portal sladem wiatrakowDziennik „Rzeczpospolita” z dnia 22 stycznia 2018 r. zamieścił informację, że z uwagi na trudną sytuację farm wiatrowych w Polsce, większość z nich ma problemy z regulowaniem należności i najprawdopodobniej rynek czeka fala przejęć oraz konsolidacji. Niedawno pierwszą taką transakcję przeprowadziła giełdowa Polenergia, która przejęła małą farmę o mocy 6 MW praktycznie za bezcen.

Sytuacja finansowa farm wiatrowych musi być nieciekawa, skoro sam Janusz Gajowiecki z PSEW mówi, że ponad połowa farm wiatrowych (ok. 70% spośród tych dużych, tj. powyżej 10 MW) ma kłopoty i może stać się obiektem przejęć lub restrukturyzacji. Podobno chętnych do nabycia „aktywów wiatrowych” nie brakuje, choć z oczywistych względów nikt nie chce rozmawiać otwarcie o tym, zasłaniając się tajemnicami handlowymi.

Jako przyczynę trudnej sytuacji finansowej farm wiatrowych red. Wieczerzak – Krusińska podaje spadek cen zielonych certyfikatów, które stanowią pomoc państwa dla producentów OZE oraz nowe podatki dla wiatraków, które obowiązują od 1 stycznia 2017 r.

Rys. 015. Farma z powyłamywanymi wiatrakami

Skądinąd wiemy, że nie wszystkie gminy były takie chętne do podwyższania podatków dla farm wiatrowych znajdujących się na ich obszarze. Część gmin poszła na rękę operatorom i została przy starych stawkach podatków. Ciekawi jesteśmy, jak w skali całego kraju wygląda ten proceder, bo niestety, ale wymaga to sprawdzenia we wszystkich gminach z osobna. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Energii zbierze takie informacje i je ujawni. To byłby ważny argument nt przestrzegania prawa wśród inwestorów. 

Tak czy inaczej, rynek farm wiatrowych czeka konsolidacja, gdyż tylko najsilniejsi gracze będą w stanie zapewnić finansowanie przez najbliższe miesiące, do czasu długo wyczekiwanej przez tzw. „rynek” nowelizacji ustawy o OZE. Niestety, banki zaangażowane w proces finansowania deweloperów będą robić wszystko, by w wyniku restrukturyzacji, przejęcia czy w innej formule zmiany właścicielskiej zapewnić sobie zwrot pochopnie udzielonych kredytów. Oznacza to też, że do długo przez nas oczekiwanych rozbiórek wiatraków może nie dojść, bo wiatraki muszą się kręcić, by przynosić jakiekolwiek przychody. Właściciele farm wiatrowych muszą się liczyć z koniecznością wyłożenia dodatkowych funduszy na zabezpieczenie kredytów.

Piszemy o tym dlatego, że ten płacz i zgrzytanie zębów w wykonaniu inwestorów trafił na przyjazny grunt w Ministerstwie Energii, choć nie wiadomo, z jakiego powodu. Jak pisaliśmy w tekście z dnia 16 stycznia br., wiceminister Piotrowski wyraźnie zapowiedział zmiany przepisów ratujące inwestorów. W ten sposób, zamiast pozwolić „niewidzialnej ręce rynku” zakończyć byt farm wiatrowych w drodze upadłości i likwidacji, będziemy dalej dokładać do tego biznesu. To od samego początku był i jest biznes na glinianych nogach, oparty o polityczne gwarancje ze strony rządzących. Rynek bardzo surowo ocenia te projekty, gdy tylko da mu się taką szansę. Zwolennicy OZE wciąż się łudzą, że można przechytrzyć tabliczkę mnożenia.

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki, zburzmy Pałac Kultury i Nauki.

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

Aneta Wieczerzak – Krusińska, „Farmy czeka fala przejęć”, Dziennik „Rzeczpospolita” nr 17 z dnia 22 stycznia 2018 r., s. A25

stopwiatrakom stopka 1