portal waznePrzypominamy, że w dniu 23 listopada 2018 r. Ministerstwo Energii opublikowało projekt nowej polityki energetycznej państwa z perspektywą do 2040 r. (PEP 2040). Właśnie mija termin konsultacji publicznych dla tego dokumentu rządowego. Omawialiśmy wstępnie ten dokument w naszej publikacji z dnia 27 listopada 2018 r. [1] i dzisiejszy tekst jest jej uzupełnieniem. Współpracujące z portalem Stowarzyszenie Lepsze Jutro oraz Stowarzyszanie Lokalnych Inicjatyw Obywatelskich „Wspólna Sprawa”  przygotowały stanowisko w tej sprawie, które właśnie publikujemy.

Stanowisko, które prezentujemy poniżej nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, gdyż stowarzyszenia reprezentujące lokalne społeczności wiejskie i te spoza dużych ośrodków miejskich, stanowczo i od wielu lat domagają się zaprzestania budowy i eksploatacji elektrowni wiatrowych w Polsce. Nasze stanowisko jest prezentowane m.in. na łamach portalu stopwiatrakom.eu od 2007 r. i jest ono niezmienne – żadnych wiatraków w nazbyt bliskiej odległości od siedzib ludzkich. Dlatego w pełni popieramy plany Ministerstwa Energii dotyczące „wygaszania” energetyki wiatrowej na lądzie.

Projekty wiatrowe, które wygrały/wygrają najbliższe aukcje z oczywistych względów nie spełniają podstawowego kryterium odległościowego zagwarantowanego w ustawie z dnia 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Wprowadzona do polskiego porządku prawnego „ustawa odległościowa”, która zakłada minimalną odległość dla tych obiektów od zabudowy mieszkalnej i terenów cennych przyrodniczo, zdała swój egzamin w praktyce, gdyż uniemożliwia ona lokalizacje farm wiatrowych w przypadkowych i zagrażających ludziom lokalizacjach. Jednak z uwagi na to, że ustawa nie mogła objąć swoimi regulacjami już wybudowanych i działających farm wiatrowych, niezbędne jest wprowadzenie dalszych regulacji prawnych, ściśle dedykowanych tego typu obiektom. Jest to o tyle istotne, że mimo kilkunastu lat rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce, wciąż brakuje podstawowych regulacji środowiskowych odnoszących się do tych urządzeń i generowanego przez nie hałasu.

Niniejszy problem organizacje społeczne podniosły w swoim liście otwartym do wiceministra Energii Grzegorza Tobiszowskiego w lipcu 2018 r. W liście podnoszono, że wśród specjalistów, zajmujących się ochroną środowiska, dyskusja na ten temat wciąż trwa i istotną wskazówką dla Ministerstwa Energii może być efekt zebrania Komitetu Akustyki Polskiej Akademii Nauk z dnia 29 listopada 2017 r. (http://kdepot.eu/lib/1208768), który konkludując dyskusję stwierdził, że należałoby podjąć prace w celu:

  • udoskonalenia metodyki obliczeniowej propagacji hałasu - ważne na etapie projektowania farm wiatrowych, gdyż umożliwia prawidłowe wskazanie zasięgu oddziaływania przedsięwzięcia;
  • ustalenia wartości dopuszczalnych poziomu hałasu dla elektrowni wiatrowych, które są ważne na etapie projektowania i eksploatacji farm wiatrowych. Dotychczas posługujemy się w praktyce dopuszczalnymi poziomami hałasu identycznymi dla wszystkich urządzeń przemysłowych;
  • opracowania metodyki pomiarów hałasu pochodzącego od elektrowni wiatrowych, które są istotne ważne na etapie eksploatacji farm wiatrowych, bez czego nie jest możliwa urzędowa weryfikacja poziomu natężenia dźwięków pochodzącego z tych elektrowni. [2]

Zawarte w liście problemy związane z brakiem odpowiednich przepisów dotyczących funkcjonowania elektrowni wiatrowych oraz procesu inwestycyjnego nadal pozostają aktualne. Żaden z resortów do dzisiaj nie zajął się kwestiami poruszanymi w liście, tak więc budowanie kolejnych farm wiatrowych w sytuacji, gdy nie zostały rozwiązane kwestie dotyczące istniejących już farm wiatrowych oraz dotychczasowego wadliwego procesu inwestycyjnego nie powinno mieć miejsca w demokratycznym systemie prawnym. Nie pierwszy raz wiatraki okazują się być ważniejsze od ludzi.

Należy jednak zwrócić uwagę, że nic nie stoi na przeszkodzie aby inwestorzy budowali elektrownie wiatrowe na podstawie ważnych pozwoleń na budowę bez państwowego wsparcia (systemu aukcyjnego). Skoro tego nie robią, to sprawa jest oczywista - budowa wiatraków jest ekonomicznie nieuzasadniona i będzie generować kolejne problemy oraz kolejne koszty związane chociażby z bilansowaniem sieci elektroenergetycznej w Polsce.

Dla przykładu, źródłem cennych doświadczeń w zakresie odchodzenia od węgla może być przykład Niemiec, od lat przeprowadzających swoją Energiewende, czyli transformację energetyczną, która zakłada m.in. dekarbonizację i zwrot w kierunku odnawialnych źródeł energii. O problemach niemieckiej Energiewende na portalu www.energetyka24.com pisał w dniu 17 grudnia 2018 r. analityk Jakub Wiech.  W artykule pt.: „Opozycja chce wyjścia Polski z węgla do 2035 r. Hasło ambitne, ale nierealne” dosadnie napisał:

„Pomimo kolosalnych nakładów finansowych, Niemcom nie udało się wyprzeć węgla ze swojego miksu energetycznego. RFN jest obecnie największym producentem i konsumentem węgla brunatnego w Europie. Tak z węgla brunatnego jak i kamiennego generuje się tam ponad 40% energii elektrycznej.

Niemieccy politycy i eksperci już od dawna dyskutują nad całkowitym wyjściem z węgla, lecz jak do tej pory nie udało się ustalić konkretnej daty zakończenia dekarbonizacji. Celem określenia ram czasowych, rząd w Berlinie powołał nawet specjalną komisję węglową – organ ten miał przedstawić perspektywę wyjścia z węgla do rozpoczęcia konferencji COP24 w Katowicach. Jednakże, prace komisji jeszcze się nie zakończyły, a data pełnej dekarbonizacji RFN ma zostać ogłoszona na początku przyszłego roku.

Trzeba tu także wskazać, że Energiewende nie sprawdziła się także jako remedium na emisyjność. Niemiecka gospodarka nadal jest największym emitentem dwutlenku węgla w Europie, z kolei w sektorze energetycznym od 2011 roku spadek emisji tego gazu jest ledwo zauważalny (a przy tym rażąco niewspółmierny do poniesionych kosztów), a np. emisyjność sektora transportu rośnie, co - całościowo patrząc - podkopuje wysiłki Energiewende na tym polu.

Warto pamiętać też o kosztach niemieckiej transformacji, finansowanej w dużym stopniu bezpośrednio z kieszeni obywateli RFN, poprzez tzw. opłatę OZE. W 2018 roku koszt tejże opłaty dla przeciętnego gospodarstwa domowego w Niemczech wyniósł prawie 20 euro miesięcznie. Jak podaje portal cleanenergywire.org, w 2018 roku niemieckie gospodarstwa domowe wydadzą na opłatę OZE ok. 8,6 miliarda euro. Z kolei całość rocznych przychodów z tego tytułu wynieść ma ok. 24 miliardy euro.

Co więcej, niemieckie rachunki za prąd są najwyższe (obok duńskich) w Europie. Za 100 kWh w drugiej połowie 2017 roku obywatel RFN płacił średnio nieco ponad 30 euro. Polak płacił połowę tej kwoty, a Bułgar – mniej niż 10 euro.

Przykład niemiecki może też służyć jako odniesienie w kwestii górnictwa węgla kamiennego i wpływu tego procesu na energetykę. Choć Niemcom udało się zamknąć w grudniu br. dwie ostatnie kopalnie węgla kamiennego, to jednak surowiec ten wciąż jest wykorzystywany w elektrowniach zachodniego sąsiada Polski – po prostu teraz pochodzi w całości z importu.” [3]

Problemy niemieckiej Energiewende powinny być nauczką dla polskiego rządu aby nie podążać ścieżką niemieckiej transformacji energetycznej, gdzie dodatkowo w odróżnieniu od naszego niemieckiego sąsiada praktycznie nie mamy własnych technologii wytwarzania energii elektrycznej w przemysłowych farmach wiatrowych i nie jesteśmy producentami turbin wiatrowych. Zatem stawianie wiatraków w Polsce z dużym wsparciem finansowym ze strony państwa nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia i nie przełoży się na trwały wzrost miejsc pracy w tej branży w Polsce.

Zwracamy uwagę, że podobne stanowisko zaprezentował dr Paweł Turowski z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który mówił wprost, że polityka klimatyczna Unii Europejskiej powoduje rzeczywiste spowolnienie polskiego wzrostu gospodarczego:

„Zdaniem naukowca Energiewende ma powodować, że Niemcy stają się największym eksporterem energii na świecie. Są największym producentem OZE na świecie (15,1 procent). Zdaniem Turowskiego przemysł OZE jest główną sprężyną gospodarki niemieckiej, większą niż przemysł samochodowy czy elektromaszynowy. – W 2020 roku będzie stanowić 15 procent PKB Niemiec. Zastanawiał się on, czy niemiecka Energiewende jest wyrazem altruizmu, czy jest inteligentną polityką przemysłową budującą trwałe przewagi niemieckiej gospodarki. Jego zdaniem przykładem realizacji tej polityki na arenie europejskiej jest narzucanie norm w ramach projektu Unii Energetycznej. W 2014 roku Polska postulowała rehabilitację węgla, solidarność na rynku gazu. – Warto zobaczyć co z tego zostało po tym, jak przemieliła to Komisja Europejska – powiedział Turowski. Obecnie Unia Energetyczna tworzy zintegrowany rynek energii uwalniający eksport energii, dekarbonizację gospodarki zwiększającą popyt na OZE. – Unia Energetyczna jest instrumentem przebudowy rynku”.

„Przedstawiciel BBN mówił też o skutkach polityki klimatycznej Unii Europejskiej dla Polski. Ostrzega przed odkształceniem wzrostu PKB w tym kraju. Skala wydatków na modernizację i dostosowanie energetyki do polityki klimatycznej szacowana jest na 300-400 mld zł w perspektywie 20 lat. – Wiązało się to z rzeczywistym spowolnieniem wzrostu gospodarczego – powiedział naukowiec, posiłkując się dokumentami polskiego rządu.” [4]

Zwracamy uwagę na jeszcze jeden aspekt. Nie jest tak, jak straszy branża wiatrowa, że aby osiągnąć cel udziału OZE w miksie energetycznym trzeba wyłącznie budować wiatraki, bo inaczej będą surowe kary. Brakującą ilość energii można kupić poprzez „transfer statystyczny” i jest to o wiele lepsze rozwiązanie niż stawianie niestabilnych, niesterowalnych i nieakceptowanych społecznie elektrowni wiatrowych. O transferze statystycznym pisał Józef Paska i Tomasz Surma („Rynek Energii" - 2/2018) w art. pt.: „Wykorzystanie odnawialnych zasobów energii w krajach Unii Europejskiej - stan obecny oraz perspektywy realizacji celów roku 2020”:

„Już dzisiaj pomiędzy niektórymi krajami odbywa się tak zwany transfer statystyczny energii ze źródeł odnawialnych, dopuszczony zapisami dyrektywy, dzięki któremu kraje członkowskie mogą zabezpieczyć realizację swojego celu. Pierwsze takie porozumienie, pomiędzy Litwą a Luksemburgiem, podpisano w 2017 roku. Zgodnie z nim, Litwa ma w latach 2018- 2020 odsprzedać do Luksemburga nadwyżki swojej energii wytworzonej w źródłach odnawialnych w wysokości ok. 700 GWh. Jest to pierwszy taki przypadek, gdy dwa państwa członkowskie Unii Europejskiej zgodziły się na statystyczne przekazywanie energii wyprodukowanej z odnawialnych zasobów energii. Jak wskazano wyżej sytuacja Litwy i Luksemburga jest diametralnie różna pod względem wykonania celu na 2020 rok. Dla Litwy dyrektywa zakłada osiągnięcie celu na poziomie 23%. Według danych Eurostat wskaźnik ten osiągnięto już w 2014 roku a obecnie wynosi on ponad 25%. Natomiast cel dla Luksemburga to 11%, podczas gdy w roku 2016 realizacja wskazuje na osiągnięcie udziału na poziomie ok. 5%. Niezrealizowanie przez państwo członkowskie celu, zgodnie z ustaleniami dyrektywy wiąże  się z możliwością nałożenia na ten kraj kary przez Komisję Europejską. Kary można uniknąć stosując właśnie transfer statystyczny energii wytworzonej z zasobów odnawialnych z kraju posiadającego jej nadwyżkę, do kraju, który bez takiego transferu nie wypełniłby swojego zobowiązania.” [5]

Ponadto zwracamy uwagę, że ocenę wkładu OZE w bilans elektroenergetyczny nie można opierać na mocach maksymalnych, dostępnych chwilowo przy optymalnych warunkach pogodowych, ale uwzględniać trzeba realną ilość energii dostarczaną przez te instalacje. W sumie - niestabilny charakter pracy, konieczność utrzymywania źródeł rezerwowych gdy wiatru i słońca brak a także wielkie zużycie materiałów na jednostkę wytwarzanej energii powodują, że koszty tych elektrowni są wysokie zarówno w fazie budowy jak i później przez cały okres eksploatacji. Pisał o tym dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. NCBJ, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologów na Rzecz Energii Nuklearnej SEREN; mgr inż. Jerzy Lipka, Prezes Stowarzyszenia Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej w komentarzu pt.: „Wykorzystanie odnawialnych zasobów energii w krajach Unii Europejskiej - stan obecny oraz perspektywy realizacji celów roku 2020.” [6]

Jerzy Lipka w kolejnym artykule pt.: „Oszukiwanie decydentów i społeczeństwa przez grupy interesu przeciwne polskiemu atomowi” [7] pisze, że „gdzie nie zajrzeć w energetyczne portale powiązane z branżą OZE wszędzie mamy do czynienia z zalewem informacji o malejących kosztach energii z tych źródeł”. Niestety informacje o malejących kosztach nie są rzetelne i nie biorą pod uwagę wielu bardzo wieku istotnych czynników, które gdyby zostały uwzględnione zmieniłyby diametralnie obraz „zielonej” transformacji. Energetyka jest systemem naczyń połączonych i nie można analizować kosztów funkcjonowania OZE ograniczając się tylko i wyłącznie do samych wytwórców energii.

Dr Lipka w swojej publikacji bardzo trafnie zauważa, że stawiana za wzór przez branżę wiatrakową metoda liczenia kosztów tzw. „LCOE” nie obejmuje szeregu istotnych zewnętrznych kosztów funkcjonowania OZE i opieranie wyłącznie na tej metodzie strategicznych decyzji rządowych jest błędem. Energetyka odnawialna nie działa bowiem w oderwaniu od całego systemu elektroenergetycznego. Jerzy Lipka pisze tak: 

 „Duże znaczenie ma metoda liczenia tych kosztów. I wszystko, co się w ramach tej metody uwzględnia. Tą metodą jest tzw. LCOE czyli Levelized Cost Of Energy. Według Portalu ASUNA - "wskaźnik LCOE przedstawia koszt budowy i działania elektrowni na przestrzeni z góry założonego czasu funkcjonowania i poziomu tego funkcjonowania. Poprzez poziom funkcjonowania rozumiemy takie zmienne jak podstawowe obciążenie, szczytowe obciążenie, sezonowe itp. Jednak najważniejszymi danymi do obliczenia LCOE są dla danej inwestycji: koszt kapitału, koszty finansowe, stałe i zmienne koszty operacyjne, i koszty konserwacji (utrzymania) oraz założone wcześniej koszty likwidacji zakładu". 

 Podobnie jest z metodą liczenia kosztów LACE:

„Drugim szeroko wykorzystywanym wskaźnikiem jest LACE. Narzędzie to według ASUNA "odzwierciedla koszt jaki musiałby zostać poniesiony aby dostarczyć do sieci elektrycznej taką samą moc jak moc analizowanej nowej inwestycji, gdyby ta inwestycja (moc) nie została do sieci dodana. Lace jest również wyrażany w dolarach amerykańskich na jednostkę - kilowatogodzinę, megawatogodzinę ($/kWh, $/MWh)".

„Ani wskaźnik LCOE ani LACE nie uwzględnia tzw. kosztów zewnętrznych, czyli np. kosztów środowiskowych czy też kosztów generowanych przez energetykę w opiece zdrowotnej. Może to prowadzić do całkowicie mylnych wniosków a w konsekwencji decyzji” 

„Omawiane wskaźniki nie obejmują również innych czynników mających wpływ na koszty energii jak np. wydajności danego źródła, które zostaną tu pominięte. Tym samym energetyka słoneczna i wiatrowa charakteryzujące się niskim współczynnikiem rocznego wykorzystania mocy (słoneczna ok. 10 do 12%, wiatrowa lądowa 17% a morska ok. 34% w warunkach polskich) będzie wypadać korzystniej w obliczeniach, niż ma to miejsce w rzeczywistości.” [6]

Dr Jerzy Lipka pisze, że aby móc dokonać rzetelnej oceny kosztów należy brać pod uwagę KOSZTY CAŁOŚCIOWE, czyli także koszty zewnętrzne, które to koszty nie są uwzględniane w/w metodach.

 „Koszty całościowe, jakie społeczeństwo ponosi na dany rodzaj energetyki winny składać się z kosztów budowy (w tym kosztów oprocentowania kapitału), kosztów bieżącej eksploatacji (w tym koszt paliwa, obsługi itp.), kosztów zewnętrznych czyli ochrony środowiska, zdrowotnych itp., także kosztów współpracy z siecią energetyczną i wreszcie kosztów rozbiórki. Nieuwzględnienie w metodzie LCOE kosztów zewnętrznych jak i kosztów współpracy z siecią w istotny sposób obniża wartość takich obliczeń. Trzeba pamiętać bowiem, że sieć energetyczna w przypadku energetyki wiatrowej musi być dostosowana do przenoszenia obciążeń pięciokrotnie przekraczających średnią moc wydzieloną w ciągu roku. W przypadku energetyki słonecznej natomiast dziesięciokrotnie, co może nie ma aż takiego znaczenia z uwagi na bardzo mały jej udział w ogólnej produkcji energii. W przypadku wiatrowej jest inaczej i tu trzeba sieć odpowiednio dostosować. Koszty będą tym wyższe, im wyższy udział energetyki wiatrowej.” [6]

Dr Lipka pisze o kosztach, jakie pośrednio generują OZE w źródłach współpracujących, czyli służących do stabilizacji systemu elektroenergetycznego:

„Choć samo OZE nie generuje wielkich kosztów zewnętrznych, z wyjątkiem wypadków, o tyle współpracująca z tymi źródłami energetyka gazowa już pewne generuje, choć nie tak wielkie jak węglowa. Tym niemniej aż 50% tej ilości tlenków azotu co węglowa i ok. 70% CO2. Ale równie ważne jest i to, że do kosztów inwestycyjnych OZE trzeba doliczyć koszt inwestycyjny wspierających je źródeł gazowych. I koszt ciągłej pracy tych źródeł, z minimalną mocą wtedy gdy wieje. Mało tego! Źródła gazowe, węglowe bądź na biomasę w czasie tak zmiennej pracy, jakiej wymaga współpraca ze źródłami odnawialnymi, emituje więcej niż przy pracy ze stałą mocą. Nawet do 30% więcej, jeśli chodzi o główne rodzaje trucizn. I o tym trzeba pamiętać jeśli uwzględnimy, że niemal wszystkie polskie elektrownie systemowe są emisyjne, a duża ich część z uwagi na wiek, jest bardzo wysoce emisyjna.” [6]

Dr Jerzy Lipka rozprawia się z mitycznym magazynowaniem energii, które ma być lekiem na niestabilne OZE:

„Portale propagujące OZE lubią podawać informacje o postępach w technologiach magazynowania energii, eliminujących konieczność stosowania źródeł zastępczych. Jednak to magazynowanie jest obecnie na skalę zbyt małą. Koszt takiego magazynowania energii podawany przez portale propagujące OZE wynosi 209 euro/MWh. Dane tegoroczne. Więc do każdej MWh energii wyprodukowanej powiedzmy przez lądowe farmy wiatrowe (55 euro/MWh) należy doliczyć te koszty, jeśli nie mamy uwzględniać w obliczeniach kosztów energetyki gazowej. Prosty rachunek matematyczny pokazuje, że jest to wówczas koszt 264 euro/MWh. Takie są koszty energii z lądowych farm wiatrowych wspieranych przez magazyny energii na dziś. Bardziej opłacalne jest więc stosowanie gazu do bilansowania zapotrzebowania.” [6]

Stąd też rozwój energetyki wiatrowej wiąże się w sposób naturalny z koniecznością rozwoju energetyki opartej o paliwo gazowe z uwagi na dużą elastyczność funkcjonowania tych źródeł energii. Niemcy podejmując decyzję o transformacji energetycznej musiały liczyć się z radykalnym zwiększeniem importu gazu, kwestia kierunku jego importu też była oczywista. Niemcy traktują bowiem Rosję, jako partnera biznesowego i politycznego, z którego strony nie muszą się niczego obawiać. 

 „Do podobnego wniosku zdają się skłaniać i decydenci w Niemczech, kraju w końcu bardziej technologicznie zaawansowanego, ponieważ decyzje o budowie Nord Stream I i Nord Stream II oznaczają radykalne zwiększenie importu gazu ziemnego do Niemiec, z kierunku wschodniego. A służyć ma to właśnie wsparciu Energiewende i niestabilnego OZE. Doświadczenia z wykorzystaniem wodoru to kwestia przyszłości, jak widać jednak nasi zachodni sąsiedzi stawiają na realne rozwiązania, woląc nie ryzykować. A realne rozwiązania to w ich przypadku radykalne zwiększenie spalania gazu i węgla brunatnego, nawet, jeśli ma to oznaczać wyższą emisję i fiasko założeń klimatycznych. Także wyższą cenę energii, zaraz po Danii najwyższą w Europie dla indywidualnego odbiorcy, bo ceny dla przemysłu są dotowane w tym bogatym kraju, który na takie dotowanie stać!” [6]

Warto podkreślić, biorąc powyższe argumenty pod uwagę, że skonstruowany miks energetyczny z dużą ilością lądowych farm wiatrowych zwiększa globalne emisje CO2, co kłóci się w sposób oczywisty z oficjalną linią zielonej propagandy o konieczności dekarbonizacji gospodarek europejskich. Jednakże w przypadku niemieckiego modelu gospodarczego fakty nie mają żadnego znaczenia, o ile niemiecka gospodarka po prostu na tym zarabia.

Z tych względów uważamy, że projekt PEP 2040 powinien stać się przedmiotem rzetelnej analizy kosztów ewentualnego jej wdrożenia oraz poddany dokładnej procedurze strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Bez tych dwóch elementów, projekt jest na razie zbiorem pewnych mniej lub bardziej trafnych opinii, które w ogóle nie powinny być przedmiotem konsultacji społecznych do czasu jego uzupełnienia o elementy wskazane powyżej.

Niezwykle ważną sprawą będzie też opublikowanie przez Ministerstwo Energii tekstu planu klimatyczno-energetycznego, który miał zostać wysłany do Komisji Europejskiej do końca 2018 r. O ile w przypadku projektu PEP 2040, który jest dokumentem programowym i koncepcyjnym, konkretne zapisy nie przesądzają o niczym, o tle z planów klimatyczno-energetycznych będziemy rozliczani przez Komisję Europejską z każdego zobowiązania.

Tekst powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem „Lepsze Jutro” oraz Stowarzyszanie Lokalnych Inicjatyw Obywatelskich „Wspólna Sprawa”

Redakcja stopwiatrakom.eu

Projekt PEP 2040 dostępny jest tutaj:

https://www.gov.pl/web/energia/polityka-energetyczna-polski-do-2040-r-zapraszamy-do-konsultacji

Przypisy:

[1] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2642-ministerstwo-energii-opublikowa%C5%82o-projekt-nowej-polityki-energetycznej-pa%C5%84stwa-do-2040-r.html

[2] List otwarty do wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego w celu uregulowania spraw związanych z funkcjonowaniem elektrowni wiatrowych na lądzie i oceną ich oddziaływania na środowisko, dostępny jest tutaj: http://www.stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2560-list-otwarty-stowarzysze%C5%84-do-ministra-energii-w-sprawie-uregulowania-spraw-zwi%C4%85zanych-z-funkcjonowaniem-elektrowni-wiatrowych-na-l%C4%85dzie.html

[3] https://www.energetyka24.com/opozycja-chce-wyjscia-polski-z-wegla-do-2035-r-haslo-ambitne-ale-nierealne-komentarz

[4] http://biznesalert.pl/turowski-bbn-energiewende-polska/

[5] https://www.cire.pl/item,163384,2,0,0,0,0,0,wykorzystanie-odnawialnych-zasobow-energii-w-krajach-unii-europejskiej----stan-obecny-oraz-perspektywy-realizacji-celow-roku-2020.html

[6] https://www.cire.pl/item,172366,13,0,0,0,0,0,-energetyka-jadrowa---najlepsza-droga-do-czystego-powietrza-i-bezpieczenstwa-energetycznego.html

[7]  https://www.cire.pl/item,163811,13,0,0,0,0,0,oszukiwanie-decydentow-i-spoleczenstwa-przez-grupy-interesu-przeciwne-polskiemu-atomowi.html