^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

Ostatnio dostajemy wiele maili od mieszkańców wsi, z zapytaniami odnośnie tzw. ustawy odległościowej. Wiele osób chciałoby się dowiedzieć, dlaczego wstrzymano prace nad projektem tej długo oczekiwanej i wielokrotnie obiecywanej przez obecną partię rządzącą ustawy. Jeden z takich listów postanowiliśmy przedrukować po usunięciu informacji identyfikujących opisany w nim przypadek (gmina, inwestycja, RDOŚ), ponieważ mógłby on równie dobrze dotyczyć dziesiątków innych miejscowości w całym kraju.

Witam serdecznie! Śledzę niemal codziennie co nowego na Waszej stronie, szczególnie odkąd mam problem z inwestycją w naszej gminie. Chodzi o gminę (…) powiat (…). Mamy na naszym terenie już kilkanaście wiatrowni w bliskiej odległości od siedzib ludzkich, a obecnie walczymy z następnymi inwestycjami, które w ostatnich tygodniach nabrały wyjątkowego tempa. Inwestycja nosi nazwę (…) i przeprowadzana jest w określony sposób przez firmę (…). Pomimo pism protestujących, wizyt u posłów (nazwiska), wizyt w ministerstwie energii przez przedstawicieli protestujących w ubiegłym tygodniu RDOŚ w (…) wydał pozytywną decyzję odnośnie tej inwestycji. Nadal też, jak wynika z pism na BIP-ie (…) wójt (sam posiadający na swoim terenie wiatrak) zmienia plany zagospodarowania przestrzennego na następne obiekty tego typu. Niektóre z nich (3,6Mw, ponad 200 metrów wysokości) lokalizowane są w odległościach 400 metrowych od siedzib ludzkich. Mam pytanie w związku z tym, czy orientujecie się co z ustawą odległościową, która tak pięknie się procedowała i cisza? Proszę o odpowiedź, bo dewastacja naszego życia postępuje w imię partykularnych interesów koncernów, przy użyciu metod zdecydowanie nieetycznych, czego sama doświadczyłam.

Odpowiadamy, że nie wiemy, bo nikt ani w rządzie, ani w Parlamencie nie udziela odpowiedzi na zapytania strony społecznej. Z wypowiedzi prasowych wynika, że obecnie posłowie reprezentujący wnioskodawcę „wsłuchują” się troskliwie wyłącznie w argumenty lobby wiatrakowego i jego popleczników. Opozycyjne partie polityczne, takie jak .Nowoczesna, PSL i Platforma Obywatelska identyfikują się całkowicie z interesami branży wiatrakowej. Wśród parlamentarzystów PiS również wyraźnie uaktywniło się lobby wiatrakowe. Z różnych rejonów kraju dochodzą informacje o przechodzeniu lokalnych „rodzin peeselowskich”, często powiązanych z także z biznesem wiatrakowym, w szeregi PiS.

Z mediów wiemy, że ministerstwo środowiska i ministerstwo energetyki pracują nad generalnymi koncepcjami, które nie przewidują dominującej roli energetyki wiatrowej w sektorze OZE. Nie przekłada się to jednak na stanowisko odpowiedzialnych urzędników tych resortów wobec trwających lub proponowanych inwestycji wiatrakowych. Będąc w opozycji, szereg posłów PiS wskazywało na biznesowe i rodzinne powiązania urzędników centralnych z branżą wiatrakową. Stanisław Gawłowski -- wiceminister środowiska, który zatrzymał geotermię, żeby zrobić miejsce dla wiatraków -- już nie pracuje w tym resorcie, ale w pismach wychodzących z tego ministerstwa nie ma żadnych oznak zmiany w widzeniu problemu hałasu i jego oddziaływania na ludzi. Powołując się na wątpliwe podstawy prawne, obecne ministerstwo środowiska w ramach kontroli aktów prawa miejscowego, nakazuje też Regionalnym Dyrektorom Ochrony Środowiska usuwanie zapisów zakazujących inwestycji w energetykę wiatrową z Planów Zadań Ochronnych dla tych obszarów Natura 2000, gdzie takie zapisy zostały w ostatnich latach wprowadzone.

Krótko mówiąc, jeśli idzie o uporanie się z problemem przemysłowej energetyki wiatrowej Państwo Polskie nadal pozostaje „kamieni kupą”. Wniesienie projektu ustawy odległościowej do Sejmu na razie wygląda na jednorazowy zryw. Trudno powiedzieć, kiedy i czy w ogóle to się zmieni w sposób zauważalny dla ludzi, którym wiatraki dosłownie walą się na głowę.

W naszym przekonaniu, zadanie Państwa polega na zagwarantowaniu skutecznej ochrony podstawowych praw indywidualnych mieszkańców wsi w stosunku do biznesu, który istnieje jedynie dzięki daninie płaconej przez podatnika. Jakiekolwiek poszerzenie grona beneficjentów tych „dotacji na wiatraki” (w formie podatku gminnego czy „spółdzielni wiatrakowych”) -- bez jednoznacznego uregulowania kwestii „otwartych do interpretacji”, „zależnych od dobrej woli” lub pozostawionych po prostu „autoregulacji” prywatnego biznesu -- skutkować będzie rozwojem siatek „konfliktów interesów” i chorych powiązań polityczno-biznesowych na polskiej wsi. Każdy z mieszkańców wsi pozostanie zagrożony zderzeniem z koalicją inwestora, wójta i urzędników samorządowych i ministerialnych. Tak wynika z dotychczasowych doświadczeń nie tylko w Polsce, ale i na przykład w Niemczech. Taki stan zagrożenia nie sprzyja funkcjonowaniu żadnej społeczności.

Wiele osób zadaje też pytanie, na które nikt z rządu ani opozycji nie formułuje nawet zarysu odpowiedzi – co dalej z już istniejącymi farmami wiatrowymi? Wszak ludzie tam mieszkali i nadal mieszkają a procedowana ustawa w żaden sposób ich nie chroni. Czyżby to było nadal państwo istniejące tylko teoretycznie? Społeczeństwo wciąż czeka na prawdziwą „dobrą zmianę”...

Taka jest nasza szczera odpowiedź na pytanie czytelnika.

Redakcja portalu stopwiatrakom.eu