^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci z sejmuW dniu 11 maja br. Sejm RP przyjął Uchwałę w sprawie uznania projektu rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie wewnętrznego rynku energii elektrycznej za niezgodny z zasadą pomocniczości. Uchwała jest konieczna do rozpoczęcia przez Polskę procedury tzw. żółtej karki w sprawie wewnętrznego rynku energii.

 

 Sejm bierze w obronę polskie interesy w sektorze energetycznym

Na 41 posiedzeniu Sejmu RP posłowie zdecydowaną większością głosów krytycznie ocenili projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie wewnętrznego rynku energii elektrycznej (wersja przekształcona) (COM(2016) 861 final) uznając, że jest on niezgodny z zasadą pomocniczości, przyjętą w art. 5 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej. 

Sejm foto mini

fot. Sejm RP/Materiały własne redakcji

Poniżej przytaczamy obszerny fragment podjętej uchwały:

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie wewnętrznego rynku energii elektrycznej (wersja przekształcona) (COM(2016) 861 final) nie jest zgodny z zasadą pomocniczości, o której mowa w art. 5 ust. 3 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE). Projekt ten narusza zasadę pomocniczości, ponieważ proponowane rozporządzenie nie zapewnia osiągnięcia celów zamierzonego działania na poziomie Unii w sposób lepszy niż działania podejmowane na poziomie krajowym (wyróżnienie redakcji).

W ocenie Sejmu niedopuszczalne jest podejmowanie na poziomie unijnym wiążących państwo członkowskie decyzji w zakresie budowy połączeń transgranicznych, powodujące zmianę ogólnej struktury dostaw energii z produkcji krajowej na import. Nie kwestionując konieczności dążenia do realizacji określonego w art. 194 ust. 2 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TfUE) celu, jakim jest wspieranie połączeń międzysystemowych, należy zastrzec, że nie jest to tożsame z podejmowaniem na poziomie Unii decyzji o ich budowie i zobowiązywaniem państw członkowskich do ich budowy, niezależnie od efektywności ekonomicznej i decyzji państwa o ogólnej strukturze zaopatrzenia w energię. Polska, jak inne państwa członkowskie, powinna przyczyniać się do osiągnięcia unijnego celu w postaci wspólnego rynku energii w zakresie budowy połączeń między sieciami energii, jednak proponowane instrumenty administracyjnego wymuszania tego procesu należy uznać za zbyt daleko idące.

Sejm uznaje, że zasadę pomocniczości naruszają zaproponowane w projekcie rozporządzenia regulacje dotyczące możliwości zastosowania na poziomie Unii środków wpływających na strukturę dostaw energii w przypadku stosowania środków z dziedziny energetyki:

1) wprowadzenie zakazu budowy rynku dwutowarowego i wykorzystania krajowych zasobów energetycznych w celu zaradzenia problemowi niewystarczających zasobów na poziomie krajowym, w przypadku stwierdzenia wystarczalności zasobów na poziomie europejskim i konieczności priorytetowego (a nie równoważnego) traktowania połączeń wzajemnych i odpowiedzi strony popytowej (art. 23 projektowanego rozporządzenia);

2) wprowadzenie w odniesieniu do projektowanych systemów wsparcia budowy nowych mocy wytwórczych (rynków mocy) limitu emisji CO2 dla jednostek uczestniczących w rynku dwutowarowym, prowadzących do praktycznego wykluczenia możliwości udziału w rynku dwutowarowym przez jednostki węglowe (art. 23 ust. 4 projektowanego rozporządzenia). Utrzymanie tego limitu będzie prowadzić w przypadku rynku krajowego do praktycznego wykluczenia najbardziej ekonomicznych i elastycznych środków służących rozwiązaniu problemu braku mocy wytwórczych, co w oczywisty sposób przełoży się na wzrost kosztów wprowadzenia ewentualnego rynku mocy dla odbiorców końcowych, skutkującego bezpośrednio wzrostem poziomu ubóstwa energetycznego, co samo w sobie jest sprzeczne z celami unijnej polityki energetycznej;

3) wymóg przeznaczenia środków pochodzących z przychodów z tytułu ograniczeń przesyłowych na utrzymanie zdolności połączeń wzajemnych lub rozbudowę nowych i brak możliwości ich przeznaczenia jako dochodu branego pod uwagę przy kalkulacji taryf (art. 17 projektowanego rozporządzenia).

Zdaniem Sejmu w przypadku projektu rozporządzenia nie zostały także dochowane formalne wymogi dotyczące przestrzegania zasady pomocniczości. Komisja niewystarczająco uzasadniła, że cele, którym ma służyć projektowane rozporządzenie, nie mogą być lepiej uregulowane na poziomie krajowym. Brak takiego uzasadnienia, w szczególności brak wskaźników jakościowych i ilościowych, stanowi naruszenie art. 5 protokołu (nr 2) w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności, załączonego do TUE oraz TfUE. Ponadto w znacznej mierze utrudnia, jeżeli wręcz nie uniemożliwia parlamentom narodowym realizację ich uprawnienia do kontroli poszanowania zasady pomocniczości (ar. 5 ust. 3, art. 12 lit. b TUE i art. 6 protokołu (nr 2)). W konsekwencji może również zostać uznane za naruszenie art. 4 ust. 3 TUE, zgodnie z którym zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i państwa członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wzajemnego wsparcia w wykonywaniu zadań wynikających z Traktatów.

Podsumowując, w ocenie Sejmu projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie wewnętrznego rynku energii elektrycznej (wersja przekształcona) (COM(2016) 861 final) narusza zasadę pomocniczości.

Procedura żółtej kartki

Przyjęta w/w uchwała daje Polsce możliwość wszczęcia tzw. procedury żółtej kartki w stosunku do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europy w sprawie rynku energii elektrycznej, konkretnie chodzi tu o przepisy tzw. Pakietu zimowego.

Parlamentom narodowym przyznano prawo sprzeciwu wobec nowych przepisów  Unii Europejskiej. Polega to na tym, że 1/3 parlamentów narodowych może wnioskować o ponowne rozpatrzenie projektu aktu ustawodawczego jeśli stwierdzą one, że nie jest w nim  przestrzegana zasada pomocniczości. Procedura żółtej kartki jest jedną z dwóch procedur mechanizmu wczesnego ostrzegania, określonego w Protokole [nr 2] w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności, dołączonego do TUE, TfUE i TEWEA na mocy Traktatu z Lizbony. W ramach procedury żółtej kartki każdy parlament narodowy lub każda izba może przesłać przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, Rady i Komisji – w terminie 8 tygodni od przekazania parlamentom projektu aktu ustawodawczego w językach urzędowych – uzasadnioną opinię w sprawie jego niezgodności z zasadą pomocniczości. Każdemu parlamentowi przysługują 2 głosy (w przypadku parlamentów dwuizbowych każda izba ma jeden głos). Jeżeli uzasadnione opinie stanowią jedną trzecią, a w przypadku projektu dotyczącego przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, przedłożonego na podstawie art. 76 TfUE - jedną czwartą głosów przyznanych parlamentom narodowym, wówczas projekt musi zostać poddany ponownej analizie.

W zaproponowanym przez Komisję Europejską „Pakiecie zimowym” jest wiele propozycji nie do zaakceptowania przez Polskę, w tym limit emisyjny CO2 w wysokości 550 gramów na kilowatogodzinę - przyjęcie takiego limitu emisyjnego oznacza w praktyce koniec energetyki opartej na węglu nawet przy zastosowaniu najbardziej nowoczesnych, wysokosprawnych technologii. Dotyczy to również tych elektrowni, które są dopiero w budowie. Zaproponowany przez Komisję limit uniemożliwia Polsce finansowanie budowy nowych elektrowni węglowych w ramach rynku mocy i ma służyć wspieraniu elektrowni opartych o gaz ziemny. Dlatego uważamy, że „nieoficjalną” częścią propozycji Pakietu zimowego jest budowa drugiej nitki gazociągu „Nordstream” z Rosji do Niemiec, która zwiększy import rosyjskiego gazu do Europy. Tutaj leży klucz do rozwiązania problemu, który nazywa się „wewnętrzny rynek energii” wg pomysłu Komisji Europejskiej. Mówiąc wprost, wygląda na to, że Komisja w sposób świadomy wpędza państwa europejskie w uzależnienie od nośników energii z importu i działa jak dział sprzedażowy „Gazpromu”.

O Pakiecie zimowym pisaliśmy m.in. w dniu 4 stycznia 2017 r. tak:

„Antywęglowa obsesja, którą żywi Komisja Europejska, nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, poza zamiarem zwalczania konkurencji dla OZE poprzez wymuszanie na krajach członkowskich budowy nowych źródeł odnawialnych. Skoro „dobre” są tylko OZE, to znaczy, że węgiel jest ten „zły”. Cała reszta to tylko budowanie wielopiętrowych fasad i uzasadnień dla tego rozróżnienia. Przyjęcie takiego założenia oznacza, że nie jest możliwa żadna racjonalna dyskusja na argumenty z Komisją Europejską, gdyż nową legislację oparła o fałszywy dogmat – „węgiel jest zły i niedobry”. Wszystko, co będzie podważało ten dogmat będzie traktowane jako zamach na tę „prawdę objawioną”. Aby nie dać się zapędzić w kozi róg w tej sprawie rząd Beaty Szydło powinien od samego początku stawiać sprawę jasno – żadnej zgody na dekarbonizację w Polsce nie będzie. Należy wręcz żądać traktatowych gwarancji autonomii dla polskiej energetyki, tj. wyłączenia spod reguł planowanej Unii Energetycznej wpisanych do Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Inaczej zostaniemy przegłosowani, bo w Europie nikt za polski węgiel bić się nie będzie. Musimy to zrobić sami.”

[Nasz komentarz] Wygląda na to, że rząd przeprowadził dokładną analizę przepisów Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i nie będzie czekał na rozwój wydarzeń, tylko przystępuje do działania. Uruchomienie procedury ostrzegawczej wobec organów Unii to wydarzenie politycznie niezwykle ważne, gdyż pokazuje euromandarynom z Komisji, że istnieją granice, których nie wolno przekraczać. Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski oceniał, że ponad 10 unijnych państw ma w sprawie propozycji tzw. „Pakietu zimowego” stanowisko podobne do Polski, co daje nadzieję, że uda się przewalczyć kuriozalne przepisy, które mogą spowodować zamknięcie całej energetyki i na trwałe uzależnić nas od importu energii.

Musimy powtórzyć to, co piszemy od samego początku, gdy tylko pojawiły się projekty Unii energetycznej - dla Komisji Europejskiej istnieje tylko jeden cel w polityce energetycznej, tj. zapewnienie rynku zbytu dla nadmiarowej produkcji energii elektrycznej w Niemczech pochodzącej z elektrowni wiatrowych, pojawiającej się chaotycznie i w sposób niekontrolowany. Polska jest idealnym rynkiem zbytu dla tej produkcji. Stąd mamy olbrzymi nacisk na szybkie uchwalenie i wdrożenie regulacji zawartych w Pakiecie zimowym oraz presję eurokomisarzy w tej sprawie. Jednoczesne uzależnienie od importu gazu i energii elektrycznej od naszych sąsiadów może się skończyć tylko polityczną katastrofą dla Polski. Rząd Beaty Szydło też to wie, bo rozbudowuje gazoport w Świnoujściu, chce zbudować gazociąg Baltic Pipe i wygląda na to, że nie ugnie się pod presją eurokratów, choć napotyka ciągle na barierę niezrozumienia. Świadczy o tym chociażby wywiad, jakiego udzieliła premier Szydło tygodnikowi „Do Rzeczy” (nr 19/2017 z 8-14 maja 2017 r.). W wywiadzie tym, na pytanie dziennikarzy o szanse zablokowania niekorzystnego dla Polski projektu Nord Stream II odpowiedziała tak:

„Nie jesteśmy sami, budujemy silną koalicję państw Unii, które sprzeciwiają się temu projektowi. Oczywiście to nie jest łatwe, kluczem są tu Niemcy. Na każdym spotkaniu z panią kanclerz Merkel poruszam ten temat. Ona stoi na stanowisku, że to problem biznesowy. Ja zawsze odpowiadam, że jednak polityczny”.

W tych krótkich słowach widać fundamentalne różnice w podejściu do problemu importu rosyjskiego gazu do Europy. Niemiecka kanclerz stara się bagatelizować sprawę mówiąc, że to nie jest problem o charakterze politycznym a kwestia czysto biznesowa. Próby zwracania jej uwagi nie przynoszą jednak efektu. Biorąc pod uwagę, że kanclerz Merkel jest przywódcą poważnego kraju, jej odpowiedź nie jest tylko zwykłym zbywaniem lecz wskazówką dla naszej premier, że Niemcy na tym projekcie zamierzają zarobić i z powodu polskiego sprzeciwu z niego nie zrezygnują. No bo kto racjonalnie myślący dobrowolnie zrezygnuje z dobrego interesu, nawet jeśli odbywa się to kosztem sąsiadów? Należy z tego wyciągnąć wniosek, że Niemcy są gotowe do rozmów o Nord Stream II pod warunkiem, że dostaną lepszą ofertę biznesową od Polski w zakresie dostaw gazu. Może zatem warto zapytać Angelę Merkel, ile powinien kosztować gaz w długoterminowych dostawach z Polski do Niemiec, by zmienili źródło zaopatrzenia. W końcu dostawy gazu to biznes. Co prawda prowadzony przez polityków, ale to zawsze jest biznes.

Sadźmy lasy, rozbierajmy wiatraki.

Redakcja stopwiatrakom.eu

Źródło:

[1] http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/8906008E1E3BB1AEC125811C004076B6/%24File/1524.pdf

[2] http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/12EC527C312ED70DC125810E004116B1/%24File/1515.pdf

[3] http://oide.sejm.gov.pl/oide/index.php?option=com_content&view=article&id=14841&Itemid=822

[4] http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-polske-poprze-10-panstw-ue-ruszyla-procedura-zoltej-kartki,nId,2393252

[5] http://stopwiatrakom.eu/wiadomo%C5%9Bci-zagraniczne/2098-komisja-europejska-obawia-si%C4%99,-%C5%BCe-rynek-mocy-umo%C5%BCliwi-finansowanie-elektrowni-w%C4%99glowych.html

 stopwiatrakom stopka 1