^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Na początku lipca br. ukazało się sprawozdanie Prezesa URE z działalności Urzędu Regulacji Energetyki, które zawiera dużo istotnych informacji poświęconych sektorowi energetyki, w tym energetyki opartej na źródłach odnawialnych. Jakkolwiek cały biuletyn jest napisany hermetycznym, urzędowym językiem, to warto zwrócić uwagę na kilka ważnych naszym zdaniem spraw.

Po pierwsze, analizy Prezesa URE wskazują na występowanie zagrożenia deficytu mocy dyspozycyjnej w okresie 2014 – 2017 głównie w okresie zimowym (s. 85). Jakkolwiek analiza ta zakłada istnienie jednostek nieobjętych badaniem, które mogą zapewnić dostawę energii elektrycznej w szczycie zapotrzebowania, to w 2014 r. okazało się, że nastąpił spadek produkcji energii elektrycznej w Polsce w stosunku do 2013 r. W efekcie, po raz pierwszy od 1989 r., Polska miała ujemny bilans handlowy na rynku energii elektrycznej i zmniejszyło się tym samym zapotrzebowanie na krajową produkcję energii elektrycznej (s. 41).

Po drugie, mimo spadku produkcji energii elektrycznej w Polsce, w dalszym ciągu zużycie energii elektrycznej rośnie, choć w sposób znikomy (dynamika przyrostu wyniosła zaledwie 0,49% - s. 13). Warto podkreślić, że istnieje ścisła pozytywna korelacja pomiędzy tempem wzrostu zużycia energii elektrycznej a rozwojem gospodarki liczonym wg wskaźnika wzrostu PKB. Wskaźnik zużycia energii elektrycznej lepiej pokazuje rzeczywiste tempo rozwoju gospodarki.

Po trzecie, energetyka wiatrowa w 2014 r. wytworzyła zaledwie 7.184 GWh energii elektrycznej, co daje jej udział w ogólnym bilansie produkcji energii elektrycznej w Polsce na poziomie 4,58% i to przy blisko 4.000 MW mocy zainstalowanej. Jest to kolejny dowód na niską efektywność tej formy wytwarzania energii elektrycznej. Warto zatem zadać sobie pytanie, ile setek wiatraków trzeba jeszcze wybudować, by podnieść wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w Polsce do poziomu 10%? Jeśli skojarzymy te dane z informacją, iż krańcowa pojemność krajowego systemu elektroenergetycznego może pomieścić maksimum 8.000-8.500 MW elektrowni wiatrowych, to zobaczymy wyraźnie, że w Polsce branżę wiatrową czeka zapaść, bo nie będzie miała warunków do dalszego rozwoju.

Po czwarte, polski system elektroenergetyczny jest bardzo narażony na nieplanowane przepływy energii elektrycznej z innych systemów energetycznych. Jest to poważny problem na granicy polsko – niemieckiej, który wynika z nadmiaru energii elektrycznej produkowanej przez elektrownie wiatrowe zlokalizowane w północnej części Niemiec. Operator niemiecki (50 Hertz), mówiąc wprost, wpuszcza do polskiego systemu energetycznego nadwyżki energii elektrycznej, których nie uda mu się przesłać na południe Niemiec. Jak to wygląda w liczbach, pokazuje świetnie rysunek nr 19 (s. 55).

 

171. Biuletyn URE rys. nr 19

W ten sposób zakłócana jest praca polskiej sieci energetycznej. Do tego dochodzą jeszcze kwestie rozliczeń finansowych za niechciany prąd. Prezes URE stara się pisać o tym możliwie oględnie, ale jest to poważny problem ekonomiczny i polityczny, zwłaszcza, jeśli spojrzymy na bilans rzeczywistych przepływów energii elektrycznej na połączeniach transgranicznych. Rysunek nr 11 (s. 41) jasno pokazuje, że skala tych przepływów wyniosła w 2014 r. 9.205 GWh, tj. ok. 5.87% całej produkcji energii elektrycznej w Polsce. Jest to całkiem sporo, ale też należy pamiętać, że w całych Niemczech pracuje ok. 25.000 elektrowni wiatrowych.

171. Biuletyn URE rys. nr 11

Budowa przesuwników fazowych na granicy polsko-niemieckiej ułatwi zarządzanie nieplanowanym przepływem energii w sieci, ale nie załatwi sprawy nadmiaru chaotycznej i niestabilnej generacji energii elektrycznej przez elektrownie wiatrowe w Niemczech. Sytuacja ta pokazuje rzeczywiste tło i przesłanki stojące za pomysłem stworzenia tzw. Unii Energetycznej, co jest obecnie przedmiotem usilnych zabiegów niemieckiego rządu federalnego.

Po piąte, można odnieść wrażenie, że autorzy biuletynu nie wyciągają poprawnych wniosków z zamieszczonych przez siebie danych dotyczących OZE. Zdają się oni nie dostrzegać, że twarde dane statystyczne w połączeniu z wiedzą o specyfice pracy elektrowni wiatrowych ( pracują nieczęsto i niestabilnie) wyraźnie wskazują, że dalszy rozwój tej formy produkcji energii elektrycznej to ślepy zaułek rozwoju polskiej energetyki, pozbawiony sensu z punktu widzenia ekonomicznego i technicznego. To raczej polityczne prikazy z brukselskiej centrali podszyte partykularnym interesem konkretnych grup a nie logika, pchają nas w stronę tej formy energetyki. Co więcej, elektrownie wiatrowe w żaden sposób nie chronią środowiska, ani tym bardziej ludzi, by nie wspomnieć o ochronie klimatu. Wręcz przeciwnie, zanieczyszczają one środowisko nieznośnym i uciążliwym hałasem słyszalnym oraz hałasem infradźwiękowym, o czym pisaliśmy już wielokrotnie. Ponadto konieczność utrzymywania rezerwy wirującej sprawia, że są one drogie i nieopłacalne. Tymczasem w biuletynie URE można przeczytać (s. 65), że: „Rozwój wytwarzania energii elektrycznej w odnawialnych źródłach wynika z potrzeby ochrony środowiska oraz wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego. (…) Polska musi w coraz większym stopniu wykorzystywać odnawialne źródła energii, dzięki którym można zmniejszyć zależność od importowanych paliw kopalnych oraz zwiększyć wykorzystanie nowych technologii energetycznych”. Cytat ten jest dlatego ważny, ponieważ pokazuje, że propaganda szerzona przez wpływowe lobby wiatrowe w postaci wyświechtanych frazesów odniosła sukces, wskutek czego stan wiedzy urzędowej nt. energetyki wiatrowej jest opłakany a jego zmiana będzie wymagać ogromnego wysiłku.

 

Redakcja

Biuletyn URE