^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal komentarz redakcjiListopad jest trudnym miesiącem dla każdego ministra, gdyż właśnie wtedy najczęściej odwoływani i powoływani są członkowie rządu. Dla jednych będzie to ulga od przykrych obowiązków, dla innych koniec marzeń o ministerialnym fotelu. Tak czy inaczej, po dwóch latach samodzielnych rządów koalicja Zjednoczonej Prawicy dojrzała do rekonstrukcji. Na ile zmiany są wymuszone brakiem wyników w pracy u ministrów, ich wpadkami, a na ile walkami frakcyjnymi, o tym nie ma co spekulować. Warto jednak zwrócić uwagę na tego jednego ministra, którzy nadaje ton w całej dyskusji i jest motorem napędowym rekonstrukcji.

Faworyt rośnie w siłę

Niewątpliwie zaskoczeniem dla obserwatorów naszej sceny politycznej może być silna pozycja ministra finansów i rozwoju oraz wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który z urzędnika bankowego wyrasta na filar rządu i „ojca” wszystkich sukcesów. Ile w tym prawdy, a ile zręcznej propagandy, trudno powiedzieć, choć niewątpliwie Morawiecki przykłada dużą wagę do autopromocji i dysponuje bardzo sprawnymi dziennikarzami, którzy piszą o nim w samych superlatywach. Też chcielibyśmy mieć taki budżet na promocję.

Widać, że poziom ambicji u wicepremiera Morawieckiego jest ustawiony niezwykle wysoko i każdy, kto chce z nim walczyć o pozycję polityczną musi umieć poruszać się w mediach i wykorzystywać je do swoich celów. Morawiecki zręcznie wykorzystuje media, jest wręcz nadaktywny i wszędzie go pełno, ale konsumenci politycznej strawy to właśnie lubią i cenią. Lata wspinania się po stołkach w bankowej korporacji nauczyły go takiej małpiej zręczności lawirowania pomiędzy oczekiwaniami ze strony właścicieli biznesu (nastawienie na wyniki), a z drugiej strony koniecznością wykonywania rzeczywistej pracy, dzięki której są jakiekolwiek wyniki (pragmatyzm). Trudno mu się dziwić, że wykorzystuje swoją wiedzę do walki politycznej i to z całkiem niezłym skutkiem.

Morawiecki i vat

 

Szukając źródeł sukcesów Morawieckiego, nie można zapominać, że wcześniej był on bankowcem, prezesem dużego zagranicznego banku i jest przede wszystkim finansistą. Rynki finansowe mają w Polsce swoje interesy związane z koniecznością zapewnienia sobie spłaty naszego olbrzymiego zadłużenia zagranicznego i wewnętrznego, dlatego też ministrem finansów musi być osoba przez nie akceptowana. Osoba z zewnątrz, tj. spoza sektora finansowego, nie ma szans na to stanowisko i jeśli jakimś cudem się tam znajdzie, to po cichu się go wymienia na swojego człowieka. Przypadek ministra Pawła Szałamachy jest tutaj bardzo wymowny i warty zapamiętania. Była to sroga lekcja udzielona przez rynki finansowe naszym elitom politycznym. Nam ministra Szałamachy akurat szkoda, bo to porządny facet i dobrze wykształcony, ale bez tego naturalnego daru showmena, jakim niewątpliwie obdarzony jest Morawiecki. Jesteśmy przekonani, że stand up w wykonaniu Mateusza Kornelowicza przebiłby popularnością nawet „Ucho Prezesa”.

Łatwość, z jaką Morawiecki porusza się po sprawach finansowych i gospodarczych, może być dla przeciętnej osoby dowodem na jego szczególne kompetencje, choć dla nas jest to jedynie dowód na to, że spośród ministrów jako jedyny ma praktykę biznesową w dużej korporacji, wie jak się zarządza dużymi organizacjami i rozumie funkcjonowanie wielkiego biznesu. Na bezrybiu i rak ryba. Stąd też bierze się gwiazdorzenie Morawieckiego, gdyż widzi on, że reszta ministrów nie ma za sobą podobnych doświadczeń i nie umie go skontrować na jego polu. To musi mocno frustrować pozostałych ministrów, gdyż odkąd Morawiecki zyskał posłuch u samego Prezesa, to jego polityczne wpływy rosną. Stawiamy więc na to, że z rządu odejdą ci ministrowie, którzy nie mają najlepszych relacji z Morawieckim, gdyż to on jest dzisiaj motorem napędowym zmian i autorem strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. To on stoi za inwestycjami, innowacjami, elektromobilnością, pomysłami na uszczelnienie systemu podatkowego i oczywiście popiera wprowadzenie Polski do strefy euro. Jednym słowem liczy się modernizacja państwa, jego unowocześnianie infrastruktury i reindustrializacja gospodarki.

Dobra koniunktura gospodarcza

Na razie wicepremierowi sprzyjają wyniki gospodarcze i poprawa sytuacji budżetowej, ale tak po prawdzie nie miał on jeszcze okazji zderzyć się z kryzysem finansowym, wysoką inflacją czy krachem na rynku nieruchomości. Recepty na sukces są u niego proste i nie wychodzą poza schemat przeciętnego bankowca: ściągamy należności, robimy oszczędności na kosztach i pilnujemy wydatków, by starczyło na spłatę zadłużenia do banku. A jak brakuje kasy, to podnosimy podatki. Na razie z tego schematu Morawiecki się nie wyłamuje, a szkoda, bo nawet skromna obniżka podatków zostałaby przyjęta z dużą ulgą przez podatników. W długiej kolejce do obniżki czekają podstawowa stawka VAT wynosząca dzisiaj 23%. Obniżenie stawek na ubezpieczenie społeczne dla przedsiębiorców. Likwidacja podatku dochodowego dla emerytów i przymusu zawieszania emerytury przy dalszym zarobkowaniu. Podniesienie stopy wolnej od podatku przy ZUS i podatku dochodowym dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Eliminacja kas fiskalnych z obrotu. Zaniechanie wprowadzenia spleet payment, który obniży płynność u najmniejszych przedsiębiorców i wyeliminuje ich z rynku. Obniżenie opłat sądowych i stawek opłaty skarbowej. Obniżenie stawek podatku od czynności cywilnoprawnych, itd. Jest co robić, by poprawić stan zamożności rodaków i zmniejszyć fiskalizm państwa. Pytanie brzmi, czy Morawiecki naprawdę chce zrobić coś dla Polaków czy tylko skupi się na mówieniu o tym, że ciężko pracuje. Na razie trwa przykręcanie fiskalnej śruby.

Morawiecki na komisarza do Brukseli

Morawiecki to polityk nowego typu. Kreuje się bardziej na technokratę niż działacza partyjnego. To sprawny biurokrata bez skazy na wizerunku. Dobrze sprzedający się w mediach i w bezpośrednich rozmowach. Nie stroni on od publicznych wystąpień i widać, że ma parcie na media. Wszędzie go pełno. Byłby świetnym komisarzem Komisji Europejskiej w dowolnej dyrekcji i mógłby spokojnie zastąpić platformianą eurotowarzyszkę Bieńkowską. Widać, że jego potencjał w kraju marnuje się i jego przyszłość jest na światowych salonach.

Dla nas wciąż zagadką jest stanowisko wicepremiera w sprawach związanych z energetyką wiatrową i OZE. W rządzie minister Morawiecki trzyma stronę ministra energii, który dał się już poznać jako zwolennik szukania kompromisów z branżą wiatrową i z Komisją Europejską w sprawach OZE. Dlatego też z niepokojem wypatrujemy rekonstrukcji rządu i pogłosek medialnych o możliwej dymisji ministra Andrzeja Adamczyka, który zawsze wspierał stronę społeczną w walce z wiatrakami. Mimo oficjalnych zaprzeczeń o braku konfliktu między ministrami widać, że Morawiecki przy każdej możliwej okazji deprecjonuje dokonania resortu infrastruktury. Ostatnio, nawet sam Kornel Morawiecki – „sławny ojciec, słynnego syna” – wskazał ministra Adamczyka, jako osobę do wymiany, co pokazuje na źródła jego inspiracji. Ministrowi finansów nie podoba się tempo inwestycji rządowych, choć gdyby naprawdę znał się na gospodarce, to by wiedział, że w budowlance i w urzędach brakuje rąk do pracy, a z uwagi na liczne roboty drogowe i kolejowe materiały budowlane zdrożały. To są efekty dobrej koniunktury, a nie zastoju. Nie należy mylić skutków z przyczynami. Poziom inwestycji mógłby być większy, ale sektor publiczny ma związane ręce procedurami zamówień publicznych, regułami wydatkowania pieniędzy publicznych i wszechobecną biurokracją związaną z dużą ilością osób, które muszą podpisać najmniejszy nawet wydatek. Każdy, kto zetknął się z publicznymi pieniędzmi wie, że wymagają one dużego nakładu pracy, generują mnóstwo dokumentów i podlegają permanentnej kontroli. To wszystko wydłuża okres realizacji inwestycji.

Jeśli już szukać winnych słabego tempa inwestycji, to klucz do rozwoju leży w rękach ministra finansów. Wicepremier Morawiecki może pójść drogą śp. Zyty Gilowskiej, która obniżyła składkę rentową przy wynagrodzeniach, dzięki czemu polska gospodarka przeszła suchą stopą przez światowy kryzys finansowy albo drogą londyńskiego bankiera Rostowskiego, który wygenerował gigantyczną dziurę budżetową i zdusił gospodarkę brakiem pieniądza na rynku. To podatki w Polsce są za wysokie, by sektor prywatny decydował się na realizację inwestycji. Aby oszczędzać, trzeba mieć nadwyżki finansowe, a tych małym przedsiębiorcom brakuje, bo po opłaceniu VAT-u, ZUS-u, dochodowego i pensji pracowników niewiele zostaje dla siebie. Skoro brakuje zachęt do oszczędzania, to nie ma inwestycji i koło niemożności się zamyka.

To jak Panie ministrze, kiedy możemy spodziewać się obniżki podstawowej stawki VAT do 18% i wolnej kwoty od podatku dochodowego na takim samym poziomie jak w Anglii? Klucz do rozwoju Polski leży w pańskich rękach.

Dwóch złośliwych tetryków