^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Kim jest autor

Mauri Johansson jest wyjątkowym świadkiem rodzenia się potęgi wiatrakowej Danii i konsekwencji tego dla całego świata. Od kilku już dekad Johansson, lekarz specjalista medycyny pracy i zdrowia publicznego, obserwuje oddziaływanie wiatraków na ich sąsiadów w swoim kraju. Kraju, który jest w pewnym sensie ojczyzną gigantycznych wiatraków, które pojawiają się coraz częściej także i u nas. Johansson jest aktywny na arenie międzynarodowej, występował jako ekspert w wysłuchaniach publicznych w wielu krajach. W Danii jest podporą ogólnokrajowego Duńskiego Stowarzyszenia Sąsiadów Gigantycznych Turbin Wiatrowych (Landsforeningen Naboer til Kæmpevindmøller), skupiającego ok. 200 stowarzyszeń lokalnych. Wspiera coraz liczniejsze grono „ofiar wiatrakowych” (tj. osób cierpiących na różne zaburzenia związane z zamieszkiwaniem w zbyt bliskiej odległości od turbin) i „uciekinierów wiatrakowych” (tj. osób, które porzuciły swoje domostwo z powodu takich uciążliwości).

Tekst, który przedstawiamy tutaj w naszym tłumaczeniu opracowaniu, ukazał się pierwotnie na „siostrzanym” portalu irlandzkim Wind Aware Ireland (www.windaware.ireland.com). Osoby, które miały okazję zetknąć się z autorem bezpośrednio, wiedzą, że jako Duńczyk czuje się współodpowiedzialny za potężny eksport nie tyle samej technologii wiatrakowej, co sposobu, w jaki została ona zaimplementowana na całym świecie. Artykuł pokazuje bowiem źródła choroby, która nas także dotyka.

Jak to się wszystko zaczęło – mity i obietnice

W latach dziewięćdziesiątych duńskie doświadczenia z energetyką wiatrową zachęciły przedstawicieli przemysłu wiatrowego do wprowadzenia w obieg nowych określeń opisujących turbiny wiatrowe. Zaczęto mówić o nich jako o „zielonej technologii”, produkującej energię „odnawialną” w korzystnej cenie.

Przy pomocy wiatraków obiecywano zbawić naszą planetę od rzekomego ocieplenia klimatu poprzez redukcję wytwarzanych przez człowieka gazów cieplarnianych (CO2) oraz zmniejszenie cząsteczek stałych i azotanów (NOx) w atmosferze.

Przemysł wiatrowy zapewniał, że turbiny nie są szkodliwe dla środowiska naturalnego oraz zdrowia ludzkiego, a wytwarzany przez nie hałas jest porównywalny do tego, który wytwarzają lodówki. Twierdzono, że hałas emitowany przez wiatraki w żaden sposób nie może być porównywany z hałasem przemysłowym czy tym pochodzącym od ruchu drogowego. Obiecywano, że powstaną nowe miejsca pracy. Zapowiadano poważne inwestycje w przemysł produkujący turbiny, szczególnie w Danii, gdzie obecnie planuje się, że do roku 2050 energia będzie wytwarzana w całości ze źródeł odnawialnych. Na całym świecie zaczęto rozwijać podobne idee.

Główni gracze na rynku turbin i ich siła polityczna

Według danych BTM Consult z marca 2011, rynek produkcji turbin wiatrowych (łącznie prawie 40 tysięcy MW) w 2010 r. zdominowany był przez następujące koncerny: 

 

FirmaKrajUdział w rynku
VESTAS Dania 14,8%
SINOVEL Chiny 11,1%;
GEWIND USA 9,6%
GOLDWIND Chiny 9,5%
ENERCON Niemcy 7,2%
SUZLON GROUP Indie 6,9%
DONGFANG Chiny 6,7%
GAMESA Hiszpania 6,6%
SIEMENS (DK) Dania 5,9%
UNITED POWER Chiny 4,2%
Pozostali -- 20,9%

 

W 2010 r. Dania wyeksportowała turbiny wiatrowe o wartości ok. 45 miliardów koron duńskich, czyli 6 miliardów euro.

Z powyższego wynika, że Vestas oraz Siemens (DK) to główni gracze na rynku, jeśli chodzi o produkcję turbin wiatrowych, zarówno na poziomie krajowym jak i międzynarodowym. Mogą oni wpływać na decyzje polityczne i procesy legislacyjne nie tylko w Danii, ale również na całym świecie.

Wiodący producenci turbin wiatrowych, mocno zachęceni pozytywnymi efektami działań lobbystycznych w Danii, prowadzą bliską i dobrze zorganizowaną współpracę z rządami innych krajów. Ponadto, przeznacza się olbrzymie kwoty w ramach pomocy publicznej na badania uniwersyteckie mające przyczynić się do rozwoju technologii turbin wiatrowych. Pieniądze publiczne przeznacza się również na pomoc ekonomiczną w postaci subsydiów dla firm zajmujących się rozwijaniem projektów energetyki wiatrowej.

Wszystkie te działania, jak również nieadekwatne przepisy regulujące kwestie „bezpieczeństwa”, zostały podpatrzone i wdrożone w innych krajach. Dodatkowo, przepisy te, dzięki zabiegom bogatych lobbystów i ambitnych deweloperów, rozmyły się w poszczególnych państwach jeszcze bardziej w skutek złych regulacji prawnych albo wręcz wskutek ich braku. W wielu przypadkach nie angażuje się lokalnych społeczności w sprawy związane z procesem inwestycyjnym, ani też nie informuje się ich o wpływie wiatraków na zdrowie i bezpieczeństwo osób mieszkających w pobliżu.

W Danii wszystkie te zaniedbania okazały się szkodliwe i krzywdzące dla lokalnych społeczności narażonych na sąsiedztwo turbin wiatrowych, przechodniów, pracowników firm serwisujących te urządzenia oraz dla środowiska naturalnego.

Stopniowo wprowadzane są coraz większe i potężniejsze turbiny. Pierwsze turbiny lądowe o mocy 3 MW zostały zbudowane w 2002 roku. Obecnie funkcjonuje około 119 takich turbin, z których 5 wybudowano w 2014 roku. Wtedy również zbudowano turbinę o mocy 4 MW ,a turbina o mocy 6MW wzniesiona w 2012 roku została zdemontowana rok później. W Danii, „farmy” czy „parki” wiatrowe to zazwyczaj mała grupa od dwóch do czterech turbin. Największa lądowa farma wiatrowa będąca obecnie w fazie projektowej, będzie miała 22 turbiny wiatrowe o mocy 2.3 MW każda. W Danii funkcjonuje w sumie około 5230 lądowych i morskich farm wiatrowych, z czego 4730 to wiatraki lądowe, a 550 to morskie (…). Te same statystyki mówią o około 2660 zdemontowanych turbinach począwszy od roku 1977. W 2013 roku zostało zdemontowanych 10 wiatraków o mocy powyżej 1 MW zbudowanych w okresie od 2011 roku.

[Przypis redakcji polskiej: proszę zwrócić uwagę na liczbę demontowanych turbin. Jak widać na Zachodzie bije potężne źródło „szrotów wiatrakowych”, z których Polska korzysta tak obficie w ostatnich latach.]

Efekty przemysłowej energetyki wiatrowej w praktyce

Obiecana redukcja dwutlenku węgla poprzez rozwój przemysłu wiatrowego okazała się być mitem, jakkolwiek ani producenci turbin, ani deweloperzy projektów wiatrowych, ani też rządy poszczególnych krajów nigdy się do tego nie przyznali. W Danii procent energii produkowanej z wiatru jest wysoki i ciągle rośnie. Jednocześnie między 2010 i 2013 rokiem wzrosła też o całe 7 % ilość emitowanego w tym kraju CO2. Pod względem zwiększenia emisji CO2 Dania jest obecnie na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej.

Wynika to z faktu, że wiatr nie wieje ciągle i jest nieprzewidywalny, wobec czego oparte na nim źródła produkcji energii nie są w stanie sprostać zapotrzebowaniu społeczeństwa na energię w postaci stałych i stabilnych dostaw prądu. Dane niemieckie pokazują, że produkcja energii z wiatru może nawet w krótkim czasie wahać się od 0,02 do 40 %. W Danii nie gromadzi się danych na ten temat. Podwojenie szybkości wiatru powoduje trzykrotne zwiększenie ilości energii przekazywanej do sieci. Zmusza to elektrownie konwencjonalne do dostosowania produkcji energii względem ilości prądu produkowanego przez wiatraki. Powoduje to bardzo wysoką emisję CO2 oraz zużywanie się elementów technologicznych elektrowni konwencjonalnych. Zwiększenie się ilości energii pochodzącej z wiatru w sieci energetycznej podwyższa też ryzyko tzw. blackoutów, czyli niekontrolowanych przerw w dostawie prądu.

Mimo tych niezaprzeczalnych faktów, miliardy z pieniędzy publicznych leją się strumieniami do przepastnych kieszeni energetycznych spekulantów.

Energia produkowana z wiatru nie jest ani „zielona”, ani „odnawialna”. Wynika to z nieprzewidywalności charakterystycznej dla tego źródła. Prędkość wiatru może się dramatycznie zmieniać w ciągu paru godzin, a niekiedy nawet minut. Z kolei tzw. cisza wietrzna może jednorazowo trwać nawet ponad 24 godziny. W takiej sytuacji, o czym przemysł wiatrowy NIGDY nie wspomina, produkcja energii musi zostać podjęta przez elektrownie konwencjonalne bazujące na paliwach kopalnych, aby zapobiec katastrofalnym w skutkach i kosztownym wyłączeniom prądu na dużych obszarach (zobacz: „Ukryte koszty energii wiatrowej. Dlaczego całkowity koszt energetyki wiatrowej nie może być niższy niż energetyki opartej na gazie, węglu czy atomie”, George Taylor, 2012 http://www.atinstitute.org/wp-content/uploads/2012/12/Hidden-Cost.pdf).

Rządy poszczególnych krajów, które planują poważne inwestycje w energetykę wiatrową, powinny przypomnieć sobie blackouty, które miały miejsce na ogromnych obszarach Indii w 2012 roku, a które trwały ponad dwie doby i dotknęły ponad 600 milionów osób.

Aktualne wyliczenie ilości CO2 wytworzonego podczas produkcji turbiny wiatrowej, nie wliczając w to dużych ilości CO2 powstałych przy produkcji kabli i innych niezbędnych elementów, za które płacą podatnicy , można znaleźć w: http://stopthesethings.com/2014/08/16/how-much-co2-gets-emitted-to-build-a-wind-turbine/

Negatywne skutki dla zdrowia była znane już wcześniej

Pierwsze niepożądane dla zdrowia skutki mieszkania w pobliżu turbin wiatrowych zostały udokumentowane już w latach 80tych ubiegłego stulecia przez Amerykańskie Ministerstwo do spraw Energetyki i NASA (Kelley et al.).

Prace badawcze prowadzono w odniesieniu do eksperymentalnych turbin wiatrowych, dużo większych niż te, które wtedy produkowano (http://waubrafoundation.org.au/resources/kelley-et-al-1985-acoustic-noise-associated-with-mod-1-wind-turbine/ and https://www.wind-watch.org/news/2013/11/25/judge-rules-wind-turbines-cause-irreparable-harm-to-human-health/).

Raporty dotyczące przeprowadzonych w USA badań były publicznie dostępne już w latach 80-tych, ale przemysł wiatrowy i idące z nim ramię w ramię rządy uznały za stosowne o nich „zapomnieć”.

Całkiem niedawne odniesienia do wspomnianych badań można znaleźć tu: http://waubrafoundation.org.au/about/explicit-cautionary-notice/ 

Wypadki i obrażenia ciała

Często pomijaną kwestią odnoszącą się do zdrowia i bezpieczeństwa w kontekście turbin wiatrowych są liczne, często fatalne w skutkach wypadki i okaleczenia podczas serwisowania i konserwacji tych urządzeń. Dane statystyczne, które stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej można znaleźć tutaj: http://www.caithnesswindfarms.co.uk/fullaccidents.pdf

Znajdziemy tam opis ponad 1500 wypadków i okaleczeń ciała, w tym licznych śmiertelnych. Badania pokazują, że przemysł wiatrowy stanowi obecnie jeden z najbardziej niebezpiecznych i ryzykownych sektorów ze względu na oczywiste słabe punkty w kwestii podejmowanych środków bezpieczeństwa.

W Danii nikt nie gromadzi danych statystycznych związanych z tymi częstymi przypadkami. Szwecja i Irlandia wniosły do Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej zapytanie, dlaczego poszczególne kraje członkowskie nie przetransponowały unijnej Dyrektywy Maszynowej do przepisów krajowych. Wspomniana Dyrektywa Maszynowa w jednoznaczny sposób kwalifikuje turbiny wiatrowe jako maszyny i jako takie muszą one spełnić wymogi zawarte w Dyrektywie (art. 4 i 11 odnoszą się do ludzi mieszkających w pobliżu turbin wiatrowych, art. 16 odnosi się do certyfikatu unijnego). Zgodnie z wymogami wskazanej Dyrektywy Maszynowej turbiny wiatrowe muszą być nadzorowane przez odpowiednie organy państwowe a wszelkie skargi i zażalenia powinny być odnotowane i zbadane. W praktyce tak się niestety nie dzieje.

Unijna Dyrektywa Maszynowa

W roku 1989 w Unii Europejskiej została przyjęta tzw. Dyrektywa Maszynowa (Machinery Directive), która określa turbiny wiatrowe jako „maszyny” (art.1) (patrz:

http://www.neenar.com/europaenhancer/Enhancer.pl?ojref=CELEX:31989L0392:EN:HTML&ojpdf=OJ:L:1989:183:0009:0032:EN:PDF&format:31989L0392:EN:HTML&ojpdf=OJ:L:1989:183:0009:0032:EN:PDF&format ).

Najnowsza wersja dyrektywy z 2006 roku gwarantuje bezpieczeństwo i ochronę zdrowia „osób” (art.4 i art.11). Definicja „osób” odnosi się zarówno do mieszkańców sąsiadujących z wiatrakami, jak i przechodniów. Wszystkie maszyny, w tym turbiny wiatrowe, nie mogą być montowane ani eksportowane bez odpowiedniego certyfikatu unijnego (art.16) oraz deklaracji producenta, że maszyna przeszła testy bezpieczeństwa i nie stanowi zagrożenia dla ludzi, zwierząt hodowlanych oraz nieruchomości.

Stosowne organy państwowe mają obowiązek to sprawdzać i monitorować. Został tez nałożony na nie obowiązek sprawdzania wszystkich zażaleń wniesionych przez osoby sąsiadujące z wiatrakami oraz sporządzania raportów dotyczących kwestii bezpieczeństwa i ochrony zdrowia i przedstawiania ich Komisji Europejskiej.

Ani w Danii, ani w innych krajach od roku 1989 nigdy nie stosowano się do tych przepisów.

Duńskie przepisy prawne dotyczące hałasu turbin wiatrowych.

Przedstawiciele przemysłu wiatrowego twierdzą, że hałas emitowany przez turbiny wiatrowe jest równie nieszkodliwy jak dźwięk lodówki albo ciężarówki słyszanej z oddali.

Począwszy od roku 1991 lobbyści wiatrowi wraz z organami ochrony środowiska w Danii utrzymywali, że coraz większa ilość dowodów naukowych na szkodliwe oddziaływanie hałasu (m.in. przedstawiane przez Światową Organizację Zdrowia WHO) nie dotyczy turbin wiatrowych.

W związku z tym w Danii kwestia hałasu wytwarzanego przez wiatraki nie została uregulowana przepisami prawa, inaczej niż w przypadku hałasu przemysłowego czy drogowego. Wprowadzono osobne rozporządzenie, które dopuszczało taki sam poziom hałasu wytwarzanego przez turbiny w porze wieczornej i nocnej jak w ciągu dnia. Zatem zamiast implementować przepisy Dyrektywy Unijnej w 1989 roku, Dania w 1991 roku szybko wprowadziła osobne rozporządzenie, które tylko częściowo implementowało do prawa krajowego przepisy unijne. Od tamtego czasu rozporządzenie to było wielokrotnie zmieniane w celu dopuszczenia jeszcze wyższych poziomów hałasu wytwarzanego przez przemysłowe turbiny wiatrowe. Obecnie obowiązuje wersja rozporządzenia z 1 stycznia 2012 roku.

Duńskie przepisy dotyczące dopuszczalnych poziomów hałasu oraz odległości wiatraków od siedzib ludzkich, które bazują na pomiarach inżynieryjnych i obliczeniach komputerowych, w ogóle nie zapewniają bezpieczeństwa, co udokumentowano m.in. w Wydziale Akustyki na Uniwersytecie Aalborg w Danii.

W 2014 roku, uznany na arenie międzynarodowej akustyk Profesor Henryk Moller został zwolniony z pracy po tym, jak ogłosił swoje spostrzeżenia na temat hałasu turbin wiatrowych (patrz: http://waubrafoundation.org.au/2014/was-professor-moller-fired-because-he-told-truth-about-wind-turbine-low-frequency-noise/ ).

Ówczesny Dyrektor Generalny Vestas, Ditlev Engel, w swoim liście z dnia 29 czerwca 2011 roku, kategorycznie zażądał od Ministra Środowiska, Karen Ellemann, aby w żadnym wypadku nie zmieniać istniejących przepisów odnośnie hałasu emitowanego przez wiatraki, ponieważ wpłynie to negatywnie na duński przemysł produkujący i eksportujący turbiny wiatrowe. Z treścią listu można zapoznać się tutaj: http://waubrafoundation.org.au/wp-content/uploads/2014/04/Engel-Ditlev-Vestas-Letter-to-Danish-Environment-Minister-in-English.pdf 

Zwracamy szczególną uwagę na ostatni akapit listu:

Proponowane przepisy ograniczające dopuszczalne poziomy hałasu infradźwiękowego mogą przeszkodzić w dalszym rozwoju lądowej energetyki wiatrowej w Danii , jak również spowodować, że nie wywiążemy się z unijnych zobowiązań dotyczących produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Ponadto, istnieje niebezpieczeństwo, że nowe regulacje zostaną skopiowane przez inne kraje i stanie się to przeszkodą w popularyzowaniu energetyki wiatrowej na świecie. Obie te kwestie zaszkodzą duńskiemu przemysłowi wiatrowemu”.

Zadziwiające jest to, że przy określaniu dopuszczalnych poziomów hałasu turbin wiatrowych czy minimalnych bezpiecznych odległości od domostw, nigdy nie brały udziału żadne osoby z przygotowaniem medycznym czy specjalizujące się w akustyce. Takie podejście nie jest spotykane na żadnym innym polu, na którym istnieje możliwość krótko lub długotrwałego szkodliwego oddziaływania na zdrowie. Co więcej, nie zadano sobie trudu, aby zidentyfikować grupy ryzyka.

Zgodnie z duńskim rozporządzeniem, pomiary hałasu wykonuje się za pomocą mierników mierzących dźwięki według charakterystyki A, które w ogóle nie rejestrują fal akustycznych poniżej 500 Hz. Tym samym hałas infradźwiękowy (między 20 Hz a 0.1 Hz) nie jest mierzony, mimo że badania naukowe wykazują jego szkodliwość.

W Danii dokonywanie pomiarów w budynkach mieszkalnych jest niezgodne z przepisami (w sądzie takie pomiary uznawane są za nieważne), za to jako dowód w sprawie traktuje się mętne obliczenia komputerowe, do których ludzie sąsiadujący z turbinami wiatrowymi nie mają wglądu. Mierzy się hałas przy prędkości wiatru 6 lub 8 m/s, kiedy doskonale wiadomo, że hałas jest większy przy wyższych prędkościach wiatru.

Osoby narażone na hałas wiatraków opisują swoje doświadczenia w czasie pory nocnej, porównując ten hałas do dźwięku zawieszonego nad ich głowami silnika odrzutowego. Pomiary hałasu przeprowadzane w budynkach mieszkalnych przez doświadczonych akustyków na prywatne zlecenie wielokrotnie wykazywały duże przekroczenia dopuszczalnego poziomu 20 dB dźwięków niskiej częstotliwości.

Podsumowanie

W artykule zostały udokumentowane tylko niektóre duńskie przykłady niedostosowania się do jasno sprecyzowanych przepisów prawa, zarówno krajowych jak i unijnych. Właściwe organy na szczeblu krajowym i lokalnym wykazują się zaniedbaniami w związku ze skargami i zażaleniami osób sąsiadujących z wiatrakami.

Jest możliwe, że wskutek zabiegów i starań głównych producentów turbin wiatrowych duńskie doświadczenia związane z rozwojem energetyki wiatrowej, to znaczy brak nadzoru odpowiednich organów oraz brak właściwych norm bezpieczeństwa, sposób funkcjonowania systemów odszkodowawczych, marketing i działania lobbystyczne, znalazły swoje odzwierciedlenie w wielu krajach na całym świecie.

Najprawdopodobniej w żadnym kraju unijnym i na świecie właściwe organy ds. ochrony konkurencji nie podjęły próby rozwiązania tego problemu. Mająca miejsce bliska współpraca organów państwowych i producentów turbin wiatrowych musi zostać poddana skrupulatnej kontroli.

Konsekwencją wszystkich tych celowych zaniedbań jest cierpienie i choroby tysięcy ludzi na całym świecie narażonych na uciążliwe sąsiedztwo turbin wiatrowych, często zmuszonych do opuszczenia swoich domostw, które stają się niesprzedawalne.

Cierpią nie tylko ludzie. Odnotowano również straty w pogłowiu bydła, giną dzikie zwierzęta i cierpi środowisko naturalne, nie wspominając o stratach kulturowych czy turystycznych w związku z powstawaniem gigantycznych budowli zbyt blisko siedzib ludzkich. Garstka ludzi zarabia bajońskie sumy na projektach wiatrowych, podczas gdy większość traci zdrowie, majątek i ma ograniczoną jakość życia.

A za wszystko płaci końcowy odbiorca energii elektrycznej. Jest to niewątpliwie największy przekręt w ciągu ostatnich stuleci.

Mauri Johansson

Dania