portal wiadomosci zagraniczneStaramy się uważnie śledzić bieżące wydarzenia w kraju i za granicą, tak by nasi czytelnicy mieli pełen obraz sytuacji związanych z realizacją chorej ideologii zrównoważonego rozwoju, której celem jest m.in. pozbawienie większości społeczeństw prawa do posiadania i korzystania z dobrodziejstw energetyki węglowej oraz narzucanie obowiązku korzystania z nieefektywnej i drogiej energetyki wiatrowej. Obywa się to wszystko pod hasłami walki z „globalnym ociepleniem” czy „zmianami klimatu”, jednak w swoim efekcie zmierza do zakazu korzystania z węgla i paliw kopalnych przez kraje słabe i uzależnione od imperialnych ośrodków władzy.

Mając to na uwadze, z dużym zażenowaniem przeczytaliśmy wywiad, jakiego udzielił były premier Jerzy Buzek, portalowi Interia.pl. [1] Niezależnie od promocji własnej osoby w związku z eurowyborami, Jerzy Buzek mówi o sprawach ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz roli wiatraków w naszej energetyce. To nie jest zwykły wywiad, ile bardziej przekazanie dyspozycji ze strony mocodawców Buzka, tubylczym elitom i oznajmienie im, na czym zależy „centrali” i jak widzi ona przyszłość energetyki w Polsce.

Porzućcie atom

Nie jest żadną tajemnicą, że nasz zachodni sąsiad z dużym zaniepokojeniem patrzy na możliwość budowy przez Polskę elektrowni atomowej. Stabilność i efektywność takiej elektrowni jest tak duża, że nawet mimo wysokich kosztów inwestycyjnych, opłaca się je budować i eksploatować. Niemcy, po katastrofie japońskiej elektrowni w Fukushimie w 2011, na fali medialnej histerii, zdecydowali się zakończyć swój program jądrowy i niechętnie patrzą na jakiekolwiek próby rozwoju tej technologii w Polsce, którą traktują jak własny protektorat. Właśnie przed takim scenariuszem przestrzega Buzek.

Interia: „A co z atomem? Powinniśmy na niego w Polsce postawić?

- Gdyby zadała mi Pani to pytanie jeszcze parę lat temu, byłbym zdecydowanie na "tak". Zawsze byłem wielkim zwolennikiem energetyki nuklearnej - zdecydowała ona nawet przed laty o wyborze przeze mnie kierunku studiów. Dziś - przy ciągle taniejącej cenie odnawialnych źródeł energii i braku choćby wyboru lokalizacji takiej elektrowni atomowej, postawiłbym raczej na farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim. Zwłaszcza że budowa takiej elektrowni trwa co najmniej dekadę, a dziś nie mamy tyle czasu - stare bloki węglowe po kolei się rozsypują, ceny uprawnień do emisji CO2 rosną. Transformacja polskiej energetyki jest potrzebna tu i teraz.” [1]

Zamiast elektrowni atomowej, Buzek proponuje budowę wiatraków na Morzu Bałtyckim, co zapewni niemieckim producentom turbin wiatrowych odpowiedni zarobek i miejsca pracy. Były premier zapomina jednak o tym, że aby można było podpiąć farmy wiatrowe na Bałtyku do polskiej sieci elektroenergetycznej, niezbędna jest budowa elektrowni konwencjonalnej lub atomowej na północy Polski. W przeciwnym razie nie będzie jak stabilizować dostaw energii do sieci z uwagi na chaotyczną pracę elektrowni wiatrowych. Są to ukryte koszty budowy farm wiatrowych na morzu, o których w mediach jest cicho nie mówiąc o kosztach budowy przyłącza i okablowania takich farm na morzu. Jako żenujące oceniamy zachowanie się byłego polskiego premiera, który równie dobrze mógłby wystąpić w reklamie, któregoś z niemieckich producentów samochodów, zachwalając niską emisję spalin. Na to samo by wyszło.

Czarna przyszłość węgla w Polsce

Jeszcze gorzej wypada Buzek w odpowiedzi na pytanie o rolę węgla po zrealizowaniu unijnych celów klimatycznych. Jakkolwiek nie pada żadna data, kiedy ma to nastąpić, ale z innych źródeł wiadomo, że w grę wchodzi 2035 r., jako data zamknięcia ostatniej elektrowni węglowej w Polsce. Mówił o tym Bierdroń, mówili i Zieloni, choć postulaty aktywistów klimatycznych są jeszcze bardziej „ambitne”.

Interia: „Czy po tej transformacji będzie jeszcze miejsce dla węgla?

- Na pewno nie dla węgla wykorzystywanego w sposób, który szkodzi środowisku, klimatowi, jakości powietrza w naszych miastach czy na obszarach wiejskich. Z węgla energetycznego trzeba jednak wycofywać się w sposób odpowiedzialny, mając na uwadze rozwój naszej gospodarki, ale i młodych ludzi, którzy apelują – „nie zabierajcie nam przyszłości". To ogromne wyzwanie. Warto wykorzystać przy tym potencjał unikatowego w skali Europy Centrum Czystych Technologii Węglowych, które udało nam się zorganizować dzięki pieniądzom unijnym w Katowicach, Zabrzu i Mikołowie. Odrębna kwestia to węgiel koksujący - technologicznie nie do zastąpienia w produkcji stali. Jastrzębska Spółka Węglowa będzie wkrótce jego jedynym w Unii Europejskiej producentem. Zabiegałem o utrzymanie tego węgla na liście surowców o strategicznym znaczeniu dla Unii i to się na szczęście udało. Z węgla koksującego długo się jeszcze nie wycofamy - to nasz czarny skarb.” [1]

Na osłodę, były premier obiecuje pieniądze dla regionów poszkodowanych unijną polityką klimatyczną. Ma to być 20 mld zł na pomoc dla mieszkańców regionów górniczych z Funduszu Sprawiedliwiej Transformacji Energetycznej. „Ambitna unijna polityka klimatyczna, wynikająca także z Porozumienia Paryskiego, to dla nich szczególny koszt i wyzwanie. W Polsce chodzi przede wszystkim o województwo śląskie, ale też tereny na Dolnym Śląsku czy w Wielkopolsce.” [1]

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Byłemu polskiemu premierowi przypadła do zagrania rola posłańca złych wiadomości dla naszej gospodarki. W zasadzie całą jego wypowiedź da się streścić w trzech zdaniach: „Wicie, rozumie, Unia odchodzi od węgla, bo ratuje klimat, więc i wy musicie się teraz postarać. Ale uważajcie, by nie stawiać elektrowni atomowej, bo jest niedobra, za to wiatraki są bardzo fajne. Jak będziecie grzeczni, to dostaniecie ochłapy na uspokojenie nastrojów społecznych na terenach górniczych. Teraz wszyscy walczymy o klimat, więc ofiary muszą być.”

Jakby na to nie patrzeć wygląda to żenująco, ale rozumiemy. Unia każe, sługa musi chwalić ambitną politykę klimatyczną, choćby oznaczało to dewastację przemysłu i gospodarki w Polsce. W tym miejscu nie sposób nie przypomnieć tego, co pisaliśmy jeszcze styczniu br. w sprawie niemieckiego podejścia do dekarbonizacji, a w zasadzie porzucenia węgla „Kohleausstieg”.

„Na niemiecki eksperyment związany z porzuceniem węgla [„Kohleausstieg”] powinniśmy patrzeć bardzo uważnie, gdyż jego skala jest trudno porównywalna z czymkolwiek w Polsce. Energetyka węglowa w Niemczech to aż 45 GW mocy zainstalowanej i ok. 60.000 miejsc pracy. Dlatego też i negocjacje w tej sprawie toczyły się wokół wielkości pieniędzy, które niemiecki rząd federalny zamierza zapłacić węglowym regionom za odejście od węgla. Podana kwota 40 mld euro przez najbliższe 20 lat, tj. ok. 171 mld zł, jest na razie kwotą wyjściową i z pewnością będzie powiększana o nowe inwestycje na terenach objętych pomocą strukturalną oraz środki przeznaczone na pomoc dla pracowników.

Zgodnie z obowiązującą ideologią zrównoważonego rozwoju wszystko, co pochodzi z węgla jest złe i trzeba z tego zrezygnować w imię walki z globalnym ociepleniem. Niemcy, jako jeden „liderów walki z klimatem” nie może odstawać od czołówki krajów realizujących ambitną politykę dekarbonizacji gospodarki. Dlatego też raport końcowy Komisji Węglowej podaje graniczną datę rezygnacji z energetyki węglowej. Jest ona na tyle odległa, że należy ją traktować, jako orientacyjną. Likwidacja energetyki węglowej w Niemczech, przy olbrzymich zasobach węgla brunatnego w tym kraju jest delikatnie rzecz ujmując działaniem irracjonalnym. Jednak dla wyznawców religii klimatycznej cena dekarbonizacji nie gra roli, mimo iż znaczenie paliw kopalnych na świecie w ogóle się nie zmienia. Można śmiało podpisać się pod stwierdzeniem, że paliwa kopalne (węgiel, gaz i ropa naftowa) wciąż dominują w światowej gospodarce (85% zużycia).

Niemiecki przykład powinien być dla polskiego rządu dobrą nauką, gdyż czeka nas prawdziwa batalia z Komisją Europejską o „Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu 2021-2030”. O ile Niemcy mają swoją siłę przebicia i z pewnością będą w stanie obronić swoje górnictwo węglowe pewnie i po 2038 r., to w przypadku Polski Komisja Europejska zrobi wszystko, co w jej mocy, by jak najszybciej pozbawić nas energii z węgla. Wskazuje na to cała dotychczasowa polityka Komisji wobec Polski, oparta o zasadę: „Jak nie może, to nie zaszkodzi.” [2]

Jeszcze raz apelujemy do tych, co mogą jeszcze zdecydować o tym. Ratujcie górnictwo i energetykę węglową w Polsce przed takimi „przyjaciółmi” jak Jerzy Buzek, co to ubiera się w szaty niewiniątka, ale nim nie jest. Jeśli zabraknie wsparcia rządu ze strony mądrych ludzi znających się na energetyce, to rząd uwierzy w końcu Komisji Europejskiej, że ta wojna z klimatem to na poważnie. Jednak wtedy, nasza państwowość stanie pod znakiem zapytania, gdyż kluczem do niej jest dzisiaj własna energetyka. Jeśli się nie obronimy, wtedy nas wszystkich zastąpią niemieccy urzędnicy i przedsiębiorcy, którzy doskonale wiedzą, jak cenny jest węgiel. Ale wtedy będzie już za późno.

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/jerzy-buzek-wiatraki-zamiast-atomu,2615019,4199

[2] http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2687-niemcy-planuj%C4%85-odej%C5%9B%C4%87-od-wykorzystania-w%C4%99gla-w-energetyce-w-2038-r.html