^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Na portalu CIRE.PL ukazała się publikacja autorstwa prof. Konrada Świrskiego pt. „Jak polski rynek mocy zmieni nasze rachunki za prąd?” http://www.cire.pl/drukuj,131823,13,jak-polski-rynek-mocy-zmieni-nasze-rachunki-za-prad.html

Warto zapoznać się z tym tekstem, gdyż prof. Świrski dość dokładnie analizuje pomysł ministra energii na nowy mechanizm wsparcia dla polskiej energetyki, tym razem adresowany stricte do energetyki konwencjonalnej. Z propozycjami Ministerstwa Energii można zapoznać się tutaj http://biznesalert.pl/tchorzewski-rynek-mocy-pomoze-inwestowaniu-nowe-moce-wytworcze/. Sam projekt założeń funkcjonowania nowego systemu dostępny jest w formie pliku pdf poniżej.

Trafna diagnoza

Należy zgodzić się z diagnozą autora, że obecne regulacje europejskie nie zapewniają możliwości uzyskania przewidywalnego zwrotu z inwestycji w energetykę konwencjonalną (węgiel, gaz, energetyka jądrowa) z uwagi na to, że są to inwestycje o charakterze długoterminowym (min. 15 – 20 lat). Składa się na to wiele czynników, m.in. wadliwie przeprowadzona, bo tylko częściowa liberalizacja rynku oraz silne wsparcie dla energetyki opartej o źródła odnawialne, co przy względnie stałym zapotrzebowaniu na energię elektryczną w Europie powoduje wypychanie energetyki konwencjonalnej z rynku. Mówiąc wprost, kto za mało pracuje, ten nie zarabia nawet na pokrycie kosztów stałych i zmiennych, nie mówiąc o generowaniu zysków. Dalszy wzrost udziału odnawialnych źródeł w ogólnym bilansie energii może tylko pogłębić tą nierównowagę i pogorszyć kondycję energetyki konwencjonalnej.

Jak to z KDT-ami było

W tym właśnie kontekście trzeba widzieć propozycję Ministra Energii z 4 lipca br. dotyczącą „rynku mocy”, którą prof. Świrski trafnie odczytuje jako cichy powrót do rozwiązań znanych pod nazwą „Kontrakty Długoterminowe” (KDT). Nie wchodząc w szczegóły samych rozwiązań, dzisiaj mających znaczenie jedynie historyczne, trzeba wyraźnie wskazać, że KDT stanowiły proste rozwiązanie problemu, przed którym stoi polska energetyka i dzisiaj: w jaki sposób sfinansować modernizację oraz budowę nowych mocy wytwórczych przy niewystarczających środkach własnych, nie sprzedając przy tym własnego biznesu. KDT były przecież gwarancją przychodów nie tylko dla wytwórców energii, ale przed wszystkim dla banków, które kredytowały modernizację energetyki w latach 90-tych i potrzebowały gwarancji długoterminowych przychodów na przewidywalnym poziomie. W momencie negocjacji akcesyjnych do Unii Europejskiej (rok 2003 i 2004) ówczesny rząd Leszka Millera zlekceważył sprawę i nie bronił KDT jako legalnego środka modernizacji naszej energetyki, nie będącego równocześnie pomocą publiczną. Trzeba bowiem pamiętać, że nikt za darmo kredytów energetyce nie udzielał i w gruncie rzeczy było to specyficzne całkiem kosztowne zabezpieczenie bankowe. Dla tych, którzy nie wierzą, że jest to możliwe, dwa przykłady tego, jak przez analogię można było wówczas negocjować parasol ochronny dla polskiej energetyki. Pierwszy to ograniczenia w zbywaniu nieruchomości przez cudzoziemców. Dopiero 1 lipca 2016 r. formalnie ograniczenia te zostały zniesione, choć ustawa o obrocie ziemią rolną wprowadziła silne bariery przy zbywaniu gruntów rolnych. Drugi przykład jest jeszcze bardziej wymowny, chodzi bowiem o obszar byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, który z mocy art. 107 ust. 2 lit. c) Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, a więc z mocy prawa pierwotnego jest wyłączony spod reguł pomocy publicznej i to w zasadzie bezterminowo, bo nie ma odważnych, by wystąpić o jego zmianę. Oficjalny powód jest banalny: „pomoc przyznawana gospodarce niektórych regionów Republiki Federalnej Niemiec dotkniętych podziałem Niemiec, w zakresie, w jakim jest niezbędna do skompensowania niekorzystnych skutków gospodarczych spowodowanych tym podziałem”. Dla przypomnienia, połączenie Niemiec nastąpiło w październiku 1990 r. a akcesja Polski do UE dopiero w maju 2004 r. Przy czym pomoc publiczna dla b.NRD dalej jest możliwa, natomiast na Polsce wymusza się rygorystyczne podejście do korzystania z niej. Za to zaniechanie z okresu negocjacji akcesyjnych energetyka płaci do tej pory. W Unii obowiązuje bowiem orwellowska zasada, że wszystkie państwa członkowskie są równe, ale są państwa równiejsze, którym wolno więcej.

Niezbędna będzie notyfikacja przepisów o rynku mocy

Należy też pamiętać, że sprawy pomocy publicznej są mocno zideologizowane, gdyż decyzje w tym obszarze podejmuje samodzielnie Komisja Europejska kierując się własnym, specyficznym rozumieniem zasad konkurencyjności i żonglując pojęciem rynku wewnętrznego tak jak jej wygodnie. Jest to klasyczne swobodne uznanie administracyjne. Potraktowanie KDT za niedozwoloną pomoc publiczną jest tego dobrym przykładem. Piszę o tym dlatego, że propozycje regulacji prawnych w zakresie „rynku mocy” tak czy inaczej będą przedmiotem długich negocjacji i rozmów z Komisją Europejską w celu wyjaśnienia, czy jest to mechanizm rynkowy czy też nie, a przy obecnym konflikcie rządu z Komisją w sprawie Trybunału Konstytucyjnego nie ma co oczekiwać taryfy ulgowej w tej sprawie. Wręcz przeciwnie, wszystko co ma na celu wspieranie energetyki konwencjonalnej stoi w kontrze do obsesji Komisji na punkcie wspierania energetyki odnawialnej. Na takie właśnie podejście do spraw energetyki zwracała w swoim wywiadzie dla stopwiatrakom.eu europosłanka Jadwiga Wiśniewska mówiąc, że: „parlamentarna większość dostrzega wyłącznie jeden sposób realizowania celów klimatycznych i jest nim dekarbonizacja. Upór w eliminowaniu z europejskiej gospodarki jakiejkolwiek formy węgla jest tak dalece posunięty, że nie są go w stanie przełamać nawet argumenty pochodzące z parlamentarnej komisji ds. środowiska” czy „Wiele wskazuje na to, że już niebawem to samo podejście, polegające na wypieraniu ze świadomości faktów o katastrofalnym wpływie polityki klimatycznej na stan unijnej gospodarki, będziemy obserwować w odniesieniu do dyrektywy OZE.” http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/1916-jadwiga-wi%C5%9Bniewska-o-skutkach-rezolucji-parlamentu-europejskiego-w-sprawie-sprawozdania-z-post%C4%99p%C3%B3w-w-dziedzinie-energii-odnawialnej-oraz-spraw-rozwoju-oze.html

W takim kontekście jasno widać, że sprawa rynku mocy (kontraktów mocowych) w Polsce powinna być postrzegana w szerokim kontekście prawno-politycznym i to, czy uda się zorganizować ten rynek, zależy zarówno od dobrego przygotowania się strony rządowej do obrony własnej koncepcji, jak i też nastawienia samej Komisji Europejskiej do tej sprawy. Trzeba zdawać sobie sprawę, że jest to już ostatni dzwonek na zrobienie czegokolwiek pozytywnego dla polskiej energetyki przed popadnięciem w trwałe uzależnienie od importu energii elektrycznej.

Czynnik czasu

Istotnym elementem całej operacji wprowadzenia regulacji dotyczących rynku mocy będzie też czynnik czasu. Zwracam na to szczególną uwagę, gdyż urzędnicy ministerialni mają naturalną skłonność do optymizmu w rozmowach z przełożonymi, którzy liczą na szybkie sukcesy. Należy od razu założyć, że ustawa regulująca sprawy „rynku mocy”, cokolwiek to znaczy, wymagać będzie notyfikacji w Komisji Europejskiej i zbadania jej pod kątem zgodności z regułami pomocy publicznej. Rozmowy z Komisją mogą potrwać nawet kilkanaście miesięcy. Przy tak ostrożnym podejściu pierwsze kontrakty da się zawrzeć dopiero za dwa lata, tj. latem 2018 r., z terminem ich realizacji po 2022 r. Pośpiech nie jest zatem wskazany. Nawet gdyby udało się sprawę notyfikacji załatwić w miarę szybko, to na przeszkodzie stoi jeszcze ogłoszenie i realizacja przetargu na wykonawcę platformy aukcyjnej dedykowanej typowo dla rynku mocy. Ten sam problem dotyczy także platformy dla aukcji realizowanych na rynku OZE. I znowu, samo przygotowanie przetargu i jego rozstrzygnięcie plus czas na niezbędne testowanie systemu, to lekko licząc półtora roku. Jak by nie patrzeć, realna szansa na pierwszą aukcję dedykowaną dla rynku mocy to początek 2018 r., a nie rok wcześniej. Mając na względzie to, że „kontrakty mocowe” mogą być traktowane jako instrumenty finansowe w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 2 lit. i) ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (Dz. U. z 2014 r., poz. 94, ze zm.), do rozważenia jest alternatywna droga realizacji tych kontraktów poprzez Towarową Giełdę Energii SA. Dopuszczenie do obrotu takiego instrumentu wymagałoby oczywiście opracowania dlań nowego standardu, ale czytając opublikowany projekt rozwiązań funkcjonalnych dla rynku mocy i poziom jego szczegółowości, nie powinno to stanowić żadnego problemu. Co więcej, takiemu rozwiązaniu nie można będzie zarzucić „nierynkowego” charakteru, gdyż sprzedaż kontraktów mocowych na rynku pierwotnym i wtórnym odbywałaby się przez giełdę i to bez potrzeby tworzenia osobnej platformy aukcyjnej. Tak jak pisałem wcześniej, perspektywa długiego czasu niezbędnego do wdrożenia kontraktów mocowych powinna skłaniać ministra do szukania innych rozwiązań niż ustawowe zadekretowanie rynku mocy. W zasadzie regulacja prawna powinna mieć charakter minimalny i zawierać podstawy prawne do pobierania opłaty od obiorców końcowych w ramach dostępnych taryf, umożliwiając finansowanie OSP kontraktów mocowych. Brak ustawowej regulacji w tym względzie daje też jeszcze jedną przewagę, tj. możliwość elastycznego i szybkiego reagowania na istniejącą sytuację na poziomie OSP – wytwórcy energii. Co więcej, TGE SA, jako część grupy kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych SA znajduje się pod kontrolą rządu, więc nie powinno być trudności z realizacją takiego pomysłu. Projekt rozwiązań przedłożonych do publicznej dyskusji przewiduje trzy propozycje kontraktów zróżnicowanych podmiotowo, tj. dla istniejących jednostek, dla jednostek modernizowanych oraz dla nowych jednostek wytwórczych, a także czwarty typ kontraktu w postaci usługi czasowego ograniczania mocy pobieranej z sieci. W projekcie rozwiązań brakuje jednak specjalnego rozwiązania dedykowanego np. dla elektrowni systemowych, które powinny pracować w zasadzie zawsze, jako filary funkcjonowania całego systemu elektroenergetycznego i bezpieczeństwa energetycznego. Takiego rodzaju długoterminowy kontrakt powinna mieć elektrownia jądrowa, o ile rząd zdecyduje się na jej budowę. Inaczej nigdy ona w Polsce nie powstanie. Symptomatyczne były tutaj trudności brytyjskiego rządu z przekonaniem Komisji Europejskiej do warunków finansowania projektu budowy elektrowni jądrowej Hinkley Point C przy równoległym wahaniu się francuskiego koncernu EdF, który oczekiwał gwarancji odpowiednio wysokiej ceny energii elektrycznej przez cały okres pracy elektrowni, tj. aż 35 lat.

Energetyka musi działać w każdym czasie

Propozycja prawnej regulacji „kontraktów mocowych” jest bardzo potrzebna i opublikowane założenia stanowią krok w dobrym kierunku. Energetyka nie może być uzależniona od kaprysów pogodowych (wieje wiatr – nie wieje wiatr; raz świeci słońce – raz nie świeci). Trudno powiedzieć, czy opublikowane właśnie propozycje utworzenia rynku mocy pozwolą utrzymać energetykę konwencjonalną w jej obecnym kształcie, gdyż jest na to jeszcze za wcześnie. Ważne natomiast jest to, że rząd szuka pomysłów na wyjście z pułapki uzależnienia od importu energii na skutek wycofywania z rynku w ciągu najbliższych lat kolejnych elektrowni. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest kształtowanie takich długoletnich mechanizmów wsparcia, które zapewnią energetyce konwencjonalnej uczciwe warunki funkcjonowania i rozwoju wobec ekspansji preferowanej przez Unię Europejską energetyki odnawialnej. Energetyka przypomina wojsko, które musi działać bez względu na warunki. Konieczne jest, aby była cały czas dostępna i gotowa do działania. Za tą pewność użycia w każdym czasie płaci się tak wojsku, jak i energetyce. Rząd już wie, że silne wspieranie energetyki wiatrowej i solarnej nie gwarantuje pewności dostaw energii w długotrwałej perspektywie czasowej, ani też utrzymania stabilności całego systemu elektroenergetycznego. Dlatego niezbędne jest wspieranie istniejących mocy wytwórczych, tak by nie wypadły one z rynku oraz budowa nowoczesnych bloków w oparciu o źródła konwencjonalne o wysokiej sprawności. Takie źródła powinny pracować w ciągu roku, tak długo jak się da. Warunkiem powodzenia takiej operacji jest jednak znalezienie źródeł finansowania inwestycji. Rynek mocy jest z pewnością dobrym pomysłem, jeśli uda się go obronić w Komisji.

Warto też pomyśleć nad powołaniem przez Polskę i naszych sąsiadów środkowoeuropejskiego banku finansującego inwestycje o charakterze infrastrukturalnym czy energetycznym, który działając na podobnych zasadach co Azjatycki Infrastrukturalny Bank Inwestycyjny w Pekinie (AIIB – http://www.aiib.org), mógłby koncentrować się na kluczowych dla Polski i regionu inwestycjach przy udziale finansowym naszych sąsiadów. W perspektywie najbliższych 2-3 lat możliwe by było finansowanie dużych inwestycji w energetyce w całym regionie bez oglądania się na decyzje Komisji Europejskiej czy też Berlina w sprawie pomocy publicznej.

Marcin Przychodzki

Redakcja portalu stopwiatrakom.eu