^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

W dniu 22 grudnia 2015 r., zaledwie po 6 dniach od złożenia projektu, Sejm uchwalił nowelizację ustawy o OZE autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości. Załączamy tekst uchwalonej zmiany. Uchwalona nowelizacja (druk nr 134)

Jeszcze w dniu 24 grudnia br. (Wigilia) Senat wprowadził kolejne poprawki do tej ustawy i Sejm będzie musiał je rozpatrzyć na ostatnim posiedzeniu w tym roku (29-30.12). Poprawki Senatu - poz. 8

Odroczenie wejścia w życie nowego systemu wsparcia dla OZE i podtrzymanie starego systemu wsparcia w postaci zielonych certyfikatów ma dać rządowi czas na uporządkowanie stanu prawnego w obszarze odnawialnych źródeł energii, bo ustawa w dotychczasowym jej kształcie była praktycznie niewykonalna. Wymaga ona nie tylko korekty, ale wręcz zasadniczych zmian praktycznie we wszystkich obszarach. Rzecz w tym, że nowy rząd, zamiast w pierwszej kolejności skupić się na przygotowaniu nowej polityki energetycznej do 2030 r. i na wyznaczeniu sobie celów do realizacji (a jest co robić w każdym segmencie energetyki), jedną decyzją podtrzymał istniejący bałagan prawny oraz niezweryfikowany jeszcze system aukcyjny, uchylił wsparcie dla hydroenergetyki i zmniejszył dla współspalania oraz uratował kilkadziesiąt projektów deweloperskich, dając czas inwestorom na dokończenie procesu uzyskiwania niezbędnych decyzji. W ten sposób, rok 2016, zamiast być rokiem „straconym” dla branży wiatrakowej, ma szansę stać się wbrew intencjom rządu okresem wzmożonej pracy inwestorów. Co więcej, wcale nie mamy pewności, że w czerwcu przyszłego roku sytuacja się nie powtórzy, bo ktoś znowu będzie w potrzebie. Jak nie prosumenci, to biogazownie, jak nie deweloperzy, to finansiści.

Trudno jest zrozumieć z jakiego tak naprawdę powodu minister energetyki i nowy rząd zdecydowali się na tak błyskawiczne działanie. Publicznie podane uzasadnienie wydaje się być mało wiarygodne, bo i tak powszechnie było wiadomo, że system aukcyjny ruszy najszybciej późną wiosną, o ile nie później. Można zatem było spokojnie poczekać ze zmianami zwłaszcza, że nadwyżka zielonych certyfikatów na rynku jest tak duża, że bankructw wielu biogazowni nie da się uniknąć. Dlatego należy przypuszczać, że rząd postanowił dokonać głębokiej zmiany ustawy o OZE, ale z uwagi na trudność tego zagadnienia nie dało się tego zrobić szybko. Nie działa jeszcze w pełni Ministerstwo Energetyki i nie wiadomo, co będzie z notyfikacją całej ustawy o OZE w Komisji Europejskiej. Tych niewiadomych jest dużo więcej.

Rozczarowanie tą nowelizacją jest tym większe, że przed wyborami członkowie obecnego rządu oraz posłowie deklarowali wprowadzenie uregulowań prawnych, które miały uporządkować proces inwestycyjny dla odnawialnych źródeł energii, w tym dla przemysłowych elektrowni wiatrowych. Tymczasem uchwalona ustawa wychodzi naprzeciw oczekiwaniom nie tyle strony społecznej, co właśnie inwestorów, którzy będą mogli dokończyć swoje projekty budowy farm wiatrowych. Zabrakło bowiem równoległego wprowadzenia przepisów ograniczających np. stawianie wiatraków na warunkach zabudowy lub zbyt blisko siedzib ludzkich.

Nowemu rządowi życzymy, by pamiętał, że tematu elektrowni wiatrowych nie da się tak łatwo zamieść pod dywan. Nie da się również przemilczeć  problemów społecznych, których powodem jest szczególne uprzywilejowanie tej branży wynikające z braku adekwatnych przepisów. Skoro rząd już zademonstrował, że jest w stanie w szybkim tempie uchwalić każdą zmianę legislacyjną, to w pierwszej kolejności powinien zająć się teraz wprowadzeniem zakazu budowy elektrowni wiatrowych jako urządzeń infrastruktury technicznej na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. Z punktu widzenia ochrony zdrowia i mienia obywateli oraz  ochrony środowiska jest to absolutny priorytet, bowiem ta ścieżka jest obecnie, w świetle przychylnego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego, skwapliwie nadużywana. Wybór jest prosty, albo wiatraki, albo ludzie. Zamiast inwestować pieniądze podatników w nieskuteczne technologie energetyczne, sadźmy lasy.

Redakcja