^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagraniczne
W dniu 30 listopada 2016 r. Komisja Europejska opublikowała projekt kompleksowej reformy rynku energii w Europie. Jest to efekt kilkunastomiesięcznych prac nad projektem pn. „Unia Energetyczna”. Dodajmy, że jest to efekt spodziewany, bo tylko naiwni mogliby sądzić, że nagle, bez żadnych powodów, ktoś przestanie robić to, co przynosi mu istotne korzyści.

Piszę o sprawach polityki klimatyczno-energetycznej wystarczająco długo i dużo, by nie mieć złudzeń co do jej prawdziwych politycznych i gospodarczych celów. Dawałem temu wielokrotnie wyraz w licznych publikacjach poświęconych pomysłom Komisji Europejskiej i jej mocodawców. Równo przed rokiem, w tekście z dnia 9 grudnia 2015 r. dosyć dokładnie opisałem „chytry plan” Komisji w tej sprawie. Tekst dostępny jest tutaj: Chytry plan Komisji Europejskiej

Poniższy fragment wart jest zacytowania z uwagi na jego aktualność.

Z lektury wyznaczonych przez Komisję Europejską pięciu obszarów regulacji w ramach projektu „unii energetycznej” nasuwa się wniosek, że nie zostały one dobrane w wyniku analizy cech i potrzeb poszczególnych krajowych rynków energii państw członkowskich UE, ale zostały wymyślone przy biurku. Wizja ta porządkuje energetykę w gruncie rzeczy wg jednego kryterium - „emisyjności”. Najlepsza energetyka to ta, która nie emituje CO2, zaś najgorsza to ta, która jest oparta na paliwach kopalnych. Jednym słowem, zaprzęgnięto energetykę do „walki z klimatem”, choć ta jest najmniej winna temu, że klimat się zmienia. Cała reszta to tylko logiczne konsekwencje tej zasady (nacisk na zmniejszanie zużycia energii, nacisk na pozbycie się górnictwa i elektrowni węglowych, nacisk na wdrażanie technologii pochodzących z najbardziej uprzemysłowionych krajów, ustalenie wskaźników OZE do osiągnięcia). Skąd wśród eurobiurokratów przekonanie, że węgiel jest szkodliwy dla gospodarki, można się tylko domyślać. Dlatego jestem przekonany, że Komisja będzie blokować i utrudniać powstawanie w krajach członkowskich tego, co nazywa się „rynkiem mocy”, a co w gruncie rzeczy oznacza konieczność znalezienia sposobu utrzymywania i finansowania elektrowni dających energię w sposób stabilny i sterowalny. Elektrownie jądrowe, gazowe czy też węglowe nie mieszą się już w „ramach” unii energetycznej, którą rysuje nam Komisja Europejska, gdyż preferuje ona wyraźnie „źródła odnawialne” bez względu na koszty wdrożenia tego pomysłu w życie i bez względu na ich efektywność.

Dlatego też nie jestem w ogóle zdziwiony zawartością „zimowego pakietu energetycznego”, który opublikowała Komisja Europejska. Oryginały tych dokumentów, pod pompatyczną nazwą: „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków” i z wiatrakami w roli głównej dostępne są tutaj: Dokumenty Komisji

555. Clean energy for all

Z uwagi na ilość tych dokumentów, ich lektura nie jest łatwa, ale nareszcie widać, nad czym pracowała Dyrekcja ds. Klimatu i Energii i co wynika dla Polski z pomysłu pt. „Unia Energetyczna”. W zasadzie można powiedzieć, że zawiera on tylko wiadomości złe, beznadziejne i wręcz tragiczne. Tak źle jeszcze nie było, a lektura komentarza prof. Konrada Świrskiego tylko utwierdziła mnie w tym wszystkim: Blog prof. Świrskiego

Bardzo dobre omówienie proponowanej legislacji zawiera raport PKEE opublikowany w dniu 2 grudnia 2016 r., choć jest on napisany bardzo hermetycznym językiem. Całość dostępna jest tutaj: Stanowisko PKEE

Sprawa „zimowego pakietu” ma wiele aspektów, gdyż dotyczy zarówno dyrektywy o OZE, systemu zarządzania Unią Energetyczną, regulacją rynku wewnętrznego czy dyrektywą o efektywności energetycznej. Należy jednak zacząć od tego, że o pracach Komisji Europejskiej nad koncepcją Unii Energetycznej wszyscy wiedzieli. Widział też i Sejm, i rząd. Sprawa była stale obecna w mediach zajmujących się na co dzień energetyką. Portal stopwiatrakom.eu regularnie publikował teksty o tym i by nie być gołosłownym podam te najważniejsze:Porozumienie Paryskie

I najważniejsze zdanie z tego tekstu:

Rzecz w tym, że Polska, będąc członkiem Unii Europejskiej jest narażona na skutki „ambitnej” polityki Komisji Europejskiej zmierzającej już w sposób jawny do całkowitej dekarbonizacji gospodarki i porozumienie paryskie będzie wykorzystywane przeciwko nam, by przedstawiać Polskę, jako hamulcowego Europy w dziedzinie „walki z klimatem”. Sprawy polityki klimatycznej musimy zatem załatwiać w Unii Europejskiej, gdyż realizacja unijnych celów klimatycznych do 2030 zamieni naszą energetykę w pobojowisko.

Wywiad z prof. Marksem

Ten tekst zawiera omówienie świetnego wywiadu prof. Leszka Marksa z Uniwersytetu Warszawskiego poświęcony wpływowi dwutlenku węgla na klimat i który wyraźnie mówi, że wzrost jego stężenia w atmosferze może być korzystny dla wszystkich.

„Gdy spojrzymy na historię człowieka, na ostatnie 3-4 tysiące lat, okaże się, że ocieplenie klimatu było dla nas korzystne, to ochłodzenia były dramatem. Ochłodzenie „małej epoki lodowej” w XVII wieku przyniosło epidemie, głód i wojny. Gdyby średnia roczna temperatura w Europie obniżyła się o 1 stopień Celsjusza, mielibyśmy o miesiąc krótszy okres wegetacyjny.”

Uwagę poświęcaliśmy też rynkowi mocy tłumacząc, że Komisja Europejska będzie bardzo niechętna wprowadzeniu takiej formy wsparcia w Polsce:

(…) ceną za rynek mocy będzie najprawdopodobniej nakaz zwiększenia ilości i przepustowości połączeń transgranicznych oraz wzrost importu dotowanej energii elektrycznej z Niemiec. Branża musi zatem mieć świadomość, że warunkiem jej przetrwania będzie wprowadzenie nie jednego mechanizmu wsparcia (np. rynku mocy), ale kilku mechanizmów działających równolegle do siebie i generujących stabilne przychody. Wiązać się to też powinno ze zmianą sposobu kalkulowania cen dla odbiorców, by było jasne dla konsumenta i odbiorców przemysłowych za co tak naprawdę płacą. Problemy z rynkiem mocy

Niedawno pisałem też o wystąpieniu komisarza ds. klimatu i energii Miguela Cañete w Bruksel: Komisarz ds. klimatu i energii o planach zmian na rynku energii, który przybliżał przyszłe rozwiązania Unii Energetycznej. Kilka cytatów dla przypomnienia:

Dekarbonizacja gospodarki jest oficjalnie deklarowanym celem i nic nie wskazuje, by miało się coś zmienić.

Polityka klimatyczno-energetyczna, w jej najnowszej odsłonie, którą poznamy w szczegółach już w grudniu, ukierunkowana jest przede wszystkim na wzmacnianie instytucjonalne Komisji Europejskiej i jej agend kosztem państw członkowskich.

Nie bądźmy zdziwieni, jak nowa unijna legislacja będzie zawierała propozycje regulacji instytucjonalnych pozbawiające polski Urząd Regulacji Energetyki jakiegokolwiek praktycznego znaczenia, a polski rząd wpływu na kształtowanie własnego miksu energetycznego.

Drugim celem pakietu klimatyczno-energetycznego jest „otwarcie rynków energii” w celu sprzedaży na nich nadwyżek energii elektrycznej generowanej przez elektrownie wiatrowe i fotowoltaikę w Niemczech. Komisarz Cañete mówił o tym wprost i choć nie wymieniał Polski, to jest dla nas rzeczą oczywistą, że przymusowa regionalizacja rynków energii i obowiązkowy wzrost wymiany transgranicznej w ramach regionu ma posłużyć upłynnieniu nadmiarowej energii z Niemiec w okresach jej nadprodukcji. Regionalizacja rynku energii jest zatem formą przeniesienia „Energiewende” poza obszar niemiecki i minimalizowania jej negatywnych skutków. Jeśli zatem minister Tchórzewski realnie myśli o rynku mocy w Polsce, to czas już odpowiedni, by przygotować się na nowe pomysły z Brukseli. Spodziewamy się, że odpowiedź ze strony Komisji Europejskiej będzie jedna – po co wam rynek mocy i budowa nowych elektrowni konwencjonalnych, skoro możecie kupować energię w Niemczech. Oni mają jej tak dużo, że i dla was starczy. Jednym słowem, tzw. „otwarcie rynków”, czyli przymusowy wzrost wymiany zagranicznej wykluczać będzie rynek mocy w Polsce.

Dlatego trudno być zdziwionym, że Komisja zrobiła to, co zrobiła, czyli proponuje konkretne rozwiązania prawne, które pozbawią nasz rząd jakiegokolwiek wpływu na krajową energetykę, gdyż zostaniemy wchłonięci przez „rynek regionalny” zarządzany przez Berlin. W efekcie nasza energetyka węglowa idzie do kasacji, gdyż nie będzie zgody ze strony Komisji na jej modernizację i dofinansowanie budowy nowych bloków energetycznych, choćby o najnowocześniejszych parametrach emisji spalin. Po prostu Komisja postawiła twarde veto węglowi mówiąc wprost – żądamy dekarbonizacji polskiej gospodarki. W zamian oczywiście mamy dalej promować OZE, czyli wiatraki. A jak ich nie chcemy, to kupimy energię z niemieckiego rynku, bo tam są nadwyżki i najlepiej je upchnąć w Polsce. Przy takich rozwiązaniach do „wewnętrznego rynku energii” minister Tchórzewski i rząd mogą się pożegnać już z rynkiem mocy w Polsce. Co udało się Wielkiej Brytanii i Francji, to nie uda się nam, bo jest już zwyczajnie za późno i będzie to wbrew żywotnym interesom gospodarczym Berlina. Minister Szyszko też nie znajdzie w tym nowym pakiecie zmian ani słowa o zalesianiu i zaliczaniu pochłaniania dwutlenku węgla przez lasy do krajowego bilansu emisji. Konieczne jest zatem szukanie nowych rozwiązań umożliwiających wsparcie energetyki konwencjonalnej w taki sposób, by zrobić to nawet wbrew zdaniu Komisji.

Nie dajmy się zwieść gładkim słowom komisarzy z Komisji Europejskiej, takich jak Maroš Šefčovič - wiceprzewodniczący Komisji odpowiedzialny za unię energetyczną, który stwierdził, że:

Przedstawiony dzisiaj pakiet przyczyni się do przyśpieszenia przejścia na czystą energię poprzez modernizację europejskiej gospodarki. Przez wiele lat Europa była liderem pod względem działań na rzecz klimatu, a teraz stanowi też przykład dla innych, stwarzając warunki do powstania trwałych miejsc pracy, trwałego rozwoju i trwałych inwestycji. Dzisiejszy pakiet dotyczy wszystkich sektorów związanych z czystą energią: między innymi sektora badań i innowacji, umiejętności, budownictwa, przemysłu, transportu, sektora cyfrowego czy finansowego. Da on wszystkim obywatelom Unii i europejskim przedsiębiorstwom środki, które pozwolą im odnieść jak największe korzyści z przejścia na czystą energię.”

Z pewnością temat zmian na europejskim rynku energii pod hasłem „Czysta energia” będzie kluczowy dla wszystkich. I dla rządu i dla strony społecznej, która latami walczyła o prawo do życia bez wiatraków blisko domów. To co zaproponowała Komisja Europejska w nowej regulacji prawnej, to jest szczyt bezczelności i obłudy, gdyż pod hasłem „odnawialnych źródeł energii” przemyca się bardzo konkretny plan gospodarczy mający na celu deindustrializację mniejszych gospodarek państw członkowskich poprzez pozbawienie ich własnych źródeł energii i instytucjonalne podporządkowanie ich niemieckiej gospodarce (koncepcja „Mitteleuropy”). Wbrew temu, co mówią komisarze ludowi Maroš Šefčovič i Miguel Arias Cañete zamiast „Czystej energii”, mamy brudną wojnę węglową.

Szanowni Państwo, żarty się skończyły. Energetyka jest strategicznym sektorem naszej gospodarki, więc nie tylko nie można zlekceważyć tego, co proponuje Komisja, ale konieczne jest przedstawienie własnego pomysłu na Unię Energetyczną i zaproponowanie konkretnych rozwiązań prawnych, które wzmocnią naszą gospodarkę, a nie ją osłabią. Wszystkie ręce na pokład. Przyjęcie przez Komisję i Parlament Europejski nowego pakietu energetycznego będzie wbrew żywotnym interesom Polski. Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy. Niech trwa.

I tak zupełnie na marginesie, co jeszcze robi w Komisji Europejskiej Elżbieta Bieńkowska? Kogo ona tam reprezentuje? Przecież nie obecny rząd. Czas chyba na dobrą zmianę w samej Komisji.

Marcin Przychodzki

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:http://europa.eu/rapid/press-release_IP-16-4009_pl.htm