Przemysłowa energetyka wiatrowa cierpi na „nieuleczalny problem skali” (termin Roberta Bryce’a). Znaczy to, że dla swej produkcji farmy wiatrowe muszą zajmować ogromne przestrzenie. Aby tylko zahamować przyrost globalnych emisji CO2 dzięki produkcji energii z wiatru, należałoby przeznaczać każdego roku pod farmy wiatrowe obszar równy terytorium Niemiec (Robert Bryce przed podkomisją Senatu USA, luty 2014). Co gorsza, niestabilność wiatru wymaga utrzymywania produkcji konwencjonalnej energii dla stabilizacji systemu energetycznego, w efekcie czego budowie tysięcy wiatraków w Niemczech towarzyszy w istocie niewielki przyrost emisji CO2.

Ofiarami głodu przestrzeni farm wiatrowych są ludzie zmuszeni do życia w bezpośrednim sąsiedztwie obiektów energetycznych, których wysokość stale rośnie i w tej chwili przekracza 200 metrów. Szokująco bliskie odległości od domów uzasadnia się właśnie tym, że energetyka wiatrowa potrzebuje dla siebie mnóstwo miejsca. W istocie w wielu przypadkach chodzi raczej o to, by koszty budowy wiatraków były jak najmniejsze – przesunięcie turbin dalej od domów ludzi podnosi koszty podłączenia do sieci. Koszty trzeba ograniczać (tzn. faktycznie przerzucać je na sąsiadów turbin), bo przetrwanie subsydiowanej branży wiatrakowej zależy od tego, czy uda jej się wykazać, że produkcja z wiatru nie jest dużo droższa od alternatywnych źródeł energii.

Innym przejawem walki farm wiatrowych o przestrzeń jest nacisk na przyrodę, w tym na jej najbardziej cenne i formalnie chronione formy. Pod presją znajdują się jednocześnie sektory gospodarki bazujące na walorach przyrodniczych i krajobrazowych, takie jak usługi turystyczne. Są to oczywiście sektory uznawane za sprzyjające „zrównoważonemu rozwojowi” obszarów wiejskich, który to cel popiera teoretycznie Unia Europejska.

Forsowanie budowy farm wiatrowych w Niemczech osiągnęło już punkt, w którym opór społeczny przybrał skalę masowego ruchu społecznego. Pisze o tym Daniel Wetzel w artykule Deutsche kämpfen gegen den Windrad-Wahn (Niemcy walczą przeciwko wiatrakowemu szaleństwu), który ukazał się w Die Welt 27.03.2014 ( http://www.welt.de/wirtschaft/energie/article126239154/Deutsche-kaempfen-gegen-den-Windrad-Wahn.html )

Zawiązała się ogólnoniemiecka koalicja o nazwie Vernunftkraft (Siła Rozsądku), składająca się z 343 „inicjatyw obywatelskich” z terenu całych Niemiec, która walczy z naporem farm wiatrowych na regiony turystyczne i obszary objęte (formalnie) ochroną przyrody i krajobrazu.

W Niemczech coraz częstrze przypadki lokowania farm wiatrowych w miejscach o szczególnym znaczeniu dla zachowania bioróżnorodności (np. Werra-Meißner-Kreis w północnej Hesji, park przyrody Las Kaufunger). Na obszarach objętych ochroną wód i gruntów, gdzie normalnie nie zezwala się na wznoszenie jakichkolwiek budowli, wylane mają być tysiące ton cementu pod fundamenty turbin (Nadrenia Północna-Westfalia). Największy ciągły obszar leśny w Niemczech, Las Palatyński, zostanie prawdopodobnie już wkrótce pocięty drogami dla ciężkich pojazdów transportujących 150 metrowe wieże dla farm wiatrowych, które pojawią się na szczytach wzgórz.

Według Nicolaia Zieglera, przewodniczącego Koalicji Siła Rozsądku, w Niemczech istnieje już około 500 organizacji obywatelskich sprzeciwiających się inwestycjom wiatrakowym. Nowe organizacje, zwłaszcza w Hesji i w Bawarii, powstają każdego dnia. Pod koniec marca w ciągu jednego weekendu do koalicji przystąpiło 40 „inicjatyw obywatelskich” z Nadrenii Północnej-Westfalii.

Koalicja domaga się postawienia w centrum uwagi dobra ludzi, ochrony przyrody i siedlisk przyrodniczych oraz ochrony fundamentów gospodarczych. W związku z tym żąda zniesienia ustawy o OZE i położenia kresu subsydiowanej ekspansji energetyki wiatrowej i słonecznej.

Wśród przywódców Koalicji są inżynierowie, agronomowie i biologowie. Jest też weteran ruchu ochrony przyrody baron Enoch zu Guttenberg. Guttenberg był jednym z założycieli potężnej organizacji ekologicznej Bundes Umwelt- und Naturschutz Deutschland (BUND), a w tej chwili walczy przeciwko rozwojowi energetyki wiatrowej wbrew wszelkiemu rozsądkowi.

Organizacje tworzące Koalicję, które w przeszłości przegrały wiele batalii lokalnych, liczą, że wspólnie będą w stanie wywrzeć wpływ na kierunek krajowej polityki energetycznej.

Jednym z celów Koalicji jest zniesienie uprzywilejowania farm wiatrowych w niemieckiej kodeksie budowlanym. W miejscach, gdzie nie wolno postawić nawet budki z fast foodem zezwala się lokować 200 metrowe turbiny wiatrowe. W kwietniu Koalicja planuje złożenie petycji w tej sprawie do Bundestagu. W uzasadnieniu petycji wskazuje się m.in., że wyjątkowe potraktowanie turbin w przepisach federalnej ustawy budowlanej „uprzywilejowuje wielkich właścicieli ziemskich i terenów leśnych kosztem zainteresowanych obywateli”. Ustawa stawia wyżej prawo jednostki (właściciela) niż zbiorowego prawa całych wspólnot i wielu obywateli.