^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal klimat i czlowiekTrudno o większe oszustwo niż pseudonauka o klimacie odprawiająca swoje gusła i zaklęcia podczas corocznych sabatów klimatycznych dla niepoznaki nazywanych „szczytami klimatycznymi”. Teoria o globalnym ociepleniu wywołanym przez człowieka powinna być traktowana jako jedno z największych kłamstw i manipulacji w nowoczesnej historii ludzkości. Wiara w globalne ocieplenie jest też żywym dowodem na głęboką naiwność przywódców tego świata, ich ignorancję i brak charakteru. Na tym tle prezydent Trump, wyglądający na niekrzesanego i pozbawionego doświadczenia politycznego, okazał się być dużo bardziej trzeźwy w swoich ocenach polityki „walki z klimatem” niż cała reszta świata. Wypowiadając Porozumienie paryskie z 2015 r. i przywracając do łask węgiel w USA, Trump pozwolił amerykańskiej gospodarce wrócić na ścieżkę wzrostu. Twarda postawa USA wobec antywęglowej histerii jest szansą dla Polski. Szansą na uratowanie własnej energetyki i górnictwa. O ile tylko wytrwamy w tym postanowieniu.

[Wprowadzenie] Publikujemy dzisiaj tłumaczenie tekstu Ruperta Darwall’a pt.: „Przełamanie klimatycznego zaklęcia” opublikowanego w dniu 13 sierpnia br. na łamach angielskiego „The Weekly Standard”. [1] Rupert Darwall powinien być już znany czytelnikom naszego portalu, gdyż jest on autorem znanej publikacji pt. „Zielona tyrania. Totalitarne źródła klimatycznego kompleksu przemysłowego”, którą omawialiśmy w grudniu 2017 r. na naszych łamach. [2] 

Darwall, w swojej książce wykazał ciągłość pomiędzy ideologią narodowego socjalizmu epoki hitlerowskich Niemiec a obecnie promowaną ideologią globalnego ocieplenia wywołanego przez człowieka. Nie wszyscy będą chcieli w to uwierzyć, ale biorąc pod uwagę to, kto stoi za „transformacja energetyczną” i kto na tym zarabia, to wcale nie jest tak trudno to zauważyć i wyciągnąć logiczne wnioski z tej sytuacji. Zwolennicy wiatrakowania Polski powinni zdawać sobie sprawę z tych korzeni. Być może wtedy zastanowią się nad tym, co robią i w czyim interesie.

climate change 1908381 1280

rys. Pixabay

W zamieszczonym dzisiaj tekście, Darwall analizuje decyzję Prezydenta USA – Donalda Trumpa o wycofaniu się z Porozumienia paryskiego z 2015 r. i jego skutki dla amerykańskiej gospodarki. Jego zdaniem, to właśnie Trump odpowiada za przełamanie światowego konsensusu zbudowanego wokół tezy o nieuchronności przejścia na energię odnawialną z uwagi na „kryzys klimatyczny”. To amerykański prezydent wykazał się daleko idącym realizmem gospodarczym wobec lansowanej na siłę dekarbonizacji gospodarki, której koszty już dzisiaj przygniatają gospodarki Unii Europejskiej i powodują utratę miejsc pracy w europejskim przemyśle.

To jest ważny tekst analizujący geopolityczne zależności pomiędzy tymi, którzy chcą mieć własną energetykę opartą o rodzime surowce, a tymi, co dali się uwieść fałszywej obietnicy, że można mieć energię „za darmo”. Darwall pisze wprost: „Tak jak w przypadku socjalizmu, przejście na czystą energię się nie powiedzie, ponieważ to nie działa”. Można się długo zastanawiać dlaczego politycy dają się tak łatwo zwodzić klimatycznym szarlatanom i roztaczanym przez nich mirażom, ale tak naprawdę to szkoda czasu na takie dociekania. Darwell udziela prostej odpowiedzi na to pytanie, mówić, że politycy po prostu nie chcą być pominięci przy podejmowaniu „ważnych” decyzji, stąd ich zaangażowanie w takie przedsięwzięcie jak Porozumienie paryskie czy szczyty klimatyczne. Każdy z nich chce mieć „sukces”, przyłączając się do „ratowania” klimatu; chce być obecny tam, gdzie "coś" się dzieje.

Naszym Umiłowanym Przywódcom, którzy niedawno zapisali się do europejskiej partii klimatycznej i stanęli na czele frontu walki z globalnym ociepleniem, dedykujemy słowa prezydenta Trumpa, świadczące o jego realnym spojrzeniu na energetykę i jej rolę w gospodarce. „Stany Zjednoczone są przekonane, że zrównoważony wzrost gospodarczy i rozwój zależą od powszechnego dostępu do niedrogich i niezawodnych zasobów energetycznych”. Wężykiem Panie i Panowie, wężykiem. I żadnych wiatraków, choćby łamali kołem i przypalali ogniem.

Redakcja


Rupert Darwall, „Przełamanie klimatycznego zaklęcia”

Wycofanie się z porozumienia paryskiego to pierwszy krok na drodze do bardziej realistycznej globalnej polityki energetycznej.

Trzynaście lat temu, republikański prezydent, który wycofał Stany Zjednoczone z uciążliwego traktatu klimatycznego musiał zmierzyć się z izolacją na corocznym spotkaniu liderów krajów zachodnich. „Tony Blair zastanawia się nad bezprecedensowym rozłamem ze Stanami Zjednoczonymi w kwestii zmian klimatycznych na szycie G8, co doprowadzi do finałowego komunikatu uzgodnionego przez siedem państw, z prezydentem George’em Bushem zostawionym na lodzie”. Francja i Niemcy bardziej od wyważonego komunikatu wolały komunikat o rozłamie.

George W. Bush, który wycofał Stany z Protokołu z Kioto w 2003 roku, wyraził zgodę na oficjalny dokument, który potwierdzał istnienie globalnego ocieplenia oraz to, że „wiemy wystarczająco dużo, by zacząć działać”. Szczyt G8 z 2005 roku sprawił, że Stany Zjednoczone wróciły na ścieżkę, która ostatecznie doprowadziła przez kopenhaski szczyt klimatyczny – podczas którego Chiny oraz Indie pokrzyżowały amerykańskie próby globalnego traktatu klimatycznego – do Porozumienia paryskiego 11 lat później.

Podczas czerwcowego szczytu G7 (już po zawieszeniu członkostwa Rosji w 2014 roku) w Charlevoix, prezydentem USA był już jednak ktoś zupełnie inny. Gdyby nie spięcie z Justinem Trudeau, kiedy kanadyjski premier odpowiedział na taryfy Trumpa na stal i aluminium własnym cłami odwetowymi, główną historią mógłby być rozłam w sprawie klimatu. Tam gdzie 15 lat temu sama możliwość izolacji popchnęła Busha do kompromisu, Trump zaakceptował taką izolację i wstawił do komunikatu ze szczytu paragraf dotyczący tylko Ameryki, podkreślając stanowisko fundamentalnie różne od reszty grupy.

Manifest wzywający do realizmu w sprawach energetycznych mówił, że: „Stany Zjednoczone wierzą, że zrównoważony wzrost ekonomiczny i rozwój są zależne od powszechnego dostępu do zasobów energii”. Ten pojedynczy paragraf jest bardziej definitywny niż ogłoszenie przez prezydenta w sierpniu, że Stany Zjednoczone mogą wycofać się z Porozumienia paryskiego. Wszakże George W. Bush sprzeciwił się Protokołowi z Kioto, którzy został podpisany przez Billa Clintona. A Trump, gdy ogłaszał wycofanie się z Porozumienie paryskiego, zostawił otwarte drzwi dla uczestnictwa Stanów Zjednoczonych w renegocjowanym porozumieniu klimatycznym. W Charlevoix zostały one zamknięte. Inaczej niż w roku 2005, nie ma już raczej drogi powrotu.

Trump sprzeciwia się tezie mówiącej o nieuchronnym przejściu na energetykę odnawialną. Tak jak w przypadku socjalizmu, przejście na czystą energię się nie powiedzie, ponieważ to nie działa. Ale potrzeba silnego przywództwa, aby uniknąć strat i obalić fałszywe obietnice bezkosztowej dekarbonizacji.

Ta rzeczywistość jest już krzywdząca dla tych państw, które poszły znacznie dalej jeśli chodzi o energię odnawialną niż Stany Zjednoczone - i, gdy wyborcy mają tak możliwość, to sprzeciwiają się takiej polityce. W marcu, laburzystowski rząd w Australii Południowej, wspierający fanatycznie energię wiatrową i solarną, zdecydował się przeprowadzić referendum dotyczące energii odnawialnej podczas wyborów. Mając jedne z najwyższych cen energii na świecie, i pamiętając poważne przerwy w dostawie energii z 2016 roku, wyborcy z Australii Południowej zagłosowali przeciwko laburzystom, głosując na tych, którzy sprzeciwiają się polityce wspierającej energię odnawialną.

Kilka dni przed tym, gdy Justin Trudeau zajął miejsce jako gospodarz szczytu G7, jego partia Liberalna poniosła klęskę w regionalnych wyborach w Ontario. Miejscowa partia wygrała cztery kolejne wybory, i przepchnęła praktycznie każdą ustawę wspierającą energię odnawialną i odejście od węgla. W wyborach z 7 czerwca br, zdobyli zaledwie siedem miejsc ze 124 w zgromadzeniu ustawodawczym. Nowo wybrany premier Doug Ford ogłosił: „Obiecałem ludziom, że podejmiemy bezzwłoczne działania mające na celu zredukowanie podatku węglowego i zmniejszenie cen za gaz”.

W żadnym kraju fizyczne i gospodarcze zderzenie z realiami energetyki odnawialnej nie było bardziej odczuwalne niż w Niemczech, kolebce tej ideologii. Gdy liderzy partyjni negocjowali nowe porozumienie koalicyjne po wrześniowych wyborach w 2017 roku, przyznali wtedy po raz pierwszy, że Niemcy nie osiągną celu, jakim było zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 40% (w porównaniu do poziomu emisji z lat 90-tych) do 2020 roku. Ten cel został wyznaczony w 2007 roku, i zmniejszenie emisji o 20% poszło stosunkowo gładko. W wyniku zjednoczeniu Niemiec, przemysł byłej NRD upadł, i na tamtych terenach było wiele niewydajnych elektrowni, które można było zamknąć. Angela Merkel oświadczyła trzy tygodnie po wrześniowych wyborach, że oczywistym był fakt, iż zmniejszenie emisji o następne 20% nie będzie łatwe „w czasie stosunkowo silnego wzrostu gospodarczego.” Czyli silniejszy wzrost oznacza zwiększoną emisję.

Ogłaszając przejście na energię odnawialną w 2004 roku, minister energii, Jürgen Trittin obiecał, że koszt tego przejścia na comiesięczny rachunkach za energię nie będzie większy niż cena lodów. Dziewięć lat później, jego następca, Peter Alt­maier, przyznał, że te koszty mogą wynieść nawet 1,34 bilionów dolarów do końca lat 30-tych XXI wieku. Podczas czerwcowego spotkania ministrów energii Unii Europejskiej, Niemcy wywiesili białą flagę. Altmaier zaszokował innych ministrów, nie zgadzając się na zwiększenie udziału energii odnawialnej w planach energetycznych, stwierdzając, że nie jest możliwe: „Nikt w Europie sobie z tym nie poradzi. Nawet jeśli uda nam się wyprodukować wystarczając ilość samochodów elektrycznych, zasoby energii odnawialnej nie pozwolą na to, by jeździły one po drodze.”

Żaden państwo nie ma większych zasobów energii węglowej niż Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone najwięcej traciły na uczestnictwie w Porozumieniu paryskim i dekarbonizacji. 10 lipca br., Urząd ds. Informacji o Energii opublikował prognozę mówiącą, że w następnym roku, Stany Zjednoczone wyprodukują 12 milionów baryłek ropy dziennie, i zastąpią Arabię Saudyjską na pozycji lidera. Jeśli chodzi o politykę energetyczną, interesy Stanów Zjednoczonych i europejskiej zielonej ideologii są nie do pogodzenia.

Donald Trump to rozumie. Prezydent USA stwierdził, że „Nasz kraj ma ogromne zasoby energetyczne, o których nie wiedzieliśmy 5 lat temu, a już na pewno nie 10 lat temu”. Te uwagi nie były jedynie peanem na część amerykańskich zasobów energetycznych, były również odrzuceniem polityki jego poprzedników oraz celu Demokratów, jakim jest europeizacja amerykańskiej polityki energetycznej.

Posiadamy zapasy gazu ziemnego, którego starczą na 100 lat i zapasy czystego węgla, które starczą na 250 lat. Jesteśmy czołowym producentem ropy naftowej oraz największym producentem gazu ziemnego. Nasze zapasy są większe niż kiedykolwiek mogliśmy sobie wymarzyć. Naprawdę jesteśmy numerem jeden. I wiecie co? Nie pozwolę na to, by inne kraje odebrały nam suwerenność, i by mówiły nam, co i jak mamy robić. Mając tak wspaniałe zasoby, celem mojej administracji będzie nie tylko niezależność energetyczna, ale również amerykańska dominacja w tym zakresie. Staniemy się dominującym eksporterem. Będziemy eksportować nasze zasoby energetyczne na cały świat. Dzięki temu stworzymy niezliczoną ilość miejsc pracy dla Amerykanów, i zapewnimy bezpieczeństwo energetyczne naszym przyjaciołom i sojusznikom na całym świecie.

Po raz pierwszy od roku 1992, gdy George H.W. Bush pojechał na Szczyt Ziemi do Rio, amerykański prezydent przedstawił globalną strategię energetyczną diametralnie inną od założeń leżących u podłoża procesu klimatycznego ONZ. Trump wskazał konkurencyjny biegun bazując na realizmie energetycznym i własnych obfitych zasobach energii.

Szczyt w Rio był pomysłem Kanadyjczyka ­Maurice’a Stronga, który wiedział, że to, co najbardziej motywuje polityków, biurokratów i dyrektorów korporacji to strach przed byciem pominiętym. „Proces jest polityką,” Mocno powiedziane, a coroczne konferencje klimatyczne, które były organizowane od czasu przyjęcia Ramowej Konwencji ONZ w sprawie zmian klimatu stworzyły poczucie, że nie da się już tej polityki zmienić. To jest właśnie to podejście, któremu sprzeciwia się Trump. Państwa na całym świecie tracą na antywęglowej polityce, do której zachęca ONZ, ale wycofanie się z Porozumienia paryskiego było krokiem, na który mogły sobie pozwolić tylko Stany Zjednoczone. Teraz administracja Trumpa może pomóc innym krajom, które chcą działać w imię swoich interesów gospodarczych.

Amerykański sekretarz ds. energii, Rick Perry stwierdził, że Stany Zjednoczone chcą przewodzić globalnemu sojuszowi państw, które chcą sprawić, by paliwa kopalne były czystsze, zamiast całkowicie z nich zrezygnować. Z państw G7, Japonia zawsze nieufnie odnosiła się do dekarbonizacji, a po awarii w Fukushimie w 2011 roku, Japonia powiększyła swoją zdolność produkcyjną w kwestii węgla o połowę, budując 45 nowych elektrowni węglowych.

Polska to następny kraj, którego gospodarka bazuje na węglu, który nie ma zamiaru wycofywać się z produkcji węgla. Ze wszystkich krajów realnie patrzących na problem energetyczny, Polska jest jednym z tych, które zgadzają się z administracją Trumpa. W czasach panowania Breżniewa, Polska nie podpisała - jako jedyny z krajów bloku wschodniego - planu cięć w emisji siarki, stworzonego w celu izolacji Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, w czasach, gdy strach przed kwaśnymi deszczami był duży. Jako gospodarz następnej rundy rozmów klimatycznych ONZ w Katowicach, Polska jest ważniejszym niż zwykle sojusznikiem energetycznym Stanów Zjednoczonych. Australia, największy światowy eksporter węgla, jest następnym oczywistym partnerem Stanów Zjednoczonych.

Stany Zjednoczone mogą zrobić największą różnicę w krajach rozwijających się, które są zależne od zagranicznego finansowania przy budowie swoich sieci elektrycznych, i które potrzebują taniej, niezawodnej energii, którą może zapewnić tylko węgiel. We wrześniu zeszłego roku, ministrowie energii krajów południowoazjatyckich, widząc rosnące użycie węgla w regionie, wezwali do zwiększenia promocji czystego węgla. W czerwcu, Indie nawiązały strategiczne partnerstwo energetyczne ze Stanami Zjednoczonymi w celu sprzedaży czystego węgla, technologii nuklearnej, ropy i gazu. Perry nazwał to znakomitą okazją dla amerykańskiego przemysłu energetycznego.

W październiku 2016 roku, minister finansów Nigerii, Kemi Adeosun, skrytykował imperializm energetyczny krajów zachodnich, i hipokryzję polegającą na korzystaniu z węgla w celu industrializacji, a później odmawianiu tego samego państwom Afryki. Stwierdził również, że: „Mówiąc nam, żebyśmy nie używali węgla, wpychają nas w destrukcyjny cykl niskiego rozwoju; podczas gdy wy  macie przewagę i wiążecie nam ręce”.

Odmawianie biednym krajom dostępu do taniej energii elektrycznej jest oficjalną polityką Banku Światowego. W roku 2012, Barack Obama zgodził się na mianowanie Jim Yong Kima jako przewodniczącego Banku Światowego, a następnego roku, bank przestał finansować branżę węglową. Chociaż administracja Trumpa publicznie sprzeciwia się zakazowi, a Stany Zjednoczone mają największą liczbę głosów w Banku Światowym, instytucja ta nie zmienia swojej polityki. Podczas szczytu klimatycznego Emmanuela Macrona w grudniu 2017, Kim ogłosił, że bank rozszerzy zakaz finansowania na gaz i ropę upstream. Oto, co globalny sojusz energetyczny powinien zrobić - naciskać na Bank Światowy, aby zniósł zakazy finansowania przemysłu węgłowego i służył biednym tego świata, a nie poświęcał ich w imię regresywnego programu klimatycznego.

Chiny to największy beneficjent polityki energetycznej Banku Światowego. Raport Banku Światowego z czerwca 2017 roku stwierdza „globalną dominację” Chin w dziedzinie dostawy materiałów dla technologii energii odnawialnej. Na dodatek 7 z 10 czołowych światowych dostawców paneli słonecznych miało swoje siedziby w Chinach. Ósmy miał siedzibę w Hong Kongu, a dziewiąty w Kanadzie, ale z chińskimi powiązaniami. Tak długo jak nie zmieni się zakaz Banku Światowego dotyczący finansowania przemysłu węglowego, amerykańscy podatnicy będą finansować wojnę przeciwko amerykańskiemu węglowi i dotować chiński przemysł solarny. Jeśli nie jest to kusząca perspektywa, administracja Trumpa powinna się pospieszyć, aby zebrać niezbędne głosy przed spotkaniem Banku Światowego w październiku.

W kraju, karawana klimatyczna nadal się kręci. Na początku czerwca, 13 senatorów z Partii Republikańskiej napisało do prezydenta namawiając go do wprowadzenia poprawki z Kigali do Protokołu z Montrealu, określanego przez ONZ jako “następne globalne zobowiązanie do zatrzymania zmian klimatycznych,”. Dwa tygodnie później, New York Times umieścił raport byłych senatorów, Trenta Lotta i Johna Breaux’a o utworzeniu nowej grupy, Americans for Carbon Dividends, która wynajęła ich do lobbowania za podatkiem węglowym. Stwierdzili oni, że: “Musimy ustalić sensowną cenę za węgiel,”, opowiadając się za podatkiem w wysokości 40 dolarów za tonę “wystarczająco wysokim, aby przekonać ludzi do przejście na czystsze zasoby energii.”

Były przewodniczący Systemu Rezerwy Federalnej, Janet Yellen, jeden z członków grupy, powiedział Timesowi, że opodatkowanie emisji dwutlenku węgla to „całkowicie standardowa podręcznikowa ekonomia.” W podręcznikach faktycznie pisze, że podatek węglowy może być skuteczny, jeśli zastąpi wszystkie ulgi podatkowe, subwencje, portfolia i regulacje wspierające ekspansję nieopłacalnej energii wiatrowej i solarnej. Ich główną wadą jest to, że ilość wyprodukowanej energii zależy od pogody, a nie od zapotrzebowania. Ze względu na to, jak działa sieć elektryczna, zrzucają oni swoje koszty na innych, szczególnie na elektrownie węglowe i atomowe. Nie jest zaskoczeniem, że wśród sponsorów Americans for Carbon Dividends są First Solar, Inc. oraz American Wind Energy Association.

Tylko mała część z ewentualnych korzyści klimatycznych z podatku węglowego może dotyczyć Stanów Zjednoczonych. O tyle, o ile redukcja emisji gazów cieplarnianych przynosi korzyści dla środowiska, jest to ogromny program pomocy publicznej, w którym koszty są ponoszone w kraju, a większość korzyści mają kraje zagraniczne. Co gorsze, szacunki rządu federalnego dotyczące społecznych kosztów węgla nadal bazują na modelach klimatycznych używających danych symulowanych komputerowo. W ten sposób wartości danych są większe niż w szacunkach bazujących na faktycznych danych klimatycznych. W artykule z 2017 roku napisanym przez ekonomistów Kevina Dayaratna, Rossa McKitricka i Davida Kreutzer’a, podatek węglowy w wysokości 37 dolarów za tonę przy użyciu szacunków bazujące na modelach dla wrażliwości klimatycznej dwutlenku węgla można by zmniejszyć o połowę, gdyby oprzeć je na danych empirycznych. Dayaratna, członek Fundacji Heritage, zauważył również, że jeden z modeli oceny wpływu używanych przez administrację Obamy dał ujemny szacunek społecznego kosztu węgla przy bardzo rozsądnych założeniach. „Negatywny podatek węglowy - dotujący emisję dwutlenku węgla - jest ledwie ułamkiem tego, za ile First Solar i American Wind Energy Association finansują najbardziej drogich lobbystów w Waszyngtonie.

Program energetyczny administracji Trumpa pozostaje jednak niekompletny. Clean Power Plan jest wycofywany, ale wnioski EPA z 2009 roku dotyczące zagrożeń wynikających z emisji gazów cieplarnianych, na których on bazuje pozostały niezmienione. W gronie administracji prowadzone są rozmowy o utworzeniu zespołów klimatologów, aby dać politykom i opinii publicznej bardziej zrównoważony obraz tego, jak działa klimat. W sprawie polityki energetycznej, badania dotyczące bezpieczeństwa sieci można rozszerzyć, aby ocenić jak subwencje wiatrowe i solarne wpływają na koszty elektryczności. W ten sposób, Amerykanie zobaczą prawdziwą cenę energii odnawialnej i koszty związane z generowaniem energii z wiatru i słońca.

Wycofanie się z Porozumienia paryskiego było pierwszym krokiem. Prezydent zakończył również wojnę z węglem, rozpoczętą przez jego poprzednika. W skali globalnej, realistyczne podejście administracji do spraw związanych z energią pozwoli pozyskać przyjaciół wśród biednych krajów i sojuszników wśród najbardziej dynamicznie rozwijających się państw. Geostrategiczny potencjał amerykańskiej energii można już odczuć. Amerykański gaz jest przesyłany do Polski, a amerykański węgiel na Ukrainę - zmniejszając zależność tego regionu od rosyjskiego gazu. Prezydent wskazał podczas lipcowego szczytu NATO, że niemiecki rurociąg sprawi, że Rosja dostanie co roku „miliardy dolarów”, ale podkopał swoją pozycję i argumenty podczas fatalnej konferencji prasowej z Władimirem Putinem w Helsinkach. Administracja Trumpa powinna teraz sformalizować swoje więzi z innymi państwami patrzącymi realistycznie na sprawy związane z energią i pokazać światu korzyści wynikające z wyjątkowej pozycji energetycznej Stanów Zjednoczonych - utrzymanie miejsc pracy, kwitnący eksport, i odejście od fatalnej polityki energetycznej opierającej się na niedoborach zasobów. Zmieniając swoje podejście, Ameryka i jej przyjaciele na całym świecie mogą wiele zyskać. 

Tłumaczenie i opracowanie redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://www.weeklystandard.com/rupert-darwall/breaking-the-climate-spell

[2] http://stopwiatrakom.eu/aktualnosci/2409-delingpole-historia-z-globalnym-ociepleniem-zacz%C4%99%C5%82a-si%C4%99-od-niemieckiego-faszyzmu.html