portal prasowkaEnergetyka to system nerwowy całej  gospodarki. Bez taniej i łatwo dostępnej energii elektrycznej żadna gospodarka nie jest w stanie skutecznie konkurować na rynku międzynarodowym. Nie jest też w stanie generować odpowiedniego tempa rozwoju, zapewniającego miejsca pracy i podatki dla państwa. W konsekwencji droga energia elektryczna blokuje rozwój przedsiębiorczości i hamuje gospodarkę, obciążając konsumentów wysokimi cenami energii. Wydawałoby się, że są to sprawy nader oczywiste i nie wymagające jakieś specjalnej wiedzy. A jednak okazało się, że nasz premier błysnął talentem krasomówczym i choć przyznał, że polityka klimatyczno-energetyczna powoduje wzrost cen energii elektrycznej, to jednak uznał go za mało istotny.

Jak podała Polska Agencja Prasowa premier Mateusz Morawiecki mówił o rosnących cenach energii elektrycznej spowodowanej przez politykę klimatyczną Unii Europejskie. Była to reakcja premiera na publikację „Rzeczpospolitej” o rosnących cenach energii elektrycznej w kontraktach długoterminowych z 27 sierpnia br. [1] Reakcja premiera była szybka, ale czy trafna?

Energia elektryczna z węgla jest poddana presji na podwyżki, to wynik polityki klimatycznej UE - ocenił premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że wpływ cen energii na gospodarkę nie jest na tyle krytyczny, by zagroził jej konkurencyjności.

Presja i obciążenia finansowe oraz rosnące ceny emisji CO2 nakładane na polską energetykę przez - można powiedzieć ogólnie - UE powodują, że ta energia oparta głównie na węglu rzeczywiście jest poddana presji rosnącej" - stwierdził szef rządu. [2]

power poles 503935 1280

fot. Pixabay

Gratulujemy premierowi spostrzegawczości!

Rzeczywiście trudno nie zauważyć ścisłego związku pomiędzy polityką klimatyczno-energetyczną Unii Europejskiej a stale drożejącą energią elektryczną. Martwi nas jednak to, że premier Morawiecki nie widzi oczywistej zależności pomiędzy kosztami energii elektrycznej a konkurencyjnością polskiego przemysłu, zwłaszcza tego energochłonnego. Pisaliśmy wielokrotnie o przykładzie Arcelor Mittal Poland SA, potentata w branży hutniczej, który głośno i publicznie wypowiadał się na temat rosnących kosztów ceny energii elektrycznej, które grożą upadkiem hutnictwa w Polsce. Tytułem przykładu, nasz tekst z 16 maja br., a więc na 3 miesiące przed publikacją „Rzeczpospolitej”, w którym sygnalizowaliśmy, że:

„(…) aby komuś coś dać, np. dotacje na budowę farmy wiatrowej, trzeba komuś zabrać, w postaci wyższej ceny energii elektrycznej. To właśnie cena energii jest dzisiaj problemem dla przemysłu energochłonnego i nie tylko, gdyż obniża ona konkurencyjność zakładów pracy zlokalizowanych w Polsce. W takich Niemczech, cena energii elektrycznej dla przemysłu jest dotowana przez państwo a koszty Energiewende ponoszą konsumenci energii. W Polsce niestety, ale jest odwrotnie. Rządy, bez względu na opcję i kolor, boją się jak ognia podnosić cen energii dla konsumentów, a zdziera się haracz z przedsiębiorców. Ci nie mają wyjścia i muszą albo podnosić ceny, albo zwijać swój biznes i likwidować miejsca pracy.” [3]

Bagatelizowanie wpływu wzrostu cen energii elektrycznej na polską gospodarkę nie wróży konsumentom i gospodarce niczego dobrego. Wiadomo, że przed nami wybory samorządowe, a na wiosnę kolejne, więc premier nie chce wystraszyć potencjalnych wyborców PiS wizją drożejących produktów i usług, „zjadających” propagandowy „sukces gospodarczy” polityki rządu. Pomijamy w tym miejscu fakt, że w negocjacjach z euromandarynami w sprawie polityki energetyczno – klimatycznej rząd nic nie wskórał, wręcz przeciwnie - oddał polską energetykę bez walki, walkowerem, gdyż wiatrakowcy już się szykują do kolejnych budów.

OZE = droga energia

Premier lubi opowiadać ile to rząd zrobił aby poprawić innowacyjność gospodarki. Teraz jednak przezornie zapomniał, że innowacyjna gospodarka potrzebuje przede wszystkim taniej i łatwo dostępnej energii elektrycznej oraz niskich i prostych w poborze podatków. OZE to finansowa studnia bez dna. OZE potrzebują ciągłego wsparcia ze strony państwa, a oprócz tego wielu innych inwestycji wspomagających pracę elektrowni wiatrowych, w tym modernizacji sieci przesyłowych oraz całego systemu rezerwy mocy, na wypadek, gdyby wiatraki stały w miejscu. Innym kłopotem jest nadmiar energii, gdy zaczyna w końcu wiać i trzeba wtedy na szybko wyłączać elektrownie konwencjonalne, by wpuścić do sieci energię z wiatraków. Do tego trzeba dołożyć jeszcze skomplikowany system prawny wspierający i „osłaniający” pseudozielony biznes. I tak dalej…

Z dużym smutkiem przyznajemy, że na naszych oczach realizuje się skrajnie negatywny scenariusz dla Polski, przed którym ostrzegamy od lat. W artykule pt. „Integracja rynków energetycznych w Europie, to proces polityczny oderwany od realiów rynkowych z góry skazany na porażkę, tak jak euro” [4] pisaliśmy o w kontekście wypowiedzi doradcy niemieckiego rządu federalnego prof. Mosera, że integracja rynków energetycznych to ogromny projekt polityczny nie mający nic wspólnego z ekonomią i gospodarką rynkową, zaś największe koszty transformacji energetycznej poniosą państwa Europy Środkowej, których energetyka oparta jest o inny model rynku niż w Niemczech. Zwracaliśmy wtedy uwagę, że za każdym projektem politycznym stoją konkretne interesy gospodarcze i w przypadku „integracji energetycznej” jest to niemiecki przemysł OZE, który zdominował scenę polityczną w samych Niemczech, a teraz próbuje tego samego w całej Unii Europejskiej

„Aby było możliwa realizacja takich pomysłów jak „unia energetyczna”, bez sprzeciwu najbardziej poszkodowanych stron, trzeba taki plan ładnie opakować, najlepiej pod hasłem „ekologii”. Stąd mamy realizację transformacji energetycznej pod hasłem dekarbonizacji, walki z emisją CO2 i smogiem. Stąd też wdrażanie mechanizmów przymusowej integracji rynku w postaci unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS), przy pomocy którego odbywa się ręczne sterowanie ceną uprawnień za emisję CO2. W ten sposób wymusza się likwidację energetyki konwencjonalnej i przechodzenie na „zielone” technologie. Wszystkie te projekty z ekonomią i rynkiem niewiele mają wspólnego, o czym się w Polsce przekonamy boleśnie po wzroście cen energii, ale złapani w pułapkę OZE, będziemy jako społeczeństwo płakać i płacić.” [4]

Węglowe regiony Europy są najbardziej narażone na utratę miejsc pracy na skutek polityki dekarbonizacji gospodarki 

Na dowód tego, że nie myliliśmy się w naszej ocenie przytaczamy fragment najnowszego komentarza Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) do raportu Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej dotyczącego regionów węglowych w Unii Europejskiej.

„Zatrudnienie w sektorze węglowym w Polsce wynosi ok. 112 tys. osób, co stanowi ok. 50% wszystkich pracowników tej branży w UE (...). W przypadku Polski do 2025 r. ma zostać wygaszone ok. 35%, a do 2030 r. dalsze 30% zainstalowanych mocy w elektrowniach węglowych. Szacuje się, że łącznie likwidacja kopalń węgla oraz odstawianie elektrowni węglowych w UE doprowadzi do utraty ok. 27 tys. miejsc pracy do 2020 r. Natomiast skumulowana liczba utraconych miejsc pracy w sektorze górnictwa wyniesie do 77 tys. w 2025 r. i 160 tys. w 2030 r. w całej Unii Europejskiej. W samym województwie śląskim liczba miejsc pracy w sektorze węglowym zmniejszy się do 2030 r. o 50%, czyli o ok. 40 tys.

Raport wskazuje również, że regiony, w których działa sektor węglowy, cechują się przeważnie PKB per capita mniejszym od średniej krajowej. Wyjątkiem od tej reguły są województwo śląskie oraz region Yuogozapaden w Bułgarii, w przypadku których PKB per capita jest wyższe od średniej krajowej. Dodatkowo zgodnie z raportem, regiony, w których zagrożenie utratą miejsc pracy jest największe, znajdują się w stosunkowo niezamożnych państwach członkowskich, tj. Polsce, Bułgarii, Czechach i Rumunii.  (…)” [5]

W pełni zgadzamy się z konkluzją komentarza PKEE do w/w raportu Komisji Europejskiej, gdyż opisuje on rzeczywistość regionów dotkniętych polityką dekarbonizacji.

„(…) raport Komisji Europejskiej minimalizuje ocenę negatywnych skutków restrukturyzacji sektora węglowego, które dotkną głównie lokalne społeczności. Raport nie wskazuje dobrze uzasadnionych propozycji działań zaradczych i pomija przy tym takie skutki jak: depopulację regionów węglowych na skutek migracji, utratę kapitału ludzkiego czy wzrost ubóstwa. Z raportu bezsprzecznie wynika, że to właśnie społeczności lokalne zapłacą najwięcej za realizację zobowiązań, z których korzyści będą odczuwalne w skali globalnej. Dlatego też należy dążyć do sprawiedliwego podziału kosztów dekarbonizacji poprzez wsparcie tych społeczności, adekwatnymi do skali zidentyfikowanych wyzwań, zewnętrznymi źródłami finasowania.” [5] 

[Podsumowanie] Pamiętajmy o tym, że cały unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) niszczy konkurencyjność gospodarki krajów Europy Środkowej, gdyż dokładnie w tym celu został on zaprojektowany. Opisaliśmy to w artykule pt.: „Rząd Morawieckiego poddał się w walce o polską energetykę” [6] Ręczne sterowanie systemem handlu uprawnieniami do emisji CO2, jakie uprawia Komisja Europejska, skutkuje podwyżkami cen energii wytwarzanej z węgla i dodajmy, że tylko z węgla, wyłącznie po to, by w sposób całkowicie arbitralny wspierać źródła OZE. Efektem tego pseudo-rynkowego systemu wsparcia OZE jest stały wzrost cen energii elektrycznej w Europie, wypychanie energetyki konwencjonalnej z rynku i ucieczka ciężkiego przemysłu poza Unię Europejską.

Polska jest znakomitym przykładem kraju, który jest systematycznie osłabiany przez unijne regulacje prawne przyjmowane w imię „walki z klimatem” i dekarbonizacji, a tak naprawdę w interesie niemieckiej gospodarki. Wzrost cen energii jest nieuchronny i z każdym postawionym wiatrakiem w Polsce problem ten będzie narastał co raz bardziej. Nie da się już dłużej ukrywać przed społeczeństwem, że energia drożeje i będzie drożeć. Ile trzeba jeszcze przykładów podać, by to zrozumieć i zakończyć ekspansję wiatraków oraz szkodliwą dla polskiej gospodarki politykę klimatyczno-energetyczną Unii? Do tej pory koniunktura i gospodarka sprzyjały rządowi, ale gdy na jesieni zacznie się przełamanie cyklu koniunturalnego, a gospodarka zacznie się kurczyć, to okres dobrego fartu się skończy bezpowrotnie.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy

[1] Publikacja red. Barbary Oksińskiej pt. „Drożejący prąd uderza w polski przemysł”, Rzeczpospolita z dn. 27.08.2018 r.

[2] https://www.polskieradio.pl/42/259/Artykul/2183295,Premier-polityka-klimatyczna-UE-dyskryminuje-Polske

[3] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2515-rosn%C4%85ce-ceny-energii-elektrycznej-gro%C5%BC%C4%85-utrat%C4%85-miejsc-pracy-w-przemy%C5%9Ble-energoch%C5%82onnym.html

[4] http://www.stopwiatrakom.eu/w-skrocie/2547-integracja-rynk%C3%B3w-energetycznych-w-europie,-to-proces-polityczny-oderwany-od-reali%C3%B3w-rynkowych-z-g%C3%B3ry-skazany-na-pora%C5%BCk%C4%99,-tak-jak-euro.html

[5] https://www.pkee.pl/komentarz-polskiego-komitetu-energii-elektrycznej-do-raportu-wspolnego-centrum-badawczego-komisji-europejskiej-eu-coal-regions-opportunities

[6] http://www.stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2532-rz%C4%85d-morawieckiego-podda%C5%82-si%C4%99-w-walce-o-polsk%C4%85-energetyk%C4%99.html