portal zielona energetykaNa portalu www.cire.pl ukazała się kolejna krytyczna ocena transformacji energetyki w kierunki odnawialnych źródeł energii. Autor, czynny zawodowo mgr inż. elektroenergetyki ze specjalizacją wytwarzanie energii specjalnie dla cire.pl pokusił się o ocenę produkcji energii z OZE w 2018 r. Piszemy od lat, że OZE nie są i nie będą panaceum na bolączki współczesnego świata. Jak pisze sam autor „publikowanie opracowań, w których traktuje się tylko o cenach energii (np. odnawialnej w porównaniu do jądrowej), jednak w oderwaniu od kosztów budowy mocy odnawialnych i sterowalnych jest rażącą manipulacją i jest to obecnie problem najbardziej nabrzmiały.” Dlatego politycy, którzy lansują się na „zbawców klimatu” i podejmują decyzje o wspieraniu OZE powinni zmierzyć się w końcu z rzeczywistością. Dalsze powielanie kłamstw i manipulowanie  opinią publiczną w sprawach OZE, to droga donikąd, czyli do sytuacji, w której korzystanie z energii elektrycznej będzie luksusem dla nielicznych.

Przedstawiamy dzisiaj omówienie kolejnej krytycznej publikacji poświęconej OZE. Tym razem zielonej propagandzie przeciwstawił się Grzegorz Kwiecień pisząc dla portalu artykuł pt.: „Krytyczna ocena produkcji energii w OZE w 2018 r.” [1]

Przytaczamy naszym czytelnikom obszerne fragmenty tego opracowania, aby po raz kolejny pokazać, że OZE, a już szczególnie energetyka wiatrowa nie jest taka ekologiczna i efektywna, jak nam ją przedstawiają zielonolubne media i wiatrakowi lobbyści. Warto zapoznać się z całą publikacją, ponieważ autor, pisze wprost o nieefektywności OZE i marnowaniu publicznych pieniędzy na dotacje i inne formy wsparcia dla tych źródeł wytwórczych.

green tree python 8343 1280

fot. Pixabay

Warto zacząć od pokazania uporządkowanego wykresu produkcji energii elektrycznej z elektrowni wiatrowych. Grzegorz Kwiecień korzystając z danych źródłowych dostępnych na stronach internetowych https://transparency.entsoe.eu oraz www.pse.pl dochodzi do następujących wniosków:

„(…) Do oceny osiągów zjawisk tak zmiennych, jak np. produkcja źródeł odnawialnych, wykresy uporządkowane wydają się być dedykowaną metodą badawczą. Dopiero takie podejście zapewnia właściwe obrazowanie i odseparowanie się np. od medialnych doniesień kładących nacisk głównie na rekordy chwilowe.” [1]

955.1 Wykres nr 1

Rys.1. Roczny, uporządkowany wykres produkcji wiatraków w Polsce za rok 2018.

Z wykresu wynika, że wiatraki w Polsce osiągnęły w 2018 r. moc maksymalną 5196 MW, jednak średnia roczna produkcja była na poziomie 1407 MW. Przez okres 5339 h, tj. przez 61 % czasu wiatraki pracowały z mocą poniżej średniej. Co wskazuje na niską efektywność tych źródeł.

Bardzo podobne wnioski można wyciągnąć analizując przypadek suszy wiatrowej, jaki miał miejsce latem 2018 r. w Wielkiej Brytanii. Pisaliśmy wtedy, że:

„Lipiec 2018 roku charakteryzują następujące statystyki, jeśli chodzi o energię wiatrową:

  • przez 92% godzin w miesiącu wydajność energetyki wiatrowej sięgała poniżej średniego rocznego poziomu wydajności z 2017 roku, wynoszącego 27% mocy zainstalowanej;
  • przez 55% godzin w miesiącu poziom wydajności energetyki wiatrowej spadał poniżej 10% mocy zainstalowanej;
  • przez 29% godzin w miesiącu poziom wydajności energetyki wiatrowej spadał poniżej 5% mocy zainstalowanej;
  • przez 9% godzin w miesiącu poziom wydajności energetyki wiatrowej spadał poniżej 2% mocy zainstalowanej; 
  • dużą zmienność możliwości wytwórczych można zauważyć pod koniec miesiąca, gdy wydajność energii wiatrowej wahała się pomiędzy ok. 10% i ok. 45% w przedziale 12 godzin.” [2]

Dalej autor porównuje produkcję energii elektrycznej przez elektrownie wiatrowe w latach 2016-2017. Z analizy dostępnych danych wynika, że w roku 2017 produkcja energii elektrycznej z wiatraków w Polsce była wyraźnie wyższa, niż w latach 2016 i 2018. Skłoniło to autora publikacji do sformułowania następującej tezy:

„Osiągi wiatraków za 2018 wskazują, że przyrost produkcji z roku 2017 nie wynikał z postępu technologii, a raczej była tam fluktuacja dostępności wiatru, co przypomina nam, że biznes opierający się na zmiennych zjawiskach pogodowych niesie za sobą zagrożenia. Ostatecznie spadek produkcji o prawie 17 % może (w przypadku napiętego planu biznesowego) zaszkodzić nawet stosunkowo dobrze prosperującej firmie.” [1]

Grzegorz Kwiecień przechodzi dalej do porównania produkcji energii elektrycznej przez elektrownie wiatrowe w Niemczech i Polsce. Okazuje się, że osiągi wiatraków są porównywalne:

955.2 Wykres nr 2

Rys.3. Roczne, uporządkowane wykresy produkcji energii elektrycznej z wiatraków w Polsce i w Niemczech za rok 2018, w odniesieniu do wartości maksymalnej zaobserwowanej.

„Jak widać na rys.3 idziemy „łeb w łeb” z Niemcami, tzn. osiągi naszych wiatraków są tak samo złe, jak niemieckich. Cały czas autor przypomina, że są to dane w odniesieniu do mocy maksymalnej zaobserwowanej, co umożliwia porównywanie osiągów zależnych głównie od pogody i sprawności urządzeń. Pomijamy natomiast w ten sposób awaryjność wynikłą z wieku urządzeń i np. niechlujstwa eksploatacyjnego. Spore trudności sprawia też ustalenie wartości samej mocy zainstalowanej, dane podawane do ENTSO mogą różnić się od podawanych do urzędów krajowych, a np. Dania za rok 2018 w ogóle mocy zainstalowanej do ENTSO nie podała.

Ostatecznie, przyjmując za 100 % moc osiągalną - średnia roczna produkcja wiatraków w Niemczech za 2018 wyniosła 27,8 %, a w Polsce 27,1 %.

Gdy za podstawę przyjmiemy moc zainstalowaną - średnia roczna produkcja wiatraków w Niemczech za 2018 wyniosła 21,9 %, a w Polsce 24,0 %.” [1]

Dalej autor wspomina o COP24 i medialnej propagandzie wokół tego wydarzenia.

„COP24 był znakomitą okazją, żeby mówić krytycznie o polityce klimatycznej, oczywiście dla dobra polityki klimatycznej. Media głównego nurtu nie zdobyły się na to, ograniczając się głównie do okolicznościowych laurek z osławionym 1,5 °C i poziomem mórz podniesionym o 2 m. A byłoby o czym dyskutować, przykładowo o celowości i sensowności wydatków z najczęściej publicznej kasy. Dziennikarze nie wywiązali się tutaj ze swojego obowiązku dociekliwości i krytycznej roli w dyskusji. Czyżby ekolodzy mieli być poza obszarem krytyki społecznej i poza obszarem obowiązku rozliczeń finansowych? Jeśli poszły pieniądze, to pytamy się, ile z tego MWh zielonej energii uzyskano. Na miejscu duńskiego szarego podatnika autor miałby jednak do proekologicznych elit swojego kraju pytanie pt. „czy dało się zauważyć, że Dania jest dalej na północy, niźli Hiszpania?” [1]

Grzegorz Kwiecień krytykuje ciągłe nawoływania zielonej branży do jej dalszego dofinansowywania. Wymarzony postęp technologiczny mimo upływu czasu okazuje się być ciągle niewystarczający, aby branża mogła „samodzielnie stanąć na nogi”.

„Za pieniądze można osiągnąć bardzo dużo, jednak trudno pogodzić się kategorycznymi stwierdzeniami, że wystarczy jeszcze tylko zwiększyć finansowanie o jakiś tam procent i osiągnięty zostanie sukces w postaci gospodarki zeroemisyjnej. Zwykle sukces OZE przewiduje się zakładając, czy niestety raczej prorokując osiągnięcie postępu technicznego tak, jakby to był jedyny możliwy scenariusz. 50 lat temu marzyciele, obserwując postępy programu Apollo byli już jedną nogą na Marsie. Niestety krzywa postępu technicznego może kończyć się poprzez asymptotyczne zbliżanie do granicy nieprzekraczalnej.

Minęło już 20 lat dotowania OZE, znamy już wyniki i koszty tego postępu, i żąda się jeszcze następnych 20 lat zapewniając, że lepsze technologie zostaną wynalezione. Rzeczywiście - można zbudować wyższy wiatrak, przenieść go na morze i lepiej dopracować łopatki. Ale np. nie można żadnymi badaniami zwiększyć rocznego profilu dostępności słońca, nawet za pomocą polskich perowskitów, ponieważ słabości OZE mają charakter fundamentalny.” [1]

Dalej autor porównuje produkcję elektrowni jądrowych i fotowoltaicznych na wykresach uporządkowanych za 2018 dla wybranych krajów. Przedstawia roczny, uporządkowany wykres produkcji energii elektrycznej niemieckich elektrowni biomasowych za rok 2018 oraz roczny, uporządkowany wykres obciążenia polskiego systemu elektroenergetycznego za rok 2018. Pokazuje także uporządkowane wykresy obciążeń wybranych krajów, w wartościach bezwzględnych i względnych. Wszystko po to aby pokazać graficznie, że to właśnie na źródłach sterowalnych i o przewidywalnym profilu produkcji opiera się bezpieczeństwo systemów elektroenergetycznych poszczególnych krajów.

Na szczególną uwagę naszym zdaniem zasługuje wykres z zestawieniem obrazującym krotność mocy zainstalowanej w stosunku do zapotrzebowania maksymalnego:

955.3 Wykres nr 3

 Rys.14. Krotność mocy zainstalowanej w stosunku do zapotrzebowania maksymalnego.

Autor publikacji skomentował powyższe tak:

„Poleca się uwadze krotność mocy zainstalowanej w stosunku do maksymalnego zapotrzebowania na moc elektryczną. Korelacja tej wielkości z jednoczłonowymi cenami energii elektrycznej dla ludności jest w odniesieniu do liderów – prawie pełna. Na czele tabeli Niemcy, Dania i Hiszpania przodujące w energetyce odnawialnej. W normalnych warunkach gospodarczych taki przerost zdolności produkcyjnych nad popytem uważany jest za powód do upadłości firmy. Fatalne charakterystyki techniczne źródeł odnawialnych przekładają się na fatalne charakterystyki ekonomiczne. Możliwości techniczne OZE stoją w całkowitej niezgodzie z zasadami biznesu.

Budowa urządzeń, czy też dóbr w ilości wielokrotnie większej w stosunku do potrzeb jest uznawana w teorii ekologii za przejaw rozrzutności, za konsumpcjonizm, rozpasanie i zabawę bogatych społeczeństw. (* Nie dotyczy urządzeń ekologicznych, te mogą być przewymiarowane). (…)

A zatem wysoka cena energii elektrycznej w Niemczech jest dowodem per saldo przyjęcia nieekologicznej ścieżki rozwoju.

Wbrew opinom „zielonych” pracownicy energetyki, to nie „krwiożercze potwory” myślące tylko o tym, jak „zatruwać ludzi emisją CO2” w celu „zysku korporacji”. Większość zresztą energetyków żyje w poczuciu służby dla społeczeństwa, a i sam zresztą autor nie marzy o niczym innym jak tylko o tym, żeby powietrze w jego otoczeniu stało się wreszcie czyste. Sprzeciw wobec polityki odnawialnej budzą przede wszystkim środki i metody przyjęte do realizacji celów polityki klimatycznej, a także utopijne uzasadnienia każące wierzyć, że za 50 lat na pewno pojawią się rozwiązania z pogranicza SF, albo, że budowa farmy wiatrowej w Koszalinie zmniejszy tło smogowe w jakiejś podkarpackiej dolinie zatrutej paleniskami indywidualnymi.

Jeśli chodzi o środki, to sprzeciw budzą, jak to wykazano, fundamentalnie odwrotne możliwości techniczne OZE w stosunku do wymogów ekonomii. Jeśli chodzi o metody, to nieszczęściem nasze wejście do UE i przyjęcie polityki klimatycznej zbiegło się ze szczytowym pkt. rozwoju myśli neoliberalnej. Stąd powstały takie hybrydy „kapitalistyczno socjalistyczne”, jak zielone certyfikaty, czy mechanizm ETS. Z jednej strony liberałowie uważają dotacje za psucie rynku, a z drugiej - nie mają żadnych skrupułów, by te dotacje przyjmować.

Dogmatyczne rozwijanie źródeł OZE w całkowitym oderwaniu od zasad ekonomii musi budzić sprzeciw.

A wprowadzanie parapodatków, wyznaczanych nakazowo ręką urzędnika, ale pobieranych za pomocą spekulacyjnego mechanizmu giełdowego uniemożliwia racjonalne gospodarowanie.

Czyżby podatek CO2 nie mógł być wprowadzany wg. planowej ścieżki wieloletniej, za zgodą ludności w referendum i po długiej dyspucie w parlamencie?

Czym różniłaby się realizacja celu polityki klimatycznej, gdyby opłata CO2 była pobierana w formie planowego podatku, zamiast mechanizmu ETS – chyba tylko tym, że o losach całych krajów nie decydowałaby ręka maklera, oraz, że uniknięto by kosztów jego pracy na rzecz pracy innych urzędników, którzy i tak są np. zatrudnieni przy pobieraniu VAT.

A wracając do tabeli 2 – to Polska ma bardziej rozsądną krotność mocy zainstalowanej, a także, patrz ostatnia kolumna, lepszą równomierność obciążenia, co także jest ważne z racjonalnego pkt. widzenia. (…)”. [1]

Autor pisze także o dalszych pomysłach na rozwijanie transformacji energetycznej. Mechanizm utworzenia „wiecznego plcu budowy” dla wiatraków nie jest ani ekologiczny, ani nie ogranicza emisji CO2.

„Oprócz oczywiście zbudowania dotychczasowych mocy ekologicznych pozwalających na osiągnięcie 40 % udziału OZE „niemiecki plan” zakłada „jeszcze tylko” likwidację pozostałych 100 % mocy elektrowni jądrowych i węglowych i zbudowanie nowych elektrowni gazowych i nowych sieci przesyłowych po stronie prądu i nowych gazociągów z Azji do Europy i wyburzenie wiatraków niskich i budowę od nowa wiatraków wysokich. Plan stworzenia takiego gigantycznego nadmiaru mocy zainstalowanych uruchamia samonapędzający się mechanizm wiecznego placu budowy, który tworzy gospodarkę coraz bardziej energochłonną i finalnie buduje się coraz więcej mocy ekologicznych, a emisja CO2 rośnie.” [1]

Kolejną kwestią poruszoną przez Grzegorza Kwietnia jest to, że przedstawia się ceny energii elektrycznej pochodzących z poszczególnych źródeł energii w całkowitym oderwaniu od kosztów ich budowy i finansowania działalności.

„Publikowanie opracowań, w których traktuje się tylko o cenach energii (np. odnawialnej w porównaniu do jądrowej), jednak w oderwaniu od kosztów budowy mocy odnawialnych i sterowalnych jest rażącą manipulacją i jest to obecnie problem najbardziej nabrzmiały.

Na system energetyczny składają się: - źródła energii,

- sieci przesyłowe (kolejowe, drogowe, rurociągowe, elektryczne),

- magazyny buforowe.

„Polityka klimatyczna” skoncentrowała się tylko na jednym z segmentów znacznie większej całości. Sieci na napięciu generatorowym źródeł OZE to też sieci (mimo, że krótkie, ale to też sieci), sieci wysokich napięć dopiero mają być budowane i gazociągi dopiero mają być zbudowane (kluczowe problemy energetyki niemieckiej). Pojemnych, niskostratnych i wydajnych magazynów energii elektrycznej nie wynaleziono.

Dlatego jeszcze raz i z naciskiem: rozbieżne traktowanie kosztów mocy i energii jest podstawową słabością wszelkich analiz i dyskusji o OZE i energetyce sterowalnej.(…)” [1]

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Nawrócenie się rządu Mateusza Morawieckiego na wiarę w globalne ocieplenie już teraz skutkuje podejmowaniem działań wspierających budowę kolejnych wiatraków w Polsce za publiczne pieniądze oraz finansowaniem działań nonsensownych typu COP24 w Katowicach (260 mln zł z budżetu państwa) czy szumnie ogłoszona budowa polskiego samochodu elektrycznego za pieniądze spółek z udziałem Skarbu Państwa. Państwo, poprzez system aukcyjny, darmowe zielone certyfikaty oraz przymus zakupu całej energii wyprodukowanej przez OZE, już dzisiaj wspiera produkcję energii ze źródeł odnawialnych, głównie wiatraków. Konsekwencją tego jest oczywiście pogorszenie sytuacji finansowej energetyki opartej o inne, bardziej efektywne źródła oraz pogorszenie się sytuacji ekonomicznej biznesu i obywateli zmuszonych finansować walkę z klimatem.

Omawiany dzisiaj tekst dosyć dobitnie pokazuje, że nie istnieje coś takiego jak efektywna elektrownia wiatrowa. Sorry, taki mamy klimat, że wiatr słabo wieje, o ile w ogóle nadaje się do wykorzystywania przemysłowego. Należy się głęboko zastanowić, gdzie leży granica pomiędzy niezbędnym wsparciem dla nowej technologii, która może być gospodarczo użyteczna, a nielimitowanym pompowaniem miliardów złotych rocznie w cały przemysł produkujący nieefektywne urządzenia, które w ogóle nie spełniają swojej zasadniczej roli, do której podobno je wyprodukowano. To właśnie dzięki niezrozumiałym decyzjom polityków, podatnicy wspierają produkcję OZE w Polsce. Skoro tak, to podatnicy mają prawo oczekiwać pełnej i rzetelnej wiedzy na temat efektów działań tej hojnie obdarowywanej gałęzi przemysłu.

Zupełnie retorycznym jest pytanie, na podstawie jakich analiz, opinii i argumentów premier Morawiecki i minister Tchórzewski podjęli decyzję o przywróceniu do łask wiatraków? Przeprowadzono jakiejś badania naukowe wskazujące na efektywność wytwarzania energii przez OZE? Zrobiono debatę publiczną czy kampanię społeczną w tej sprawie? Zapytano się tych, którzy naprawdę mają wiedzę na ten temat bez słuchania podszeptów ambasadorów obcych państw? Policzono przyszłe koszty produkcji energii z OZE i utrzymania systemu elektroenergetycznego?

Jest dzisiaj rzeczą oczywistą i nie wymagającą dłuższego zastanawiania się, że wartą kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie decyzję podjęto, gdzieś w zaciszu gabinetów ponad głowami obywateli kierując się bliżej nieustalonymi przesłankami. „Demokratyczny” charakter tej decyzji jest aż nadto widoczny. Konsekwencją tej decyzji było m.in. zorganizowanie aukcji na wiatraki, zmiana opodatkowania elektrowni wiatrowych w trakcie roku podatkowego, włącznie ze złamaniem zasady niedziałania prawa wstecz oraz uchwalenie ustawy zamrażającej ceny energii w 2019 r.

Takie są właśnie skutki działań nieudolnych i niekompetentnych polityków, podejmowanych w zaciszu gabinetów z udziałem lobbystów. Zyski z OZE trafiają do kieszeni banków i wiatrakowych deweloperów, a składają się na nie solidarnie konsumenci i biznes w cenie energii. Zielonolubne media utwierdzają zaś masy, że globalne ocieplenie postępuje i jedyną metodą ratowania planety są kolejne wyrzeczenia i budowa wiatraków. Aż dziw bierze, że Słońce wschodzi i zachodzi bez pomocy rządu i odpowiedniego wsparcia finansowego z budżetu państwa. Musiały Wyspiańskiego wspierać proroctwa podczas pisania "Wesela", skoro jego słowa tak dobrze pasują do dzisiejszej sytuacji w energetyce i problemów z pseudo odnawialnymi OZE.

Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://www.cire.pl/item,175085,2,0,0,0,0,0,krytyczna-ocena-produkcji-energii-w-oze-w-2018-r.html

[2] http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2588-wielka-brytania-susza-wiatrowa-w-lipcu-2018-r.html