portal wiadomosci zagraniczneBranża lotnicza jest jedną z tych gałęzi gospodarki, które na epidemii koronawirusa ucierpiały najbardziej. Ruch lotniczy w Europie i na świecie praktycznie zamarł, a wykonywane były jedynie loty cargo z materiałami medycznymi. Branża lotnicza może jednak liczyć na przychylność polityków, którzy zdają sobie sprawę z tego ile miejsc pracy generuje lotnictwo. Kryzys gospodarczy wywołany epidemią nie zniechęca jednak europejskich polityków do szukania nowych sposobów na wprowadzenie kolejnych podatków i utrudnianie ludziom życia w eurokołchozie pod fałszywym pretekstem walki z klimatem.

W zeszłym tygodniu Komisja Europejska ogłosiła nowy program finansowy przeznaczony na odbudowę europejskiej gospodarki, który ma kosztować aż 750 mld euro. Jak ogłosił socjalistyczny komisarz ds. klimatu Frans Timmermans – odbudowa gospodarki po pandemii ma być oparta na zielonej i cyfrowej transformacji. W nomenklaturze brukselskiej oznacza to, że dofinansowanie ma zostać przeznaczone na rozwój „czystej i wydajnej produkcji energii” oraz na „zrównoważonego transportu”. [1] W praktyce oznacza to, że pieniądze na tzw. „odbudowę” będą adresowane wyłącznie do producentów wiatraków oraz producentów samochodów elektrycznych, a więc dla produktów wyjątkowo mocno zanieczyszczających środowisko i mało nadających się do codziennego użytkowania a nawet utylizacji. „Rozwój” w unijnej nowomowie oznacza w realnym świecie przymus zakupu całkowicie bezużytecznych, choć zarazem bardzo drogich zabawek produkowanych przez firmy z krajów „starej” Unii. Wiatraki to taka nowoczesna wersja paciorków i perkalu dla Indian sprzedawana słabo zorientowanym tubylcom znad Wisły.

1124.1 FranzT. foto

fot. Frans Timmermans; źródło: Twitter

Klimatyczni ideolodzy zagłady, by nie „zmarnować” kryzysu, natychmiast rozpoczęli prowadzić kampanię polityczną, w której jakiekolwiek środki unijne będą mogły być wydawane, o ile będą one „wspierać ona walkę z klimatem” i ograniczać emisyjność gospodarki. Dobrym przykładem takiego podejścia okazał się francuski prezydent Macron, który zaoferował Air France pomoc w wysokości 7 mld euro, ale w zamian zażądał ograniczenia lotów krajowych, na krótkich odległościach, co ma podobno ograniczać emisję dwutlenku węgla. [2]

Entuzjazm zwolenników eurokołchozu powinien jednak zostać nieco zmniejszony poprzez ustalenie źródeł finansowania wspomnianego „funduszu odbudowy gospodarki”. Z uwagi na to, że Unia Europejska nie dysponuje własnymi dochodami i opiera się na składkach ze strony państw członkowskich, to jedyną metodą pozyskania środków finansowych będą nowe podatki, tylko tym razem trafią one bezpośrednio do kasy Unii Europejskiej. Tylko z tego powodu jest to niezwykle szkodliwy pomysł. W zasadzie zapowiedzi Komisji Europejskiej oznaczają wzrost - albo składek członkowskich, albo wzrost podatków, co w oczywisty sposób jest niekorzystne dla obywateli i przedsiębiorców. Jeśli więc Komisja mówi, że Polska może w latach 2020-2024 „dostać z Unii” ok. 63,8 mld euro w formie dotacji i pożyczek na „odbudowę” gospodarki, to pytanie brzmi - ile z tego będzie pochodziło z polskiej składki członkowskiej oraz z nowych podatków? Odpowiedź brzmi następująco – Polacy sami sfinansują sobie „fundusz odbudowy” i to z dużą nawiązką, a i tak wydatkowane środki finansowe zasilą zagraniczne firmy. Nie jest żadną tajemnicą, że głównymi beneficjentami unijnej pomocy w Polsce są przedsiębiorstwa zagraniczne w postaci globalnych korporacji, które w ten sposób finansują swoją ekspansję na różnych rynkach.

Odrębną kwestią jest całkowicie bezprawne i pozaregulacyjne powiązanie unijnego dofinansowania z polityką klimatyczną – tzw. „Europejskim Zielonym Ładem”. Jest to tym bardziej bulwersujące, że projektu „Zielonego Ładu” nawet jeszcze nie ogłoszono i nie wiadomo, w jaki sposób będzie on finansowany. Jednak dla eurosocjalistów nie ma rzeczy niemożliwych, bo „pożyczą” każde pieniądze na rynku zadłużając i państwa członkowskie i samą Unię. Ewentualnie z entuzjazmem ogłoszą nowe podatki dla obywateli w imię walki ze złowrogim i podstępnym dwutlenkiem węgla. Unia Europejska nie ma żadnych własnych pieniędzy, poza tymi, które zostaną jej przekazane przez państwa członkowskie, choć eurokomisarze ludowi gardłują tak, jakby to były wyłącznie ich prywatne pieniądze. Jedyne, co nas dziwi, to łatwość z jaką rząd Morawieckiego zgodził się na nowe podatki, z których będzie finansowana Unia Europejska – np. węglowy podatek graniczny (cło węglowe), a które będą płacić polskie przedsiębiorstwa i obywatele pozbawieni możliwości skorzystania z unijnego dofinansowania. Unijne pieniądze dla Polski zostaną bowiem całkowicie ograniczone pod pretekstem „walki o praworządność”. Taniej nam wyjdzie zaprzestanie płacenia unijnej składki, gdyż nie będzie potrzeby zaciągania długów zapłatę składki członkowskiej, a która w 2018 r. wyniosła ok. 19,2 mld zł, a w 2019 r. było to ok. 21,5 mld zł. [3]

Lotnictwo pod klimatycznym pręgieżem

Wskazywaliśmy już wielokrotnie, że lotnictwo cywilne będzie jedną z kolejnych ofiar głupiej polityki klimatycznej, którą prowadzi Unia Europejska. Cały sektor transportu odpowiada za ok. 25% wszystkich emisji w Unii, więc jest drugim po energetyce obiektem ataków ze strony ideologów klimatycznych, dla których polityka „zeroemisyjności” jest celem samym w sobie bez oglądania się na jej efekty.

Jednak pryncypialność klimatystów ma też praktyczne granice i zupełnie „przypadkiem” zawsze pojawiają się one tam, gdzie zaczynają się niemieckie interesy gospodarcze i polityczne. Lotnictwo cywilne nie jest tutaj żadnym wyjątkiem, co doskonale obrazuje sytuacja niemieckiego narodowego przewoźnika Lufthansy. Jak podała agencja Bloomberg rząd kanclerz Angeli Merkel zaoferował Lufthansie pakiet wsparcia o wartości 9 mld euro, by pomóc przewoźnikowi przetrwać pandemię koronawirusa. [2] Ta gigantyczna kwota wsparcia (ok. 45 mld zł) w ogóle nie została uwarunkowana żadnymi wymogami względem realizacji celów klimatycznych, czego wymaga Komisja Europejska od innych krajów. Bloomberg cytuje prof. ekonomii Claudię Kemfert, która powiedziała, że: „To wielki błąd, że Niemcy, w przeciwieństwie do Francji, Holandii i Austrii, nie łączą wsparcia finansowego ze szczególnymi wymogami ochrony klimatu. Ważna szansa została utracona.” [2]

Należy pamiętać, że Lufthansa to największy europejski przewoźnik lotniczy, dysponujący flotą aż 760 samolotów, którego roczna emisja dwutlenku węgla w 2018 r. osiągnęła aż 32 mln t. Polska gospodarka w 2018 r. wyemitowała zaledwie 334 mln t dwutlenku węgla, co pokazuje skalę działalności Lufthansy. Dla porównania polski przewoźnik PLL LOT dysponuje jedynie flotą 90 samolotów i żadnego wsparcia od polskiego rządu – poza programem „powrót do domu” – nie otrzymał, a o wielkości jego emisji CO2 nikt nie słyszał.

Zwracamy uwagę na tę szczególną sytuację nie bez powodu, gdyż Niemcy chcą uchodzić za klimatycznego lidera, który narzuca innym krajom sposób myślenia i działania w obszarze nazywanym „ochroną klimatu”. Jednak, przy bliższym przyjrzeniu się sprawie, „walka z klimatem” okazuje się być jedynie pustą retoryką dla głupich i naiwnych, którzy mają płacić z ekspansję niemieckiego przemysłu OZE. Nie bez przyczyny niemiecka gospodarka będzie miała problemy z realizacją celów klimatycznych na 2020 r., gdyż kryzys gospodarczy w krajach południowej Europy (Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia oraz nawet Francja) niezmiennie od lat wzmacnia Niemcy. To efekt „uboczny” waluty euro niszczącej konkurencyjność przemysłu innego niż niemiecki i generujący olbrzymie nadwyżki finansowe w niemieckim budżecie.

Z uwagi na załamanie się światowego rynku lotniczego, jego odbudowa do poziomu z 2019 r. zajmie minimum dwa lata. W tym czasie emisje sektora lotniczego będą niskie, jednak założenia „Europejskiego Zielonego Ładu” są takie, że sektor lotniczy „skazany został” na wymarcie, gdyż nie istnieją „zereemisyjne” samoloty i nie zanosi się w najbliższym czasie na ich wynalezienie. Stąd też należy spodziewać się w najbliższym czasie roku/dwóch wzrostu cen biletów lotniczych i ograniczenia dostępności do dużej siatki połączeń lotniczych w Europie. Polityka klimatyczna będzie skutecznie zabijać sektor lotnictwa cywilnego, chociażby tylko z tego powodu, że linie lotnicze będą zmuszone ponosić opłaty za zakup praw do emisji dwutlenku węgla. W efekcie na rynku przetrwają tylko najsilniejsze podmioty, w tym i Lufthansa, ale taki efekt polityki klimatycznej akurat Niemcom nie będzie przeszkadzać.

Przy takich trendach unijnej polityki gospodarczej polskie lotnictwo jest zagrożone likwidacją. Także pod znakiem zapytania staje budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego, gdyż zwyczajnie nie będzie miał kto latać i czym. Ciekawi jesteśmy, kiedy socjalistyczny i prounijny rząd Morawieckiego dostrzeże w końcu, że unijna polityka klimatyczna w każdym jej aspekcie, od założeń po efekty końcowe, to jawny sabotaż gospodarczy. Cały nieszczęsny system handlu emisjami dwutlenku węgla skutecznie likwiduje europejski przemysł i miejsca pracy. Lotnictwo nie jest tutaj wyjątkiem i dlatego cały ten „Zielony Ład” musi skończyć się kompletną katastrofą gospodarczą Europy. I na ten moment czekamy i przygotowujemy się.

Tłumaczenie, opracowanie i komentarz

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] Wypowiedź przytaczamy za publikacją „Rzeczypospolitej” pt. „Nowe miliardy mają być zielone” – publ. z dn. 29.05.2020 r.

[2] https://www.bloombergquint.com/business/lufthansa-bailout-comes-with-no-new-climate-strings-attached - publ. z dn. 26.05.2020 r.

[3] Wielkość składki członkowskiej podajemy za informacjami Ministerstwa Finansów: https://www.gov.pl/web/finanse/transfery-polska-ue-unia-europejska - publ. z dn. 30.04.2020 r.