^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal klimat i czlowiekJednym z ważnych sukcesów międzynarodowego ruchu ekologicznego było wypromowanie tradycji corocznego święta zwanego Dniem Ziemi. Stało się to około 1970 r., czyli prawie pół wieku temu. Od tego czasu eksperci tego ruchu kultywują także inną tradycję – primaaprilisowych przepowiedni katastrof, które mają dotknąć ludzkość. Prognozy te są zawsze przerażające i nigdy się nie spełniają. Autorom tych prognoz nie przeszkadza to jednak w ogłaszaniu coraz to nowych nieszczęść.

Z okazji 1 kwietnia angielski bloger Paul Homewood przedstawił wybór takich primaaprilisowych prognoz ekologicznych [1]. Oto niektóre z nich:

W 1970 r. biolog z Uniwersytetu Harvarda prof. George Wald szacował, że „w ciągu 15-30 lat nastąpi koniec cywilizacji, jeśli nie podejmie się natychmiastowych działań wobec problemów, przed którymi stoi ludzkość”.

Biolog z Uniwersytetu Waszyngtona Barry Commoner wskazał w piśmie naukowym „Environment” (numer specjalny z okazji Dnia Ziemi), że “znajdujemy się w kryzysie ekologicznym, który zagraża dalszemu istnieniu naszego społeczeństwa i może uczynić Ziemię nieodpowiednią dla ludzkiego życia”.

Dzień po Dniu Ziemi w 1970 r. gazeta New York Times ostrzegała w komentarzu redakcyjnym, że „człowiek musi przestać zanieczyszczać i zacząć oszczędzać swoje zasoby, nie tylko po to żeby poprawić warunki swego istnienia, ale po to żeby uchronić swój gatunek przed niedopuszczalną degradacją, a być może nawet wyginięciem”.

W numerze z kwietnia 1970 r. popularnego pisma „Mademoiselle”, znany myśliciel Paul Ehrlich oznajmił stanowczo: „Wzrost liczby ludzi w nieunikniony sposób zdystansuje niewielki przyrost dostaw żywności, jaki uda nam się osiągnąć. Nastąpi wzrost śmiertelności, tak że w ciągu następnej dekady [lat 70-tych zeszłego wieku – red.] z głodu ginąć będzie każdego roku co najmniej 100-200 milionów ludzi.”

Ehrlich

Paul Ehrlich dalej uchodzi za światowego eksperta od przyszłości.

W lutym br. Ehrlich, który pozostaje zwolennikiem przymusowej aborcji,

został zaproszony do Watykanu na konferencję naukową.

W napisanym w 1969 r. eseju pt. „Eco-Catastrophe!” Paul Ehrlich twierdził: „Większość z tych, którzy zginą w największym kataklizmie w historii człowieka, już się urodziła. Niektórzy eksperci sądzą, że do…[1975] r. niedobory żywności spowodują eskalację problemu głodu na świecie w niewiarygodnej skali. Inni, bardziej optymistyczni eksperci uważają, że ostateczna kolizja między dostępną żywnością a ludzką populacją nastąpi dopiero w latach 80-tych.”

W numerze specjalnym z okazji Dnia Ziemi w 1970 r. pisma „The Progressive”, Ehrlich zapewniał czytelników, że pomiędzy 1980 a 1989 rokiem w ramach zdarzenia zwanego przez niego „Wielkim Wymarciem” śmierć poniesie około 4 miliardów ludzi, w tym 65 milionów Amerykanów.

Denis Hayes, główny organizator Dnia Ziemi, pisał w piśmie ekologicznym „The Living Wilderness” (wiosna 1970): „Jest już za późno, aby uniknąć masowego głodu”.

Peter Gunter, profesor Uniwersytetu Północnego Teksasu pisał w 1970 r.: „Demografowie akceptują niemal jednomyślnie następujący ponury scenariusz: do roku 1975 powszechne klęski głodu pojawią się w Indiach; do roku 1990 głód rozprzestrzeni się na całe Indie i obejmie Pakistan, Chiny, a także Bliski Wschód i Afrykę. Do roku 2000, a być może już wcześniej klęska głodu występować będzie w Ameryce Południowej i Środkowej… W roku 2000 głodować będzie cały świat, z wyjątkiem Europy Zachodniej, Ameryki Północnej i Australii”.

W numerze z 9.01.1970 r. magazyn Life donosił: „Naukowcy dysponują solidnymi eksperymentalnymi i teoretycznymi dowodami na prawdziwość… następujących prognoz: Za dziesięć lat mieszkańcy miast będę musieli nosić maski gazowe, aby nie umrzeć z powodu zanieczyszczenia powietrza… do 1985 r. zanieczyszczenie powietrza spowoduje zmniejszenie o połowę ilości światła słonecznego, które dociera do Ziemi…”.

Ekolog Kenneth Watt powiedział tygodnikowi „Time”, że „przy obecnym tempie wzrostu stężenia azotu jest tylko kwestią czasu, kiedy światło zostanie zablokowane w atmosferze i zabraknie ziemi nadającej się do uprawy”.

Inny ekspert, profesor Barry Commoner przepowiadał, że rozkładające się zanieczyszczenia organiczne zużyją cały zapas tlenu w amerykańskich rzekach, w efekcie czego uduszą się ryby słodkowodne.

Z kolei Paul Ehrlich prognozował w 1970 r., że “zanieczyszczenie powietrza na pewno pozbawi życia setki tysięcy ludzi w ciągu najbliższych kilku lat”. Według Ehrlicha w 1973 r. „kryzysy smogowe” w Nowym Jorku i Los Angeles zabiją 200.000 Amerykanów.

W numerze z maja 1970 r. pisma ekologicznego „Audubon” Paul Ehrlich ostrzegał, że DDT i inne chlorowodory „prawdopodobnie znacząco skróciły średnią długość życia ludzi urodzonych od 1946 r. … która wynosi teraz tylko 49 lat”. Ehrilich twierdził także, że jeśli obecne tendencje utrzymają się , to w 1980 r. średnia długość życia wyniesie 42 lat, po czym utrzymywać się będzie prawdopodobnie na stałym poziomie.

Ceniony ekolog Kenneth Watt twierdził: “W roku 2000, jeżeli obecne tendencje utrzymają się, będziemy zużywali ropę naftową w takim tempie… że nie będzie już żadnej ropy naftowej. Podjedziesz sobie na stację benzynową i powiesz „Hej koleś, do pełna”, a on odpowie: „Przykro mi, ale nie ma benzyny”.

Harrison Brown, badacz zatrudniony w Amerykańskiej Akademii Nauk, opublikował w piśmie „Scientific American” wykres, z którego wynikało, że ludzkość zużyje całkowicie zasoby miedzi do około 2000 r. Już przed 1990 r. zabraknie ołowiu, cynku, cyny, złota i srebra.

Amerykański senator Gaylord Nelson napisał w magazynie „Look”, że “dr S. Dillon Ripley, sekretarz Smithsonian Institute w Waszyngtonie, jest przekonany, że w ciągu 25 lat wyginie od 75 do 80 procent wszystkich gatunków zwierząt żyjących obecnie”.

W 1975 r. cytowany już Paul Ehrlich prognozował, że „ponieważ w ciągu najbliższych około 30 lat usuniętych zostanie dziewięć dziesiątych pierwotnych lasów tropikalnych, spodziewać się należy, że na tych obszarach wyginie jednocześnie połowa organizmów”.

Kenneth Watt z kolei ostrzegał przed nachodzącą Epoką Lodowcową: „Od około 20 lat na świecie następujące gwałtowne oziębienie. Jeżeli obecne tendencje utrzymają się, to średnie temperatury na globie będą niższe o 4 stopnie w 1990 r. i 11 stopni w 2000 r.”. Jest to dwukrotnie więcej niż potrzeba, byśmy znaleźli się w epoce lodowcowej.

I tak rok po roku, aż około 2000 r. na horyzoncie pojawiło się katastrofalne globalne ocieplenie.

W 2004 r. tajny raport przygotowany na zlecenie amerykańskiego Pentagonu ostrzegał, że zmiany klimatyczne doprowadzą do zniszczenia ludzkości. Brytyjska gazeta „Guardian”, która dotarła do kopii raportu, informowała, że zmiany klimatyczne, które nastąpią w ciągu najbliższych 20 lat mogą doprowadzić do globalnej katastrofy, która kosztować będzie miliony istnień ludzkich poległych w wojnach i w efekcie klęsk żywiołowych.

Raport Pentagonu ostrzegał, że największe miasta europejskie znajdą się pod wodą, a w Wielkiej Brytanii do 2020 r. zapanuje „klimat syberyjski”. Na całym świecie wybuchną konflikty nuklearne, dojdzie do ogromnych klęsk suszy i głodu oraz zamieszek.

Gwałtowne zmiany klimatu mogą doprowadzić ludzkość na skraj anarchii, w miarę jak poszczególne kraje pozyskiwać będą broń jądrową, aby chronić swoje kurczące się zapasy żywności, wody i nośników energii. Według ekspertów Pentagonu groźba międzynarodowego terroryzmu jest niczym w porównaniu do zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych.

Raport został zamówiony przez wpływowego doradcę resortu obronności USA, Andrew Marshalla, który miał duży wpływ na amerykańską doktrynę wojskową na przeciągu 30 lat. W szczególności Marshall był głównym pomysłodawcą reformy sił zbrojnych realizowanej przez sekretarza obrony Donalda Rumsfelda.

Jak pisała brytyjska gazeta w 2004 r., w opinii Petera Schwartza, konsultanta CIA i byłego szefa zespołu planowania Grupy Royal Dutch/Shell, oraz Douga Randalla z kalifornijskiej organizacji Global Business Network, zmiany klimatu „powinny zostać podniesione z kwestii będącej przedmiotem debaty naukowej do rangi zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego USA”.

W kolejnym, 2005 roku brytyjski „Guardian” pisał, że do końca dekady (tj. 2010 r.) na świecie będzie 50 milionów „uchodźców ekologicznych”.

„Eksperci ostrzegają, że do końca bieżącej dekady, podnoszący się poziom mórz, zjawiska pustynnienia i kurczące się zasoby wody pitnej spowodują pojawienie się nawet 50 milionów uchodźców ekologicznych. Janos Bogardi, dyrektor Instytutu Środowiska Naturalnego i Bezpieczeństwa Człowieka przy Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Bonn, powiedział, że powolne pogarszanie się stanu środowiska zmusza do przemieszczania się nawet 10 milionów ludzie rocznie, przy czym ta sytuacja będzie się tylko pogarszać.”

„Istnieją uzasadnione obawy, że liczba ludzi uciekających z obszarów o niestabilnych warunkach środowiskowych może wzrastać wykładniczo, w miarę jak świat doświadcza skutków zmiany klimatu", powiedział dr Bogardi. „Ta nowa kategoria uchodźcy musi znaleźć odzwierciedlenie w umowach międzynarodowych. Musimy być zdolni lepiej przewidywać potrzeby w zakresie niezbędnego wsparcia dla nich, tak samo jak dla ludzi uciekających przed innymi nieznośnymi okolicznościami”.

„Na prima Aprilis nie wierz, bo się omylisz” – mówi polskie przysłowie.

Opracował Scriba

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://notalotofpeopleknowthat.wordpress.com/2017/04/01/april-fools/#more-27050;

http://www.aei.org/publication/18-spectacularly-wrong-apocalyptic-predictions-made-around-the-time-of-the-first-earth-day-in-1970-expect-more-this-year-3/;

https://www.theguardian.com/environment/2004/feb/22/usnews.theobserver;

https://www.theguardian.com/environment/2005/oct/12/naturaldisasters.climatechange1

O cyklu „Klimat i człowiek”:

Co wiemy o wpływie człowieka na klimat i czy rzeczywiście prowadzi on do katastrofy zagrażającej istnieniu ludzkości? Czy istnieje związek (korelacja) między rosnącymi emisjami dwutlenku węgla z działalności człowieka a (a) trendem globalnych temperatur oraz (b) potęgowaniem się niekorzystnych dla człowieka i przyrody pośrednich skutków zmian klimatu, tak obecnych, jak i prognozowanych. Interesujące są także mechanizmy powstawania „konsensusu naukowego" w tej kwestii i jego akceptacji przez decydentów politycznych i opinię publiczną na świecie. Akurat w tej sprawie trudno mówić bowiem o autonomii nauki wobec bieżącej polityki i sporów ideologicznych - Scriba.

stopwiatrakom stopka 1