^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal sladem wiatrakowW australijskim stanie Wiktoria w dniu 25 stycznia 2019 r. nastąpił gwałtowny spadek produkcji energii na farmach wiatrowych. W wyniku czego w systemie energetycznym wystąpił niedobór ok. 250 megawatów i doszło do masowej awarii zasilania — bez prądu znalazło się „200 tysięcy domów i firm w Wiktorii”. [1]

Wahania produkcji farm wiatrowych w tym dniu przedstawia wykres ze strony Aneroid Energy (https://anero.id/energy/wind-energy), który publikujemy za portalem stopthesethings.com:

961.1 Wykres produkcji energii

Jak pisze portal stopthesethings.com, odbiorcy prądu w stanie Wiktoria mieli wreszcie okazję doświadczyć tego, z czym ich sąsiedzi ze stanu Australia Południowa — który jeszcze bardziej intensywnie rozwija energetykę wiatrową — mieli już wielokrotnie do czynienia. [2]

Obecna masowa awaria miała miejsce w okresie nasilenia upałów w południowej Australii, kiedy tysiące gospodarstw domowych i firm starało się przetrwać bez lodówek, klimatyzacji lub nawet bez tych podstawowych wygód życia, które uważa się zwykle za pewnik w kraju (rzekomo) zaliczanym do najbogatszych państw świata  [1]

Szerszy kontekst tej awarii przedstawiła dziennikarka „The Australian”. [3] Ranem, na kilka godzin przed awarią, jadąc samochodem wysłuchała ona radiowego wywiadu z ministrem energii stanu Wiktoria, która zapewniała m.in., że „blackouty [przerwy w zasilaniu, wyłączenia odbiorców] to nie jest coś, z czym mamy do czynienia obecnie, nawet potencjalnie.” Kiedy dziennikarka wróciłą do domu, rozpoczęly się już tzw. kroczące brownouty [ograniczenia w poborze mocy, obniżenie napięcia w sieci], które w praktyce sprowadzały się do odłączania zasilania w całych dzielnicach podmiejskich.

Reakcja władz była bardzo spokojna. Dyrektor australijskiego operatora sieci przesyłowej stwierdził, że nie ma powodów do niepokoju, ponieważ chłodny front atmosferyczny może nadejść szybciej niż wynika z dotychczasowych prognoz. Lider wpływowej Partii Zielonych wskazał, że ewentualnych strat i niedogodności nie można porównać do wyrzeczeń, do jakich zmuszone jest społeczeństwo w czasie wojny.

Niemniej jednak w związku z zakłóceniami systemu energetycznego i wyczerpaniem rezerw, cena energii elektrycznej na regionalnym rynku transakcji z natychmiastową dostawą (spot price) wzrosła z ponad 14 tysięcy dolarów aus. do 60 tysięcy dolarów aus. Według szacunków, dodatkowy koszt energii wyniósł 1 miliard dolarów aus., co wystarczyłoby na sfinansowanie budowy jednej nowej wysoko wydajnej, niskoemisyjnej elektrowni węglowej. Dodatkowy koszt, także ekologiczny, w sensie rzeczywistego zanieczyszczenia powietrza, wynikał z konieczności uruchomienia sieci awaryjnych generatorów dieslowych — to one uratowały miasta Australii przed pełnym blackoutem. W trakcie awarii doszło też do awarii niektórych instalacji konwencjonalnych — okazuje się, że w sytuacji, kiedy wszystkie dotacje idą na OZE (przede wszystkim farmy wiatrowe) — tylko w zeszłym roku publiczne inwestycje energetyczne wyniosły 20 miliardów dolarów aus. — właściciele elektrowni konwencjonalnych nie mają motywacji, aby zapewnić im właściwą konserwację.

W dniu awarii i w kolejnych dniach, udział energii wiatrowej w stanach Australia Południowa i Wiktoria w dostawach energii elektrycznej wynosił okresowo ok. 3%. Podobnie niewielki był udział energetyki słonecznej. Domowe systemy solarne wymagają na ogół zasilania z sieci, aby w ogóle działać. Idealna temperatura zapewniająca optymalną produkcję z instalacji słonecznych wynosi ok. 28°C, gdyż przy wyższych temperaturach znacznie spada ich efektywność.

Już w parę dni po awarii wspomniana wcześniej minister energii stanu Wiktoria przekonywała, że „przyjęcie ambitnego celu w zakresie OZE (tj. osiągnięcia 50% udziału OZE w miksie energetycznym do 2030 r.) zwiększy zatrudnienie i inwestycje w całym regionie Wiktorii, a także przyniesie obniżkę cen energii dla firm i gospodarstw domowych.

Inny artykuł z The Australian omawia skutki przerw w dostawie energii dla właścicieli małych firm w stolicy Wiktorii — Melbourne [4]. Przy temperaturze powietrza sięgającej 40°C tylko parogodzinna przerwa w zasilaniu oznaczała idące w dziesiątki tysięcy dolarów na przykład dla właścicieli restauracji. Ze względu na brak wcześniejszego ostrzeżenia przez władze biznesmeni będą domagać się odszkodowania. Liczą, że przez resztę lata nie dojdzie do kolejnych awarii.

961.2 Foto zamknięty sklep

Napis na drzwiach: Zamknięte z powodu braku prądu / źródło: The Australian

logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Sytuacja w Australii jest bardzo symptomatyczna dla całej branży wiatrowej. Wielkie obietnice w zakresie bezpieczeństwa energetyczne. Jeszcze większe pieniądze przeznaczone na budowę i utrzymanie farm wiatrowych z publicznych pieniędzy oraz gigantyczne rozczarowanie efektami pracy energetyki wiatrowej.

Zwolennicy energetyki wiatrowej mają duży problem z wytłumaczeniem konsumentom, dlaczego wiatraki zawsze zawodzą. Raz produkują za dużo energii, z którą nie wiadomo, co zrobić. Drugi raz produkują za mało energii w stosunku do potrzeb rynkowych. W ten sposób, rzadko kiedy produkcja energetyki wiatrowej jest adekwatna do popytu na energię. Jednym słowem, brak możliwości zaplanowania produkcji z góry wywołuje olbrzymie perturbacje w dostawach energii na rynku i podraża cały system zarządzania dostawami energii oraz go destabilizuje. Naszym zdaniem, trafny jest pogląd, że jest to piąte koło u wozu energetyki konwencjonalnej, który jedynie pasożytuje na stabilnych źródłach energii.

Czy australijski przykład przemówi do naszych polityków odpowiedzialnych za energetykę? Szczerze wątpimy, gdyż z bardzo podobną sytuacją mamy już do czynienia i w Polsce, a reakcji rządu, jak nie było, tak nie ma. Na obecną chwilę mamy zainstalowanych w kraju prawie 6.000 MW mocy w energetyce wiatrowej. W feralnym dniu 25 stycznia br., kiedy był szczyt zapotrzebowania na energię, generacja wiatrowa w Polsce spadła praktycznie do absolutnego minimum, tj. do 200 MW, ok. godz. 15.00. W tym czasie pracowało ledwie 3% wiatraków. W dniu 26 stycznia br. było jeszcze gorzej, gdyż ok. godz. 16.00 produkcja spadła do 150 MW. W tym czasie pracowało nieco ponad 2% wiatraków. Dopiero następnego dnia zaczęło nieco lepiej wiać. Gdyby nie import energii, mielibyśmy blackout na wzór tego z Australii. 

Warto zapoznać się z poniższym wykresem, by uświadomić sobie, że na energetykę wiatrową, jako pewne źródło dostaw energii, w ogóle nie można liczyć. Ani w Polsce, ani w Australii, ani w ogóle.

961.3 Wykres pracy EW

Źródło: https://www.pse.pl/dane-systemowe/funkcjonowanie-kse/raporty-dobowe-z-pracy-kse/generacja-zrodel-wiatrowych

Tłumaczenie i opracowanie

Redakcja stopwiatrakom.eu

Przypisy:

[1] https://stopthesethings.com/2019/02/02/blackout-fallout-wind-power-debacle-leaves-thousands-of-powerless-victorians-furious/, także: https://stopthesethings.com/2019/01/26/worthless-wind-power-australias-re-debacle-deepens-with-200000-victorian-households-left-powerless-during-heatwave/

[2] https://stopthesethings.com/2016/12/03/deja-vu-all-over-again-yet-another-wind-power-output-collapse-plunges-200000-south-australian-homes-into-the-dark-ages/

[3] Judith Sloan, „Breezily dismissive response to power cuts isn’t cool”, The Australian, 29.01.2019 - przedruk w [1]

[4] Remy Varga, „Business demands payout for power meltdown”, The Australian, 30.01.2019 r. -- przedruk w [1]