portal dekarbonizacjaGospodarcze skutki epidemii koronawirusa będą znacznie bardziej dotkliwe niż mogłoby się to wydawać wszystkim jeszcze kilka tygodni temu. Jednak pomysły na odbudowę gospodarki mogą być jeszcze gorsze. Już dzisiaj słyszymy głosy dobiegające z Komisji Europejskiej z niezawodnym socjalistą Fransem Timmermansem na czele, że wyjście z kryzysu umożliwi zrestartowanie gospodarki i szybką rezygnację z używania paliw kopalnych w ogóle. [1] W praktyce oznacza to, że unijne regulacje prawne w ramach „Zielonego Ładu” i pomoc uzależnione będą od wymogu realizacji przez przedsiębiorstwa celów klimatycznych. Mówiąc wprost wszystkie pieniądze pójdą na rozbudowę niby-odnawialnych źródeł energii. Wszystko po to, by przestać korzystać z paliw kopalnych w Europie, za wyjątkiem rosyjskiego gazu. Gazowe źródła energii są bowiem z niezrozumiałych powodów uprzywilejowywane, mimo iż też jest to paliwo kopalne. Możemy to nazywać "efektem Gazpromu" lub tradycyjną "przyjaźnią prusko-ruską". Tak czy inaczej, skutek ten sam. 

Kosztowna dekarbonizacja

Obecna unijna strategia całkowitej dekabonizacji energetyki, która ogranicza się zasadniczo do zastępowania stabilnych źródeł energii niestabilnymi, chaotycznymi o pełni uzależnionymi od warunków pogodowych źródeł, jest nie do utrzymania w perpektywie najbliższych 10 lat. Oczywistą rzeczą jest to, że rozbudowa potencjału OZE musi być uzupełniona przez potężny program inwestycji w budowę dodatkowego, uzupełniającego systemu energetycznego, a przynajmniej budowy na tym etapie elektrowni gazowych — takie wnioski wynikają z analizy firmy Timera Energy. [2]

Konsultanci z firmy Timera Energy przedstawili kolejną analizę dotyczącą miksu potencjału wytwórczego energetyki w perspektywie planowanej „dekarbornizacji” sektora energetycznego do 2030 r. — w tym wypadku dotyczy ona przypadku Niemiec. Paradoksalnie dekabornizacja w niemieckim wykonaniu oznacza także likwidację efektywnej energetyki jądrowej, która w ogóle nie powoduje emisji CO2.

Jak wskazują analitycy Timera, na chwilę obecną w skali Europy przewiduje się do 2030 r.:

- przyłączenie nowych mocy energetyki wiatrowej i słonecznej - ponad 350 GW;

- jednoczesną likwidację dużego potencjału wytwórczego w pełni dyspozycyjnej energii - energetyki nuklearnej, węgla kamiennego i brunatnego - co najmniej 40GW do 2023 r. i 80 GW do 2030 r.

Tym razem Timera zajmuje się konkretnie przypadkiem Niemiec. Jeśli Niemcy zrealizują przyjęty program rozbudowy farm wiatrowych, tj. „nominalny potencjał” tych OZE wzrośnie w zakładanym stopniu, to jednak faktycznie wytworzona ilość energii elektrycznej w ciągu dnia o „słabych parametrach wietrznych i słoneczych” będzie niewiele większa niż dzisiaj. Można bowiem racjonalnie założyć, że generalny profil produkcji energetyki wiatrowej i słonecznej pozostanie taki sam co i w 2020 r.

1152. Wykres nr 1

Wykres: Wyniki analizy Timera pokazuje powyższy wykres dziennego bilansu energetyki niemieckiej.

W efekcie zmniejszenia „rezerwy mocy” (flex), czyli źródeł wytwarzania energii o dużej dyspozycyjności z poziomu obecnego do planowanego na rok 2030 oraz przy produkcji energetyki i wiatrowej na poziomie oznaczonym na dole wykresu odpowiednio kolorem ciemnoniebieskim i jasnoniebieskim, w przypadku dni o słabych parametrach wietrznych i słonecznych w Niemczech brakować będzie dziennie 500 GWh energii elektrycznej.

Szukając sposobów zaradzenia takiemu dużemu niedoborowi energii w niemieckim systemie elektroenergetycznym, a będącego wynikiem realizacji przyjętej obecnie „polityki dekarbonizacji” (która obejmuje także paradoksalnie likwidację energetyki jądrowej), analitycy Timera wskazują na ograniczone możliwości różnych popularnych politycznie rozwiązań. Generalnie jednak jasne jest, że „dekabornizacja” w Niemczech wiąże się z koniecznością potężnej rozbudowy co najmniej podwójnego systemu energetycznego. Co więcej, część technologii, w których analitycy Timera pokładają największe nadzieje, znajduje się jeszcze w powijakach.

Efektem rozbudowy OZE w Niemczech będzie trwałe uzależnienie gospodarki od rosyjskiego gazu

Widać więc, że na kolejnym etapie dekarbonizacji niemiecka „transformacja energetyczna” (Energiewende) pozostaje zakładnikiem przewidywań dotyczących „przyszłych technologii”, z czym wiąże się oczywiste ryzyko i trudne do określenia obecnie koszty. Energiewende nigdy nie była bowiem pomysłem na pro-ekologiczną modernizację istniejących technologii energetycznych (energetyki konwencjonalnej i jądrowej), tylko pomysłem na porzucenie energetyki konwencjonalnej w imię urzeczywistnienia idealnej wizji świata pełnego „zielonej” energii i właśnie jeszcze niegotowych do zastosowania technologii.

W tym kontekście jedynym pewnikiem w Niemczech pozostaje rozbudowa potencjału  energetyki gazowej — na chwilę obecną opartą o rosyjski gaz dostarczany przez Gazprom. Choć Niemcy i tak płacą niską cenę za ten gaz, to jednak i tak energetyka gazowa będzie sporo ich kosztować.

Analitycy Timera, którzy sami kibucują programowi „dekarbonizacji” gospodarki z farmami wiatrowymi i solarnymi w roli głównej, która — jak piszą — będzie „trudnym” lecz możliwy do zrealizowania wyznaniem, podsumowują opcje stające przed Niemcami w następujący sposób:

„jedynie część tego niedoboru energii [500 GWh w dni ze słabym wiatrem/słońcem] może być uzupełniona przez magazynowanie energii. Interkonektory [pomiędzy państwami w Europie] odegrają także pewną rolę, choć stosunkowo wysoka korelacja warunków wietrznych w północno-zachodniej Europie oznacza, że podobna sytuacja jak na rynku niemieckim może też panować na rynkach krajów sąsiadujących. Niemniej jednak istnieje wymóg znaczących inwestycji w nowy potencjał elastyczny, np. w formie baterii, szczytowych bloków gazowych i technologii „regulacji zapotrzebowania” (demand response).

Warto wyjaśnić, że te ostatnie technologie umożliwiające regulację zapotrzebowania na energię (demand response) polegają na przekazywaniu odbiorcom energii sygnałów (np. cenowych) wymuszających ograniczenie zużycia elektryczności w czasie kryzysów dotykających sieć energetyczną. Jak wskazuje jednak angielski bloger Paul Homewood, magazynowanie energii czy usługi regulowania zapotrzebowania nie są w stanie w sposób trwały rozwiązać problemu niestabilności produkcji wiatrowych czy słonecznych OZE w skali systemu energetycznego. Natomiast samo wsparcie krótkookresowego bilansowania sieci, np. w skali jednego dnia, pozostawi Niemcy w dalszym ciągu z brakującymi 500 GWh, co odpowiada produkcji mocy wytwórczych na poziomie 21 GW.

Z podsumowania samych analityków Timera wynika praktycznie to samo:

Magazyny energii mają do odegrania kluczową rolę w pochłanianiu nadmiarowej energii, wyrównywaniu szczytowych obciążeń sieci i zapewnieniu bardzo szybkiego bilansowania. Jednak magazyny energii są konsumentem netto (a nie producentem) energi, a obecna technologia (np. baterie o czasie trwania 1-2 godziny) znajduje jedynie bardzo ograniczone zastosowanie w praktyce w odniesieniu do przenoszenia dużych ilości energii.

Znaczne możliwości wiążą się z szerszym korzystaniem z regulacji popytu [na energię elektryczną]. Jednak „elastyczność” regulacji zapotrzebowania ma cechy generalnie przypominające magazynowanie energii, tj. krótki okres trwania i w najlepszym przypadku neutralność pod kątem zużycia energii.

Interkonektory mogą pomóc przerzucać energię z mniej istotnych do bardziej istotnych lokalizacji. Jednak w związku z szybkim wprowadzaniem energii odnawialnej w całej Europie, w sąsiadujących ze sobą krajach występować będzie w coraz większym stopniu korelacja niedoborów lub nadwyżek na rynkach [energii].

Według Timera, obecny konsensus polityczny wokół hasła dekarbonizacji jest oparty na braku rozeznania potrzeb planowanego systemu energetycznego:

Obecnie w całej Europie występuje rażący brak niezbędnego wsparcia politycznego dla zapewnienia niezbędnej rezerwy mocy w systemie energetycznym (ang. flex) pochodzącego z niskowęglowych źródeł. Nawet przy najbardziej śmiałych założeniach dotyczących pojemności magazynowych, rozwiązań z zakresu reagowania na zapotrzebowanie na energię czy rozmieszczania interkonektrów, nie da się zamknąć deficytu rezerwy mocy (ang. flexibility deficit) na takich rynkach jak niemiecki.

Oczywiście – w odwodzie – pozostają konwnecjonalne elektrownie gazowe, które będą miały do odegrania rolę dostawcy systemowej elastyczności jeszcze w latach 30-tych obecnego wieku, choć przy stale zmniejszającym się poziomie obciążenia. A taki rezultat nie jest niezgodny z celami zerowej emisji netto w 2050 r. Wytwarzanie energii z gazu efektywnie kupuje czas potrzebny na komercjalizację i zwiększenie skali niskowęglowego potencjału energetycznego, jak np. technologie wodorowe czy magazyny energii o dłuższym okresie trwania.

Póki co jednak Niemcy muszą pokładać nadzieje w rozbudowie energetyki gazowej, gdyż po wyłączeniu energetyki jądrowej pozostaną wobec dylematu, skąd kupować energię elektryczną, gdy przestanie wiać.

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Szkoda, że problemy ze nieuchronnymi skutkami planów dekarbonizacji gospodarki w ogóle nie są znane naszym decydentom. Na naszą zgubę i zgubę polskiej gospodarki - obecny – ślepo proeuropejski i etatystyczno-socjalistyczny rząd Morawieckiego w pełni popiera unijną politykę klimatyczną po cichu licząc, że „jakoś to będzie” i że przy okazji uda się nieco wyrwać kasy z Brukseli na „transformację energetyczną”. Już dzisiaj polska gospodarka stała się importerem energii elektrycznej, co jest sytuacją kuriozalną i wręcz niebywałą w historii polskiej energetyki. Dalsza dekarbonizacja gospodarki będzie jedynie nas uzależniać od zewnętrznych dostawców energii osłabiając polski potencjał polityczny. Niestety, ale polscy politycy, poza nielicznymi wyjątkami, nie mają doświadczenia biznesowego i patrzą na świat „zza urzędniczego biurka” nie widząc skutków własnych decyzji. Jeszcze nie uporaliśmy się z uzależnieniem od rosyjskiego gazu i mimo wysiłków ministra Naimskiego, który dwoi się i troi, by zapewnić nam niezależność gazową, część decydentów lekką ręką odpuszcza budowę nowych mocy wytwórczych opartych na polskim węglu. Decyzja o zaniechaniu budowy bloku C w Elektrowni Ostrołęka to polityczna i gospodarcza porażka tego rządu, a osoby które ją podjęły powinny natychmiast opuścić swoje stanowiska. Unijna polityka klimatyczna to ślepy zaułek, z którego nie ma łatwego i taniego wyjścia.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] https://www.euractiv.com/section/energy-environment/opinion/which-world-do-we-want-after-covid-19/ - publ. z dn. 16.04.2020 r.

[2] Paul Homewood, „Two case studies of renewable intermittency-Timera”, blog NotALot…, - https://notalotofpeopleknowthat.wordpress.com/2020/03/30/two-case-studies-of-renewable-intermittency-timera/  - publ. z dn. 30.03.2020 r.