^Do góry

Wiadomości po angielsku

Uwagi prawne

Blog Barbary Lebiedowskiej

portal wiadomosci zagraniczneMimo jawnej obstrukcji ze strony prezydenta Włoch Sergio Matterellego, dwóm zwycięskim ugrupowaniom politycznym w ostatnich wyborach do parlamentu (Liga i Ruch Pięciu Gwiazd), udało się w końcu utworzyć rząd pod przewodnictwem premiera Giuseppe Conte. Pierwsza próba utworzenia rządu przez premiera Conte została storpedowana przez lojalnego wobec Berlina i Unii Europejskiej prezydenta Włoch, któremu nie spodobał się eurosceptyczny minister Paolo Savona. Jednak opór Włochów przed próbą narzucenia rządu „technicznego”, wykonującego polecenia Komisji Europejskiej i Angeli Merkel był zbyt duży, by taki rząd był w stanie normalnie pracować. 
 
Rząd Conte już nazywany jest przez europejskie elity i ich klakierów „populistycznym”, co ma sugerować, że nie jest on mile widziany na europejskich salonach, gdzie można spotkać wyłącznie partie mądre, cnotliwe i pracujące na rzecz pomyślności obywateli. Zresztą unijny komisarz ludowy Günther Oettinger – zaufany człowiek Angeli Merkel w Brukseli – wyraźnie poirytowany powiedział, że ma nadzieję, że „rynki finansowe i niepewna perspektywa nauczą włoskich wyborców, aby nie głosować na partie populistyczne w następnych wyborach.”. [1] Swoje dołożył też przewodniczący Komisji Europejskiej Jan Klaudiusz Juncker, który komentując sytuację we Włoszech powiedział, że: „Włochy potrzebują więcej pracy, a mniej korupcji” [2]
 
Te bezczelne komentarze eurokomisarzy tylko upewniły Włochów w przekonaniu, że wynik wyborów może zostać zlekceważony przez elity europejskie zwłaszcza, że prezydent Sergio Matterella wykorzystał swoje uprawnienia do zablokowania pierwszej próby utworzenia rządu przez Ligę i Ruchu Pięciu Gwiazd. Ostatecznie obie partie polityczne utworzyły nowy rząd, a Paolo Savona powrócił, ale jako minister spraw europejskich. Tym razem zdecydowany opór Włochów pomógł obronić decyzję wyborców wbrew zamierzeniem eurobiurokratów.
 
logo stop wiatrakom mini[Nasz komentarz] Konflikt między nowym włoskim rządem a europejskimi elitami jest oczywisty i nieuchronny, gdyż praktycznie w każdej sprawie występuje różnica poglądów. Zresztą, by wydobyć włoską gospodarkę z kryzysu finansowego, wyjście ze sfery euro jest wręcz koniecznie. Dokładnie to samo dotyczy gospodarek Grecji, Hiszpanii i Portugalii, ktore dzięki walucie euro, utrzymywane są w permanentnym kryzysie zadłużenia. Na opuszczenie strefy euro, z oczywistych względów, nie zgodzą się Niemcy, których gospodarka ma się doskonale właśnie dzięki wspólnej walucie skrojonej dokładnie pod ich eksportowe potrzeby, kosztem innych gospodarek.
 
Drugim polem konfliktu z Komisją Europejską będzie dla Włoch polityka imigracyjna. Nowy rząd będzie się starał ograniczyć napływ uchodźców z Afryki i krajów muzułmańskich, gdyż koszt utrzymania setek tysięcy przybyszów spadł na budżet państwa, a Włochów zwyczajnie na to nie stać. Inną sprawa, że uchodźcy nie garną się do pracy i wolą żyć z zasiłków.
 
Włoski przykład powinien dać dużo do myślenia naszemu rządowi, gdyż jasno widać, że europejskie elity, pod niemieckim przewodnictwem ani myślą zrezygnować z budowy nowego państwa w Europie (Stany Zjednoczone Europy) i tym samym zwalczają wszelką niezależność gospodarczą i polityczną państw członkowskich nawet wbrew woli wyborców. Linia podziału jest prosta. „Dobre” są te siły polityczne, które popierają budowę federacji europejskiej ze stolicą w Berlinie i akceptują polityczne przywództwo Niemiec, a „złe” są takie, które to kwestionują i wtedy są zwalczane na wszystkie możliwe sposoby. Rząd PiS doświadcza już od ponad dwóch lat takiej właśnie szorstkiej przyjaźni z Berlinem, a mimo to wciąż naiwnie wierzy w możliwość zmiany tej polityki i zawarcie „kompromisu”.
 
Doświadczenie historyczne w relacjach z naszymi zachodnimi sąsiadami niestety ale uczy, że dla Niemców liczą się tylko interesy i strategiczne cele do osiągnięcia. Metody jakimi to czynią są dla nich bez znaczenia. Oni planów nie zmieniają, co najwyżej metody. Europę próbował jednoczyć już niemiecki kanclerz Adolf Hitler, ale mu nie wyszło, co nie znaczy, że Berlin porzucił zjednoczeniowe plany. 
 
Stąd warto dokładnie obserwować wybijanie się Włochów na niepodległość. Jeśli im się uda, to i my mamy szansę. Inaczej będziemy chodzili na coraz krótszej smyczy trzymanej przez Berlin i Brukselę.
 
Redakcja stopwiatrakom.eu
 
Źródło:
 
stopwiatrakom stopka 1