portal komentarz redakcjiW niedzielę 2 września br. odbyła się inauguracja kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości przed zaplanowanymi na 21 października 2018 r. wyborami do samorządu terytorialnego. Konwencja PiS przebiegała pod hasłem „Dotrzymaliśmy słów w rządzie, dotrzymamy też w samorządzie”. Swoje wystąpienia mieli liderzy partii – Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki.

Z dziennikarskiego obowiązku odnotowujemy oficjalny start kampanii wyborczej w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami samorządowymi. Rządząca partia postawiła na medialny show z udziałem najważniejszych osób w partii i w rządzie oraz kandydatów w największych miastach wojewódzkich. Ewentualna wygrana w Warszawie, Krakowie czy w Gdańsku będzie miała prestiżowe znaczenie dla PiS, gdyż dotychczasowi prezydenci tych miast, nie ukrywają swych poglądów politycznych i robią co mogą, by zaszkodzić rządowi.

Twarzą kampanii samorządowej będzie jednak premier Mateusz Morawiecki, gdyż prezes PiS – Jarosław Kaczyński, po przebytej chorobie, nie może się nadwyrężać, choć wygłosił on ważne przemówienie programowe, które wymaga osobnego komentarza.

Z ust premiera padły obietnice pod adresem samorządów; kolejna „piątka” Morawieckiego; kolejne pieniądze do wydania z budżetu państwa, co oczywiście wielu się spodoba, choćby taka "walka ze smogiem", która jest żywą kalką lewackich programów z Zachodu. 

868.1 Konwencja pis foto

Źródło: TVP Info

Generalnie PiS potwierdził swoją dominację na scenie politycznej, co zawdzięcza zarówno własnej aktywności, jak i kompletnej degrengoladzie opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej pozbawionej programu i liderów dużego formatu. Warto zwrócić uwagę, że rządząca koalicja dosyć wyraźnie spozycjonowała swoje najważniejsze cele – sejmiki wojewódzkie oraz największe miasta prezydenckie. To w samorządach wojewódzkich jest realna władza w terenie, pieniądze i duża ilość stanowisk do obsadzenia. Stąd przesuwanie się PiS do politycznego centrum i próba pokazywania się jako partii „normalnej”, prospołecznej i prounijnej. Stąd też rezygnacja z tematów kontrowersyjnych i konfliktujących rząd z innymi państwami lub dużymi globalnymi korporacjami. Stąd też i niespodziewana wolta rządu w sprawie wiatraków.

W sprawie energetyki wiatrowej okres rządów premier Szydło cechował zdrowy rozsądek i zamiar dotrzymania złożonej w 2015 r. obietnicy wyborczej. To dzięki aktywności posłów PiS udało się przeforsować przez Sejm, zbawienną dla polskiej wsi ustawę odległościową, która zatrzymała niekontrolowaną ekspansję wiatraków w Polsce i dała szansę na ucywilizowanie procesu inwestycyjnego.

1. Lepka Łapka odc. 008

Niestety i stwierdzamy to z dużą przykrością, ale rząd Morawieckiego w sprawie wiatraków zawiódł społeczne oczekiwania i złamał daną wyborcom obietnicę. Rząd, nie tylko odblokował inwestycje wiatrakowe, gdyż na jesieni odbędą się aukcje dla wiatraków za prawie 16 mld zł, ale także pozbawił gminy pieniędzy z podatków z wiatraków i to z mocą wsteczną od 1 stycznia 2018 r. Co prawda w ustawie odległościowej ocalała minimalna odległość dla nowo planowanych elektrowni wiatrowych, ale co z tego, skoro na mocy nowelizacji ustawy o OZE wydłużono termin obowiązywania starych pozwoleń na budowę, które zostały wydane jeszcze bez uwzględnienia minimalnej odległości chroniącej ludzi. W ten sposób, po przeprowadzonych na jesieni aukcjach, nagle się okaże, że znowu ruszą budowy z wiatrakami. Dopiero wtedy część osób uwierzy, że PiS wycofał się ze złożonej obietnicy, skończenia z wiatrakami.

Co gorsza, cały czas planowane są farmy wiatrowe na Bałtyku, które zdewastują polskie wybrzeże i tak już zaśmiecone wiatrakami. Od wielu lat piszemy, że Polska wychodzi na wiatrakach, jak Zabłocki na mydle. Niszczymy w ten sposób nasze górnictwo węglowe, które dzisiaj nie jest już w stanie nawet zaspokoić krajowego zapotrzebowania na węgiel. Psujemy dobrze funkcjonującą energetykę konwencjonalną, która przestaje zarabiać na siebie przez zbędne wydatki na limity emisji CO2, zamiast na modernizację bloków czy nowe inwestycje w moce wytwórcze. Pieniądze, które energetyka zarabia, wydaje się na zakupy „zielonej” energii lub budowę własnych farm wiatrowych, byle tylko spełnić limity produkcji energii z OZE. W ten sposób osłabiamy tylko własną energetykę, uzależniając się od drogich, zagranicznych technologii i podrażamy energię dla konsumentów oraz gospodarki. Nie tędy wiedzie droga do niezależności energetycznej i politycznej podmiotowości w Europie.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] http://wiadomosci.tvp.pl/38788595/propozycje-pis-na-wybory-samorzadowe

[2] http://prawy.pl/78350-pis-dotrzymuje-obietnic/