^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Redakcja „stopwiatrakom.eu” otrzymała dramatyczny list od osoby, która ma wątpliwą przyjemność zamieszkiwania w odległości ponad 2,5 km od trzech elektrowni wiatrowych, a gdzie teoretycznie w ogóle nic nie powinno się dziać. Jej list uznaliśmy za ważne świadectwo tego z czym przychodzi się zmierzyć sąsiadom tych urządzeń kiedy one już stoją i pracują. Znamy tę osobę i znamy jej sytuację. Nie mamy żadnego powodu, żeby jej nie wierzyć czy żeby uznać jej słowa za przesadzone. Być może niektórym wydadzą się one za mocne, ale taka jest właśnie sytuacja naszego czytelnika i jego rodziny. Nie da się opisać cierpienia przy pomocy słów, które nic nie znaczą i które nie niosą ze sobą żadnego ładunku emocjonalnego. Ból trzeba nazywać po imieniu i nie wahać się krzyknąć, wtedy kiedy trzeba. Przeczytajcie Państwo sami.

Jedynie tytułem przypomnienia warto powtórzyć, że sprawa ekspansji elektrowni wiatrowych wymaga pilnej interwencji ustawodawcy i nie może się to skończyć na uchwaleniu ustawy odległościowej. Problem ten jest lekceważony na każdym etapie procesu inwestycyjnego i po oddaniu elektrowni wiatrowych do eksploatacji. Zachowania organów władzy publicznej i sądów zajmujących się tymi sprawami rzadko nadają się pochwalenia. Ktokolwiek zaczął zajmować się tym tematem po stronie społecznej zdaje sobie sprawę z jednej rzeczy, że praktycznie cały aparat państwowy, w sposób jawny i często bezceremonialny sprzyja inwestorom i ich pomysłom, odsądzając od czci i wiary każdego protestującego, wymuszając inwestycje na różne sposoby. Raporty NIK z 2014 r. i 2016 r. są tutaj wystarczającym dowodem tej tezy, choć pokazują tylko wycinek rzeczywistości, którą znamy. Tak jak i nasz czytelnik niedowierzamy, że w XXI w., w cywilizowanym kraju, jego obywatele traktowani są jak ciemna masa, której da się wcisnąć każdy kit i każdą głupotę, tylko dlatego, że rzekomo jest to ładne i nowoczesne. Wcześniej czy później dojdziemy do ładu i wiatraki nie tylko staną, ale i będą likwidowane, a winni poniosą odpowiedzialność. Szkoda tylko zdrowia, nerwów i pieniędzy ludzi, którzy doświadczają tej „nowoczesności” już teraz na własnej skórze.

Redakcja portalu stopwiatrakom.eu