prasowka 041

Na portalu Biznes Alert ukazała się wypowiedź europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej poświęcona aktualnym pracom w Parlamencie Europejskim nad raportem dotyczącym stanu realizacji OZE do 2020 r. Warte podkreślenia jest to, co mówi poseł Wiśniewska, że instytucje europejskie po cichu dążą do zwiększenia udziału OZE w miksach energetycznych poszczególnych krajów z progu 27% udziału w produkcji do 30% w 2030 r. i to wbrew wcześniejszym politycznym ustaleniom z 2014 r. Przeciwdziałanie takiego rodzaju manipulacjom i zabiegom jest konieczne i dobrze, że takie sprawy wychodzą na światło dzienne. Praktyka urzędnicza w Unii Europejskiej ma niestety stałą tendencję do podważania własnych wcześniejszych ustaleń i uzgodnień, pod hasłem „aktualizacji”, „oceny efektywności i stopnia realizacji” czy „ewaluacji” i służy narzucaniu przyjętych wcześniej w zaciszu gabinetów jedynie słusznych rozwiązań. Z tekstem można zapoznać się tutaj: http://biznesalert.pl/wisniewska-czy-polityka-klimatyczna-wreszcie-zaczyna-byc-racjonalna/

Zwracamy szczególną uwagę na to, co dzieje się w Unii Europejskiej w sprawach polityki energetyczno-klimatycznej, gdyż tak jak pisaliśmy niedawno, w Europie nastąpił zwrot myślenia politycznego o gospodarce w kierunku redefiniowania polityki gospodarczej prowadzonej przez poszczególne państwa poprzez cele klimatyczne. Pojęcie „ochrony klimatu” stało się nie tylko kategorią polityczną, przez pryzmat której ocenia się dzisiaj działania rządów, ale i kategorią gospodarczą stosowaną do oceny działań poszczególnych przedsiębiorców, a nawet konsumentów. Ma to o tyle znaczenie, że takiego rodzaju kategoryzacja, a nawet stygmatyzacja, niesie za sobą moralną ocenę działań poszczególnych rządów, przedsiębiorców czy konsumentów. Innymi słowy dobre jest to, co służy „ochronie klimatu” (cokolwiek to znaczy), a złe i moralnie naganne jest to, co „niszczy klimat”, np. węgiel i energetyka węglowa. Jest to tzw. „zdrowy przykład” na błędne myślenie oparte na fałszywych przesłankach, gdzie „troska o środowisko naturalne”, bliska większości ludzi rozumnych, łączona jest z absurdalną koncepcją wpływu rodzaju ludzkiego na prawa natury i fizyki w postaci teorii o antropogenicznych źródłach zmiany klimatu. Równie dobrze Komisja Europejska może przyjąć własną tabliczkę mnożenia i wymyśleć inne wyniki, niż te które wynikają z prawideł matematyki. No bo kto może zabronić Komisji zrobić coś takiego?

Wpisywanie się w ten schemat myślenia i prowadzenie przez polski rząd polityki gospodarczej przez pryzmat „ochrony klimatu” oznaczać będzie akceptację idei dekarbonizacji gospodarki sprytnie przemycanej wraz z „troską o środowisko naturalne”. Oznacza akceptację gospodarki, która unika pytania skąd wziąć niezbędne do jej funkcjonowania surowce, zastępując ją odpowiedzią-wytrychem w postaci „odnawialnych źródeł energii”. Tymczasem rozwój energetyki konwencjonalnej opartej o stabilne, sterowalne i przewidywalne źródła energii, obrona własnego przemysłu czy też industrializacja kraju wymaga zupełnie innego podejścia, gdyż nie jest to możliwe na gruncie idei „walki z klimatem”. Korzystanie z posiadanych zasobów środowiska i surowców energetycznych nie może być bowiem obciążone piętnem działania na jego szkodę, co usiłuje się cały czas nam wmówić.

Bliska jest nam za to idea zrównoważonego rozwoju zakładająca takie korzystanie z zasobów przyrodniczych przez ludzi, które ich nie degraduje, a która umożliwia samoodtwarzanie i korzystanie w dalszej przyszłości kolejnym pokoleniom. W tej koncepcji prawo do korzystania z zasobów naturalnych równoważone jest obowiązkiem dbania o odtworzenie zasobów i minimalizowania szkód związanych z korzystaniem z zasobów. Praktyczna różnica pomiędzy zarysowanymi tutaj koncepcjami jest taka, że w imię „walki z klimatem” wycina się lasy i stawia wiatraki, zaś w imię „zrównoważonego rozwoju” wycinając lasy, sadzi się nowe. Wybór jest oczywisty.

Marcin Przychodzki

Redakcja portalu stopwiatrakom.eu