portal wiadomosci z sejmuTempo pracy polskiego Parlamentu nad projektami ustaw zaczyna przypominać bieg sprinterski oglądany w przyspieszeniu. Nowelizacja ustawy o IPN zajęła Sejmowi, Senatowi i Prezydentowi raptem 9 godzin, więc i szybkość pracy nad nowelizacją ustawy o OZE też nie dziwi, choć budzi już głęboki niesmak. W końcu jak przejść do porządku z faktem, że jak tylko Senat w piątek 29 czerwca br. uchwalił ustawę nowelizującą ustawę o OZE, to Prezydent Duda natychmiast ją podpisał i co więcej, błyskawicznie ją opublikowano w Dzienniku Ustaw w tym samym dniu. W ten sposób w dniu 29 czerwca 2018 r. pod pozycją nr 1276 ukazała się zmiana ustawy o OZE i ustawy odległościowej. Takie są fakty.

O samej ustawie pisaliśmy już wielokrotnie, więc nie będziemy się powtarzać. Odsyłamy do naszych wcześniejszych publikacji. Wskazać jednak należy na kilka spraw, które wiążą się z tą nowelizacją, a które każą na poważnie zastanowić się nad tym, w jakim kierunku podąża rząd i jak wobec oczywistej zmiany politycznej i gospodarczej należy się odnieść.

Sejm foto mini

fot. materiały własne redkacji

Po pierwsze, uchwalona ustawa została przyjęta z naruszeniem trybu prac legislacyjnych. Projekt ustawy nie zawiera prawdziwego uzasadnienia ani też oceny skutków finansowych i gospodarczych wejścia w życie tej ustawy. Konsultacje społeczne były fikcją i robione były wyłącznie pro forma. Ważniejsze negocjacje prowadzone były w zaciszu gabinetów z Komisją Europejską i lobby wiatrowym. Kto prowadził te rozmowy i co naprawdę ustalono, to tego nie wiadomo, gdyż ani rząd, ani Komisja nie ujawniły żadnych szczegółowych informacji, poza wskazaniem, że Komisja Europejska wydała decyzję z dnia 13 grudnia 2017 r., sygnatura SG-Grcffe(2017)D/19933, dotyczącą kwestii opodatkowania elektrowni wiatrowych.

Po drugie, ustawa odblokowuje inwestycje wiatrakowe na lądzie i w sposób całkowicie niezrozumiały pozwala budować elektrownie wszystkim tym inwestorom, którzy uzyskali pozwolenia na budowę dla elektrowni wiatrowych bez zachowania minimalnej odległości od zabudowy mieszalnej, a więc na podstawie przepisów obowiązujących przed 16 lipca 2016 r. Jest to jawne obejście minimalnej odległości chroniącej mieszkańców przed negatywnym oddziaływaniem elektrowni wiatrowych.

Po trzecie, nowelizacja ma charakter niekonstytucyjny w zakresie w jakim w sposób wsteczny reguluje opodatkowanie elektrowni wiatrowych podatkiem od nieruchomości. Podatek od elektrowni wiatrowej będzie bowiem naliczany za 2018 r. wstecz, od 1 stycznia 2018 r. według starych przepisów, które pomijają wartość samej turbiny. Oznacza to wejście w życie przepisów podatkowych z mocą wsteczną i ze szkodą dla gmin, w których stoją te urządzenia. Grozi też falą procesów sądowych ze strony gmin w stosunku do Skarbu Państwa o odszkodowania za utracone przychody. W tej sprawie wystarczyłoby wydłużenie wejścia w życie nowych zasad opodatkowania do 1 stycznia 2019 r., co m.in. sugerowało Biuro Legislacyjne Senatu, ale propozycja ta nie została przyjęta.

Po czwarte, rząd zaplanował wydanie prawie 16 mld zł na same wiatraki, co oznacza, że jeszcze w tym roku na jesieni odbędą się aukcje, w których wystartują projekty wiatrowe z ważnymi pozwoleniami na budowę. Inwestorzy będą mogli otrzymać stałe wsparcie dla swoich projektów aż na 15 lat i to z gwarancją dopłat, na wypadek strat finansowych.

Po piąte, należy spodziewać się dalszych zmian w systemie wsparcia dla OZE, czyli głównie energetyki wiatrowej, która umożliwi budowę na Bałtyki morskich farm wiatrowych oraz zniesienia minimalnej odległości chroniącej zabudowę mieszkalną przed negatywnymi oddziaływaniami elektrowni wiatrowych.

W tej sprawie zawiedli wszyscy, na których strona społeczna do tej pory mogła liczyć. Ci politycy, którzy popierali walkę z nonsensowną wiatrakową deweloperką, zostali odsunięci od władzy, albo spacyfikowani, tak by nic nie mogli zrobić, ani powiedzieć. Przykre jest to, że musimy oglądać ich upokorzenie i współczujemy im. Jeszcze dwa lata temu ten sam Sejm zrobił coś dokładnie odwrotnego. Stanął po stronie ludzi, a nie inwestorów. Co się zmieniło przez ten czas, że bez żadnych argumentów i bez żadnej debaty społecznej ponownie pozwolono na wiatrakowanie Polski?

Te pytania pozostaną pewnie bez odpowiedzi, ale nie znaczy to, że sprawa wiatraków się skończyła i da się w tak łatwy sposób zamieść pod dywan. Widocznie potrzeba więcej czasu i więcej ludzi musi zrozumieć, że mamy do czynienia z czymś jawnie szkodliwym. Bajeczkami o „zielonej” energetyce, zrównoważonym rozwoju i elektromobilności trudno będzie przekonać wyborców do siebie, ale widocznie politycy muszą się sami tego dowiedzieć.  

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] https://www.senat.gov.pl/prace/senat/posiedzenia/tematy,507,1.html

[2] http://www.dziennikustaw.gov.pl/