^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

 

portal analizyPrzemówienie wprowadzające wygłoszone na konferencji: ?Strona społeczna wobec inwestycji negatywnie oddziałujących na środowisk? w dniu 22 kwietnia 2017 r. w Warszawie.

W dniu 20 maja 2016 r. Sejm uchwalił długo oczekiwaną przez stronę społeczną ustawę o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Ustawa weszła w życie w dniu 16 lipca 2016 r. i działa. Od tego czasu wiatraki nie powstają i oby już nigdy więcej nie powstawały.

Ustawa ta istnieje ona w świadomości społecznej, jako wyraz skutecznej ?walki z wiatrakami? realizowanej na przekór wszystkiemu, ale z sukcesem. Dzięki wsparciu PiS, ustawa ta miała szansę na uchwalenie. Dzisiaj trzeba pozabezpieczać gminy poprzez uchwalenie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które nie będą przewidywać lokalizacji na terenie gmin elektrowni wiatrowych w ogóle. Jest to bardzo ważne, bo ustawa odległościowa ma nie tylko liczne grono zwolenników, ale i przeciwników, którzy przegrali głosowania w Sejmie, ale też głośno wyrażali swoje poparcie dla energetyki wiatrowej.

W polityce jest tak, że sytuacja zawsze może się zmienić, więc problem wiatraków może też i powrócić, zwłaszcza jeśli wróci prozielona partia z koniczyną na godle lub proinwestorska partia wielbicieli pendolino, ośmiorniczek i złotych zegarków. Warto o tym pamiętać i zabezpieczyć się w myśl zasady, że ?bogate miasta mają wysokie mury i uczciwych strażników?.

Jeśli by się ktoś zapytał, czy nie brakuje nam teraz tematów i pracy, to odpowiadam ? mamy ponad trzy tysiące powodów, które stoją na polach i łąkach w Polsce, a które trzeba teraz rozebrać. Trzeba też pomóc tym ludziom, którzy cierpią na różne dolegliwości zdrowotne tylko z tego powodu, że mieszkają w zbyt bliskiej odległości od elektrowni wiatrowych. Inwestorzy powinni zapłacić odszkodowania sąsiadom elektrowni wiatrowych za utratę wartości nieruchomości wybudowanych zbyt blisko zabudowy mieszkalnej oraz w ramach zadośćuczynienia za utratę zdrowia. Jest dzisiaj z nami p. Mariusz Bilski, który opowie nam o tym, jak ?gospodarka niskoemisyjna? lub ?zielona energetyka? działa na ludzi.

Zasadniczym problemem w Polsce jest chaos przestrzenny. W dniu 18 kwietnia 2017 r. Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła analizę gospodarki przestrzennej w Polsce. Wnioski wynikające z tej analizy pokrywają się z powszechną opinią o polskiej przestrzeni. Mamy chaos w zabudowie i brak jakiegokolwiek ładu przestrzennego. Doszło już do całkowitej degradacji ładu przestrzennego rozumianego jako dobro publiczne. W zarządzaniu przestrzenią obowiązuje bowiem logika inwestorska, czyli zabuduj co się da, byle szybko, byle prędko.

Ładu przestrzennego nie pilnują urbaniści, nie dbają o to gminy, województwa nie mogą a rząd korzysta ze specustaw, jak chce coś wybudować. Korzystają na tym tylko inwestorzy i osoby uczestniczące w procederze zawłaszczania przestrzeni. Końcowy efekt jest taki, że o jakość przestrzeń dopominają się tylko mieszkańcy i sąsiedzi, którzy nie chcą mieszkać przy inwestycjach niszczących możliwość normalnego i spokojnego życia. W Polsce niestety każdy teren nadaje się do zabudowy, nawet pod najgorszego typu inwestycje i bez związku z otoczeniem. W efekcie farmy wiatrowe, przemysłowe kurniki, fermy norki amerykańskiej czy przemysłowe fermy świń powstają w miejscach przypadkowych i nie nadających się pod inwestycje. Dobrze się stało, że chociaż temat lokalizacji elektrowni wiatrowych został uporządkowany. Czas na kolejne zmiany. Raport NIK jest dobrą diagnozą istniejącego stanu rzeczy.

Jest dużo przykładów z całej Polski, gdzie wpływały na konta gmin darowizny od inwestorów, gdzie przywożono w teczkach studia uwarunkowań czy też gotowe projekty miejscowych planów pod elektrownie wiatrowe, gdzie podpisywano umowy dzierżawy z lokalnymi włodarzami tylko po to, by ?zachęcić? ich do przychylnego potraktowania inwestycji.

Poświęcimy osobne wystąpienie kodeksowi urbanistyczno-budowlanemu, który będzie niedługo uchwalany i który może być dla strony społecznej szansą i wyzwaniem. Trzeba się będzie nauczyć nowych przepisów szybciej i lepiej od inwestorów.

Po co spotykamy się dzisiaj?

W dalszym ciągu nie są dobrze rozwiązane mechanizmy partycypacji społecznej w procesach decyzyjnych podczas całego procesu inwestycyjno-budowlanego. Strona społeczna jest wręcz dyskryminowana i traktowana jak zło konieczne w postępowaniach administracyjnych czy sądowych. Pierwszy przykład z brzegu to dalej obowiązujący przepis art. 44 ust. 1 ustawy środowiskowej, który uniemożliwia organizacji ekologicznej udział w postępowaniu w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji przedsięwzięcia tylko z tego powodu, że nie posiada ona rocznego stażu w działalności. Kuriozalne jest to, że przepis ten w orzecznictwie Samorządowych Kolegiów Odwoławczych i sądów administracyjnych zaczął być interpretowany w taki sposób, że dotyczy wszystkich postępowań w toku, a nie tylko tych, które były wszczęte po dniu 1 stycznia 2015 r., tj. po wejściu w życie tego przepisu. Drugi przykład to eliminacja strony społecznej z innych postępowań administracyjnych niż postępowanie środowiskowe. Organizacje społeczne mają ustawowy zakaz wstępu do postępowań z zakresu prawa budowlanego, prawa geologicznego i górniczego, prawa o odpadach czy innych. Tymczasem to właśnie stowarzyszenia i fundacje działające w interesie społeczności lokalnych są często jedynym narzędziem kontroli nad miejscową władzą publiczną czy kontroli nad działaniami inwestorów. Seria rysunków z wójtem Lepką-Łapką nie wzięła się z powietrza, lecz jest wynikiem uważnej obserwacji rzeczywistości oraz praktyki urzędowej w Polsce. No i po trzecie, konsultacje społeczne należy przeprowadzać bezpośrednio po złożeniu wniosku o wydanie decyzji środowiskowej przez inwestora, a nie dopiero po uzgodnieniu warunków realizacji inwestycji z RDOŚ oraz Sanepidem. Lista koniecznych zmian jest długa i jest nad czym pracować jeszcze przez lata. Szerzej opowie o tym p. prof. Barbara Lebiedowska.

Na tym tle trzeba też pamiętać o innego rodzaju inwestycjach, które stanowią oczywiste zagrożenie dla normalnego i spokojnego życia, tak na wsi, jak i w mieście. Nie bez powodu zaproszone zostały osoby znające problem przemysłowego chowu zwierząt, takich jak kurniki, norki amerykańskie czy trzoda chlewna. Sposób lokalizowania tych przedsięwzięć przypomina problemy z wiatrakami i niewiele ma wspólnego ze standardami praworządnych państw.

Partycypacja społeczna ? co to takiego?

Na tle tych wszystkich spraw nasuwa się jeszcze jedna zasadnicza refleksja. Partycypacja społeczna na wszystkich poziomach sprawowania władzy jest warunkiem sine qua non stabilności i efektywności każdego systemu politycznego. To jest cena jaką osoby sprawujące władzę, bez względu na ich poglądy polityczne, płacą za możliwość sprawowania swojej funkcji. Każdy system polityczny, bez względu na to czy będzie się nazywał demokracją, monarchią czy samodzierżawiem, musi bowiem zapewniać realizację dominującego w danej społeczności systemu wartości etycznych (por. koncepcje Feliksa Konecznego). Inaczej odbierany jest jako wrogi, co wyklucza efektywne sprawowanie władzy i degeneruje go do zwykłego, choć zalegalizowanego systemu przemocy w rękach jednostki lub elity.

Rolą strony społecznej (stowarzyszeń lokalnych i ogólnokrajowych, fundacji, niezależnych mediów, ośrodków opinii, kościołów i związków wyznaniowych oraz struktur innych niż aparat władzy) jest zapewnienie należytej partycypacji społeczeństwa w obiegu informacji oraz w procesach decyzyjnych na wszystkich szczeblach sprawowania władzy. Tutaj możemy mieć do czynienia z różnymi rozwiązaniami, gdzieś pomiędzy decydowaniem a jawnym zwalczaniem. Hierarchia poziomów uczestnictwa społecznego w sprawowaniu władzy wygląda mniej więcej tak:

- decydowanie,

- współpraca,

- partycypacja,

- udział pro forma,

- ignorowanie,

- izolacja,

- wykluczenie,

- prześladowanie.

Warto samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, w którym miejscu jesteśmy dzisiaj jako społeczeństwo jeśli chodzi o poziom partycypacji społecznej i jeśli chodzi o zgodność systemu politycznego z wartościami wyznawanymi przez Polaków. Jest oczywiste, że pozostaje jeszcze wiele do zrobienia, by cały system ocenić jako partycypacyjny i zgodny z cywilizacyjnymi wartościami, w które większość z nas wierzy.

Państwo sprawiedliwe a państwo łupieżcze

Przynależność Polski do cywilizacji łacińskiej jest sprawą determinującą zarówno system społeczny jak i polityczny, choć wielu o tym nie wie i udaje, że nie rozumie lub też wyznaje zupełnie inne wartości. Oczywistą sprawą jest to, że państwo jako instytucja prawna, jest narzędziem w rękach społeczeństwa (społeczności lokalnej, regionalnej czy etnicznej) służącym obronie ich żywotnych interesów dotyczących zapewnienia bytu i fizycznego przetrwania, ochrony terytorium, zapobiegania i eliminacji zagrożeń wewnętrznych oraz zewnętrznych. Państwo samo z siebie nie tworzy bowiem bogactwa, bo żyje z pracy innych - podatków. Jedynie ludzie, swoją pracą i działaniem tworzą bogactwo. Z chwilą, kiedy państwo i jego aparat nie wypełniają tej podstawowej roli ochronnej dla społeczeństwa, z państwa sprawiedliwego staje się ono państwem łupieżczym, zajmującym się wyłącznie gnębieniem oraz okradaniem własnych obywateli przy zachowaniu wszelkich pozorów legalnej organizacji państwowej. Przeciwstawienie koncepcji państwa sprawiedliwego ? koncepcji państwa łupieżczego jasno pokazuje, jak daleko może sięgać degradacja władzy publicznej i to na każdym jej szczeblu.

Aby nie dopuścić do takiej sytuacji, w której aparat państwowy wymyka się spod kontroli, kluczowe znaczenie ma sprawowanie społecznej kontroli nad elitami rządzącymi i aparatem państwowym na wszystkich szczeblach rządzenia. W państwie uczciwym kontrolę sprawuje społeczeństwo, gdyż rządzący wywodzą się z niego, podzielają jego wartości i sposób widzenia świata oraz działają w jego najlepiej pojmowanym interesie. To społeczeństwo potrafi wymusić określone zachowania, działając w sposób zgodny ze swoją tradycją, wyznawanymi wartościami i wewnętrznymi strukturami decyzyjnymi. W państwie nieuczciwym elity są wrogie społeczeństwu, całkowicie sprzedajne obcym interesom i często są narzucone z zewnątrz. W państwie łupieżczym duszona jest wszelka aktywność społeczną i samodzielne myślenie oraz oddolne działanie społeczne.

Niestety, obecny model rozwoju struktur politycznych zmierza do kanibalizacji struktur rządowych (aparatu władzy) przez globalne struktury gospodarcze i poprzez narzędzia regulacyjne służące narzucaniu innym podmiotom swoich modeli biznesowych i politycznych. Doskonale to widać po polityce energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej, której oczywistym celem jest pozbawienie Polski wpływu na własną energetykę i wykorzystanie surowców naturalnych. Mam nadzieję, że obecny tutaj pan Zbigniew Kuźmiuk, poseł do europarlamentu przybliży nam tą jakże istotną kwestię.

Współczesnym problemem polityczno-gospodarczym jest więc zapewnienie niezależności struktur państwowych przed drapieżnym i pasożytniczym biznesem/rynkami finansowymi. Problemem jest nie tyle ograniczenie wpływu państwa na gospodarkę, gdyż wpływ ten jest sukcesywnie zwalczany, ale sytuacja dokładnie odwrotna. Ochrona państwa i jego struktur przed kanibalizacją przez globalny biznes i ponadnarodowe struktury polityczne aspirujące do roli rządu światowego. Znalezienie sposobów tej obrony jest nakazem chwili i najwyższym obowiązkiem każdego uczciwego obywatela. W przeciwnym razie nie będzie ratunku przed zniewoleniem przez globalne struktury władzy i gospodarki, które pozostają poza jakąkolwiek kontrolą społeczną, prawną czy polityczną i działają tylko we własnym interesie.

Marcin Przychodzki

stopwiatrakom stopka 1