portal prasowkaPrzygotowania do jesiennych aukcji na wiatraki idą pełną parą. Do „zgarnięcia” jest 16 mld złotych. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i branża wiatrowa chce coraz więcej. Grzegorz Skarżyński, wiceprezes ds. rozwoju rynków Pexaparku domaga się tym razem „poluzowania” warunku odległościowego. Według niego, na rynku są projekty farm wiatrowych z pozwoleniami na budowę o mocy powyżej 2000 MW, których uruchomienie nie wymaga spełnienia tzw. warunku minimalnej odległości. Projekty te branża może zrealizować do połowy 2021 r. Jeśli jednak warunek minimalnej odległości dla wiatraków (10H) pozostanie niezmieniony, to po tej dacie nie będzie już nowych inwestycji w lądową energetykę wiatrową. A taka perspektywa oznacza koniec nowych projektów i jest nieznośna dla branży wiatrowej. "Dobra" zmiana z pewnością coś wymyśli, by budować nowe wiatraki. Najpewniej będą to projekty morskich farm wiatrowych na Bałtyku.

Jak podała PAP, wiceprezes ds. rozwoju rynków Pexaparku Grzegorz Skarżyński martwi się o dalszy rozwój inwestycji w lądowe farmy wiatrowe:

„O ile tzw. warunek odległościowy nie zostanie poluzowany, to po realizacji, oby w jak największej skali, projektów wiatrowych, które mają teraz pozwolenia na budowę i nie muszą spełniać warunku 10h (odległość wiatraków od budynków mieszkalnych równa minimum dziesięciokrotności całkowitej wysokości wiatraka), czyli w połowie 2021 r., inwestycje w lądową energetykę wiatrową w Polsce ustaną” [1]

behavior 1776375 1280

Rys. Pixabay

Problemami inwestorów nie przejmujemy się w ogóle. Ich biznes, ich ryzyko. Martwimy się za to o rząd Zjednoczonej Prawicy, który jak się okazało pokochał OZE, wiatraki i walczy ze smogiem, jak na zielono-socjalistyczny rząd przystało. Za tę gorliwość rządu we wdrażaniu ideologii zrównoważonego rozwoju przyjdzie nam zapłacić miliardami złotych ukrytych w podatkach, cenie energii, cenie paliw i niższych pensjach. Już w naszym artykule z maja br. pt.: „Gdy rząd odblokuje budowę wiatraków, to wcześniej czy później będziemy mieli najdroższą energię elektryczną w Europie” pisaliśmy, że: „Rzecz w tym, że o wsparciu konkretnej technologii rozstrzygają lobbyści, którzy dzięki doskonałym kontaktom na szczeblu władzy mogą wpływać na sposób podejmowania decyzji i ich kierunek. W takim systemie prawnym, koszty funkcjonowania OZE są po prostu ukrywane, tak by nikt nie był w stanie ich przeniknąć. Umożliwia to m.in. ciągłe opowiadanie przez branżę wiatrowa, jacy to oni tani, bo przecież wiatr jest za darmo. Skoro jest to tak tanie, to po co cały system wsparcia i miliardowe wydatki?” [2]

Z przerażeniem obserwujemy coraz to ambitniejsze plany euromandarynów, co do udziału OZE w miksie energetycznym UE oraz ich plany całkowitej dekarbonizacji gospodarki, które pozbawione są z jakiejkolwiek racjonalności. Z jeszcze większym przerażeniem obserwujemy jak polski rząd nie ma chęci przeciwstawić się tym planom, nie ma swojego pomysłu, ani swojej wizji. Biernie za to wykonuje zalecenia Brukseli i powiela niemieckie błędy udając, że jest na politycznej fali. Tylko, że zaraz skończą się pieniądze i fundusze z Unii, a my nieracjonalnym wydaniem tych funduszy znowu dorżniemy resztki swojego przemysłu.

Mamy do czynienia z jakąś taką polityczną nadgorliwością nakierowaną na osiągnięcie efektu „Wow!”. Są to polityczne fajerwerki, a nie polityka realna, oddziałująca na rzeczywistość. Rząd i cały PiS przeszedł w tryb wyborczy, a skoro tak, to należałoby po prostu zasłonić uszy nie słuchać całej tej propagandy sukcesu. Jest tylko jedno ale, koszty bezmyślnej polityki klimatyczno-energetycznej, które wciąż rosną i rosną.

Ze zdumieniem stwierdzamy, że dzisiaj w ogóle nie jest możliwa racjonalna debata o OZE i energetyce konwencjonalnej. Do rządzących nie docierają już żadne argumenty przeciwko dalszemu rozwojowi OZE, co tylko świadczy o tym, że nie są oni przygotowani do swojej funkcji, albo wykonują polityczne polecenia nie wiadomo skąd, pewnie z zagranicy. Skoro do rządzących nie docierają argumenty osób, które wskazują na zagrożenia społeczne, ekonomiczne i środowiskowe związane z nadmiernym rozwojem energetyki wiatrowej, skoro węgiel i energetyka konwencjonalna z założenia wskazywana jest na głównego winowajcę i robi wyłącznie za „chłopca do bicia”, to już dzisiaj martwimy się o naszą przyszłość.

Zielony eksperyment w energetyce niedługo sam padnie, gdyż nie jest w stanie się utrzymać bez przymusu zakupu oraz publicznych pieniędzy. Pytanie tylko kiedy to nastąpi i jak kosztowny będzie ten eksperyment dla nas. Jako kraj na dorobku musimy mieć tanią energię, zwłaszcza, że mamy własne surowce energetyczne i technologię produkcji energii z nich. Rozwijanie energetyki wiatrowej niszczy konkurencyjność polskiej gospodarki. Dokładnie tak samo, jak sprowadzanie imigrantów uniemożliwia dalszy wzrost płac dla pracowników w Polsce. Zabezpiecza się w ten sposób interesy wąskiej, choć wpływowej grupy dużych i globalnych koncernów, kosztem całej reszty. W ten sposób, rząd, którego do władzy wyniósł sprzeciw wobec globalistycznej polityki prowadzonej przez zidiociałe elity rządzące teraz Unią Europejską, realizuje, w imię jakiegoś pseudo-pragmatyzmu, rewolucyjny program transformacji Polski w kraj zrównoważonego rozwoju. Wyraźnie usłyszeliśmy na konwencji PiS, że ma być w Polsce jak na „Zachodzie”. Tylko Polski szkoda.

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://www.wnp.pl/odnawialne_zrodla_energii/niedlugo-inwestycje-w-ladowa-energetyke-wiatrowa-moga-ustac-na-dobre,330206_1_0_0.html

[2] http://www.stopwiatrakom.eu/w-skrocie/2524-gdy-rz%C4%85d-odblokuje-budow%C4%99-wiatrak%C3%B3w,-to-wcze%C5%9Bniej-czy-p%C3%B3%C5%BAniej-b%C4%99dziemy-mieli-najdro%C5%BCsz%C4%85-energi%C4%99-elektryczn%C4%85-w-europie.html