portal wiadomosci z rzadu 1W dniu 20 lutego 2018 r. Rada Ministrów miała się zająć nowelizacją ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. W ostatniej chwili projekt został zdjęty z porządku obrad i zapewne trafi tam za tydzień już po zakończeniu prac Komisji Prawniczej. Po uchwaleniu przez rząd projekt zostanie przekazany do Sejmu, gdzie spodziewamy się równie szybkiego tempa pracy. Potem Prezes URE ogłosi aukcje, m.in. na wiatraki. Z projektu wynika, że na same wiatraki na lądzie rząd planuje wydać prawie 16 mld zł. Kompromis z Unią Europejską będzie słono kosztować konsumentów energii. 

Nareszcie możemy też zapoznać się z samym projektem ustawy, który od wielu miesięcy był procedowany w ukryciu przed społeczeństwem i negocjowany nie wiadomo z kim i gdzie. Projekt dostępny jest tutaj: http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12299905/12442301/12442302/dokument330373.pdf

O tym, że szykują się takie zmiany pisaliśmy już w lutym br. dwukrotnie. Pośpiech z jakim rząd przyjął te przepisy wskazuje, że skala nacisków na rząd ze strony Komisji Europejskiej oraz lobbystów musiała być ogromna. Szkoda, że nikt z rządu nie zwrócił się o pomoc w tej sprawie do tych, którzy naprawdę rozumieją o co chodzi z wiatrakami i polityką klimatyczno-energetyczną, a rozmawiano wyłącznie ze zwolennikami OZE.

Co się zmieni w przepisach ustawy odległościowej?

Kluczowe znacznie w całej nowelizacji mają przepisy dotyczące nowych zasad lokalizacji energetyki wiatrowej na lądzie. Projekt ustawy, co prawda nie zmienia kryterium minimalnej odległości od zabudowy mieszkaniowej (art. 4) oraz wymogu lokalizacji elektrowni wiatrowych na lądzie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (art. 7), ale wprowadza szereg udogodnień dla deweloperów wiatrakowych. O tych najważniejszych zmianach poniżej.

Zmiany dotyczą wprowadzenia nowej definicji elektrowni wiatrowej do art. 2 pkt 1 ustawy odległościowej:

„1) elektrownia wiatrowa - instalację odnawialnego źródła energii, składającą się z części budowlanej stanowiącej budowlę w rozumieniu prawa budowlanego oraz urządzeń technicznych, w tym elementów technicznych, w której energia elektryczna jest wytwarzana z energii wiatru, o mocy większej niż moc mikroinstalacji w rozumieniu art. 2 pkt 19 ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o odnawialnych źródłach energii (Dz. U. z 2017 r., poz. 1148, 1213 i 1593 oraz z 2018 r. poz. 9);"

oraz nowej definicji „budowli” w art. 3 pkt 3) Prawa budowlanego.

„3) budowli - należy przez to rozumieć każdy obiekt budowlany niebędący budynkiem lub obiektem małej architektury, jak: obiekty liniowe, lotniska, mosty, wiadukty, estakady, tunele, przepusty, sieci techniczne, wolno stojące maszty antenowe, wolno stojące trwale związane z gruntem tablice reklamowe i urządzenia reklamowe, budowle ziemne, obronne (fortyfikacje), ochronne, hydrotechniczne, zbiorniki, wolno stojące instalacje przemysłowe lub urządzenia techniczne, oczyszczalnie ścieków, składowiska odpadów, stacje uzdatniania wody, konstrukcje oporowe, nadziemne i podziemne przejścia dla pieszych, sieci uzbrojenia terenu, budowle sportowe, cmentarze, pomniki, a także części budowlane urządzeń technicznych (kotłów, pieców przemysłowych, elektrowni jądrowych, elektrowni wiatrowych i innych urządzeń) oraz fundamenty pod maszyny i urządzenia, jako odrębne pod względem technicznym części przedmiotów składających się na całość użytkową;"

Przepisy te umożliwią powrót do opodatkowania elektrowni wiatrowych na starych zasadach, tj. do opodatkowania wyłącznie części budowlanych, co będzie już ze szkodą dla gmin, które zostaną pozbawione dochodów z farm wiatrowych. Ustawa przewiduje też, że zmiana opodatkowania dla wiatraków nastąpi z dniem 1 stycznia 2018 r., a więc z mocą wsteczną, co samo w sobie ma charakter jawnie niekonstytucyjny, łamiący zasadę pewności prawa, samodzielności gmin oraz uprzywilejowujący branżę wiatrową. Ciekawe co na to powiedzą samorządy, którym odbiera się należne podatki w trakcie roku?

Na szczęście z projektu usunięto zapisy, który dotyczyły zmian przy wydawaniu decyzji środowiskowych, a które przewidywały brak obowiązku uwzględniania minimalnej odległości na etapie wydawania tej decyzji przez organy (art. 6 pkt 7 ustawy).

Zasadnicze zmiany dotyczą przepisu art. 13 ustawy odległościowej, gdyż umożliwiają one realizację inwestycji wiatrakowych na podstawie pozwoleń na budowę wydanych przed 16 lipca 2016 r., tj. przed wejściem w życie ustawy odległościowej. Zasadą jest to, że ostateczne i prawomocne pozwolenie na budowę jest ważne 3 lata i inwestor w tym czasie może rozpocząć budowę. Niestety projekt wydłuża ten okres dla farm wiatrowych do 5 lat, co jest skandalem samym w sobie.

Nowelizacja otwiera furtkę do obchodzenia przepisów związanych z minimalną odległością w ten sposób, że umożliwia zmiany w wydanych już pozwoleniach na budowę dla farm wiatrowych, które nie spełniają wymogów minimalnej odległości. Pozwolenia te będzie można zmieniać bez potrzeby stosowania kryterium minimalnej odległości.

„3a. Postępowania w przedmiocie zmian pozwoleń na budowę wydanych na podstawie postępowań, o których mowa w ust. 3, a także postępowań w przedmiocie zmian prawomocnych pozwoleń wydanych na podstawie przepisów obowiązujących przed dniem wejścia w życie ustawy, prowadzi się na podstawie przepisów dotychczasowych, z zastrzeżeniem ust. 3b.

3b. W przypadku, gdy wymagana będzie zmiana albo wydanie nowej decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach na potrzeby postępowań określonych w ust. 3a, organy wydające takie decyzje nie stosują wymogów określonych w art. 4, pod warunkiem, iż wydanie albo zmiana tych pozwoleń nie prowadzi do zwiększenia oddziaływań elektrowni wiatrowej na środowisko.",

W ten sposób deweloperzy posiadający pozwolenia na budowę uzyskane na starych przepisach mogą stanąć do aukcji i starać się o dofinansowanie. Takich projektów branża wiatrowa posiada na ok. 2.500 MW, więc będzie z czego wybierać i o co się bić. Rząd zgodził się dopuścić w tym roku do przeprowadzenia aukcji na wiatraki na kwotę aż 15,75 mld zł, co pozwoli na wybudowanie tj. 350-400 wiatraków o mocy zainstalowanej ok. 1.000 – 1.200 MW. Tak to wynika z przyjętych przepisów.

Cały projekt będziemy jeszcze szczegółowo analizować, gdyż liczy on aż 80 stron i nie jest on napisany w sposób przystępny.

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Zmiany w przepisach ustawy o OZE nie zakończą sporów wokół energetyki „odnawialnej”, gdyż apetyty sektora OZE są tak ogromne, że nawet podwojenie mocy zainstalowanej w elektrowniach wiatrowych nie spowoduje, że uda się poskromić inwestorów. Tam, gdzie w grę wchodzą interesy wielkich graczy nie ma miejsca na prawdę, rzetelność i uczciwość. Wojenka wiatrakowa jest tego żywym dowodem.

Nie jesteśmy na tyle młodzi i naiwni, by sądzić, że druga strona odpuściłaby okazję do zarobienia kasy, ale wiemy też, że jeśli ma się rację i argumenty, to trzeba walczyć do końca. Kompromis w sprawach ważnych i istotnych jest zawsze porażką. Widać było po stronie Ministerstwa Energii brak zrozumienia i determinacji, by w tej niezwykle istotnej dla Polaków sprawie wykazać się twardą postawą zwłaszcza w kwestii opodatkowania wiatraków.

Nie zamierzamy się poddawać w sprawach wiatraków, gdyż uważamy, że jest to ślepa uliczka w rozwoju energetyki oparta o fałszywą teorię o globalnym ociepleniu wywołanym nadmierną emisją dwutlenku węgla. Prawdziwa w tej teorii jest tylko kasa, jaką robią rynki finansowe i deweloperzy wiatrakowi na dotacjach i innych formach wsparcia dla OZE. Rząd może sobie odpuszczać i zawierać kompromisy, lecz nie wiążą one społeczeństwa, gdyż rząd i ministrów można zawsze zmienić, a społeczeństwa w drodze wyborów zmienić się nie da.

Na przykładzie ustawy o OZE widać jasno, że PiS okazał się być głęboko nieprzygotowany i naiwny wobec celów polityki międzynarodowej oraz celów funkcjonowania Unii Europejskiej. Wobec oczywistej recydywy komunizmu, występującego teraz pod płaszczykiem ideologii „zrównoważonego rozwoju”, rząd okazuje się być bezradny na to zagrożenie.

Mści się szczery entuzjazm wobec Unii Europejskiej i bezalternatywność prowadzonej polityki zagranicznej. Unia okazała się być projektem skrajnej lewicy, podporządkowującej sobie państwa i społeczeństwa, centralnej władzy Komisji Europejskiej. Przykład wiatraków pokazuje, że polski rząd nie ma już zupełnie nic do powiedzenia w sprawach energetyki, skoro pozwala sobie wcisnąć aukcje na wiatraki, które będą kosztować podatników prawie 16 mld zł. Nie ma nic za darmo i konsumenci będą się musieli zrzucić sukcesy finansowe branży wiatrowej. Zamiast szykować się na poluzowanie związków z Unią, to pozwalamy sobie na oddanie energetyki w ręce Brukseli i Berlina w imię chwilowego spokoju? Trudno to jest zrozumieć, gdyż jest to sprzeczne z długfalowymi interesami państwa.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

 

stopwiatrakom stopka 1