^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Polityka zmierzająca do oparcia energetyki na odnawialnych źródeł energii (w skrajnych przypadkach, jak np. w Szkocji, wyłącznie na OZE) zawdzięcza swój sukces przede wszystkim nowemu poglądowi na to, czym jest ochrona środowiska. Mianowicie ochrona środowiska sprowadza się do popierania rozwoju odnawialnych źródeł energii, w tym ich przemysłowych form jak farmy wiatrowe.

W dokumentach Unii czytamy cały czas o problemach „energii i środowiska”. Ministrowie i ministerstwa środowiska zajmują się głównie problemami rozwoju energetyki. Organizacje o ogromnych zasługach dla ochrony przyrody występują w konsultacjach społecznych przed Komisją Europejską jako bezkrytyczni i entuzjastyczni zwolennicy rozwoju OZE w formach zagrażających gatunkom, które „statutowo” chronią. Patrz na przykład stanowisko brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków w czasie konsultacji społecznych dotyczących dopuszczalnej „pomocy państwa” w obszarze energii i środowiska na wiosnę 2013 r. -- http://ec.europa.eu/competition/state_aid/modernisation/energy_environment_en.html

Na pewno przejawem tej nowej świadomości ekologicznej jest ewidentny brak zainteresowania, a w związku z tym i wiedzy na temat szczegółów praktycznej realizacji rozwoju OZE, „kosztów zewnętrznych” masowej rozbudowy przemysłowych instalacji energetycznych, widoczna w także wypowiedziach najważniejszych organizacji ekologicznych w Polsce (z częściowym wyłączeniem Greenpeace Polska).

Ponieważ wszystko wskazuje na to, że przemysłowe OZE, przede wszystkim energetyka wiatrowa, będą rozwijane w szybkim tempie w Polsce jako część „miksu energetycznego” kraju, rozdźwięk między nową ekologią a tradycyjną ochroną środowiska pozostanie ważnym tematem.

Problemem stosunku współczesnych ekologów do ochrony natury zajęło się niemieckie pismo Der Spiegel w artykule The Price of Green Energy: Is Germany Killing the Environment to Save It? (Cena zielonej energii: czy ratując środowisko Niemcy je zabijają) ( http://www.spiegel.de/international/germany/german-renewable-energy-policy-takes-toll-on-nature-conservation-a-888094.html).

Artykuł ukazał się prawie rok temu. O ile nam wiadomo, nie został w Polsce w ogóle zauważony.   Można powiedzieć, że sytuacja w naszym kraju czyni go coraz bardziej aktualnym. Poniżej przedstawiamy jego streszczenie.        

Wraz z zapoczątkowaniem przez kanclerz Merkel niemieckiej transformacji energetycznej (tzw. Energiewende, w skrócie polega na eliminacji energetyki jądrowej i zastąpieniu jej przez OZE) członkowie ekologicznej Partii Zielonych przemienili się nagle w orędowników bezprecedensowej industrializacji ogromnych obszarów kraju. Przynajmniej część tej partii jest głęboko zaniepokojona konsekwencjami sukcesów w rozwoju OZE, efektami, które są widoczne na terenie całego kraju.

W tej chwili niemal połowa drewna z wyrębu lasów w Niemczech trafia do elektrowni wykorzystujących jako paliwo biomasę lub jest spalana jako pelet. Szef wydziału klimatycznego w centrali niemieckiego oddziału Greenpeace ocenia, że związana z tym spekulacja drewnem doprowadziła do prawdziwej „brutalizacji” przemysłu drzewnego w tym kraju.

W debacie publicznej na temat transformacji energetycznej pierwsze skrzypce wciąż jeszcze grają jej zwolennicy, w tym liczni ekologowie domagający się rozwoju odnawialnej energii za wszelką cenę. To oni nadają ton w urzędach państwowych, funkcjonują jako doradcy zarówno przedsiębiorstw produkujących odnawialną energię, jak i decydentów politycznych. Są jednak także inni, którzy zdecydowani są mówić o swoich obawach o stan środowiska naturalnego.

Jakkolwiek takie napięcia występują we wszystkich partiach politycznych, konflikt ten jest szczególnie silny w szeregach Zielonych. Od samego początku swego istnienia w 1980 r. partia domagała się eliminacji energetyki atomowej i zastąpienia jej czystą energią. Jednak obecnie Zieloni zaczynają zdawać sobie sprawę, że ich marzenie – utopia społeczeństwa funkcjonującego w oparciu o „dobrą” energię – pociąga za sobą ogromny koszt, który zapłaci środowisko naturalne.

W tym sporze z jednej strony występują ci, którzy jak Jürgen Trittin, w przeszłości wieloletni minister środowiska, stawiają energetykę na pierwszym miejscu. Inni Zieloni zasiadający w parlamencie niemieckim ostrzegają przed pokusą poświęcenia ochrony środowiska na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi.

Robert Habeck, lider Zielonych w Schleswig-Holstein, który został pierwszym w Niemczech "ministrem ds. Energiewende" w rządzie tego landu w czerwcu 2012, zauważa, że "My Zieloni staliśmy się nagle partią infrastruktury, która forsuje inwestycje energetyczne, podczas gdy po drugiej stronie na barykadach staje klasyczna klientela CDU. Zupełnie jak 30 lat temu, tylko role się odwróciły."

Socjaldemokraci z SPD i Zieloni wspólnie rządzą w szeregu niemieckich krajach związkowych. I w tych landach w przypadku konfliktu między przyrodą a energią odnawialną, przyroda zwykle przegrywa.

Największa do tej pory farma fotowoltaiczna w Niemczech powstała w 2009 r. w środku Lieberoser Heide, ostoi ptaków znajdującej się ok. 100 kilometrów na południowy zachód od Berlina. Po 1990 r. na tym byłym poligonie wojskowym zagnieździło się ponad 200 zagrożonych gatunków ptaków. Ale to nie miało znaczenia. Pomimo protestów ekologów na dużym obszarze wycięto stare sosny, by zrobić miejsce dla paneli fotowoltaicznych o powierzchni większej niż boisko piłkarskie.

W 2012 r. w landzie Baden-Württemberg Zieloni przeforsowali dekret o energii wiatrowej, przewidujący zwiększenie liczby wiatraków z ok 400 do ok. 2500 do roku 2020. Dekret dopuszczał na zasadzie wyjątku stawianie kolosalnych wiatraków na obszarach przyrodniczych objętych ochroną, co dotychczas było niemożliwe. Obecnie tamten wyjątek może stać się regułą:   w wielu regionach tego kraju związkowego, w tym w okręgach Stuttgart, Esslingen i Göppingen, lokalne władze planują wydanie zezwoleń na farmy wiatrowe na terenie rezerwatów przyrody.

W lutym 2013 r. Claus Schmiedel, lider SPD w parlamencie Baden-Württemberg , zażądał, by rząd wziął w garść uciążliwych obrońców przyrody wśród urzędników niższego szczebla, którzy utrudniają systematycznie życie inwestorom w OZE.

Podobne kontrowersje jak farmy wiatrowe wzbudzają potężne maszty linii energetycznych, którymi płynie energia z wiatraków z północy kraju do południowych miast. Z tego powodu Zieloni opowiedzieli się za prowadzeniem kabli pod ziemią. W ten sposób według Trittina, jednego z krajowych liderów Zielonych, będzie można rozbudować sieć energetyczną z poparciem społeczeństwa.

Pomysł ten wzbudził jednak protesty w okręgu wyborczym samego Trittina. Pojawiły się plakaty: "Stój! Opuszczasz sektor wolny od promieniowania." Protestujący uważają, że 12 potężnych kabli wysokiego napięcia zakopane 1,5 metra pod ziemią będzie wytwarzać niebezpieczne pole magnetyczne.

Lider protestujących jest także szefem miejskiej organizacji Zielonych. Uważa, że inwestycje te są przygotowywane w niedbały sposób, a ich autorzy zapomnieli o ochronie przyrody, zdrowiu i rolnictwie.

Dwanaście grubych kabli ułożonych wzdłuż pasa gruntu szerokości 20 metrów służyć będzie do przesyłania 380.000 woltów. Na tym pasie nie wolno będzie sadzić drzew, ze względu na niebezpieczeństwo kolizji z korzeniami. Kable podgrzewać będą grunt.

Kathrin Ammermann, szefową wydziału ds. odnawialnej energii w Federalnym Urzędzie Ochrony Przyrody, niepokoi to, że zwiększenie produkcji biogazu doprowadziło do rozwoju monokultur kukurydzy, ze szkodą dla licznych gatunków roślinnych i zwierzęcych. Turbiny wiatrowe zabijają ptaki i nietoperze. Według niej, "wzrost wykorzystania energii odnawialnej musi następować nie tylko w sposób najbardziej uzasadniony ekonomicznie, ale także w sposób jak najbardziej przyjazny dla przyrody i środowiska".

Niemieckiego ministra środowiska Peter Altmaier martwi głównie dramatyczny wzrost cen elektryczności. Kiedy zeszłego lata przedstawiał swój 10 punktowy plan rozwoju odnawialnej energii przypomniał sobie nagle, że odpowiada także za ochronę środowiska. Powiedział wtedy kilka skromnych słów o potrzebie ochrony przyrody i wody. Jak dotąd nic z nich nie wynikło. Podobnie jak nie widać żadnych postępów w sprawie planu zmniejszenia hałasu związanego z budową farm morskich, który ogłoszono swego czasu z wielkimi fanfarami.

Polityka ministerstwa środowiska zdominowana jest w coraz większym stopniu przez orędowników energii odnawialnej. Tradycyjni obrońcy przyrody i ochrony środowiska zmuszeni są przyglądać temu z rosnącym zdziwieniem. „Przy podejmowaniu decyzji dopuszczani jesteśmy do głosu zbyt późno albo wcale," mówi urzędnik ministerstwa.

"Ochrona przyrody po prostu nie jest sprawą, która zajmuje ministra."