^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci z rzadu 1Opublikowanie przez Komisję Europejską tzw. „Pakietu Zimowego” dla energetyki może być punktem zwrotnym w relacjach Polski z Unią Europejską. Przychylny dotąd Unii rząd PiS, chcąc nie chcąc będzie zmuszony do ostrej gry przeciwko Berlinowi i Brukseli, które chcą narzucić Polsce niemiecki model transformacji energetycznej. Na szczycie Unii Europejskiej, który odbył się 15 grudnia 2016 r. premier Szydło zapowiedziała stanowczy sprzeciw wobec propozycji wykluczających polski węgiel z rynku mocy i z gospodarki.

Wyśrubowane normy emisji CO2 wobec energetyki węglowej pojawiły się dosłownie w ostatniej chwili, dopisane ręką któregoś lobbysty. Premier Beata Szydło powiedziała wprost, że swoich propozycji Komisja nie konsultowała wcześniej z krajami członkowskimi, w tym szczegółów regulacji dotyczących rynku mocy i bezpieczeństwa dostaw. Podczas szczytu szefów państw Unii Europejskiej, który odbył się 15 grudnia 2016 r. w Brukseli, premier rządu zapowiedziała sprzeciw Polski w sprawie propozycji Komisji zawartych w pakiecie dotyczącym reform unijnego rynku energetycznego.

„Reakcja Polski musiała być tutaj zdecydowana i jasno postawiona właśnie na szczycie, że nie zgadzamy się nie tylko na takie procedowanie, ale również nie zgadzamy się na te rozstrzygnięcia. (...) Musimy zrobić oczywiście wszystko, żeby dostosować górnictwo, wypełnić zobowiązania, które niesie ze sobą porozumienie paryskie, ale musimy mieć czas na to, żeby te procesy przeprowadzić”.

Z kolei minister ds. europejskich Konrad Szymański podczas dyskusji, w której udział brali inni szefowie rządów mówił:

„Wprowadzanie w sposób nietransparentny zapisów, które są obliczone tylko i wyłącznie na dyskryminację rynku energii w Polsce, jest problemem najwyższej natury politycznej z naszego punktu widzenia. (…) Postrzegamy wybrane zapisy pakietu zimowego jako złamanie równowagi unii energetycznej jeśli chodzi o cele klimatyczne i energetyczne i tak naprawdę uniemożliwienie dopięcia właściwego kompromisu w zakresie polityki klimatycznej, jako takiej”.

Prace polskiego rządu nad obroną polskiej energetyki wspierać będzie Sejmowa komisja ds. Unii Europejskiej, która powołała 15 grudnia br. podkomisję nadzwyczajną do spraw polityki energetycznej Unii Europejskiej. Pracami podkomisji będzie kierowała pos. Izabela Kloc (PiS), która tak oto podsumowała cel powołania podkomisji:

„W zaproponowanym przez KE nowym pakiecie dokumentów zaniepokojenie budzą projektowane przepisy, które w mechanizmach wsparcia w postaci rynku mocy faworyzują gaz, a eliminują technologie oparte na węglu. Zauważyć można bezpośrednią dyskryminację instalacji węglowych, która nie uwzględnia systematycznego wzrostu ich efektywności oraz możliwości zastosowania czystych technologii węglowych. Zastrzeżenia budzi również tryb wprowadzenia tego rozwiązania bez oceny jego skutków regulacji".(…) „Rynek mocy ma wspomóc zaplanowany na najbliższe lata proces realizacji potężnych inwestycji, które mają doprowadzić do zastąpienia przestarzałych bloków węglowych. Tymczasem nowe propozycje KE praktycznie uniemożliwiają wprowadzenie wsparcia dla elektrowni węglowych. Przyjęcie przez Polskę proponowanego progu zmniejszenia emisji CO2 o co najmniej 40 proc. do 2030 r. oznaczałaby możliwość utworzenia rynku mocy tylko dla elektrowni gazowych".

O planach Komisji dotyczących dekarbonizacji gospodarek państw członkowskich pisaliśmy dużo i często, dlatego tym razem jako komentarz do poczynań europejskich dygnitarzy przytaczamy fragment artykułu „Stanowisko KE zagrożeniem dla polskiego rynku mocy”, który ukazał się na portalu „eneregtyka24”.

„Nie jest korzystna sytuacja gdy państwo opiera swoje bezpieczeństwo systemu energetycznego na mocach generowanych przez kraje ościenne, nawet przy najlepszych relacjach sąsiedzkich. Realnym jest, że może dojść do sytuacji gdy nawet przy codziennej dobrej współpracy i stałych przepływach energii na już istniejących połączeniach transgranicznych z innymi krajami, w przypadku zmian pogodowych na większym obszarze Europy brak będzie gwarancji dostępu do mocy dla polskiego operatora systemu przesyłowego. Pewne jest, że każde państwo w takiej sytuacji będzie chciało w pierwszej kolejności zaspokoić krajowe potrzeby (co wykazała praktyka w przypadku niedoboru dostaw gazu). Pakiet Bezpieczeństwa Energetycznego opublikowany przez Komisję Europejską wskazuje, że docelowym scenariuszem dla bezpieczeństwa energetycznego Europy ma być pełna integracja systemów energetycznych. Kraje członkowskie UE mają być zobowiązane do budowy odpowiedniej ilości połączeń transgranicznych, a krajowi operatorzy (w przypadku Polski PSE) będą wręcz zobowiązani do uzgadniania swoich planów inwestycyjnych. Oznaczać to może, że w przypadku braku odpowiedniej mocy w Polsce, do łagodzenia szczytów mogą zostać użyte farmy wiatrowe i ogniwa fotowoltaiczne w Niemczech (zbudowane w ramach projektu Energiewende i przy olbrzymich systemach wsparcia). Ponieważ energia jest towarem, brak mechanizmów wsparcia prowadzi do wyższej oceny ryzyka inwestycyjnego w naszym kraju w jednostkach wytwórczych i obok potencjalnego blackoutu naraża Polskę także na utratę przychodów i wspieranie energetyki w krajach sąsiednich, co oznaczać będzie, że polski obywatel będzie przyczyniał się de facto do spłaty systemów wsparcia przedsiębiorstw zagranicznych. (wyróżnienie redakcji).

[Komentarz redakcji] Obecną sytuację należy traktować bardzo poważnie i taka też powinna być reakcja rządu oraz środowisk, którym zależy na tym, by Polska mogła prowadzić własną politykę gospodarczą i samodzielnie decydować o tym, co w naszym kraju się dzieje. Trudno uwierzyć w to, że nagle Komisja Europejska, postanowiła i to sama z siebie zaostrzyć politykę dekarbonizacyjną i ot tak zwiększyć limit udziału OZE w miksie energetycznym. To są działania prowadzone świadomie i celowo, obliczone na to, że tego typu bezczelność ujdzie na sucho, bo nikt nie odważy się sprzeciwić na tyle mocno i stanowczo, że autorzy pomysłu będą zmuszeni się z niego wycofać lub zniknąć ze sceny politycznej. Dlatego powtarzamy, że od dłuższego czasu trwa już w Europie wojna węglowa i całą sprawę należy widzieć w tych właśnie kategoriach, a nie w kategoriach zwykłego sporu politycznego, gdzie obie strony na pokaz prezentują swoje racje, ale po cichu się ze sobą zgadzają. Skoro trwa wojna, to trzeba wiedzieć kto naprawdę nas atakuje i do czego dąży.

Niedawna debata w Parlamencie Europejskim poświęcona „Pakietowi Zimowemu” pokazała, że Komisja jest tylko bezwolnym wykonawcą niemieckich pomysłów gospodarczych i co Berlin każe, to Bruksela w podskokach wykonuje. Oczywiście odbywa się to w pompatycznym stylu pt. „ratujemy klimat przed globalnym ociepleniem”, w czym celują komisarze Maroš Šefčovič i Miguel Arias Cañete, ale nie można nie zauważyć zadowolenia niemieckich elit z przedstawionych projektów nowych przepisów i pochwał od zielonych populistów. Także nasi rodzimi wyznawcy globalnego ocieplenia, nie ukrywają, że ich celem jest pozyskiwanie 100% energii z OZE, czyli aktywne zwalczanie konkurencji węglowej, gazowej czy atomowej.

W swoich dążeniach do narzucenia Europie „jedynie słusznego” punktu widzenia na energetykę, Komisja Europejska nie daje się nikomu prześcignąć. Sama obwieszcza światu, że chce być liderem OZE i nikt i nic nie powstrzyma jej z tej drogi. Gdyby Polska była poza Unią, to moglibyśmy się tylko pośmiać i pokazywać palcem na komisarzy, jako przykład osób, które wierzą, że krowy są fioletowe i mają napis „Milka”, a świstak zawija czekoladę w sreberka. Niestety Traktat Lizboński, sprowadził kraje członkowskie do roli petentów Komisji, którym ta może narzucać „europejskie” rozwiązania, które nie mają nic wspólnego ze współczesną wiedzą i racjonalnym podejściem do rzeczywistości, a leżą w interesie rynków finansowych i globalnych korporacji zainteresowanych zbytem swoich produktów i usług.

Dlatego w tej sprawie grać trzeba ostro i nie wolno oszczędzać sił, bo zostaniemy z niczym, czyli z niemiecką energetyką na utrzymaniu. Komuś trzeba będzie w końcu wystawić rachunek za Energiewende i z niemieckiego punktu widzenia Polska nadaje się idealnie. Skoro Komisja brzydko fauluje już na początku, to do czego posunie się końcu drogi? Konieczne są zdecydowane i szybkie działania po stronie rządu, by zapewnić sobie lepszą pozycję negocjacyjną i zachować szansę na wygranie wojny węglowej. Zacznijmy od prostego postulatu, jakim jest usunięcie z Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej wyjątkowego przywileju dla niemieckiej gospodarki, jakim jest przepis art. 107 ust. 2 lit. c) traktujący obszar byłego NRD, jako wyłączony z reguł pomocy publicznej z mocy prawa pierwotnego Unii. Trudno o lepszy przykład nierówności prawnych w Europie. Okazja już jest, bo minęło już 6 lat od jego wejścia w życie i jest już prawna możliwość jego usunięcia. Leży to w interesie wszystkich państw członkowskich, by zlikwidować ten obszar znaczącej nierównowagi ekonomicznej w Europie.

Drugim postulatem powinno być domaganie się od Berlina prawnego uznania mniejszości polskiej w Niemczech wraz z restytucją majątku zagrabionego jeszcze przez hitlerowców organizacjom mniejszościowym.

Trzecia pilna sprawa do załatwienia, to jest wprowadzenie takich regulacji prawnych dla rynku prasowego, gdzie udział podmiotów zagranicznych w poszczególnych tytułach prasowych nie będzie mógł przekraczać 20-25%. Na wzór oczywiście niemieckich regulacji prawnych. Nadmierny udział niemieckich mediów w Polsce ewidentnie wypacza publiczny dyskurs we wszystkich możliwych sprawach i czas najwyższy przywrócić równowagę i w tym elemencie. Ostatniego cyrku w Sejmie z udziałem opozycji też by nie było, gdyby ta sprawa już dawno została załatwiona.

Sadźmy lasy, nie budujmy wiatraków.

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

1) http://www.cire.pl/item,138797,1,0,0,0,0,0,premier-podniosla-na-szczycie-ue-sprawe-propozycji-ke-dot-rynku-mocy.html

2) http://www.energetyka24.com/510617,powolano-podkomisje-sejmowa-ds-polityki-energetycznej-ue

3) http://www.energetyka24.com/510585,zaleski-stanowisko-ke-zagrozeniem-dla-polskiego-rynku-mocy