzieć: no dobrze, konwencjonalna elektrownia węglowa czy elektrownia jądrowa też nie dostarcza prądu przez cały rok. No tak, ma jakąś przerwę konserwacyjną, natomiast są to pojedyncze tygodnie, a na dodatek jest to zazwyczaj przerwa planowana, co jest bardzo istotne w bilansie energii, ponieważ można w tym momencie stosunkowo łatwo przewidzieć, że ta energia zostanie zastąpiona przez inne jednostki wytwórcze. W przypadku wiatraków istnieją oczywiście prognozy pogody, natomiast należy założyć, że zależnie od wysokości, od poziomu technologicznego, od konstrukcji tak to jest, że te najwyższe wiatraki sięgają tych wyższych warstw powietrza i tam ten wiatr częściej występuje niż w niższych, a zazwyczaj kolumny wiatraków są tym wyższe, im większa jest moc, więc tak to się mniej więcej układa. Niemniej można powiedzieć, że obecnie w przypadku tych największych, 3-megawatowych, mamy do czynienia z dyspozycyjnością wynoszącą w skali roku trzydzieści parę procent, a więc przez niemal 2/3 roku statystyczny wiatrak nie pracuje, nie generuje energii i w tym czasie trzeba uruchomić inne źródła. Gdyby to było tak, że się umawiamy, nie wiem, że od tego do tego miesiąca wiatrak produkuje, a potem uruchamiamy inne źródło, to byłoby to rozwiązanie w miarę łatwe do zastosowania. Niestety to jest tak, że wiatr wieje, potem jest przerwa, w tym czasie trzeba uruchomić inne źródło, potem znowu zaczyna wiać, to w tym momencie to źródło ma prąd.

I tutaj ładnie to pokazuje przykład takich ekstremalnych sytuacji. Otóż na początku tego roku, 1 stycznia w Niemczech, które mają ogromny potencjał wiatraków, praktycznie połowa ich mocy wytwórczych, takich nominalnych, może pochodzić ze źródeł energii odnawialnej, tego 1 stycznia praktycznie oddano do sieci zero energii odnawialnej. Nie było słońca, nie wiał wiatr. Z kolei tydzień czy 2 tygodnie temu była sytuacja, że 95% energii w Niemczech to była energia wyprodukowana przez źródła odnawialne, głównie przez wiatraki. Był to moment, w którym źródła konwencjonalne zostały postawione w bardzo trudnej sytuacji, mianowicie zgodnie z prawem niemieckim musiały dać pierwszeństwo OZE. To oznaczało, że powinny zostać wyłączone.

Proszę państwa, elektrownię węglową, jak się ją wyłączy, stabilizuje się przez kilka tygodni. To nie jest tak, że możemy ją wyłączyć i następnie mówimy: dobrze, to za godzinę włączę. W związku z tym musimy mieć świadomość, że ta elektrownia konwencjonalna... Zresztą podobnie jest z elektrowniami jądrowymi. Można je wyłączyć, tylko włączenie z powrotem jest procesem, który trwa.

 Zazwyczaj można sobie radzić z tym, obniżając moce wytwórcze źródeł konwencjonalnych, niemniej zazwyczaj to powoduje, że one pracują nie w tym punkcie pracy, dla którego zostały zaprojektowane. Co to oznacza? To oznacza, że spalają węgiel, bo muszą utrzymać jakiś tam minimalny ruch, a więc generują koszty, spalają ten węgiel nieoptymalnie. W związku z tym emisje dwutlenku węgla i innych substancji są znacznie wyższe niż przy normalnym trybie pracy. Generują koszty, ale wyłączyć ich nie możemy, bo może się zdarzyć sytuacja, tak jak 1 stycznia, że żadne ze źródeł odnawialnych nie pracuje.

Proszę państwa, jeśli więc popatrzeć na koszty energii odnawialnej, trzeba powiedzieć, że im bardziej to źródło jest labilne, tym większe są koszty zapewnienia energii w tym czasie, kiedy się jej nie dostarcza. Gdybyśmy w związku z tym chcieli popatrzeć na całkowity koszt energii, to nie patrzmy tylko i wyłącznie na koszt wybudowania i utrzymania danego źródła. To jest stwierdzenie, które musimy brać pod uwagę, bo jesteśmy wszyscy, proszę państwa, niezależnie od tego, czy to jest partia rządząca, czy opozycja, odpowiedzialni przed obywatelami za to, żeby zapewnić im możliwość korzystania z energii. (podkreślenie redakcji)

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Ponad rok temu przemawiający ministrowie mówili o problemach jakie generują przemysłowe elektrownie wiatrowe. Pokazywali, że umieją słuchać ludzi. Widać było, że rozumieli problemy swoich wyborców. Minął rok i kilka miesięcy od wyborów a wiatry zaczęły wiać z innego kierunku. Czytamy i słyszymy, że kolejne projekty wiatrowe powinny być realizowane a inwestorom wiatrakowym trzeba pomóc, by mogli łatwiej prowadzić swoje biznesy. Wspomina się nawet o budowie elektrowni wiatrowych na Bałtyku, jako narzędzia do wypełnienia polskich zobowiązań udziału OZE w miksie energetycznym.

Nasz niepokój budzi to, że Ministerstwo Energii podjęło prace związane ze zmianą ustawy odległościowej całkowicie pomijając organizacje społeczne, reprezentujące znaczną część mieszkańców protestujących przeciwko rozwojowi energetyki wiatrowej w Polsce. Ucywilizowanie inwestycji wiatrakowych było obietnicą wyborczą, która w istotny sposób przyczyniła się do głosowania znacznej części mieszkańców wsi i małych miasteczek na PiS. Skala protestów była tak duża, że wszyscy posłowie i senatorowie PiS poprzedniej kadencji tym się zajmowali. O szczególnej roli w tej sprawie Pani Minister Anny Zalewskiej i Pana Ministra Andrzeja Adamczyka nie można zapominać, gdyż dzięki ich zaangażowaniu i wiedzy o tym problemie, sprawę wiatraków udało się w sensowny sposób uregulować.

Tymczasem, w Ministerstwie Energii zaczęło się dziać coś, co nas niepokoi. Widać, że wewnątrz tego resortu są osoby jawnie popierające energetykę wiatrową, co jest sprzeczne z interesem państwa i obywateli. Łatwo jest bagatelizować wyborców, gdy do wyborów daleko i zacząć blatować się z tymi, co dużo mają i mogą się podzielić. Kpiną ze strony Ministerstwa Energii było wyznaczenie konsultacji na okres wakacyjny i danie krótkiego terminu na konsultacje społeczne. Farsą było zaproszenie do konsultacji przez ministerstwo organizacji sprzyjających energetyce wiatrowej z pominięciem organizacji społecznych zawiązanych dla obrony przed niechcianymi inwestycjami. Wcześniej czy później dowiemy się, kto za tym stał i kto naprawdę pisał projekt ustawy zmieniającej ustawę o OZE. Kiepski poziom tego projektu i próba rozbrojenia ustawy odległościowej przy pomocy spójnika „albo” sprawiają, że nowelizacja ta nie ma racji bytu. Szkoda tylko, że firmuje to swoją twarzą Ministerstwo Energii.

Sadźmy lasy nie budujmy wiatraków.

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=19&dzien=3&wyp=170&view=1

[2] http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=19&dzien=1&wyp=171&view=1

stopwiatrakom stopka 1