^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal komentarz redakcjiNiedługo minie 5 miesięcy od wejścia w życie ustawy odległościowej i nasuwa się kilka refleksji związanych ze stanem inwestycji wiatrakowych. Dochodzą do nas sygnały z całego kraju o działaniach administracji oraz samych inwestorów. Widać wyraźnie, że KTOŚ z opozycji obiecał inwestorom, że ustawa odległościowa zostanie w szybkim tempie uchylona lub zastąpiona bardziej przyjaznymi dla nich regulacjami, bo dalej ciągną swoje postępowania. Oczywiście najpierw ma zmienić się rząd…

Takie myślenie znakomicie wpisuje się w widoczne gołym okiem wzmożenie rewolucyjne wśród opozycji, która wciąż manifestuje, krzyczy i lży rząd oraz całą koalicję parlamentarną. Na razie bezskutecznie, ale od brzydkich słów dojdzie do jeszcze gorszych czynów, to może być nieciekawie. Na razie rząd nie daje się prowokować i nie pęka. Oby jak najdłużej.

Nie ukrywamy ogromnej satysfakcji, że dzięki ustawie odległościowej wiele inwestycji wiatrakowych stanęło w miejscu. Wójtowie lub burmistrzowie zmuszeni zostali do wydawania odmownych decyzji środowiskowych lub do umorzenia postępowania o warunkach zabudowy. W wielu miejscach wciąż jednak trwają postępowania administracyjne, gdyż organy za wszelką cenę starają się je przedłużać w czasie, tak by nie wydać odmownej decyzji środowiskowej. W takich przypadkach trzeba skarżyć organ za bezczynność i za wszelką cenę domagać się wydania decyzji zgodnej z przepisami. Nie może tak być, że wójtowie lekceważą sobie obowiązujące prawo. W takich sprawach nie wolno odpuszczać, gdyż przewlekanie ich takich postępowań w czasie nie jest korzystne dla osób protestujących.

Oceniamy, że największą ilość postępowań administracyjnych prowadzą jednak starostowie, gdyż inwestorzy starali się złożyć przed 16 lipca 2016 r. możliwie jak największą liczbę wniosków o wydanie pozwoleń na budowę, tak by zdążyć przed nowymi przepisami. Liczą zapewne, że wystartują w aukcjach dla wiatraków. Znany jest nam przypadek inwestora, który złożył taki wniosek mimo, że nie miał nawet decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. I co zrobił Starosta? Otóż zawiesił postępowanie do czasu uzyskania wszystkich wymaganych decyzji. To się nazywa przyjazny urząd dla inwestora. Pełna współpraca.

Prosimy naszych czytelników o zgłaszanie do redakcji wszystkich niepokojących sytuacji, w których wójtowie, burmistrzowie lub inwestorzy w sposób jawny łamią prawo i naginają przepisy. Będziemy w takich przypadkach interweniować. Nic tak nie pomaga, jak patrzenie na ręce i nagłaśnianie tego rodzaju praktyk. Wysiłek strony społecznej powinien teraz być skierowany na przypilnowanie, by w poszczególnych gminach uchwalić studia uwarunkowań oraz miejscowe plany bez terenów pod elektrownie wiatrowe. Tam, gdzie takie plany obowiązują trzeba podjąć starania aby je zaskarżyć do sądów w celu ich unieważnienia. To najlepsza metoda, by uchronić siebie, rodzinę i sąsiadów przed niechcianym sąsiedztwem wiatraków.

Biorąc pod uwagę presję, jaką wywiera i wywierać będzie na Polskę Komisja Europejska, a zza jej pleców Niemcy, by realizować politykę klimatyczno-energetyczną w wersji uwzględniającej pełną dekarbonizację gospodarki i masowe wiatrakowanie polskiej wsi, tym bardziej trzeba się przygotowywać na dalsze ataki inwestorów zarówno na ustawę odległościową, jak i na rząd i nas wszystkich. Jeśli ktoś myśli, że to jest koniec, to się myli. Dlatego niezbędne są dalsze zmiany w przepisach, tak by ograniczyć do minimum ryzyko nawrotu wiatrakowców.

Sadźmy lasy, nie budujmy wiatraków.

Redakcja stopwiatrakom.eu