portal komisja europejskaNowa kadencja Komisji Europejskiej przebiegać będzie pod hasłami „walki z klimatem” i szukaniem pieniędzy w kieszeniach podatników na liczne wydatki w ramach tzw. „polityki klimatycznej”. Ambicje europejskich polityków w zakresie „walki z klimatem” są przeogromne, choć w światowym bilansie emisji CO2 Unia Europejska, liczona jeszcze z emisjami Wielkiej Brytanii, ma udział mniej niż 10% i to z tendencją malejącą. W praktyce oznacza to, że jakiekolwiek wysiłki w Europie związane z dekarbonizacją gospodarki i tak są niwelowane przez szybko rozwijające się kraje Azji Wschodniej (Chiny i Indie) oraz przede wszystkim przez USA, które już opuściło Porozumienie paryskie z 2015 r. i nie zamierza wspierać wyznawców religii klimatycznej.

Wyrazem nowego otwarcia tematów związanych z polityką klimatyczną jest oczywiście grudniowe porozumienie polityczne na szczycie Unii Europejskiej, gdzie przywódcy państw członkowskich zadeklarowali gotowość do osiągnięcia stanu „neutralności klimatycznej” w gospodarce już w 2050 r. [1]

O tym, że  Komisja Europejska jest niezwykle „ambitna” w sprawach polityki klimatyczno-energetycznej nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak ostatnia wypowiedź dwojga unijny komisarzy, tj. Elisy Ferreiry oraz Fransa Timmermansa opublikowana w dzienniku „Rzeczpospolita” w dniu 16 stycznia 2020 r. poświęcona zachwalaniu „Zielonego Ładu” zwyczajnie wbiła nas w fotel, gdyż jest to więcej niż deklaracja polityczna, to wyznanie wiary nowej religii klimatycznej. [2]

„Transformacja klimatyczna przewidziana w zielonym ładzie to zarówno moralny obowiązek, jak i szansa dla gospodarki. Musimy zmienić sposoby produkcji i konsumpcji, aby chronić nasze zdrowie i dobrostan oraz zachować planetę dla przyszłych pokoleń. Nie ma innego sposobu, bo nie ma innej planety”.

Warto zwrócić uwagę na moralizatorski ton europejskich komisarzy, którzy bez ogródek i wątpliwości mówią nam, co jest dobre, a co jest złe. Dobra jest „neutralność klimatyczna” – cokolwiek to słowo znaczy, a zły jest węgiel, dwutlenek węgla i paliwa kopalne.

„Setki tysięcy miejsc pracy i wiele gospodarstw domowych wciąż jeszcze uzależnionych jest od łańcucha wartości paliw kopalnych i procesów przemysłowych o wysokiej intensywności emisji dwutlenku węgla, na przykład w górnictwie węglowym czy przemyśle stalowym”.

Zapowiadana „zielona transformacja” gospodarki, to nic innego, jak tylko likwidacja wszystkich miejsc pracy związanych z przemysłem ciężkim oraz wydobyciem i przetwarzaniem paliw kopalnych wszędzie tam w Europie, gdzie ma to miejsce. Jak podają sami komisarze: „Spośród 276 regionów UE 108 posiada infrastrukturę węglową i około 237 tys. osób zatrudnionych jest w branżach związanych z węglem, a dziesiątki tysięcy mają pracę związaną z wydobyciem torfu i łupków bitumicznych.”

Nie oszukujmy się, ale osiągnięcie „neutralności klimatycznej” oznacza zamykanie wielu sektorów przemysłu w imię ideologicznej, wręcz motywowanej religijnie, chęci „zbawienia świata” poprzez uwolnienie go od paliw kopalnych.

„Możemy to zrobić na przykład przez oferowanie możliwości zmiany kwalifikacji pracownikom, którzy odczują skutki transformacji. Innym przykładem może być tworzenie nowych miejsc pracy w zielonej gospodarce oraz inwestowanie w zelektryfikowany transport publiczny”.

Batalia o „Europejski Zielony Ład” rozbije się oczywiście o pieniądze, gdyż „zielone inwestycje” i ich utrzymanie wymagać będą dziesiątków miliardów euro przez najbliższych 30 lat ponad to, co już dzisiaj wydaje Unia Europejska. Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (JUST), który ma być zasadniczym mechanizmem finansowania transformacji energetycznej w Europie, będzie zasilany nowymi podatkami nakładami właśnie po to, by sfinansować unijną „walkę z klimatem”. Opodatkowanie nielubianych dóbr i usług jest zresztą starym jak świat mechanizmem rządzenia. Unijne elity podążają znaną od wieków metodą łupienia poddanych poprzez ich opodatkowanie. W tej chwili ważą się losy wprowadzenia m.in. unijnego podatku węglowego pobieranego na granicach UE od towarów i usług wyprodukowanych z udziałem paliw kopalnych czy też wprowadzenia nowych opłat w lotnictwie zniechęcających do latania. Pomysłów jest sporo. Łączy je jedno, tj. zapewnienie nowych dochodów unijnemu budżetowi w celu dalszego wspierania „zielonych miejsc w gospodarce” i coś, co szumnie nazywa się „zielonymi inwestycjami”.

„Za pośrednictwem Europejskiego Banku Inwestycyjnego udzielać będzie samorządom lokalnym korzystnych kredytów i pożyczek na finansowanie ekologicznych projektów. W sumie narzędzia te sfinansują lub przyciągną inwestycje na łączną wartość co najmniej 100 mld euro.”

Rzecz w tym, że te rzekome „inwestycje”, z ekonomicznego punktu widzenia powstaną nie z nadwyżek finansowych osób prywatnych (oszczędności), ale zostaną wygenerowane za podatki ściągnięte przymusowo z tych osób. Niby różnica niewielka, ale doskonale wiemy, że bez pomocy środków unijnych (pomocy publicznej) i wymuszania określonego udziału inwestycji OZE w rynku, farmy wiatrowe nie powstały by nigdy, gdyż są one nieopłacalne ekonomicznie. Jednym słowem nie są to inwestycje, ale sztuczne generowanie kosztów po stronie obywateli, by określone podmioty gospodarcze zaprzyjaźnione z politykami zyskały łatwe źródło dochodów a politycy zyskali kolejne narzędzie w ręku do dręczenia przedsiębiorców i konsumentów. Dzięki temu politycy mogą decydować kto zarabia pieniądze, a kto nie.

„Europa daje dobry przykład transformacji w kierunku neutralności klimatycznej i nowej strategii zielonego wzrostu. (…) Dzielimy wspólny kontynent i razem możemy tworzyć świetlaną zieloną przyszłość”.

Świadomie cytujemy unijnych komisarzy, byście Państwo czytający te słowa, zobaczyli i uwierzyli, co naprawdę się dzieje pod hasłami „walki z klimatem” i osiągania „neutralności klimatycznej”. Dlatego też niezwykle krytycznie oceniamy zaangażowanie polskiego rządu i polityków w rozwój przemysłu OZE w Polsce. Jest to ślepa uliczka, która prowadzi do degradacji gospodarczej, społecznej i politycznej naszego kraju. Program dekarbonizacji gospodarki europejskiej zwany szumnie „Europejskim Zielonym Ładem” można przyrównać jedynie do sowieckiego programu kolektywizacji rolnictwa w Związku Sowieckim, który zakończył się masową klęską głodu i upadkiem rolnictwa. Zielony ład przyniesie powszechne braki w dostępie do elektryczności oraz w dostępności do dóbr i usług, które traktujemy dzisiaj, jako oczywiste. W świecie, gdzie elektryczność jest dobrem podstawowym i na niej oparta jest cała gospodarka, jej brak w ciągu kilku godzin może sparaliżować wszystko. Jak wygląda blackout wywołany przez OZE mogli się w zeszłym roku przekonać Anglicy, kiedy awaria sieci elektroenergetycznej pozbawiła południową Anglię energii elektrycznej na wiele godzin. Obyśmy nie musieli w Polsce doświadczyć podobnej sytuacji.

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] O unijnym programie „Europejski Zielony Ład” pisaliśmy tutaj: http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2826-komisja-europejka-og%C5%82osi%C5%82a-nowy-program-klimatyczny-pn-%E2%80%9Eeuropejski-zielony-%C5%82ad%E2%80%9D.html – publ. w dn. 11.12.2019 r.

[2] Artykuł pt. „Zielona świetlana przyszłość” opublikowany został w dzienniku „Rzeczpospolita” z dn. 16.01.2020 r. Wszystkie cytaty pochodzą z tego tekstu.