^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagraniczneNajwiększy dziennik Indii, Times of India, zamieścił 17 września br. artykuł o społecznych i ekologicznych skutkach rozbudowy energetyki wiatrowej w tym kraju [1]. Tytuł brzmi „How ‘green energy’ is ‘evergreen pain’”, co nie jest łatwo przetłumaczyć na polski. Proponujemy: Dlaczego odnawialna energia to utrapienie bez końca.
Ogromna większość z 909 inwestycji wiatrakowych, zrealizowanych w Radżastanie [stan w północno-zachodnich Indiach – uwaga redakcji] i wymienionych na stronie korporacji Rajasthan Renewable Energy Corporation Limited, znajduje się w dystrykcie Jaisalmer. W Jaisalmer znajduje się też jedna z największych farm wiatrowych na świecie. W marcu 2015 r. turbiny w tym stanie wyprodukowały ponad 3000 MW (sic!) [3]. Jednak w ciągu 15 lat, które upłynęły od zainstalowania pierwszych wiatraków, nie przeprowadzano żadnych badań na temat oddziaływania turbin na środowisko i ludzi.

6 30 514Wiatraki ubogacają starożytne zabytki w Barabagh (Radżastan)
Jak podaje Times of India, od czasu pojawienia się wiatraków
drastycznie spadła liczba turystów. Turystyka jest jedną z najważniejszych
gałęzi gospodarki Radżastanu [2]
źródło zdjęcia: Times of India

Abdul Khan, który mieszka w pobliżu wsi Kanoi, powiedział nam:

 „Przez te cztery lata, od kiedy postawiono wiatraki koło naszych domów, nie możemy spać. Moja 80-letnia matka i moja żona biorą teraz leki na zaburzenia psychiczne. Lekarz mówi, że powinny się wysypiać. Ale my nie możemy w ogóle zasnąć. Moja matka ciągle powtarza, że głosowała na Rajiva Gandhiego i że on teraz wyłączy te wiatraki."

Wioska Kanoi leży na samej granicy Parku Narodowego Pustyni Thar [gdzie zamieszkuje wiele gatunków cennych i zagrożonych ptaków – uwaga redakcji [4]].  Prawo zabrania budowy wiatraków w odległości bliższej niż 5 kilometrów od granicy parku. Tymczasem odległość między wiatrakami a granicą parku nie wynosi nawet kilometra. Mieszkańcy wioski mówią, że hałas jest ciągle obecny i bardzo przeszkadza w nocy, kiedy wokół panuje cisza.

Mieszkańcy Kanoi składali petycje do lokalnych władz, a w 2011 r. przeprowadzili 100 dniową dharnę [jest to tradycyjna forma domagania się sprawiedliwości, kiedy protestujący odbywają głodówkę przed drzwiami sprawcy szkody – uwaga redakcji]. Domagali się nakazu wyłączenia turbin w nocy, tak by starsze osoby mogły spać.

„Zostałem zatrzymany na 24 godziny za protestowanie przeciwko wiatrakom" opowiada  Abdul Khan. „Później moje dzieci i sąsiedzi powiedzieli mi, żebym się w to nie mieszał, bo muszę opiekować się matką i żoną."

Również Aala Ram, lokalny sklepikarz, mówi, że jego rodzina ma już dość ciągłego hałasu. „Jesteśmy biednymi ludźmi i nikt nas słucha."  

W grudniu 2014 r. Gajraj Singh, członek dawnej rodziny królewskiej Dżodhpuru, który pełni funkcję stanowego zarządcy Intach (Narodowego Funduszu Sztuki i Dziedzictwa Kulturowego Indii), zwrócił się do gubernatora (ang. chief minister) Vasundhara Raje’ego o interwencję. W swoim liście Singh odnotowuje, że 25% wszystkich turystów [przybywających do Radżastanu] odwiedzało królewskie cenotafy [tj. groby pozorne – uwaga redakcji] w Barabagh. Od kiedy w pobliżu tych objętych ochroną zabytków zainstalowano turbiny wiatrowe, liczba turystów odwiedzających to miejsce dramatycznie spadła.

Wcześniej karawany wielbłądów zabierały turystów do Barabagh i w głąb pustyni, gdzie mogli spędzić noc pod gołym niebem, patrząc na gwiazdy na pustynnym niebie. Inny urzędnik Narodowego Funduszu wskazuje, że takie wycieczki były wielką atrakcją turystyczną, ale teraz praktycznie nie ma na nie chętnych.

W 2011 r. turystka z Niemiec napisała do biura turystyki: „za każdym razem kiedy przyjeżdżam do Jaisalmer, widzę wiatraki. Złote Miasto jest teraz otoczone przez te brzydkie badyle". W przeszłości odwiedzała Jaisalmer regularnie, ale teraz pobyt na pustyni daje takie same wrażenia jak wizyta w dyskotece – czerwone światła na szczycie wiatraków świecą w nocy, zakłócając widok rozgwieżdżonego nieba. A poruszające się łopaty powodują migotanie świateł, jak na dyskotece. „Pozwolono, by te straszne potwory stały tak blisko świątyń.” Powinny być usunięte, tym bardziej że niektóre z nich wyglądają na zużyte i niestabilne po przejściu burzy piaskowej. List, podpisany też przez innych zagranicznych turystów, postuluje, by "trzymać je 30 km od każdego szlaku karawany, wsi i świątyni”.

Miłośników dzikiej przyrody martwi też to, że druty i wiatraki stanowią przeszkodę dla zagrożonego wyginięciem gatunku ptaka - dropa indyjskiego. Prerna Sharma, kierownik projektu ochrony dropa w biurze World Wildlife Fund w Jaisalmer, powiedział nam, że "wiatraki są zbyt blisko granicy Parku Narodowego Pustyni Thar. Ptaki przelatują między parkiem narodowym a Ramdevrą, to jest ok. 160 km, ale ten szlak szpecą teraz farmy wiatrowe".     

Opracowanie i tłumaczenie redakcja stopwiatrakom.eu
Przypisy:
[1] Rosamma Thomas, „How  ‘green energy’ is ‘evergreen pain’”, Time of India, 17.09.2016 - http://timesofindia.indiatimes.com/city/jaipur/How-green-energy-is-evergreen-pain/articleshow/54382680.cms
[2] Radżastan, hasło w Wikipedii - https://pl.wikipedia.org/wiki/Rad%C5%BCastan
[3] Autorka wyraźnie myli moc zainstalowaną elektrowni wiatrowych (liczoną w megawatach – MW) z ich faktyczną produkcją (wyrażaną w megawatogodzinach – MWh). Jest to charakterystyczny błąd spotykany nawet u autorów krytycznych wobec energetyki wiatrowej. Informując o farmach wiatrowych, media na całym świecie podają bowiem ich moc zainstalowaną (teoretyczną) w megawatach w sposób sugerujący, że odpowiada ona faktycznej produkcji energii elektrycznej. Tymczasem w przypadku jednostek energetycznych uzależnionych od warunków pogodowych faktyczna produkcja stanowi ułamek „potencjału”. Na przykład w przypadku elektrowni wiatrowych w Polsce jest ona przeciętnie ok. pięć razy niższa niż moc teoretyczna.
[4] https://en.wikipedia.org/wiki/Desert_National_Park