portal dekarbonizacjaW natłoku spraw błahych i nieistotnych, typu wybory do Parlamentu Europejskiego, co to ma kompetencje mniejsze od rady sołeckiej, warto jednak pamiętać o sprawach naprawdę istotnych, w postaci czekającego nas wdrożenia nowych celów klimatycznych na 2030 r. Obecność Polski w Unii Europejskiej oznacza m.in. konieczność realizacji polityki dekarbonizacji całej gospodarki wbrew żywotnym polskim interesom. Problem ten dotyczy dzisiaj nie tylko energetyki czy hutnictwa, ale także rolnictwa, transportu, leśnictwa, budownictwa czy gospodarki komunalnej. Wszędzie, gdzie tylko się da zostaniemy zmuszeni do rezygnacji z paliw kopalnych w imię wydumanych koncepcji ratowania klimatu przed ludzkością.

Polityczna walka o stołki w operetkowej instytucji zwanej eufemistycznie „Parlamentem Europejskim”, gdzie prawdziwe są tylko pensje, nie powinna przesłaniać nam toczącej się na forum europejskim dyskusji o sposobach wdrożenia w życie Porozumienia paryskiego z 2015 r. przez kraje członkowskie Unii Europejskiej. Jest to dalszy ciąg dyskusji, która miała miejsce podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach w grudniu 2018 r., a która zaowocowała przyjęciem tzw. „reguł  katowickich”. Warto przypomnieć sobie listę „sukcesów” z katowickiego szczytu czytając nasz tekst z grudnia 2018 r. [1]

Transformacja kierunku gospodarki niskoemisyjnej, czyli o zawracaniu kijem Wisły

Polityczne kierownictwo Unii Europejskiej w postaci kanclerz Merkel wyznaczyło już datę całkowitego odejścia od paliw kopalnych w gospodarce na rok 2050, więc już po wyłonieniu nowego składu Komisji Europejskiej wraz z nowym przewodniczącym czeka nas przyjęcie unijnych dokumentów zapewniających wdrożenie czegoś, co w unijnej nowomowie nazywa się „długoterminową strategią niskoemisyjną”. Dokument ten będzie się sprowadzał do wyznaczenia poszczególnym krajom członkowskim mniej lub bardziej wyśrubowanych celów klimatycznych, tak by na poziomie unijnym można było budować polityczną narrację o Unii, jako globalnym liderze międzynarodowej polityki klimatycznej. W ten sposób niemiecka kanclerz zapewni sobie dominację niemieckiego przemysłu w Europie na długie lata.

Jednak bez względu na poziom ambicji klimatycznych Unii Europejskiej, z uwagi na niski i wciąż malejący udział Unii Europejskiej w globalnym poziomie emisji CO2 (ok. 10%), znaczenie działań podejmowanych w Europie pozostaje bez większego wpływu na światowy poziom emisji gazów cieplarnianych a generuje jedynie ucieczkę energochłonnego przemysłu poza obszar Unii Europejskiej. Pisaliśmy ostatnio o głośnej sprawie wygaszenia Wielkiego Pieca w Arcelor Mittal Poland SA w Krakowie. [2] Jest to typowy przykład nieodwracalnego niszczenia rodzimego przemysłu ciężkiego przez unijną politykę klimatyczną, który skończy się likwidacją polskiego hutnictwa w ogóle. Tymczasem udział polskiego przemysłu w światowych emisjach dwutlenku węgla jest tak niski, że pomijalny (poniżej 1%). Ten argument powinien być podnoszony zawsze i we wszystkich dyskusjach, zmuszając zwolenników polityki klimatycznej do wykazywania konkretnych korzyści gospodarczych, wobec ponoszenia znaczących kosztów tej polityki przez Polskę. W imię jakich racji mamy niszczyć polski przemysł, likwidować miejsca pracy oraz zwiększać koszty wytwarzania energii?

Szczególna dyskusja nad transformacją gospodarki w kierunku niskoemisyjności powinna objąć m.in. trzy kluczowe sektory polskiej gospodarki: energetykę, transport i rolnictwo. W każdym z nich mamy naturalną przewagę konkurencyjną, którą polityka klimatyczna niweluje ustawiając nas w pozycji żródeł zaopatrzenia gospodarki niemieckiej w surowce i siłę roboczą oraz w pozycji rynku zbytu niemieckich towarów.

Niezbędna jest nowa strategia radzenia sobie z polityką klimatyczną

Rząd powinien oczywiście walczyć o możliwość rozwijania dowolnych technologii energetycznych na obszarze Polski, które zapewnią realizację celów klimatycznych (zasada neutralności technologicznej). Jednak tak jak pisaliśmy niedawno, nie wierzymy by polityczne kierownictwo Unii z siedzibą w Berlinie pozwoliło na budowę choćby jednej elektrowni jądrowej w Polsce. Polityczny nacisk na rezygnację z wykorzystania węgla w energetyce będzie narastał, tak ze strony zielonych, jak i różowych, trzeba więc szukać argumentów, by zneutralizować to zagrożenie m.in., poprzez szybką wodoryzację gospodarki. Potrzebna jest ucieczka do przodu bez względu na unijne dumania nad obsadą stołków.

Zwracamy też uwagę, że na poziomie traktatów, kompetencje Komisji Europejskiej w obszarze energetyki są znikome i nie uprawniają jej do narzucania państwom członkowskim sposobu kształtowania krajowego miksu energetycznego. Tym bardziej, że w tych sprawach obowiązuje jednomyślność krajów Unii. Czy rząd zacznie czytać w końcu unijne traktaty i zacznie skarżyć organy Unii za przekraczanie swoich uprawnień i kompetencji czy też pozwoli sobie narzucić klimatyczną agendę bez żadnej walki? Kluczem do sukcesu powinno być publiczne zakwestionowanie wiarygodności naukowej raportów IPCC, które są łatwe do podważenia z uwagi na błędy metodologiczne i publicznie znane manipulacje wyników badań. Są naukowcy, którzy umieją to zrobić i wykazać błedy raportów IPCC. Teza o światowym konsensusie wśród naukowców w tej sprawie jest zwyczajnie wyssana z palca. Będzie z tego skandal, ale tylko tak runie wieża klimatycznych kłamstw.

Polska strategia wobec unijnej polityki klimatycznej nie może się opierać na bezkrytycznym przyjmowaniu wszystkiego, co produkuje Komisja Europejska do spółki z rządem w Berlinie i aktywistami klimatycznymi. To nie jest tak, że mamy „kryzys klimatyczny”, który uzasadnia stosowanie jakichś nadzwyczajnych środków zaradczych, których jedynym efektem jest likwidacja przemysłu i miejsc pracy w Polsce. Punktem wyjścia powinno być wypowiedzenie Porozumienia paryskiego z 2015 r. i zaprzestanie uczestnictwa w kolejnych szczytach klimatycznych. W drugiej kolejności powinno być rzetelne policzenie kosztów finansowych, społecznych i gospodarczych polityki klimatycznej ponoszonej przez Polskę. Tutaj jest miejsce na pokazanie ile naprawdę kosztują zakupy uprawnień do emisji CO2 przez polskich przemysł na przestrzeni ostatnich lat czy też koszty wsparcia przemysłu wiatrakowego w Polsce. Rząd ma dostęp do takich danych i powinien je pokazać.

Pamiętajmy, że pod pięknym hasłem „gospodarki niskoemisyjnej” mieszczą się zarówno: dalsza ekspansja wiatraków w Polsce na lądzie i morzu, wzrost cen energii na rynku, podrożenie transportu w wyniku przestawiania go na transport elektryczny i wymiany na flotę spełniającą wyśrubowane wymogi emisji spalin, koszty likwidacji górnictwa i energetyki węglowej, koszty restrukturyzacji cały regionów kraju, konieczność importu energii zza granicy, wprowadzenie podatku węglowego do kolejnych sektorów gospodarki, nałożenie podatku węglowego na każdego obywatela, końcu każdy z nas codziennie podczas oddychania emituje dwutlenek węgla, nałożenie podatku węglowego na jedzących czerwone mięso, itd. Lista zagrożeń jest długa, gdyż unijna polityka klimatyczna zakłada całkowitą zmianę dotychczasowych modeli gospodarczych i społecznych, w imię osiągnięcia pełnej redukcji emisji dwutlenku węgla już w 2050 r. i znaczących postępów do 2030 r.

Na poziomie lokalnym niezbędny jest społeczny nacisk na posłów i innych urzędników, by zaczęli oni zdawać sobie sprawę z tego, że unijna polityka klimatyczna to droga donikąd. Samo się to nie zrobi zwłaszcza, że po eurowyborach rządząca partia już zdążyła popaść w samozachwyt i na wszelkie próby napominania o konieczności zajęcia się poważnymi sprawami, jak np. blokadą dalszej ekspansji wiatraków w Polsce, reaguje wzruszeniem ramion i unikami.  

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2660-zako%C5%84czy%C5%82-si%C4%99-szczyt-klimatyczny-cop24-w-katowicach-rz%C4%85d-og%C5%82osi%C5%82-kolejny-sukces,-ale-czy-to-na-pewno-jest-sukces.html

[2] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2734-polskie-hutnictwo-zaczyna-si%C4%99-zwija%C4%87-a-wszystko-to-dzi%C4%99ki-unijnej-%E2%80%9Ewalce-z-klimatem%E2%80%9D-i-bezczynno%C5%9Bci-kolejnych-rz%C4%85d%C3%B3w.html