^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci z sejmuW dniu 25 kwietnia 2018 r. rozpoczęły się prace w Sejmie nad nowelizacją ustawy o odnawialnych źródłach energii, która w zamierzeniu rządu ma dostosować polskie przepisy do wymogów unijnych dyrektyw. Jednak kluczową kwestią związaną z tą zmianą przepisów jest sprawa powrotu do budowy wiatraków w Polsce. Ministerstwo Energii, jako autor tych zmian próbuje bagatelizować kwestie wiatraków i ukrywa rzeczywiste znaczenie tej nowelizacji dla branży wiatrakowej i sąsiadów, skazanych na ich sąsiedztwo. Niestety, zbyt długo zajmujemy się tymi sprawami, by można było nas oszukać czy też zbyć tanimi opowieściami o „dostosowaniu polskiego prawa do prawa unijnego”. Oczywiście Sejm może przegłosować sobie wszystko, co zechce za wyjątkiem zmiany kobiety w mężczyznę i odwrotnie. Nie da się jednak przykryć na drodze ustawowej prawdy o wiatrakach. Kłamstwa zawsze będą boleć.

Sejmowa Komisja ds. Energii i Skarbu Państwa obradowała podczas pierwszego czytania rządowego projektu zmiany ustawy o OZE (druk nr 2412) i po stosunkowo krótkich obradach przekazała projekt do obrad w podkomisji nadzwyczajnej. Transmisja z obrad Podkomisji dostępna jest tutaj: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje.xsp?unid=E297776FDFB1E356C1258275003EAA3C# - obrady nad nowelizacją ustawy o OZE zaczynają się od godziny 14.12.

Naprawdę warto pochylić się nad tą nowelizacją, gdyż w niej, jak w soczewce widać wszystkie wady obecnego systemu stanowienia prawa w Polsce i skrępowanie polskiego rządu coraz bardziej kuriozalnymi przepisami Unii Europejskiej. Jeśli ponad 80% polskiego ustawodawstwa jest pochodną regulacji unijnych, to działalność Sejmu i rządu już została sprowadzona do odgrywania z góry wyznaczonych ról bez nawet marginesu swobody. Coś na kształt autonomii Galicji w Cesarsko-Królewskich Austro-Węgrzech. Tyle, że wtedy ta autonomia była zdecydowanie większa.

Federalizacja Europy stała się faktem, tylko rząd tego nie zauważył

Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, że w odniesieniu do tzw. „odnawialnych źródeł energii”, na punkcie których ma obsesję nasz zachodni sąsiad, a w ślad za nim, chodząca na smyczy Berlina, Komisja Europejska, nie mamy żadnej swobody ruchu. Nie dość, że bez żadnego realnego powodu – trudno bowiem traktować poważnie teorie o globalnym ociepleniu czy zmianach klimatu wywołanych przez człowieka - wymusza się na Polsce rezygnację z wydobycia węgla i tym samym z energetyki węglowej, to jeszcze wciska się na siłę urządzenia udające produkcję energii w postaci elektrowni wiatrowych. I to wszystko mimo tego, że art. 194 ust. 2 TFUE (Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej) jednoznacznie podkreśla, że do wyłącznej kompetencji państw członkowskich należy wybór „między różnymi źródłami energii i ogólnej struktury jego zaopatrzenia w energię”. Oznacza to, że Komisja Europejska nie ma kompetencji do działania w obszarze wyboru technologii wytwarzania i dostaw energii. Za bezpieczeństwo energii w kraju odpowiadają bowiem rządy, a nie Komisja. Pisaliśmy o tym dokładnie rok temu tutaj: http://stopwiatrakom.eu/okiem-prawnika2/2209-zakres-uprawnień-komisji-europejskiej-w-dziedzinie-energii-–-analiza-krytyczna.html i analiza ta nic nie straciła na swojej aktualności. Można ją wprost wykorzystać w argumentacji przeciwko całej nowelizacji, gdyż akurat prawne uzasadnienie do całej ustawy jest niemerytoryczne i wręcz oszukańcze. Najważniejsze sprawy są pominięte i przekłamane.

Szkoda, że obecny rząd PiS nie rozumie tego, że celem Komisji Europejskiej jest zmuszenie Polski do posłuszeństwa i całkowitej uległości wobec poleceń Berlina i Komisji Europejskiej i to nie tylko w zakresie energetyki, ale w ogóle. Ustawa o OZE i wiatraki są tylko jednym z pretekstów gry prowadzonej z rządem o zakres władzy państw członkowskich w ramach Unii Europejskiej. Stąd też spełnienie jakichkolwiek żądań Komisji nie załatwi niczego, a jedynie pogorszy naszą pozycję negocjacyjną w Unii Europejskiej i przyspieszy procesy federalizacji Europy. Dla Polski oznacza to - w najlepszym razie - osiągnięcie statusu landu w Niemczech, co prawda z własnym rządem i parlamentem, ale ze znikomymi kompetencjami i bez większego znaczenia politycznego. Jeśli tego chce rząd Morawieckiego, to niech to publicznie powie, bo to jest prawdziwy wymiar walki z wiatrakami w Polsce – niezależność i silna pozycja w Unii Europejskiej oraz zdolność do rządzenia własnym krajem. Idealny temat na 100-lecie odzyskania niepodległości do publicznej debaty, no nie? Na razie rząd oddaje to walkowerem i zmierza szybkim krokiem do złożenia Berlinowi hołdu pruskiego.

Wiatrakowy Drang nach Westen

Każdy, kto choć trochę interesuje się tematyką, wie, że przez ostatnie 15 lat Niemcy zbudowali tak duży potencjał produkcyjny przemysłu OZE, że szukają oni rynków zbytu na te produkty. Bez przymusu instalowania elektrowni wiatrowych, nikt, kto umie liczyć pieniądze, dobrowolnie by ich nie budował. Stąd unijne przepisy promujące OZE i nakazujące stosowanie „czystych i ekologicznych” technologii przy produkcji energii elektrycznej. Niestety nie istnieje coś takiego, jak gospodarka zeroemisyjna, gdyż dwutlenek węgla, który traktowany jest dzisiaj jako gaz trujący, znajduje się wszędzie, nawet w powietrzu wydychanym przez człowieka. Jak Komisja Europejska dowie się, że każdy człowiek produkuje „śmiercionośny” gaz, to natychmiast opodatkuje ludzi podatkiem węglowym, licząc na to, że przestaniemy albo oddychać, albo dobrowolnie będziemy unikać wydychania dwutlenku węgla. Prosimy nie podpowiadać tego Komisji, bo wprowadzi przepisy o przymusowej eutanazji obywateli, po przekroczeniu rocznego limitu emisji CO2 na głowę.

Mówiąc zupełnie poważnie, sprawa budowy wiatraków wróciła i trzeba teraz pokazać, że nie jest błaha sprawa dla Polaków i od niej naprawdę wiele zależy. W tej sprawie praca kilkuset lokalnych stowarzyszeń, które przez lata walczyły z wiatrakowaniem Polski nie może pójść na marne tylko dlatego, że PiS uwierzył Angeli Merkel, że ta zakopie topór wojenny, jak odblokujemy jej budowę wiatraków. Taka naiwność polityczna zemści się srodze.

Prosimy wszystkie osoby po stronie społecznej, które były i są zaangażowane w protest z bezmyślnym wiatrakowaniem Polski o wysyłanie swoich uwag i stanowisk bezpośrednio do Komisji Energii i Skarbu Państwa korzystając z elektronicznego formularza kontaktowego dostępnego na stronie Sejmu RP tutaj: http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/contact.xsp?type=ESK

To jest ostatni moment, by uratować się przed drugą inwazją wiatraków. Nie dajmy satysfakcji naszym oponentom, że dostali to, co chcieli, ot tak bez walki.

Kto popiera wiatraki, ten przegrywa wybory

Redakcja stopwiatrakom.eu

 

stopwiatrakom stopka 1