^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal komentarz redakcjiNiemieckie partie polityczne przygotowują się już do przyszłorocznych wyborów do Bundestagu, które odbędą się na jesieni 2017 r. Tamtejszy establishment polityczny już podzielił się tortem i w ramach kolejnego politycznego rozdania stanowisko prezydenta na wiosnę obejmie wiceprzewodniczący SPD Frank-Walter Steinmeier, zaś kandydatem na stanowisko nowego kanclerza będzie Angela Merkel (CDU/CSU).

Widać jasno, że nowa układanka polityczna służy tylko i wyłącznie zakonserwowaniu sceny politycznej w Niemczech i niedopuszczeniu do wejścia na salony władzy nowej, rebelianckiej partii, tj. Alternatywy dla Niemiec, która mogłaby obalić oligarchiczny system rządów nad Renem i Łabą.

Trzeba pamiętać, że sytuacja polityczna i gospodarcza w Niemczech ma bezpośredni wpływ na to, co dzieje się w Polsce. Ma też wpływ na to, co dzieje się w naszej energetyce. Silna pozycja energetyki wiatrowej też jest pochodną niemieckich wpływów politycznych i gospodarczych w Polsce. Niemcy widzą w naszym kraju idealne miejsce do robienia biznesów i nie byłoby w tym nic złego, gdyby zachowany został umiar i stosowne proporcje. Jak to wygląda w praktyce i do czego prowadzi dominacja jednej tylko opcji, wystarczy spojrzeć na rynek prasy, czy też szerzej, mediów w Polsce, gdzie ponad 90% wszystkich tytułów należy to niemieckich grup wydawniczych: Polska Press (20 dzienników regionalnych, dodatki telewizyjne, tygodniki ogłoszeniowe, media internetowe), Ringier Axel Springier Polska (Fakt, Dziennik Gazeta Prawna, Przegląd Sportowy, Newsweek Polska, Forbes, Onet.pl), Wydawnictwo Bauer (RMF, portal interia.pl, magazyny kolorowe), Gruner+Jahr Polska (prasa kolorowa, serwisy internetowe). Pytanie czyje interesy polityczne i gospodarcze promują te media ma charakter retoryczny. Warto przejrzeć tytuły wydawane przez te podmioty pod kątem prezentowania tematu energetyki wiatrowej, czy polityki klimatycznej. Jednolitość opinii jest widoczna od razu.

Wybory w Niemczech mają dla Polski niebagatelną stawkę. Jeśli zostanie utrzymany obecny kurs polityczny wiodących partii (CDU, CSU, SPD i Zieloni) i Angela Merkel utrzyma fotel kanclerza oznaczać to, będzie kontynuację obecnej polityki, w tym kluczowej dla Polski polityki klimatyczno-energetycznej. Oznacza to, że:

- Komisja Europejska będzie intensywnie pracować nad projektem Unii Energetycznej według założeń niemieckich planistów, czyli nad przeniesieniem Energiewende na poziom europejski. W całej Europie ma być powielony niemiecki model energetyki. A wszystko w myśl zasady – dobre, bo niemieckie i dokładnie tak jak w Niemczech;

- trwać będzie silny nacisk na dekarbonizację nie tylko energetyki, ale i transportu, budownictwa, rolnictwa i ciepłownictwa. Wojna z węglem ma charakter wojny ideologicznej i nie przewiduje się żadnego miejsca na kompromis czy wyjątki, poza oczywiście węglem brunatnym wydobywanym w Niemczech, który jest czysty i ekologiczny z założenia;

- podejmowane będą wysiłki na rzecz dalszej destabilizacji sytuacji politycznej i gospodarczej w Polsce w celu obalenia rządu PiS i wprowadzenia do rządu osób nastawionych bardziej „europejsko” i „demokratycznie”. W walce tej biorą oczywiście czynny udział niemieckie media w Polsce i proniemieccy politycy, a co jest widoczne gołym okiem.

Nie można też nie zauważyć, że niemieckie elity polityczne wybrały kolizyjny kurs z Polską i obecnym rządem, choć oficjalnie utrzymywany jest nastrój „przyjaźni między narodami”. Najbliższe wybory w Niemczech zdecydują czy kierunek na konfrontację będzie miał poparcie w preferencjach wyborczych, czy też jednak sami Niemcy zrozumieją, że wojenka z bliskim sąsiadem nie opłaci się im. Z uwagi na niemiecką kampanię wyborczą, w 2017 r. może być naprawdę gorąco, zwłaszcza że to na kanclerz Merkel spoczywa polityczna odpowiedzialność za zaproszenie setek tysięcy imigrantów do Niemiec. Jeśli niemieccy wyborcy pokażą czerwoną kartkę obecnej kanclerz, to cały układ polityczny w Europie odblokuje się i możliwe będą istotne zmiany, włącznie ze zmianą traktatów europejskich i zmianą składu Komisji Europejskiej.

Twarda postawa rządu Beaty Szydło w sprawie górnictwa, energetyki węglowej i w sprawie wiatraków, oznacza, że idziemy w dobrym kierunku, tj. oczyszczenia gospodarki z niemieckich wpływów i racjonalizacji w sektorze energetyki. Ten kierunek polityki trzeba kontynuować. Paradoksalnie, w pierwszej kolejności należałoby zająć się rynkiem mediów, gdzie mamy do czynienia z faktycznym oligopolem informacyjnym niemieckich spółek. Dziwić musi to, że Prezes UOKiK w ogóle nic z tą sprawą nie robi. Ma w swoim ręku wszystkie narzędzia prawne, by wymusić sprzedaż poszczególnych tytułów w inne ręce. Może nie widzi problemu? Tak czy inaczej, dla obrony polskiej energetyki przed pakietem zimowym potrzeba solidnych argumentów i stabilizacji finansowej.

Nie należy też zapominać, że ustawa odległościowa oraz nowelizacja ustawy o OZE pokrzyżowały plany ekspansji energetyki wiatrowej w Polsce i plany zajęcia przez nią schedy po energetyce węglowej, która miała upaść wraz z górnictwem. Najbliższy rok pokaże, czy rządowi uda się obronić węgiel i energetykę przed zieloną zarazą. Alternatywa jest oczywista, gdyż obecna opozycja (PO, Nowoczesna i KOD) były i są całym sercem za wiatrakami, co było widać już w trakcie prac nad ustawą odległościową, gdzie szczególnie posłowie z Nowoczesnej błyszczeli ignorancją i niewiedzą. Po stosunku do energetyki widać jasno, kto jest po czyjej stronie.

To będą ważne wybory, bo królowej grozi szach i mat.

Marcin Przychodzki, Redakcja stopwiatrakom.eu