^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal prasowkaInwestorzy wiatrakowi coraz bardziej narzekają na niskie ceny zielonych certyfikatów. Skończył się okres boomu w farmy wiatrowe a branża popada w panikę, że nie będzie w stanie dalej spłacać kredytów bankowych zaciągniętych na budowę wiatraków.

System zielonych certyfikatów obowiązuje w Polsce od 1 października 2005 roku. Wtedy to weszły w życie nowe przepisy, zmieniające zakres obowiązku zakupu energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Świadectwa pochodzenia zapewniają producentom energii elektrycznej z OZE możliwość wykazania, że w rozumieniu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych zmieniająca i w następstwie uchylająca dyrektywy 2001/77/WE oraz 2003/30/WE (Dz.Urz.UE L z 2009 r. Nr 140, str. 16-62), sprzedawana przez nich energia elektryczna jest wytwarzana z odnawialnych źródeł energii. Certyfikaty są częścią systemu wsparcia dla producentów OZE. Obrót prawami majątkowymi do zielonych certyfikatów umożliwia wytwórcom energii z OZE pozyskanie dodatkowych przychodów z tytułu produkcji energii. Tak więc obok sprzedaży samej energii elektrycznej, to drugie podstawowe źródło przychodów, dzięki któremu tak naprawdę w ogóle opłacało się inwestować w wiatraki.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami przedsiębiorstwa energetyczne, które zajmują  się wytwarzaniem energii elektrycznej lub jej obrotem i sprzedają tę energię odbiorcom końcowym podłączonym do krajowej sieci elektroenergetycznej, są obowiązane do uzyskania i przekazania do umorzenia odpowiedniej ilości zielonych certyfikatów Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki albo alternatywnie do wniesienia opłaty zastępczej o wartości określonej w danym roku.
Prawa majątkowe wynikające ze świadectw pochodzenia są zbywalne i stanowią towar giełdowy, o którym  mowa  w  art.  2  pkt  2  lit.  d  ustawy  z  dnia 26 października  2000 r. o giełdach towarowych. Prawa te powstają z chwilą zapisania świadectwa pochodzenia po raz pierwszy na koncie ewidencyjnym w rejestrze świadectw pochodzenia prowadzonym przez podmiot prowadzący giełdę towarową i przysługują osobie bądź podmiotowi, będącemu posiadaczem tego konta. Obrót świadectwami pochodzenia odbywa się na Towarowej Giełdzie Energii (TGE), która prowadzi tzw. rejestr świadectw pochodzenia. Obrót świadectwami pochodzenia może odbywać się na giełdzie bądź w systemie pozagiełdowym, co czyni świadectwa pochodzenia atrakcyjnym instrumentem finansowym.

Zielone certyfikaty podlegają zatem normlanym prawom rynku i na ich cenę wpływa wielkość podaży i popytu. Dlatego nie powinno budzić zdziwienia, że wobec szaleństwa wiatrakowania w ostatnich 3 latach, a zwłaszcza w 2015r, kiedy to inwestorzy wespół z wójtami i starostami kolanem przepychali kolejne decyzje administracyjne aby tylko zdążyć z budową wiatraków przed wejściem w życie ustawy o OZE, doszło do ogromnej nadpodaży świadectw pochodzenia. Ostatnie kilka miesięcy 2016 r. to ciągły lament branży wiatrakowej i prośby o interwencję rządu na rynku zielonych certyfikatów. Nagłówki branżowych artykułów prasowych pełne są dramatycznych fraz typu: rynek zielonych certyfikatów przeżywa katastrofalne załamanie; ceny osiągają minima nie gwarantujące choćby minimalnej opłacalności;  przychody nie wystarczają na spłatę zaciągniętych kredytów, itp itd.

Minimalny obowiązek udziału regulują przepisy – wyznaczając przy okazji popyt na certyfikaty. W ubiegłym roku sprzedawcy prądu musieli przedstawić prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki do umorzenia świadectwa pochodzenia energii z OZE pokrywające 14% wolumenu sprzedaży energii swoim klientom. To oznacza, że popyt na zielone certyfikaty wyniósł ok. 16,8 TWh. Problem w tym, że w 2015 roku produkcja „zielonej” energii elektrycznej wyniosła 19% (22,5 TWh w stosunku do zużycia odbiorców w wysokości ok. 118 TWh, wliczając to częściowe zwolnienie z obowiązku zakupu certyfikatów przez przemysł energochłonny). W rezultacie co trzecia wyprodukowana kilowatogodzina była zbędna dla nabywców zielonych certyfikatów. Nadprodukcja utrzymuje się z resztą już od pięciu lat. – pisze portal www.wysokienapiecie.pl. Ta nadprodukcja wystąpiła także w tym roku i na pewno będzie też w przyszłym roku i to jest podstawowy powód spadku cen certyfikatów.
 

071 0Źródło:http://www.teraz-srodowisko.pl/media/pdf/reportaze-promocyjne/4-PSEW_Stan_energetyki_wiatrowej_w_Polsce_w_2015.pdf

Między innymi wybudowanie w super szybkim tempie elektrownie wiatrowe doprowadziły do załamania cen na rynku zielonych certyfikatów. Powstała „górka", której nie da się już zniwelować w prosty sposób. Uruchomienie kolejnych farm w 2015 i 2016 r. spowodowało nadpodaż świadectw pochodzenia i doprowadziło do tego, że ceny osiągały już mniej niż 20zł/MWh. Na ten proces nakłada się też jeszcze jedna tendencja, a mianowicie mniej więcej stały poziom zużycia energii elektrycznej w gospodarce. Gdyby gospodarka rosła w tempie 5-6%, to  zużycie energii byłoby większe, a że od kilku lat mamy de facto stagnację, czyli niewielkie wzrosty, to i zużycie energii pozostaje na podobnym poziomie od kilku lat. Mówiąc wprost, istnieje pozytywna korelacja pomiędzy wielkością zużycia energii elektrycznej w gospodarce krajowej a wzrostem gospodarczym. Jest to dużo lepszy wskaźnik stanu gospodarki niż PKB, który jest nadużywany politycznie. A tak wygląda na oficjalnych danych z PSE produkcja i zużycie energii elektrycznej w Polsce.

071 1

Źródło: http://www.pse.pl/index.php?did=2870#r6_5

Poniżej publikujemy też wyciąg z Informacji Prezesa Urzędu Regulacji energetyki nr 54/2016 dotyczącej realizacji obowiązku w zakresie uzyskania i przedstawienia do umorzenia świadectw pochodzenia lub świadectw pochodzenia biogazu rolniczego albo uiszczenia opłaty zastępczej za rok 2016, który pokazuje jak kształtowała się średnia miesięczna cena praw majątkowych:
071 2Całość informacji dostępna jest w formie pliku pdf poniżej.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że cena zielonych certyfikatów na poziomie ok 40 zł/MWh to dla inwestorów zdecydowanie za mało. Spędza im sen z oczu gdyż biznesowe kalkulacje zakładały cenę na poziomie 250-300 zł/MWh. Natomiast zdaniem Ministra Energii problem nadpodaży sam się rozwiąże za sprawą działania mechanizmów rynkowych. Dlatego resort nie przewiduje żadnych interwencji na rynku zielonych certyfikatów.

Potwierdza się to o czym pisaliśmy wielokrotnie, wiatraki kręcą się tylko dzięki różnym rodzajom wsparcia i dotacjom. Produkcja energii elektrycznej z tych urządzeń w naszych warunkach jest po prostu nieopłacalna. W drugim półroczu br, po tym jak weszła w życie nowelizacja OZE, która zmieniła sposób wsparcia dla nowobudowanych elektrowni wiatrowych (system aukcyjny) nikt nie kwapi się do ich budowania i nie dlatego, że nie ma ostatecznych pozwoleń na budowę.

Niestety inwestorzy nadal nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć przyczyn takiego stanu rzeczy, udają, że nie było żadnych protestów społecznych, krytycznych raportów NIK, kilku interwencji RPO itp. Chcą teraz przede wszystkim odzyskać zainwestowane pieniądze, stąd naciski na zmianę ustawy „odległościowej”, zaskarżenie jej TK oraz lobbowanie w Komisji Europejskiej za takimi regulacjami, które uderzą w polskie elektrownie węglowe. Doskonale wiedzą, że bez parasola ochronnego rządu i wsparcia finansowego publicznymi pieniędzmi ich branżę czeka zapaść a potem śmierć „głodowa".

Mamy nadzieję, że rząd widzi już, że Komisja Europejska jest ślepa i głucha na argumenty płynące z Polski i nie zamierza zrewidować swojego stanowiska w sprawie polityki klimatyczno-energetycznej. Wstępna debata w Parlamencie Europejskim w dniu 13 grudnia br. nad „Pakietem Zimowym” tylko nas utwierdza w tym przekonaniu. Niedługo szerzej opiszemy przebieg tej bardzo interesującej debaty.
Można sobie powtarzać, że da się jeszcze Unię zreformować i Europa odzyska swój wigor i zapał. Naszym zdaniem, od wielu już lat obserwujemy permanentny kryzys instytucji europejskich, zapoczątkowany wprowadzeniem wspólnej waluty euro (2002) i widocznym wzrostem znaczenia Niemiec. To są sprawy ściśle powiązane ze sobą i paradoksalnie upadek euro może mieć ozdrowieńczy charakter dla Unii. Jeśli waluta przetrwa, to i tak krótko, bo kolejny kryzys będzie narastał, aż do załamania się gospodarek europejskich i bankructwa całej strefy euro. To jest tylko sztuczne utrzymywanie waluty przy życiu. Dlatego trzymajmy się własnej waluty i rozwijajmy kontakty gospodarcze poza Europą, by mieć alternatywę, gdy system euro runie w przepaść.

Redakcja stopwiatrakom.eu


Źródło:

1)    http://wysokienapiecie.pl/oze/1861-zielone-certyfikaty-cena-nadpodaz-obowiazek-2016-2020#dalej
2)    http://www.teraz-srodowisko.pl/media/pdf/reportaze-promocyjne/4-PSEW_Stan_energetyki_wiatrowej_w_Polsce_w_2015.pdf