^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal prasowkaWybory do parlamentu regionalnego w Saarze pokazują faktyczne nastroje niemieckich wyborców. Prawdziwa „bitwa o władzę” rozegra się 24 września br. w wyborach do Bundestagu. W maju odbędą się jeszcze wybory do regionalnych parlamentów w krajach związkowych Szlezwik-Holsztyn oraz Północna Nadrenia -Westfalia.

Wybory do parlamentu regionalnego w Saarze uznaje się za „barometr” politycznych nastrojów wyborców w Niemczech. W tamtejszych marcowych wyborach, partia Angeli Merkel czyli CDU zdobyła w Saarze 40,7 proc., poprawiając o 5,5 % swój wynik w porównaniu z poprzednimi wyborami w 2012 roku. SPD z której ramienia kandydować będzie niedługo Martin Schulz uzyskała 29,6 % (spadek o 1 % wobec 2012 r.), a postkomunistyczna Lewica - 12,9 % (spadek o 3,2 %). W wyborach do parlamentu regionalnego Saary Partia Zielonych nie uzyskała nawet 5 % głosów i tym samym nie weszła do parlamentu.

Jak pisze profesor Andrzej Strupczewski w swoim komentarzu pt.: „Klęska Partii Zielonych efektem masowych problemów energetycznych spowodowanych brakiem słońca i wiatru”, miażdżąca klęska Partii Zielonych w wyborach do parlamentu Saary to bezpośredni efekt katastrofalnego braku energii z elektrowni wiatrowych i paneli słonecznych w styczniu bieżącego roku. Ponadto Strupczewski pisze:

Wyborcy odmówili poparcia lewicy, ponieważ w styczniu niemiecki system energetyczny doszedł do granicy załamania wskutek braku prądu z wiatru i paneli słonecznych. Zachmurzone niebo i niskie prędkości wiatru obnażyły słabość OZE. W dniu 24 stycznia tylko wprowadzenie ostatniej rezerwy energetycznej uchroniło system od krachu, oświadczył mediom kierownik unii energetycznej IG Bergbau, Chemie Energie. Wszystkie elektrownie konwencjonalne i jądrowe były wykorzystane i pracowały na granicy możliwości. Jakakolwiek usterka w nich spowodowałaby wówczas krach energetyczny na skalę całego kraju.

Niemcy musiały tego feralnego dnia wznowić pracę wszystkich wcześniej wyłączonych elektrowni węglowych. Tymczasem plany "zielonej transformacji energetycznej" przewidują, że do 2030 roku wyłączonych zostanie 30 elektrowni opalanych paliwem kopalnym.

Trzeba w tym miejscu wspomnieć o innych, potężnych kosztach pomijanych przez „zielone” media a związanych z niemiecką Energiewende. Jak napisała Maria Szurowska w komentarzu zatytułowanym: „Bilans wygaszenia - Energiewende kontra niemiecki przemysł”, koszty niemieckiej zmiany doktryny energetycznej – Energiewende, w dużej mierze spadły na koncerny z branży przemysłowej:

Zaledwie 24 miesiące wystarczyło spółce E.On, aby dokonać odpisów na rekordowe 22 mld euro. (…) Największa spółka dostarczająca energię do niemieckich domów i przedsiębiorstw nie jest w stratach osamotniona. Bilansy wszystkich koncernów z wielkiej energetycznej czwórki (E.On, RWE, EnBW, Vattenfall) kolejny rok świecą na czerwono. RWE zamknęło 2016 rok z 5,7 mld euro straty. EnBW jeszcze nie podliczyło zeszłego roku, niemniej nie ma podstaw, aby spodziewać się wyłomu, skoro za pierwsze dwa kwartały odpisy wynosiły 200 mld euro. Szwedzki Vattenfall, dla którego rynek niemiecki jest jednym z głównych obszarów działalności, odnotował około 2,8 mld euro straty.

Jak pisze Szurkowska potężne odpisy aktualizujące wielkich niemieckich koncernów posiadających w swoich aktywach elektrownie jądrowe nie są jedyną bolączką niemieckiej transformacji energetycznej. Są nimi także elektrownie konwencjonalne:

Mechanizm priorytetowego „wpuszczania” do sieci prądu ze źródeł odnawialnych odcisnął piętno na rynkowej wycenie jednostek konwencjonalnych, a do tego dochodzą problemy natury politycznej. Sygnały z Berlina były niejasne – z jednej strony dobro środowiska, utrzymania odpowiedniego wizerunku oraz dbałość o opłacalność inwestycji w rozwijanie technologii odnawialnych wymaga szybkiego wygaszenia bloków węglowych. Na drugiej szali leży stabilność dostaw oraz tysiące pracowników z Nadrenii Północnej-Westfalii, których zatrudnienie nadal zależy od zapotrzebowania na węgiel.

Widać już wyraźnie, że „zielona" energia nie przybliża Niemiec do osiągnięcia deklarowanego celu obniżenia emisji CO2 i to mimo wydania dziesiątek miliardów euro na OZE. Wobec politycznej decyzji o wyłączeniu elektrowni jądrowych, Niemcy zmuszone są do dalszego korzystania z węgla, jako podstawowego źródła energii elektrycznej. Powoduje to wzrost emisji CO2 o czym pisaliśmy tutaj: Wzrost emisji CO2 w Niemczech

Tymczasem wobec coraz większej propagandy klimatycznej UE i coraz większej presji na dekarbonizację europejskich gospodarek, w USA prezydent Donald Trump podpisał dekret o tzw. „niezależności energetycznej". Dekret ten wycofuje regulacje Planu Czystej Energii, który został wprowadzony przez prezydenta Baracka Obamę. Donald Trump wywiązuje się ze swoich obietnic wyborczych i znosi ograniczenia dla emisji gazów cieplarnianych w elektrowniach węglowych. Podpisany przez Trumpa dekret likwiduje również wprowadzone ponad rok temu moratorium na nowe dzierżawy ziem federalnych pod wydobycie węgla. Produkcja energii z węgla jest tania – pod warunkiem oczywiście, że nie obłoży się jej wysokimi podatkami i nie obciąży absurdalnymi kosztami z tytułu emisji CO2. Jest to w gestii odpowiednich regulacji i rozporządzeń parlamentów a nie opłacalności produkcji jako takiej. Wie o tym bardzo dobrze nowy prezydent USA, który w sprawach energetyki i nie tylko jest po prostu pragmatykiem. Tania energia z węgla, to niższe koszty produkcji i bardziej konkurencyjna gospodarka. Kiedy to zrozumieją europejscy decydenci walczący ze zmianami klimatu, a niszczący w ten sposób miejsca pracy w Europie?

Wybory w ladzie Saary są czytelnym sygnałem dla wszystkich polityków. Popieranie energetyki wiatrowej nie przysparza im potencjalnych wyborców, poza osobami, które autentycznie wierzą w cudowne właściwości wiatraków. Sympatia dla energetyki wiatrowej jest jasnym sygnałem, że takiej osoby nie należy wybierać, bo stanie przeciwko ludziom. Nie da się oszukiwać swoich wyborców w nieskończoność o czym właśnie przekonała się niemiecka Partia Zielonych przegrywając w wyborach regionalnych. W Polsce przekonały się o tym PO i PSL. Energetyka wiatrowa nie rozwiązuje żadnego z problemów, które interesują ludzi. Wręcz przeciwnie, tworzy nowe pola konfliktów i podziałów na terenach wiejskich nie oferując wiele w zamian. Obietnica poprawy klimatu na Ziemi jest zbyt mglista, by przekonać do poparcia budowy czegoś, co pogarsza i utrudnia funkcjonowanie lokalnie.

Sadźmy lasy nie budujmy wiatraków

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] http://www.cire.pl/item,143580,13,0,0,0,0,0,kleska-partii-zielonych-efektem-masowych-problemow-energetycznych-spowodowanych-brakiem-slonca-i-wiatru.html

[2] http://www.energetyka24.com/568662,bilans-wygaszenia-energiewende-kontra-niemiecki-przemysl-komentarz

[3] http://www.energetyka24.com/569296,donald-trump-zniosl-ograniczenia-emisyjne-dla-amerykanskiej-energetyki

stopwiatrakom stopka 1